WWE Survivor Series 2020 – Opinia

Wielka czwórka, wieloletnia tradycja, historyczne momenty i masa emocji zebranych w księdze Survivor Series. Gdy przychodzi jesienna pora i za oknem mamy szary krajobraz – WWE szykuje jedną z najważniejszych gal w kalendarzu. Listopad to czas Survivor Series – gali, która w ostatnich latach kojarzy się z wojną brandów, ale też z pewnym Panem w czarnym płaszczu i kapeluszu na głowie. W tym roku The Undertaker obchodził swoje 30-lecie kariery i z tej okazji zorganizowano jego sentymentalne pożegnanie, bo jak wiemy zakończył on swoją długą i legendarną karierę. Poza tym wydarzeniem doszło do rywalizacji brandów – starć mistrzów z mistrzami i tradycyjnych meczów eliminacyjnych RAW vs SmackDown.

Men’s Survivor Series Elimination Match

Team RAW (AJ Styles & Braun Strowman & Keith Lee & Matt Riddle & Sheamus) vs Team SmackDown (Jey Uso & Seth Rollins & Kevin Owens & Otis & Baron Corbin)

Tegoroczne walki eliminacyjne straciły na ważności i gdzieś przepadła cała koncepcja rywalizacji, bo bardziej skupiano się na utarczkach poszczególnych wrestlerów, niż na wojnie brandów. Najlepszym przykładem z tego starcia jest Seth Rollins, który z nie wiadomo jakiej przyczyny – poświęcił siebie i dał wykonać Sheamus’owi Brogue Kick, po którym ten wyeliminował go z walki. Dostaliśmy mecz, w którym drużyna RAW dominowała przez całe starcie i jedynie momentami SmackDown dochodziło do głosu. Czerwoni dotrwali do końca w pełnym składzie, co już w idealny sposób pokazuje, jak wyglądał ten pojedynek. AJ Styles zgrywał kapitana teamu RAW od samego początku i mocno przyłożył swoją rękę do końcowego sukcesu. Największą siłą czerwonych byli Strowman i Lee, którzy bez problemu sprzątali ring z niebieskich. Bardzo ciekawym pomysłem było pozostawianie Jeya Uso, jako ostatniego ze SmackDown – kuzyn Romana radził sobie całkiem nieźle i nawet rozpoczął małe “Superkick Party”. Oberwało się większości jego rywali, ale ostatecznie został odliczony przez Keitha Lee i Team RAW zwyciężył.

Zwycięzcy: Team RAW (AJ Styles & Braun Strowman & Keith Lee & Matt Riddle & Sheamus

Moja ocena: *** 1/4*

Tag Team Match

The New Day (Kofi Kingston & Xavier Woods) vs Street Profits

Uwielbiam Monteza Forda. W sumie na tym mógłbym zakończyć, dodając że Ford to wybitny showman i wrestler, ale oczywiście rozpiszę się na jakieś 100 słów na temat tej walki. Zaczęło się epicko, bo od epickiego wejścia mistrzów tag teamowych RAW, którzy dostali zbroje z gry Gears of War 5 i na wejściu prezentowali się wspaniale. Pojawił się też Big E, więc kolejny plusik na starcie. Spotkały się ze sobą dwa świetne tagi, więc oczekiwałem, że zrobią dobry pojedynek i zakręcą się koło 4 gwiazdek. New Day nie potrzebowało zwycięstwa z Profits i cieszę się, że zabookowano wygraną Monteza i Angelo, ponieważ są na fali i zarazem są najciekawszym tag teamem WWE. Panowie zaserwowali nam dynamiczny pojedynek, który szybko się rozkręcał i co chwilę działa się jakaś akcja. Pod koniec można było odnieść wrażenie, że Kofi i Xavier jednak wygrają, gdy po wykonaniu Midnight Hour byli o włos od odliczenia swoich oponentów. Było dużo near falli, akcji wysokiego ryzyka… i nawet Trouble in Paradise od Monteza, który wykonał finisher Kofiego na nim samym. Skończyło się zwycięstwem mistrzów ze SmackDown, którzy w końcowej fazie dopięli swego, a walkę zakończyli po aplikacji Doomsday Blockbuster na Xavierze.

Zwycięzcy: Street Profits

Moja ocena: *** 3/4*

Singles Match

Bobby Lashley vs Sami Zayn

Gdy ogłoszono pojedynek Bobby’ego z Samim, od razu przypomniał się ich żałosny feud z 2018 roku, gdzie wypchano nam cringe’owe segmenty i niskiej jakości walki tej dwójki do gardeł. Wszyscy pamiętają segment z fikcyjnymi siostrami Lashley’a i jak słabo to wypadło. Obecnie panowie są w zupełnie innym miejscu i walka na Survivor Series zapowiadała się ciekawie. Jak wypadł ten mecz? Gdzieś przelatywały informacje, że nie będzie to długa walka i zakończy się squashem. Squashu nie było, aczkolwiek starcie trwało krótko i nastawiono się na pokazanie Zayna, jako tchórzliwego heela, który ucieka od konfrontacji i szuka luk, które w jakiś sposób pomogą mu przechytrzyć mistrza Stanów Zjednoczonych. Kanadyjczyk zderzył się jednak ze ścianą i szybko został zweryfikowany przez swojego rywala. Próbował nawet uciekać, ale MVP wrzucił go do ringu, gdzie Lashley założył Samiemu Full Nelson i po chwili zwyciężył.

Zwycięzca: Bobby Lashley

Moja ocena: ** 1/4*

Women’s Survivor Series Elimination Match

Team RAW (Shayna Baszler & Nia Jax & Peyton Royce & Lacey Evans & Lana) vs Team SmackDown (Bayley & Bianca Belair & Natalya & Ruby Riott & Liv Morgan)

Dodanie Bayley do drużyny SmackDown dało mi przeświadczenie, że to właśnie niebieskie wygrają z RAW. Niedawna mistrzyni kobiet SD miała być wzmocnieniem ekipy i kluczową postacią, dlatego zaskakująca była jej szybka eliminacja. Gdy Peyton odprawiła Bayley, zacząłem być pewnym tego, że drużyna RAW wygra. Upływające minuty jeszcze bardziej utwierdzały mnie w tym fakcie, bo kolejną wyeliminowaną była Natalya. Dało się wyczuć, że Bianca jest ważną postacią w teamie SmackDown i chciałem, aby w końcu dostała swój moment, co niestety się nie wydarzyło. Zastosowano trochę podobny booking, co w walce panów, gdzie pozostał osamotniony Jey Uso. Tutaj mieliśmy Belair, która walczyła z Baszler, Jax i Laną… Laną, która w tym starciu jedynie stała na schodkach. Bianca usiłowała poradzić sobie z mistrzyniami tag teamowymi kobiet – Shayna wyeliminowała się sama, lecz z Nią Jax nie było już tak łatwo. Trochę szkoda, że postawiono na scenariusz, w którym Jax i Belair zostają wyliczone, a ostatnim survivorem zostaje Lana, która nawet na moment nie dołączyła do walki. Niecodzienny booking, ale również niespodziewany.

Zwyciężczynie: Team RAW (Shayna Baszler & Nia Jax & Peyton Royce & Lacey Evans & Lana

Moja ocena: *** 

Singles Match

Asuka vs Sasha Banks

Sasha i Asuka w przeszłości walczyły ze sobą kilka razy i za każdym razem tworzyły bardzo dobre walki. Ostatnim razem górą była Japonka, która pokonała Sashę na SummerSlam, zachowując mistrzostwo kobiet RAW. Tym razem obie przystępowały do walki jako czempionki i na szali nie znalazł się żaden tytuł. Większy procent szans dawałem Sashy, bo od dłuższego czasu Asuka jest trochę w cieniu i jej title reign wypada mizernie. Natomiast szefowa wygrała feud z Bayley i jest na fali, więc porażka raczej nie wchodziła w grę. Japonka mimo ostatniego cichego okresu została bardzo dobrze pokazana i stoczyła z Sashą wyrównany pojedynek. Dostały wystarczająco dużo czasu, aby zrobić świetną walkę i idealnie ten czas wykorzystały. Podobało mi się to, że postawili na prostotę – częste near falle, stiffowy wrestling i szybkie tempo walki. Asuka wyglądała rewelacyjnie, kopała Banksową i wyprowadzała przeróżne ruchy, lecz Sasha wychodziła z ataków obroną ręką. I w końcu udało się jej przejąć inicjatywę, co ostatecznie doprowadziło ją do wygranej, ale nie w tak pewny sposób, bo za pomocą roll up’u.

Zwyciężczyni: Sasha Banks

Moja ocena: *** 3/4*

Singles Match

Drew McIntyre vs Roman Reigns

Wielki i potężny Roman oczekiwał na rywala do ostatniego RAW przed Survivor Series, bo właśnie tam, Drew McIntyre zmierzył się z Randym Ortonem, a stawką było mistrzostwo WWE + miejsce w karcie SS (walka z Reignsem). Doczekał się! Szkot odzyskał złoto i ruszył w kierunku Big Doga. Na Series ciężko było wytypować zwycięzcę, bo z jednej strony mieliśmy Romana, który budowany jest na gościa nie do przejścia. Zaś z drugiej strony mieliśmy Drew, czyli świeżo upieczonego mistrza i pogromcę Ortona. Postawiono na wyrównany pojedynek, bo w inny sposób nie dało się tego zabookować. Panowie stoczyli zdecydowanie lepsze starcie, niż te z WrestleManii 35. Wyciągnęli z siebie maksimum, tworząc siłowo-fizyczną walkę, w której nie zabrakło dobrego wrestlingu, emocji, zwrotów akcji… i spotów. Mam jedynie problem z zakończeniem, bo znów Roman wygrał kantem i cała otoczka mocarnego nieco przygasła. Wbił Jey Uso i odwrócił uwagę McIntyre’a, potem Reigns wyprowadził cios poniżej pasa, w dodatku sędzia leżał poza ringiem – wymarzona droga do zwycięstwa. Roman poczuł krew i założył Drew gilotynę… mistrz WWE opadł z sił i już nie wstał z maty, co oznaczało tylko jedno – wygraną Reignsa.

Zwycięzca: Roman Reigns

Moja ocena: **** 1/4*

To już nie część opinii, ale chciałem napisać kilka słów o The Undertakerze, który podczas segmentu kończącego Survivor Series zakończył swoją legendarną karierę. Całość wypadła średnio i trochę na opak, ale gdy już Taker pozostał sam w ringu, dało się poczuć mistyczność, która uniosła się w ThunderDome. Jestem bardzo sentymentalny, więc zajechało nostalgią i w głowie wspominałem sobie najlepsze momenty z kariery Deadmana. Undertaker dużo nie powiedział i w prostych słowach pożegnał się w ringiem oraz fanami. Uważam, że mimo wszystko było to dobre zakończenie i mam nadzieję, że już ostateczne, bo wiemy jak to z Takerem bywało w przeszłości. Przyznam, że trochę się wzruszyłem, bo jednak karierę zakończył wybitny wrestler, który przez lata był największą gwiazdą pro wrestlingu. Facet, którego bałem się za dzieciaka, gdy zaczynałem oglądać wrestling na Extreme Sports Channel, nie do końca wiedząc, jak działa wrestling i postać, która zyskała popularność nie tylko w świecie wrestlingowym. Na zawsze zapamiętam jego feud z Shawnem Michaelsem i pojedynki z WrestleManii 25 i 26. To dzięki tym walkom jeszcze bardziej pokochałem wrestling i miłość do niego utrzymuje się do dziś. 

THANK YOU TAKER