WWE WrestleMania 37 Night One – Opinia

To była piękna noc, której nie zapomnę przez długi czas. Masa emocji, wzruszeń i co najważniejsze wspaniałego show, którego dostarczyło nam WWE. Miło było ponownie zobaczyć fanów na arenie, bo wrestling z publicznością jest zdecydowanie piękniejszą rozrywką. Pierwsza noc WrestleManii zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie i do teraz jestem pod ogromnym wrażeniem. Siedziałem do 6 rano pełny euforii, która oczywiście była spowodowana nocnym spektaklem zaserwowanym przez federację McMahonów. 

Singles Match

Bobby Lashley (c) vs. Drew McIntyre

Na pierwszy ogień po uporaniu się z problemami atmosferyczni poszli Bobby Lashley i Drew McIntyre, którzy otworzyli 37 edycję “Najwspanialszej sceny ze wszystkich”. Chyba nie dało się lepiej otworzyć gali, niż starciem o WWE Championship i to jeszcze z udziałem takich nazwisk. Pojedynek rozkręcał się powoli i chwilami nawet trochę przynudzał, ale na szczęście z biegiem czasu zaczęli się rozkręcać i było już przysłowiowo z górki. McIntyre wydawał się lekkim faworytem i jakoś nie przyjmowałem do siebie scenariusza, w którym ulega wszechmocnemu Bobby’emu. Lashley postawił Szkotowi wygórowane wymagania, które w pewnym momencie zaczęły przerastać Drew i ten był zmuszony do podjęcia ryzyka, by zwyciężyć tej nocy. Potrójne wykonanie Future Shock DDT zbliżyło McIntyre’a do wiktorii, aczkolwiek za chwilę jego sen o zwycięstwie oddalił się w dal. Chwila nieuwagi… i Bobby zaaplikował Hurt Lock, po którym Drew opadł z sił i to All Mighty mógł cieszyć się z obrony tytułu na Manii.

Zwycięzca: Bobby Lashley

Moja ocena: *** 1/2*

Tag Team Turmoil Match (o miano pretendentek do WWE Women’s Tag Team Championship)

Naomi & Lana vs. Carmella & Billie Kay vs. Dana Brooke & Mandy Rose vs. Riott Squad (Ruby Riott & Liv Morgan) vs. Natalya & Tamina

Fajny przerywnik przed dalszą częścią karty. Walka, która miała dać trochę odetchnąć publice po długim oczekiwaniu na rozpoczęcie gali i openerze. Nie było to idealne starcie, bo pojawiło się kilka botchy, ale biorąc pod uwagę całokształt, nie mogę być zawiedzionym, bo nawet nie miałem żadnych oczekiwań względem tego pojedynku. Akcję rozpoczęły Lana i Naomi, które skonfrontowały się z drużyną będącą w tej walce z przypadku. Ku mojemu zdziwieniu, Carmella i Billie Kay wyeliminowały roztańczone oponentki i kontynuowały walkę o miano pretendentek. Następny w kolejce był Riott Squad, który nieźle namieszał i otarł się o zwycięstwo – najpierw eliminacja duetu Melli i Kay, a następnie Mandy Rose i Dany Brooke. Bardzo chciałem, aby Ruby wraz z Liv miały swój WrestleMania Moment i dokonały tego poprzez zwycięstwo Tag Team Turmoil. Niestety pojawienie się Nattie i Taminy zwiastowało porażkę, która po chwili stała się faktem i to one zawalczą podczas drugiej nocy o pasy tag teamowe kobiet.

Zwyciężczynie: Natalya & Tamina

Moja ocena: ** 1/4*

Singles Match

Cesaro vs. Seth Rollins

Czasami wystarczy kilkanaście minut, aby zawodnicy stworzyli w ringu coś wyjątkowego. Nie trzeba przeciągać walki w nieskończoność i obsypywać nas mnóstwem spotów. Rollins i Cesaro właśnie to zrobili, mimo że dostali na swoją walkę mało czasu. Wykonali kawał dobrej roboty, tworząc jedną z najlepszych walk tegorocznej WrestleManii. Cieszyłem się każdym swingiem i każdym innym wykonywanym ruchem, jak i również otoczką, która towarzyszyła temu starciu. Szybkie tempo, zwroty akcji i triumfujący Cesaro – czego chcieć więcej? Dla Szwajcara miniony wieczór był szczególny, bo pierwszy raz w karierze zawalczył solo na WM-ce i do tego odniósł spektakularne zwycięstwo. Razem z Sethem stworzyli kapitalny pojedynek, błyszczeli w nim i zapisali się na kartach Manii, mimo że nie walczyli w najważniejszym meczu dnia. Publika żywo reagowała na kręcenie mesjaszem, a ja na głos liczyłem następne obkręcenia. Seth przetrwał, ale nie na długo, bo chwilę później znowu czekał na niego Szwajcarski Superman, który nie wypuścił szansy na efektowne wykończenie rywala. Wyprowadził Neutralizera (po raz drugi tego wieczoru), sędzia odliczył do trzech i Cesaro w piękny sposób zaakcentował swoją wygraną. 

Zwycięzca: Cesaro

Moja ocena: **** 1/4*

WWE RAW Tag Team Championship Match

The New Day (Xavier Woods & Kofi Kingston) (c) vs. AJ Styles & Omos

Wszyscy czekali na debiut potężnego Omosa, który od kilku miesięcy pełni funkcję ochroniarza AJ Stylesa i przy okazji zyskuje sympatię fanów. Na WrestleManii nie powalczył zbyt długo, ale nie oto przecież chodziło, prawda? Wysoki zawodnik miał siać postrach w The New Day i przy okazji wspomóc Allena w zdobyciu tytułów mistrzowskich. Styles przebywał w ringu zdecydowanie dłużej i przyjmował na siebie większość akcji od Kofiego i Xaviera. Wejście Omosa diametralnie zmieniło obraz walki na korzyść jego oraz AJ-a. I tak miało to właśnie wyglądać – olbrzym wchodzi, dewastuje swoich rywali i zalicza debiut z przytupem + razem ze Stylesem zdobywa pasy tag teamowe.

Zwycięzcy: AJ Styles & Omos

Moja ocena: ***

Steel Cage Match

Braun Strowman vs. Shane McMahon

Tuż przed rozpoczęciem walki Brauna z Shanem, przeczytałem na Twitterze wpis, w którym była mowa o tym, że WWE planuje coś szalonego względem tego starcia. Nie napalałem się na nic szczególnego, bo wiedziałem, że klatka będzie ich ograniczać. Mogliśmy być jednak pewni, że jakiś konkretny spot zostanie wykonany, bo Shane nas już do tego przyzwyczaił. O’Mac trochę poturbował Brauna i wyrobił sobie nad nim przewagę, która niestety dla syna Vince’a nie utrzymała się zbyt długo. Gdy Monster Among Man zniszczył część klatki i wciągnął McMahona do środka, byłem pewny, że za chwilę Shane poleci na matę – upadek wyglądał efektownie i zarazem brutalnie. Chwilę potem Strowman dołożył Running Powerslam, po którym nie było już co zbierać i przypiął Shane’a.

Zwycięzca: Braun Strowman

Moja ocena: ** 1/4*

Tag Team Match

Damian Priest & Bad Bunny vs. The Miz & John Morrison

O Mój Boże, co on zrobił, Bad Bunny GOAT – tak reagowałem na wyczyny naszego, lubianego rapera pochodzenia portorykańskiego. Niecodziennie mamy okazję podziwiać tak genialne występy celebrytów w świecie pro wrestlingu. Bunny wyszedł poza jakąkolwiek skalę – pokazał ogromne serducho, poświęcenie i bardzo przyłożył się do swojego pojedynku na WrestleManii. Mike, John i Damian mieli swój duży udział w tym przedstawieniu, ale to Bad Bunny zagrał pierwszoplanową rolę na miarę statuetki Oskara. Facet spisał się na medal, pierwszy raz w życiu stając w kwadratowym pierścieniu i to na najważniejszej gali w rozrywce sportowej. Walka przerosła wszelkie moje oczekiwania, spowodowała, że łapałem się z głowę i niedowierzałem w to, co widzę na ekranie. Kapitalna praca duetu Miz & Morrison, którzy zachwycili już podczas swojego wejścia, ale to w ringu pokazali większą klasę. Damian Priest zaliczył wspaniały debiut na Manii, który może wywindować jego karierę w main rosterze naprawdę wysoko. Natomiast jego kompan pozamiatał i zamknął usta wszystkim tym, którzy narzekali na jego angaż w WWE. Przepiękny Canadian Destroyer i inne wspaniałe rzeczy, które robił w tej walce zasługują na uznanie. 

Zwycięzcy: Damian Priest & Bad Bunny

Moja ocena: ****

WWE SmackDown Women’s Championship Match

Sasha Banks vs. Bianca Belair

Wrestling rzadko doprowadza mnie do łez. Częściej zdarzało się to za dawnych lat, gdy byłem jeszcze małym chłopcem, który bardzo przeżywał wydarzenia w ringu. Ostatni raz płakałem na zakończeniu kariery Daniela Bryana i od tego czasu nie było okazji na wylanie łez. Dzisiaj jednak wydarzył się wyjątek, którym był main event pierwszego dnia WrestleManii 37. Sasha Banks broniła złota kobiet SmackDown w batalii ze zwyciężczynią kobiecego Royal Rumble, Biancą Belair. Będę się teraz rozpływał nad wspaniałością tego pojedynku, który został stworzony przez dwie wspaniałe zawodniczki. Main event, w którym zawarto wszystko, co powinno być w nim zawarte. Emocje, wrestling na wysokim poziomie i świetny storytelling. Pierwsze spojrzenia Bianci i Sashy na siebie, mocno pokazywały nam, że to będzie magiczne starcie. Było widać wzruszenie na twarzach obu wrestlerek, na których swoją uwagę skupiał cały wrestlingowy świat. Nie dość, że obejrzeliśmy kapitalne widowisko pod względem ringowym, to jeszcze dostaliśmy przepięknie opowiadaną historię. Banks chcąca udowodnić wyższość na pretendentką i to, że wielka chwila na Manii należy się tylko i wyłącznie jej. Bianca dzielenie walcząca o swoje marzenia i podejmująca racjonalne decyzje, które prowadziły ją w kierunku sukcesu. Złapanie Sashy w locie, gdy ta wykonywała Suicide Dive, efektowny 450 Splash i kluczowe uderzenie warkoczem, które było chyba słychać na całym Raymond James Stadium. Na sam koniec walki była jeszcze świetna wymiana na kontry, zwycięska przez Belair, której udało się ostatecznie wykonać K.O.D i odnieść najważniejszą wygraną w swojej karierze.

Zwyciężczyni: Bianca Belair

Moja ocena: **** 1/2*