Site icon MyWrestling

Retro WrestleMania #3 – WrestleMania 31

wrestlemania_31_poster.0.0.1489131314

Fot. WWE

Do czasu WrestleManii 42 będę publikował na naszej stronie retro artykuły, w których przypomnę wybrane przez siebie WrestleManie z dawnych lat.

W kolejnym retro nostalgicznym poście przeniesiemy się wstecz o 11 lat, na jedną z najbardziej pamiętnych WrestleManii w historii. Dlaczego jest ona taka pamiętna? Przede wszystkim ze względu na to, że dostaliśmy cash in Setha Rollinsa w main evencie. Wydarzenie epokowe. Poza tym sama WM miała świetną kartę i bardzo podobało mi się to, że odbywała się na odkrytym stadionie w pełni słońca. Tak, wiem, niektóre wejścia na tym ucierpiały i Undertaker wchodzący w jasności stracił na swojej aurze.

Nasłoneczniony Levi’s Stadium, kapitalny theme song „Rise” Davida Guetty w duecie z utalentowaną Skylar Grey i vibe WrestleManii w nowoczesnej atmosferze. Logo chyba było nawiązaniem do startu WWE Network z tym przyciskiem pod napisem WrestleMania… albo to tylko moja interpretacja.

Łącznie w karcie znalazło się 9 walk, z czego dwie z nich trafiły do kick offu. To były jeszcze te zamierzchłe czasy, że WWE bookowało do niego walki, a główna część show zazwyczaj zamykała się na maks 7.

Kick off wystartował z Fatal 4-Wayem o tytuły tag teamowe WWE. Tyson Kidd i Cesaro zmierzyli się z Los Matadores, The New Day i The Usos. Zestawienie, które śmiało mogło trafić do głównej karty, bo wszystkie drużyny zaprezentowały się naprawdę dobrze w ringu. Wygrali Kidd i Cesaro. Patrząc z perspektywy czasu, to ta drużyna miała niespełniony potencjał… zresztą sam Tyson był bardzo dobrym wrestlerem i przykro, że musiał przedwcześnie zakończyć karierę.

Kolejną atrakcją kick offu był Andre The Giant Memorial Battle Royal. Nie byłem fanem tego rodzaju walki, bo zwycięzca ostatecznie i tak nic nie zyskiwał. Powinni dodać zasadę, że wygrany otrzymuje title shota na przykład na jeden z midcardowych tytułów. A tak bez żadnej stawki to zawsze wyglądało tak, że jej uczestnikami był zbiór zawodników, dla których federacja nie miała planów. Drugą edycję wygrał Big Show… a moim zdaniem powinien Damien Mizdow, bo to była niesamowita kreacja.

Główną kartę otworzył Ladder Match o mistrzostwo Interkontynentalne. Dean Ambrose vs. Daniel Bryan vs. Dolph Ziggler vs. Bad News Barrett vs. Luke Harper vs. Stardust vs. R-Truth.

Prawdę mówiąc, WWE zlepiło tu zestaw wrestlerów, dla których również nie mieli wielkich planów na WMkę. Daniel Bryan po sukcesie z poprzedniego roku spadł w hierarchii, Ambrose po gonitwie za Rollinsem przejął pas IC (a szkoda, że nie dostał Setha na WM) – reszta to raczej zawodnicy, których akurat WWE miało pod ręką i można ich było wsadzić do starcia z drabinami. Trzeba jednak przyznać, że finalnie ten pojedynek się obronił. Był chaos w ringu, ekstremalne spoty, jak Harper wykonujący Powerbomb na Deanie na drabinę poza ringiem, czy Cody Rho… znaczy się Stardust i jego specjalna drabina. Final spot Bryana i Zigglera na szczycie drabiny wypadł emocjonalnie. Headbuttowali się do momentu, aż któryś z nich nie zleci z hukiem w dół. Zwycięstwo Daniela do przewidzenia, ale kolejne tygodnie to już niestety ponura rzeczywistość i zakończenie kariery. Na szczęście Danielson wrócił i wzniósł się później na jeszcze wyższy poziom.

Niewątpliwie jedną z najbardziej niedocenionych walk z WrestleManii, jest ta pomiędzy Sethem Rollinsem i Randym Ortonem z WM 31. 13 minut dobrych grapsów w intensywnym tempie. Trochę sick, że Rollins na tej samej WMce zgarnął zunifikowany tytuł mistrzowski WWE wagi ciężkiej. Feud przed największą galą roku mieli niezbyt interesujący, bo chodziło o odejście Ortona z The Authority i brutalny atak ze strony Setha na jednym z odcinków RAW, kiedy to wykonał Randy’emu Curb Stomp na stalowe schodki. W ringu oddali to napięcie, jakie między nimi buzowało, a finisz walki był po prostu przepiękny. Ta kontra Curb Stompa na RKO wyglądała bardzo efektownie.

Trzecim starciem w kolejności była konfrontacja Triple H’a i debiutującego w ringu WWE, Stinga. Trochę ubolewam nad tym, że to akurat Hunter był jego oponentem, bo chyba każdy czekał na legendarny mecz z The Undertakerem. To, co zaprezentowali w ringu, nie porwało tłumów. Średni pojedynek z wolną akcją, którego zakończenie mi się nie podobało. Włączenie w to członków NWO i DX oraz nieczyste zwycięstwo Tryplaka, odebrało jakikolwiek smak debiutu Stingera. Nie rozumiem, dlaczego nie dali mu tutaj wygrać.

Jedyna walka kobiet na WrestleManii 31… oj długą drogę przebył kobiecy pro wrestling w WWE, żeby był godnie reprezentowany na najważniejszym show w roku. Siostry Bella zmierzyły się z AJ Lee i Paige. Dziewczyny zrobiły niezłą walkę, zobaczyliśmy parę fajnych sekwencji i na koniec to AJ i Paige mogły cieszyć się z wygranej. Był to ostatni występ AJ przed opuszczeniem WWE i zakończeniem kariery na 10 lat. Losy Paige również nie należały do najprzyjemniejszych, bo niedługo później została zmuszona do odłożenia wrestlingowych butów na przysłowiowy kołek.

Niesamowity starpower miał wówczas tytuł mistrzowski Stanów Zjednoczonych za sprawą Johna Ceny. Samo to, że Cena walczył sobie w midcardzie, diametralnie podnosiło jego wyjątkowość. Open Challenge był strzałem w dziesiątkę. Rywalizacja Ceny z Rusevem weszła na wyższy kaliber. W ogóle gimmick Ruseva w tamtym czasie, patrząc na obecne wydarzenia na świecie – byłby nie do przyjęcia. Tak samo, jak publiczne chwalenie zbrodniarza wojennego w telewizji. Wejście… a raczej wjazd RuRu czołgiem w otoczeniu żołnierzy, robił spore wrażenie. Pojedynek na zasadzie bohater Stanów Zjednoczonych kontra nielubiany rusek. Wydarzenia w kwadratowym pierścieniu bez większych zaskoczeń i oczywiście John Cena pokonał antybohatera, któremu odebrał tytuł United States.

Co-main event z udziałem The Undertakera i Braya Wyatta dla wielu był symbolicznym przekazaniem pałeczki. Wyatt miał stać się postrachem rosteru i nową, mroczną twarzą federacji. Jednak to nie były już te czasy, gdzie horrorowate rzeczy się sprzedawały i jarały fanów. Jako fan Braya byłem za tym, żeby WWE dało mu pokonać Takera na WrestleManii, ale zważywszy na to, że rok wcześniej przegrał z Brockiem i jego streak został przerwany – szanse na taki scenariusz były znikome. Starcie nie należało do tych z najwyższych lotów, trochę zabito klimat „DUŻEJ WALKI” i całej tej symboliki, o której wspominałem. Undertaker pokonał Wyatta, a najbardziej w moją pamięć wryło się wejście tego drugiego w towarzystwie zombiaków.

HEIST OF CENTURY.

Dziwnym trafem pierwszy raz Lesnara z Romanem był ich najlepszym ze wszystkich… walk, które ze sobą stoczyli. Reigns w 2015 był okropny pod każdym względem. Z kolei Brocka oglądało się bardzo dobrze i robił robotę jako dominator. Wygrana ówczesnego „Big Doga” w Royal Rumble Matchu spotkała się z ogromną falą krytyki i w sumie ciekawe, jaką reakcję dostałby Roman, gdyby wygrał main event WM z Lesnarem… na szczęście nie musieliśmy tego przeżywać i zobaczyliśmy historyczny cash in Setha Rollinsa, który prawie tak szybko jak Usain Bolt na bieżni, przebiegł trasę z rampy na ring, aby zrealizować swój kontrakt MITB. Jeden z najlepszych momentów w historii WrestleManii i prawdziwy początek dużej kariery Setha w WWE, która w kolejnych latach przyniosła mu pasmo sukcesów.

Exit mobile version