WWE Royal Rumble 2021 – Opinia

Dzisiaj w nocy oficjalnie rozpoczęliśmy drogę do WrestleManii. Tegoroczne Rumble było wyjątkowe, bo bez udziału publiczności. Nie zmienia to jednak faktu, że gala ta ma swój urok nawet bez areny wypełnionej tysiącami fanów. Start w kierunku najwspanialszej ze scen WWE wykonało z przytupem i zrobiło podwaliny pod główne pojedynki na WM’kę. Drew McIntyre obronił tytuł mistrzowski w starciu z Goldbergiem, Bianca Belair wygrała kobiecy Royal Rumble Match i jedzie na WrestleManię. Roman Reigns ponownie zwyciężył z Kevinem Owensem, a Edge spełnił marzenie o kolejnym zwycięstwie w tytułowej walce i zdobyciu szansy na walkę o jeden z głównych tytułów WWE.

WWE Women’s Tag Team Championship Match

Asuka & Charlotte Flair vs Nia Jax & Shayna Baszler

W kick offie obejrzeliśmy rewanżowy pojedynek o tytuły tag teamowe kobiet. Wynik powinien być z góry wiadomy, bo Charlotte i Asuka niedawno zdobyły pasy, ale było jedno “ALE” w postaci Lacey Evans, która w ostatnim czasie rozpoczęła storyline z córką Rica Flaira. Spodziewałem się tego, że dojdzie do ingerencji nowej muzy szesnastokrotnego mistrza świata i przechyli ona szanse zwycięstwa na drużynę Jax i Baszler. Kluczowa była końcówka, w której Evans zaatakowała Charlotte pod nieuwagę sędziego i doprowadziło to do odliczenia Królowej przez Jax. Logiczny booking, bo zrzucili pasy na sprawdzony tag team, a Charlotte będzie mogła się skupić na rywalizacji z Lacey.

Zwyciężczynie: Nia Jax & Shayna Baszler

Moja ocena: ** 1/4*

WWE Championship Match

Drew McIntyre vs Goldberg

Jak ja się cieszę, że ta walka skończyła się w taki sposób i trwała bardzo krótko. Głupotą byłoby zwycięstwo Goldberga, który w swoich pojedynkach wykonuje jedynie Speara i Jackhammera. W dodatku ledwo daje radę pod względem kondycyjnym, co było widoczne w starciu z Drew. Promowali tę walkę najlepiej jak mogli, ale ona sama nie mogła wyjść dobrze z Goldbergiem w składzie. Rozpoczęli z grubej rury i po chwili byli już na deskach… za sprawą finisherów, które zaczęli sobie aplikować. Akcja przeniosła się poza ring, gdzie Bill nie próżnował i wykonał McIntyre’owi Speara prosto w barierki, które momentalnie rozwaliły się pod ich ciężarem. Nawet przez chwilę nie myślałem, że Goldberg pokona Drew, ale gdzieś ta myśl o jego wygranej chodziła z tyłu głowy. Na szczęście zakończyło się na Spearach, Jackhammerze i zadyszce 54-latka, który przegrał po tym, jak Drew McIntyre wykonał mu Claymore. 

Zwycięzca: Drew McIntyre

Moja ocena: * 1/2*

WWE SmackDown Women’s Championship Match

Sasha Banks vs Carmella

Powtórka z rozrywki, bo pojedynek między Sashą i Carmellą widzieliśmy już na gali Tables, Ladders and Chairs. WWE zdecydowało pociągnąć tę rywalizację do Rumble, gdzie Mella stanęła przed kolejną szansą na zdobycie tytułu kobiet SmackDown. Procent jej szans na sukces był wręcz zerowy, bo już raz przegrała, a nie oszukujmy się, Sasha Banks jest większą gwiazdą niż Carmi i to jest czas szefowej, która swój title reign dociągnie co najmniej do WrestleManii. Poziom starcia, jak i jego przebieg był nieco podobny do tego grudniowego z TLC, gdzie Banks obroniła złoto. Carmella miała pod do pomocy Reginalda, który stał się trochę parodią Gedo z New Japan Pro Wrestling, tylko że on jest mało skuteczny. Sasha weszła na TOP dywizji podczas Hell in a Cell, kiedy zwyciężyła z Bayley – od tego czasu każdy jej storyline kończy się sukcesem. Carmella robiła wiele rzeczy, by odebrać tytuł szefowej, ale ostatecznie poległa i The Boss poddała ją po wykonaniu Bank Statemant.

Zwyciężczyni: Sasha Banks

Moja ocena: *** 

Women’s Royal Rumble Match

Przechodzimy do walki, na którą zbytnio nie miałem hype’u i nie oczekiwałem, że dostaniemy w niej coś spektakularnego. Tak naprawdę mieliśmy dwie główne faworytki, którymi były Rhea Ripley i Bianca Belair – to na nich oparto historię tegorocznego Royal Rumble Matchu kobiet. EST pojawiła się z numerem trzecim, co już zapowiadało, że będzie poważnym graczem w kwestii wygranej w RR Matchu. Ripley weszła troszkę później, ale równie w mocnym stylu co Belair. Wszystko współgrało ze sobą doskonale, bo dostaliśmy mecz, w którym były powroty wrestlerek sprzed lat, jak Victoria, Torrie Wilson, Mickie James… standardowe wejścia. Fajnie, że ponownie sięgnięto po gwiazdy NXT, które miały okazję zaprezentować się w tak ważnym pojedynku. Dakota Kai, Toni Storm i Shotzi Blackheart zaliczyły udane występy. Były też poboczne historie, jak powrót Lany i Natalya z trzydziestym numerem, która wyeliminowała swoją partnerkę z walki. Świetnie zabookowano finałową trójkę, w której znalazły Bianca Belair, Rhea Ripley i Charlotte Flair. Młodość wzięła górę nad doświadczeniem i Charlotte została wyeliminowana. Gdy w walce pozostały jedynie Belair i Ripley, spodziewałem się zwycięstwa jednej, jak i drugiej. Serce podpowiadało, że Nowozelandka wyrzuci EST of WWE z ringu i trafi ponownie na WrestleManię. Jednak coś mi mówiło, że Bianca po prostu musi to wygrać. Aż się prosiło, by dopięła swego w spektakularnym stylu. Gdy Rhea chciała ją wyeliminować… ta zrobiła unik i posłała byłą mistrzynię kobiet NXT poza ring za pomocą Clothesline’u. Wzruszające promo Bianci po walce dopełniło całość w idealny sposób i pokazało, że ta dziewczyna właśnie spełniła swoje marzenia i sięgnęła po największy sukces w dotychczasowej karierze. Najpierw wygrany feud z Bayley, następnie zwycięstwo w Royal Rumble Matchu… nastał czas BELAIR!

Zwyciężczyni: Bianca Belair

Moja ocena: **** 

WWE Universal Championship Last Man Standing Match

Roman Reigns vs Kevin Owens

Lubię długoterminowe rywalizacje, w których jedna ze stron jest tak zwanym underdogiem, który próbuje zdetronizować kogoś “większego” od siebie. Kevin najpierw walczył dla swojej rodziny, by potem uzyskać kolejny title shot na mistrzostwo Universal. Feud pomiędzy Reignsem i Owensem trwał już naprawdę długo, aczkolwiek ani trochę mi się nie znudził. Świetne pojedynki na TLC i jednym z odcinków SmackDown podbudowały KO na tyle, że dostał szansę ponownej walki z Romanem na Royal Rumble – tym razem w stypulacji Last Man Standing. Pojedynek tylko kilka minut odbywał się w kwadratowym pierścieniu, bo panowie postanowili przenieść się w głąb Tropicana Field. Byliśmy świadkami bijatyki w różnych miejscach stadionu, gdzie doszło do kilku efektownych akcji, jak i spotów. Najbardziej pamiętliwy to ten, w którym Owens szedł sobie szukając Big Doga… a tu nagle wyłonił się wózek golfowy, którym jechał Roman i stuknął Kevina w podobny sposób, co Matt Hardy Sammy’ego Guevarę. Mieliśmy też Swanton ze szczytu na leżącego na stoliku Reignsa, a także potężnego Speara w część ledowego stage’u, którego Roman zaaplikował ex Steen’owi pod koniec walki. KO próbował w jakiś sposób zdetronizować Tribal Chiefa, lecz on stał twardo na nogach i nie dopuszczał do siebie myśli, by ulec Owensowi. Walka zakończyła się po tym, jak Roman zapiął Kevinowi gilotynę i posłał go do snu i obronił tytuł Universal.

Zwycięzca: Roman Reigns

Moja ocena: **** 

Men’s Royal Rumble Match

Edge, Orton. Wiedzieliśmy, że to oni rozpoczną Royal Rumble Match mężczyzn, ale nie wiedzieliśmy, w jaki sposób zabookują początek batalii. Imo zrobili to jak należy, bo przy wejściu Edge zaatakował Vipera i zaczął proces zemsty na swoim dawnym rywalu. Późniejsze ataki skutkowały wykluczeniem Ortona na prawie cały pojedynek – wrócił dopiero pod koniec starcia. Świetnie zbudowano Edge’a, którego od samego początku postrzegałem jako głównego faworyta do zwycięstwa. Mimo, że w pewnych momentach znikał nam z głównego obrazka, to ciągle pozostawał tym, który ma największe szanse na zwycięstwo. Styles, Nakamura, Strowman i Daniel Bryan – jedynie oni mogli mu poważnie zagrozić i w ostatnich tygodniach dobrze ich bookowano. Allen nie przybywał w ringu jakoś długo i został wyeliminowany przez Monster Among Mana. Shinsuke na fali ostatnich udanych tygodni nie podołał zadaniu i także pożegnał się z meczem. Bryan był poważnym kandydatem do triumfu ze względu na to, że nigdy w karierze nie wygrał RR, ale jego marzenie szybko przerwał Seth Rollins, który powrócił do WWE po krótkiej przerwie. Jeśli jesteśmy już w temacie powrotów, to należy wspomnieć o Carlito, który pojawił się na samym początku Rumble Matchu – szkoda jedynie, że nie opluł nikogo jabłkiem. Był też Kane, który jednak większej roli nie odegrał i został wyeliminowany przez debiutującego w mocnym stylu Damiena Priesta. Najbardziej ucieszył mnie powrót człowieka, który zwie się Kapitan Charyzma i jest przy okazji najlepszym przyjacielem Edge’a. Niezwykle sentymentalna chwila, w której mogliśmy popaść w nostalgiczny nastrój. Jak się okazało, Christian utrzymał się w pojedynku prawie do samego końca i wspierał Rated R-a w pojedynku z Braunem Strowmanem i Sethem Rollinsem. Edge’owi udało się wyrzucić swoich oponentów… jednak po chwili wrócił Randy Orton, który o mały włos nie wygrał Royal Rumble. Edge otrzymał RKO, ale gdy Viper chciał go wyeliminować, został skontrowany i to Kanadyjczyk wygrał RR Match po raz drugi w swojej karierze.

Zwycięzca: Edge

Moja ocena: *** 3/4*