AEW All In 2026 – OPINIA
Fot. Kenny Omega vs. Will Ospreay AEW All In/ Ricky Havlik
To, że wracam na MyWrestling z moją tradycyjną opinią, to znak, że All In było galą na wybitnym poziomie. I nie chodzi jedynie o same walki, ale także otoczkę wokół niej i atmosferę. All In stało się tym, czym była kiedyś WrestleMania. Wielkim show, na które czeka się przez cały rok i ma się gwarancję, że po obejrzeniu nie będzie się zawiedzionym. Zapraszam do przeczytania opinii.

Eight-Man Tag Team Match
Lio Rush & The Rascalz vs. The Opps (Hook, Katsuyori Shibata, Anthony Bowens & Action Andretti)
Ci, którzy oglądali tę walkę na Extreme Sports Channel… NIE ZOBACZYLI JEJ ZAKOŃCZENIA. Na szczęście później stacja już lepiej umieszczała spoty reklamowe. Standardowy mecz na rozgrzanie publiki, która dopiero zajmowała swoje miejsca na Wembley. Każda walka z udziałem Lio Rusha to powód do uśmiechu, więc liczę, że Tony Khan będzie go częściej bookował na występy na Dynamite i Collision. Pokazali solidny wrestling i w sumie to tyle. Rascalz zasługują na COŚ WIĘCEJ niż jedynie bycie stajnią do podkładania innym. Oby w przyszłości zostali mistrzami Trios.
Moja ocena: **

Tag Team Match
Kris Statlander & Harley Cameron vs. Sisters of Sin (Julia Hart & Skye Blue)
Mam spory problem z tym, że podczas All In w głównej karcie odbyły się tylko dwie walki kobiet, a w dodatku jedna z nich była singlowa. Śmiało mogli dodać kobiece Casino Gauntlet, zamiast lepić na szybko tego typu walki tag teamowe. Kris Statlander jeszcze niedawno biła się o mistrzostwo świata kobiet AEW, by teraz lądować w Buy-in. Słabo. Zapomniałem w ogóle, że Julia, Skye i Thekla mają pasy Artist of Stardom. Nie wiem, po co je im dawano, skoro w ogóle nie stają w ich obronie. Ten pojedynek nie był zły, ale ciężko się angażować w coś, co jest popularną „zapachaj dziurą” na najważniejszej gali roku.
Moja ocena: **

Eight-Man Tag Team Match
Big Boom A.J., QT Marshall & The Hurt Syndicate (Bobby Lashley & Shelton Benjamin) vs. Shane Taylor Promotions (Shane Taylor, Lee Moriarty, Carlie Bravo & Capt. Shawn Dean)
Następny tag team match, do którego wrzucono parę osób, byleby tylko dostali swój spot na All In. Klasycznie do walki przystąpił Big Boom A.J. i odhaczył coroczną tradycję występów w Buy-inie. Po powrocie do AEW, The Hurt Syndicate nie mają nic konkretnego do roboty, więc ich obecne miejsce w karcie to pre-show. Shane Taylor Promotions to niezła stajnia, ale wątpię, że na stałe zadomowią się w AEW. Lee Moriarty mógłby coś lepszego dostawać od Tony’ego Khana, bo to utalentowany wrestler. Sama walka stała na dobrym poziomie, ale to ten sam case, co poprzednie, czyli do zapomnienia.
Moja ocena: * 1/2

AEW TBS Championship Match
Maya World (c) vs. Persephone
Uważam, że to starcie powinno trafić do głównej karty, nie tylko ze względu na to, że dobrze się je oglądało, ale także z powodu powrotu Britt Baker do AEW. Maya i Persephone dostarczyły nam naprawdę dobry wrestling, w którym w końcu się coś działo i była w nim jakaś historia. Od jakiegoś czasu Maya miała mini feud z Persephone i z niego wynikła ta walka.
Maya World udowodniła, że jest wrestlerką z ogromnym potencjałem i ostatnie miesiące w jej wykonaniu były bardzo udane. W AEW pojawiła się jako zastępstwo za Nixon Newell i jej partnerkę, a skończyła jako mistrzyni TBS. Przeczuwałem, że ten run z pasem nie będzie trwał długo i w odpowiednim momencie został zakończony. Przede wszystkim przez odpowiednią do tego osobę. Powrót Britt Baker? Fajny moment i dentystka przyda się w federacji. Persephone wygrywa i bardzo mnie to cieszy. Sojusz z Bakerową na pewno będzie jej służył.
Moja ocena: ***

AEW World Trios Championship Trios Roulette Royale Match
Swerve Strickland & The New Level (Kofi & Austin Creed) vs. „Hangman” Adam Page & Brodido (Bandido & Brody King) (c) vs. The Dogs (David Finlay, Clark Connors & Gabe Kidd) vs. The Demand (Ricochet, Toa Liona & Bishop Kaun) vs. Death Riders (PAC, Claudio Castagnoli & Wheeler Yuta) vs. The Conglomeration (Orange Cassidy, Kyle O’Reilly & Roderick Strong) vs. Bang Bang Gang (Jay White, Austin & Colten Gunn)
Walka, która rozpoczęła się w Buy-in i jak się spodziewałem, została przeciągnięta do głównego show. Decyzja zrozumiała z powodu debiutu Kofiego i Austina Creeda w AEW i byłbym bardzo zdziwiony, gdyby nie dali ich do main card. Dużo tag teamów, chaotyczność i pojedynek wszyscy na wszystkich, choć jakieś drobne koalicje się tworzyły, jak na przykład Death Riders i The Dogs. Zmodyfikowanie zasad do eliminacji każdego z zawodników danego tria, dodało do starcia więcej możliwości i można było zobaczyć, jak Orange Cassidy czy Jay White walczą w osamotnieniu o przetrwanie.
W takich walkach zawsze dużo się dzieje i akcja trwa praktycznie nieprzerwanie, więc skupienie się na każdym detalu jest ciężkie do realizowania. Ale jeśli mam ocenić całość, to walka była dobrze zabookowana i miała kilka ciekawych momentów. Jeżeli miałbym coś zmienić, to chciałbym zobaczyć konfrontację Hangmana i Brodido ze Swerve’em i The New Level na samym końcu, ale pewnie takie zestawienie ujrzymy niedługo w rewanżu o pasy Trios. Ricochet eliminujący Page’a też mnie trochę zaskoczył. Poza tym wygrana Swerve’a, Kofiego i Austina oczywiście do przewidzenia
Moja ocena: ****

AEW Women’s World Tag Team Championship Match
Divine Dominion (c) vs. The Brawling Birds
Druga walka w karcie All In dostarczyła solidnego tagowego wrestlingu. Tego właściwie oczekiwałem: mocnych akcji, walki w brawlerskim stylu, i że Divine Dominion i The Brawling Birds dostaną na tyle czasu, aby stworzyć sensowny mecz. Bez zbędnego przedłużania zaczęły się okładać i prowadzić walkę w mocnym stylu. Obie drużyny miały swoje chwile dominacji i przewagi. Megan i Lena poszły klasykiem, próbując zakończyć pojedynek swoim podwójnym Chokeslamem i ofiarą była Jamie Hayter. Birdsy nie dawały za wygraną i zdobyły tytuły mistrzowskie. Przyda się odświeżenie w kobiecej dywizji tag teamowej i mam również nadzieję, że teraz Megan Bayne zacznie na poważnie liczyć się jako singlowa wrestlerka.
Moja ocena: *** 1/2

AEW Continental Championship Continental Challenge Cup Final
Jon Moxley vs. Nigel McGuinness
Czytając kilka internetowych opinii o walce Moxa z Nigelem można dojść do wniosku, że był to bardzo dobry pojedynek, ale mi osobiście czegoś w nim zabrakło. Nie oczekiwałem, że pójdą w coś innego niż techniczny wrestling i grappling, bo styl Moxleya i McGuinnessa na tym się opiera. Jednak liczyłem, że pokażą się z nieco lepszej strony, ale pewnie na więcej nie mogli sobie pozwolić, bo Nigel miał problem ze stopą, i oczywiście na tym budowano tę walkę. Jon próbował jeszcze bardziej ją zniszczyć, natomiast McGuinness chciał pokonać Moxleya za pomocą swojego technicznego arsenału. To przekomarzanie się i walka na to, kto będzie siłą przeważającą, miała swój szczęśliwy finał dla lidera Death Riders. Szkoda, bo miło byłoby zobaczyć, jak Nigel McGuinness dostaje wielki moment na Wembley.
Moja ocena: *** 3/4

AEW International Championship Triple Threat Match
Kyle Fletcher (c) vs. Kazuchika Okada vs. Konosuke Takeshita
Zastanawiałem się, jaką ocenę dać temu Triple Threat Matchowi, bo ringowo była to TOPka i w krótkim czasie dali świetne widowisko, aczkolwiek chyba każdy spodziewał się czegoś lepszego. To miał być showstealer, a wyszło po prostu bardzo dobrze, bez większego zachwytu. Mając w ringu trzech wybitnych wrestlerów, musisz dać im większą przestrzeń do tego, aby zrobili w ringu coś wyjątkowego. Tutaj niestety w chwili, gdy walka się rozkręcała i zbliżała do kulminacyjnych momentów, Okada wparował do ringu, wykonał Rainmakera na Fletcherze i go odliczył. Rozumiem, że chcieli dać jakiś element zaskoczenia, ale wolałbym, by wydarzył się on parę minut później. Nudzi też już trochę ta rywalizacja na lini Kyle-Takeshita i Okada -Takeshita. Oby „Protostar” poszedł wyżej w hierarchii AEW i niebawem powalczył o mistrzostwo świata.
Moja ocena: **** 1/4

Casino Gauntlet Match
Andrade El Idolo vs. MJF vs. Daniel Garcia vs. „Jungle” Jack Perry vs. „Speedball” Mike Bailey vs. Jericho vs. Tommaso Ciampa vs. Nick Wayne vs. Mistico vs. Komander vs. Mark Davis
Jestem fanem konceptu Casino Gauntlet i te walki za każdym razem stoją na wysokim poziomie. Tym razem nie było inaczej. Mocny skład, w tle kilka rywalizacji (MJF kontra Andrade El Idolo czy Jericho vs. Tommaso Ciampa) i zawodnicy o różnorodnej charakterystyce. Myślałem nad tym, kto powinien tu zwyciężyć i tak naprawdę znalazłoby się wiele nazwisk. Na pierwszym planie MJF i Andrade, co sugerowali nam przez ostatnie tygodnie. Ktoś niespodziewany również byłby dobrym wyborem, na przykład Nick Wayne (chociaż to bardziej moje życzenie, bo szanse na to były znikome).
W przeciwieństwie do Trios Roulette Royale, w Casino Gauntlet nie było miejsca na chaos i zbędne zamieszanie. Wszyscy wrestlerzy mieli okazję, aby zaprezentować się ze swojej najlepszej strony. Wejście Ciampy i atak Jericho, ciągła rywalizacja pomiędzy MJF-em i Andrade, pokaz umiejętności ringowych Mike’a Baileya i luchadorów. W tej walce znalazło się wszystko, co powinno się w niej znaleźć. Końcówka również dostarczyła emocji… po wejściu Jacka Perry’ego już miałem w głowie jego zwycięstwo, ale po chwili się obudziłem. Ale wybór zwycięzcy odpowiedni. Andrade na to zasłużył i czekam, aż zmierzy się z Ospreayem o mistrzostwo świata AEW, ale zanim do tego dojdzie, zapewne czeka go pojedynek z MJF-em.
Moja ocena: ****

AEW World Tag Team Championship Match
Cope & Cage (c) vs. The Young Bucks
Jedyne z czym mam problem w tej walce, to jej zakończenie. Było trochę pozbawione emocji, choć przez całą walkę umiejętnie je budowano. Byłem nastawiony na title change i przejęcie pasów przez Bucksów, więc wygrana Copelanda i Cage’a to miłe zaskoczenie.
Zobaczyliśmy tag teamowy wrestling na topowym poziomie (W PRZYPADKU YB TO STANDARD). Biorąc pod uwagę pogłoski, że Jacksonowie zamierzają się do zakończenia kariery, miałem mieszane uczucia co do tego, czy nie będzie to jeden z ich ostatnich występów. To w pewien sposób podsycało emocje i dawało kolejny argument za tym, że Matt i Nick zwyciężą na All In.
W sumie dobrze, że tak było, bo całkowicie liczyłem na ich zwycięstwo i przez cały pojedynek również widzieliśmy dominację mistrzów i pokazywano słabość pretendentów. Oprócz naprawdę dobrego poziomu w ringu, były też smaczki pokroju hołdu dla Dudleyów i Hardysów. Co do końcówki walki, zbyt chaotyczna i nie rozumiem, dlaczego zdecydowno się na nieczysty finisz, w którym to Christian używa klucza i wystawia jednego z braci Adamowi na wykończenie. Ale cóż, jak pisałem wcześniej, ostatecznie nie wpływa to aż tak bardzo na moją ocenę jako całości. Obstawiam, że już niedługo dojdzie do rewanżu i wtedy Young Bucks zostaną mistrzami.
Segment po zakończeniu walki pokazał, jak silną dywizją tag teamową dysponuje obecnie AEW. Legendy Cope i Cage, The Young Bucks, Motor City Machine Guns, FTR i The New Level. A do tego można jeszcze dołożyć kilka innych zespołów i powstaje najlepsza dywizja na świecie. Wrestling tag teamowy zasługuje na lepszą ekspozycję i AEW to zapewnia. Nie mogę się doczekać, co wydarzy się dalej między tymi wszystkimi drużynami.
Moja ocena: ****

AEW TNT Championship Falls Count Anywhere Match
Kevin Knight vs. Darby Allin
Oczekiwałem czegoś więcej od Kevina i Darby’ego, a otrzymałem bardziej tag team match niż ich walkę singlową. Możliwości były tutaj wielkie, ale w ogóle z nich nie skorzystano. Był spot ze skokiem Knighta na Allina, chwilę powalczyli, ale finalnie obejrzeliśmy bijatykę drużynową, w której brali udział Brian Cage, Jake Doyle, Steven Borden i Sting. Główni bohaterowie byli tłem i dopiero pod koniec coś się między nimi działo, chociaż to i tak było przedstawienie jednego aktora, który wszedł na konstrukcję i dał risky spot, bo do tego się najlepiej nadaje.
Za mało Kevina Knighta i Darby’ego Allina i za dużo ingerencji. Mogliśmy dostać standardowy Falls Count Anywhere, gdzie obaj chcieliby się unicestwić i byłoby mnóstwo przypięć w różnych miejscach areny, aczkolwiek wybrano najbardziej typowy scenariusz, w którym panuje chaos i towarzystwo rozgania Sting z pałką. Na koniec oczywiście Allin musiał zrzucić swoje ciało z wysokości, bo inaczej nie byłby sobą. Zbyt przewidywalna i oklepana walka.
Moja ocena: ***

AEW Women’s World Championship Match
Willow Nightingale (c) vs. Mercedes Monè
Wow. Wow. Wow. Poziom brutalności i sekwencji zdarzeń w tej walce wyniósł ją w mojej opinii do TOPki najlepszych walk w historii AEW… i nie tylko. Miałem takie odczucia, jak wtedy, gdy walczyły Sasha i Bayley na Brooklynie. Klasyczny babyface vs. heel. Wybitne starcie w swej prostocie. Mieliśmy historię ze złamaną ręką Willow, która pokazuje wolę walki i nie rezygnuje z konfrontacji z Monè. Z drugiej strony była pretendentka, która za wszelką cenę chciała zdobyć mistrzostwo świata kobiet i dodatkowo upokorzyć Nightingale. Obie z nich realizowały swój własny plan, ale żeby się powiódł, walka przybrała formę drogi przez mękę.
Nie dość, że Willow była uszkodzona, to jeszcze Mercedes w trakcie pojedynku złamała sobie nos. Przypadkowy uraz nadał wszystkiemu jeszcze większej dramaturgii. „CEO” cała we krwi, Willow ciesząca się z takiego obrotu spraw… i publika, która żywiołowa zareagowała na fakt, że Monè jest w złym stanie. Dalej to już była istna masakracja. Nie było zważania na jakiekolwiek zasady, cel był prosty: zniszczyć rywalkę. Był zerwany ochraniacz na narożnik, maltretowanie ręki Willow przez Mercedes, big spoty jak Spanish Fly i Moonsault od mistrzyni w kluczowych momentach.
Chciałem, żeby wygrała Willow. Jako wielki fan Mercedes. Tak samo było 11 lat temu na TakeOver. Byłem w opozycji do swojej ulubionej wrestlerki. I to jest piękno tej walki, że dawała tak silne emocje. Finisz dał poczucie, że historia między tą dwójką nie jest zakończona. Mercedes dopięła swego i wykończyła Willow Nightingale po wykonaniu Statement Makera, ale ta rywalizacja zasługuje na kontynuację. Jest 2:2 i przede wszystkim nie było poddania, bo Nightingale odpłynęła.
Liczę, że teraz dostaniemy długi title reign Mercedes Monè, którego końcem będzie powrót Willow Nightingale na szczyt dywizji kobiet AEW.
Moja ocena: *****

AEW World Championship Match
Kenny Omega (c) vs. Will Ospreay
Po obejrzeniu tej walki na żywo zrobiłem sobie rewatch i jestem jeszcze bardziej pod wrażeniem, jak świetna była. Kenny Omega był tutaj totalnym niszczycielem, który wyszedł na Wembley brutalnie przerwać marzenie Ospreaya o zostaniu mistrzem świata. Wiedzieliśmy, że Will wyjedzie z Londynu z pasem, bo tak musiało być, ale to, jak zabookowano ten pojedynek, i jaki performance dała ta dwójka, to coś pięknego.
Przyznam, że ich starcie z WK jest moim ulubionym, to z Forbidden Door było wspaniałe, ale najwięcej emocji dało All In. Build up mnie kupił, wejściówka Willa to najlepszy entrance, jaki widziałem w życiu, wchodził jak król na swoją koronację. Omega zaczął heelować już wcześniej, ale jego występ był tym, co najbardziej w nim uwielbiam. Tak zwany cocky heel i twardy pro-wrestling. Niszczył Ospreaya, wręcz go katował. Początek walki, w której zrobił na nim przeróbkę akcji, potem przebudzenie Willa po Hidden Blade, pełno krwi i wrestlerzy, którzy biją się o tytuł mistrza świata.
Trzeba się sporo namęczyć, żeby stworzyć walkę, która wywołuje aż tyle emocji. Oni to zrobili. Wszystko było perfekcyjne. Kenny zabójca, Will bohater publiczności. To, że pod względem ringowym będzie to najwyższy poziom, każdy wiedział. Ale dla mnie ważniejsze od tego, jakie akcje wykonywali, było zdecydowanie ich znaczenie. Ciosy miały wagę, standardowe akcje i przede wszystkim finishery.
Gdy czytam, że końcówka pojedynku to NO SELLING CZY SPOTFEST, to odnoszę wrażenie, że niektórzy nie rozumieją, czym jest w ogóle selling. Nie zawsze musi to być sprzedanie danej akcji do tego stopnia, że zawodnik leży po niej przez kilka minut. W tym przypadku zobaczyliśmy Kenny’ego Omegę, który pod wpływem silnych emocji i potężnej dawki adrenaliny odkopuje na 1 po One Winged Angel i Storm Breakerze. Całą siłę przeznaczył na te dwa kickouty i po chwili opadł z sił, co sprawiło, że Will go zniszczył ostatecznym Hidden Blade’em.
I wyszło kapitalnie. Historia budowała się pod ten moment przez całą walkę.
Will Ospreay poderwał się po wykonaniu One Winged Angel jako druga osoba w historii. Też widziałem opinie, że nie powinni tego robić. Ale przecież to była idealna chwila na to, aby pokazać Ospreaya w roli tego, który jest tak bardzo zdeterminowany, że udaje mu się to zrobić. To był jego dzień i nie było lepszej okazji, by się to wydarzyło.
Całościowo był to pojedynek, w którym opowiadanie historii stało na wyższym poziomie niż stricte akcja w ringu. Wystarczy spojrzeć na to, jak zareagowali fani na kickout Ospreaya na OWA. Wrestling ma być właśnie oparty na budowaniu momentów i żeby walka miała sens. Tu dostaliśmy wszystko. Od niesamowitego poziomu ringowego, po wybitny storytelling.
Moja ocena: ***** 1/2
Z MyWrestling związany od 2017 roku. Uwielbia japońskie puroresu, szczególnie federacje STARDOM i NJPW. Jego ulubione gwiazdy wrestlingu to: Kenny Omega, AJ Styles, Bryan Danielson, Mercedes Mone, Hana Kimura, Giulia i Toni Storm. Poza wrestlingiem, kibic Liverpoolu FC i fan piosenkarki sanah.
