Podsumowanie miesiąca: lipiec 2021

Lipiec w wrestlingu stał pod znakiem powrotów i debiutów. Zaczynamy więc od tych, które… jeszcze nie miały miejsca…

CM Punk i Bryan Danielson w drodze do AEW (najprawdopodobniej)

Sean Ross Sapp bowiem lekko wstrząsnął wrestlingowym światkiem, kiedy poinformował o rozmowach CM Punka z jakąś federacją na temat powrotu w roli aktywnego wrestlera i choć nie udało mu się potwierdzić informacji z AEW i samym zainteresowanym, według jego źródeł to właśnie organizacja Khana jest najbardziej prawdopodobnym kierunkiem.

Nawet nie muszę pisać o tym, że wspominam o tym, bo to pierwszy raz od odejścia w 2014, kiedy mówi o tym jakaś poważna osoba, a nie różnego rodzaju stronki przekręcające czy nad interpretujące słowa dziennikarzy, bo po wydarzeniach w ciągu następnych kilkunastu dni myślę, że można bezpiecznie wychodzić z założenia, że negocjacje zakończyły się pomyślnie.

Mam tu oczywiście na myśli między innymi zabookowanie Chicagowskiego stadionu na przypadający 20 sierpnia drugi odcinek nowej, piątkowej tygodniówki AEW Rampage ogłoszony na Dynamite jako „The First Dance”, kiedy ten parę dni wcześniej nawiązywał na Instagramie do dokumentu „The Last Dance” (jednocześnie dając zbliżenia na fanów chantujących jego ringname) – dla kontekstu, 1, 3 i 5 września AEW będzie w tym samym Chicago ze swoimi oboma tygodniówkami i All Out PPV, więc głupotą byłoby przyjeżdżanie tam jeszcze raz, nie mając czegoś specjalnego, co wyprzeda im bilety na drogi w wynajęciu stadion tylko po to, żeby zrobić tam swoje postrzegane jako to mniej ważne, trwające tylko godzinę późnym wieczorem w piątek show – czy to ile razy Punk był wspomniany między wierszami na tymże show.

Spytany o to w rozmowie z New York Post Tony Khan odmówił komentarza. Oczywiście, w teorii można powiedzieć, że niczego nie obiecuje i liczy na sprzedanie biletów na hypie, ale z tego, co można było zaobserwować przez ostatnie 3 lata jego zarządzania organizacją – gość nie jest idiotą. Byłbym w szoku, gdyby się okazało, że Punk nie podpisał jeszcze umowy z AEW, bo gdyby się nie pojawił w Chicago po takim zachowaniu federacji, Chicago mogłoby przestać być jednym z mocniejszych jej rynków.

Wygląda więc na to, że powrót, który przez ostatnie 7 lat stał się lekkim memem jest „all but confirmed”. Tęskniliście za Cult of Personality?

Niedługo po informacjach od SRS’a pojawiły się także wieści o możliwym przejściu Danielsona do tej samej organizacji. W tym przypadku wygląda na to, że najważniejszym czynnikiem jest to, który Khan wygrał w konkursie na lepszego kolegę NJPW.

Jak przy każdym wzmocnieniu rosteru AEW pojawia się wątek ściągania nazwisk związanych w przeszłości z WWE i tego, czy nie stają się kolejnym TNA mocno praktykującym przed laty politykę zatrudniania praktycznie każdego zwolnionego przez McMahona wrestlera i pushowanie go kosztem swoich „wychowanków”.

I tak jak przy zatrudnianiu Christiana Cage’a czy Marka Henry’ego i ex-Big Showa Paula Wighta kręciłem nosem, bo absolutnie do niczego im nie są potrzebni i tylko mogą dokładać do wizerunku dążenia do polityki TNA – ba! Nawet nie jestem wciąż do końca przekonany co do Malakaia Blacka, bo mają już sporo osób na zbliżonym do niego poziomie, którzy mogliby dostawać więcej czasu (odsyłam do podsumowania czerwca) – o tyle Danielson i szczególnie Punk są nazwiskami, które mogą być tymi game changerami, które warto do siebie ściągnąć, jeśli jest taka możliwość.

No i tak jak pisałem na twitterze, mimo ściągania co jakiś czas do siebie kogoś nowego, wciąż potrafili znaleźć czas na umiejętne wypromowanie osób, których nikt nie znał (albo znał z bycia kolegą założycieli) w momencie startowania federacji.

Kto na początek?

O ile w przypadku Danielsona może to nie mieć aż takiego znaczenia, bo z nim to raczej „fajnie będzie zobaczyć go robiącego świetne walki z kolejnymi rywalami”, to z Punkiem będzie bardziej „fajnie go zobaczyć” po prostu i to pierwsze wrażenie będzie dużo ważniejsze.

W moich oczach najlepszym – jeśli nie jedynym słusznym – wyborem na jego pierwszego rywala byłby nie kto inny jak obecny mistrz świata Kenny Omega. Nie widzę innego potencjalnego dream matchu na takim poziomie, jaki mógłby zaserwować nam Tony Khan z Punkiem, a i byłaby to jedna z najbezpieczniejszych opcji, biorąc pod uwagę fakt, że Brooks nie robił żadnej wrestlingowej walki od ponad 7 lat, więc nie wiemy, jak bardzo „zardzewiał” przez ten czas.

Feudujący z Omegą Adam Page na ostatnim Dynamite stracił swojego title shota, więc wygląda na to, że potrzeba nam nowego pretendenta do złota. Małym haczykiem w całym tym fantasy bookingu może być to, czy w oczach fanów Punk nie „ukradnie” miejsca Hangmana, ale myślę, że AEW wypracowało sobie tyle zaufania wśród fanów, że wszyscy wiedzą i akceptują to, że kontynuację rywalizacji Omega/Page dostaną, tylko odrobinę później, niż planowano i kowboj swoje miejsce na szczycie finalnie zajmie. To się nie zmieni.

Jeszcze jednym potencjalnie ciekawym wątkiem w sprawie jest to, czy szanowna małżonka nie chciałaby też się załapać na jakąś walkę, czy dwie. Nie to, żeby tego potrzebowała – ostatnimi czasy pisze sobie komiksy o Wonder Woman i scenariusze filmowe – ale może by zatęskniła za adrenaliną. Wiem wiem, pod koniec kariery skarżyła się już na problemy zdrowotne – podobnej natury, co te Edge’a czy Chrisitana – Oni wrócili.

AJ Mendez-Brooks vs Britt Baker DMD ktoś? Coś?

WWE zaserwowało nam…

Tym największym (pomijając fanów) wydarzeniem w wątku powrotów i debiutów, któremiało miejsce, niewątpliwie był powrót Johna Ceny, który na Money in the Bank w końcu zebrał reakcję, o jakiej Vince McMahon marzył przez ostatnie blisko dwie dekady. No to Sylvie narobiła. Nie licząc cinematic matchu z Fiendem na zeszłorocznej WrestleManii i kilku house showów już po powrocie ostatni raz fani mogli oglądać go w akcji w styczniu 2019 r.

Big Match John na sierpniowym SummerSlam zawalczy z Romanem Reignsem, w którym tym razem złomowanie rywala na mikrofonie nie idzie tak łatwo, jak ostatnim razem. Walki pewnie nie wygra, bo byłby to jego siedemnasty tytuł mistrza świata, a z przeskoczenia „rekordu” Rica Flaira można zrobić osobne story i osobne wydarzenie z wielką pompą. Jak na razie natomiast nie usłyszeliśmy o tym ani słowa.

Na SmackDown po blisko dwuletniej przygodzie w NXT pojawił się także Finn Balor, który zdążył już wyzwać wspomnianego wyżej Reignsa do Universal title matchu. Zanim jednak walka została potwierdzona oficjalnie, Irlandczyka zaatakował Baron Corbin, a swój podpis na kontrakcie złożył Cena. Wygląda więc na to, że mamy rzadko spotykaną sytuację, kiedy WWE przygotuje sobie kolejnego pretendenta, kiedy mistrz feuduje jeszcze z obecnym, zamiast próbować budować kogoś na szybko. Nice.

To samo niebieskie show – ale ostatni odcinek miesiąca – dały nam także pierwsze pojawienie się Sashy Banks od WrestleManii. Była mistrzyni wznowiła swoją rywalizację z Biancą Belair.

Na Raw po roku wrócił także Goldberg, który na SummerSlam zawalczy o pas WWE z Bobbym Lashleyem. Bo nie umiemy budować gwiazd i przy każdym większym show trzeba wyciągać dziadków – historia znana od dekady jak nie więcej. Ale by było, jakby wygrał.

AEW zaserwowało nam…

Przechodząc już do debiutów… na Dynamite pojawił się zwolniony przez McMahona kilka tygodni temu (Aleister) Malakai Black. Czemu nie obowiązywała go 90-dniowa klauzula uniemożliwiająca występy u konkurencji? Bo ktoś gdzieś zapomniał zmienić 30 dni z kontraktu NXT na 90, kiedy przechodził na Raw dwa lata temu. Welp.

W takich okolicznościach lekko niezrozumiały wydaje się ruch Zeliny Vegi, która po zwolnieniu i tweetach o wspieraniu związków zawodowych kilka miesięcy temu ponownie zasiliła szeregi WWE (jak na razie jako popularna jobberka). Jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że może udało się jej załatwić 100% zysków z działalności poza organizacją na swoje konto bez dzielenia się z McMahonami i uznała, że większa platforma WWE bardziej jej się przyda. Może upierała się, że chce regularnie występować jako wrestlerka i AEW za tę rolę nie chciało tyle płacić?

Nawet Impact nam coś zaserwował…

Na Impactowym Slammiversary natomiast mieliśmy wspomniane już wyżej nieoczekiwane pojawienie się Jaya White’a. Obecny lider Bullet Clubu skonfrontował się z byłym numerem 1 stajni Kennym Omegą, który dopiero co obronił swój pas mistrzowski Impact Wrestling w walce z Samim Callihanem.

Nie obyło się bez wrażenia, że zawsze będą TNA po tym, jak show zeszło z anteny, kiedy David Finlay atakował White’a i wyglądało na to, że znowu coś zbotchowali w ważnym momencie. Okazało się jednak, że taki był plan od początku i ten fragment został pokazany na tygodniówce do promocji starcia White vs Finlay na zbliżającym się NJPW Resurgene w Los Angeles.

Jako ciekawostkę można uznać fakt, że w drodze do ringu Nowozelandczyk nie zapomniał na moment zawiesić oka na dwóch pozostałych pasach Omegi. Jeśli miałoby wyjść z tego coś więcej i np. zaproponowany trochę wyżej scenariusz z kimś z zewnątrz na Kanadyjczyka miałby się sprawdzić, to ja tylko powiem, że w ich jedynym starciu White wygrał od Kenny’ego pas IWGP US, a nieco później zdetronizował Hiroshi’ego Tanahashi, który dopiero co odebrał Omedze New Japanowe mistrzostwo świata. A jeśli mieliby zawalczyć o pas Impactu, lepiej, żeby reszta karty dostarczyła, bo mieliby największą widownię od lat.

W sumie bardzo spodobał mi się moment, w którym Callis i Good Brothers sugerują too sweetnięcie, ale po twarzy Omegi widać, że wie, że to nie przejdzie, mając w pamięci ostatni raz, kiedy próbował go przekabacić na swoją stronę.

NXT wolałoby nam nie zaserwować…

Na Raw zaś zadebiutował Karrion Kross i… oh boy. Obecny mistrz NXT, który od debiutu w złotym rosterze ponad rok temu jest promowany na niszczyciela nad niszczycielami i wygrał wszystko, jak leci. Który za moment ma zmierzyć się w starciu dwóch potworów z Samoą Joe, przegrał w niecałe dwie minuty z Jeffem Hardy. Z tym samym Jeffem Hardym, który obecnie jest lowcarderem – dla lepszego zobrazowania, jego wcześniejsza walka miała miejsce dwa miesiące wcześniej na Main Event, gdzie przegrał w lekko ponad 4 minuty z Veerem.

Żeby było śmieszniej, to wszystko było urodzinowym prezentem dla Krossa. A, no i z wejściówki zabrali mu i Scarlett i klimatyczną mgiełkę, żeby wyglądał jak losowy gość z ulicy tak bardzo, jak tylko się da.

Na tym samym show swój powrót po blisko pół roku nieobecności zaliczył Keith Lee, który… przegrał w 5 minut z Bobbym Lashleyem. Widzicie drogie dzieci, jak się ma aż nadto dobrze wypromowanych babyface’ów w kolejce do mistrza, to można sobie na takie rzeczy pozwalać.

Żeby było śmieszniej, to wszystko działa się niedaleko rodzinnego miasta Lee, a komentatorzy przedstawiali go jako homestate hero.’

Triple H chyba przestał już być ulubionym synem Vince’a i po tym, jak jego NXT nie było w stanie powstrzymać Dynamite przed zagwarantowaniem sobie nowego kontraktu rok temu i nie tak dawno przeniosło się na wtorkowe wieczory.

Te parę miesięcy, kiedy McMahon przynajmniej próbował prezentować ich jako równorzędny trzeci brand i dał im wygraną w SmackDown vs Raw vs NXT Survivor Series matchu czy zesłał Balora, Flair (i całą resztę przy promocji listopadowego show w 2019) na zawsze w naszej pamięci. Teraz znowu można traktować największe gwiazdy z brandu Huntera jako wrestlerów gorszego sortu, jak to swego czasu miewał w zwyczaju z ludźmi z indysów czy jeszcze wcześniej z WCW. Niech mu ktoś powie, że w tym przypadku to Jego brand i sam za to wszystko płaci z własnej kieszeni!

Z nieco bardziej pozytywnych debiutów, które nie miały być pstryczkiem w nos zięcia, na SmackDown pojawiły się Toni Storm, Tegan Nox i Shotzi Blackheart. Niestety, żeby nie było tak kolorowo, to powodem przynajmniej jednego z nich jest kontuzja Bayley, która w przez cały okres gal bez fanów była jednym z nielicznych highlightów produktu WWE.

Była mistrzyni kontuzji doznała w trakcie jednej z sesji obowiązkowych matchy próbnych przed powrotem do tourowania – bo jak wiemy, jeśli występujesz co tydzień, to potrzebujesz specjalnych zajęć, żeby wrócić do formy – i ma być nieobecna około 9 miesięcy, więc raczej można się nastawiać mentalnie na usłyszenie jej theme songu dopiero na pierwszym Raw bądź SmackDown po przyszłorocznej WrestleManii.

Jeśli chodzi o Toni Storm, to najwyższa pora, bo dziewczyna ma potencjał na bycie jedną z czołowych gwiazd i nie wiem, czemu tyle czasu błąkała się po NXT (szczególnie że nie była tam jakoś szczególnie mocno promowana) czy wcześniej w NXT UK, gdzie feudowała z Rheą Ripley – tak dawno! Dodatkowo jest atrakcyjną blondynką, więc szanse na zaistnienie u Vince’a McMahona rosną.

W przypadku Tegan (która swoją drogą na początku lipca zaliczyła wielki powrót na NXT), patrząc na jej problemy z kontuzjami w ostatnich latach (od podpisania kontraktu z WWE 2017 trzykrotnie leczyła już zerwane więzadła) nie ma za bardzo na co czekać, bo kariera może być już skrócona o dobrych parę lat lepiej jak najszybciej wrzucić na Raw czy SmackDown i zobaczyć co z tego będzie.

W teorii powinno być dobrze, bo jest utalentowana i ma w sobie to coś, co sprawia, że nie da się jej nie lubić. I jeszcze ma poważne znajomości!

Shotzi jakoś szczególnie mnie do siebie nie przekonywała, jak jeszcze regularnie oglądałem ją w NXT, ale można życzyć powodzenia na przykład ze względu na polskie korzenie.

Reszta świata zaserwowała nam…

Zbliżając się już do końca tematów okołodebiutowych, Chelsea Green pojawiła się na konferencji Ring of Honor, ogłaszając swoje przenosiny do organizacji i udział w turnieju wyłaniającym nową mistrzynię kobiet. Brawo ROH, w końcu macie kogoś, wokół kogo możecie zbudować swoją dywizję, bo praktycznie od początku trudno się oprzeć wrażeniu, że istnieje tylko dlatego, że WWE zaczęło poważniej traktować swoje wrestlerki i uznaliście, że też wypadałoby mieć swoją, nawet jeśli będzie słaba.

Green wkrótce pojawiła się także na Slammiversary Impactu, ale (jeszcze?) nie jako tajemnicza rywalka swojej przyjaciółki Deonny Purrazzo. Ten slot zajęła Thunder Rosa, zbierając najlepszą obok Jaya White’a reakcję na gali. Wpadła też Mickie James, zapraszając Purrazzo do NWA, na bookowane przez siebie kobiece PPV Empowerrr potwierdzając tym samym zakopanie topora wojennego i nawiązanie współpracy na linii Impact – NWA.

Niech ktoś jeszcze zakoleguje się z MLW, bo też wpadli na pomysł założenia kobiecej dywizji i też wygląda to trochę tak, jak w przypadku ROH. Nie wiem, jak chcą upchnąć wszystkie tytuły na 1-godzinnym Fusion czy kto miałby to trzymać na jakimś przyzwoitym poziomie. Z wolnych agentek jest chyba tylko Ruby (Riott) Soho, której jednak spodziewam się w większej federacji.

Pieniądze w Banku zaserwowały nam…

Wracając jeszcze na moment do początku wpisu, powrót Johna Ceny nie był oczywiście jedynym wartym odnotowania wydarzeniem z Money in the Bank PPV – mamy jeszcze walizki.

Nie bez powodu od przeniesienia ladder matchy z WrestleManii na osobne PPV, to co roku jedna najbardziej cieszących się zainteresowaniem gal w kalendarzu WWE. Podobnie jak w przypadku Royal Rumble, zazwyczaj jest na co popatrzeć, a i po skończeniu show można sobie porobić nadzieję czy rozpisywać w głowie różne scenariusze związane ze zwycięzcami najważniejszych matchy.

W tym roku nie może być inaczej po tym, jak wśród mężczyzn triumfował powszechnie lubiany Big E, na którego main eventowy push fani czekają od paru lat (nowe, nieznane). Jeśli jest ktoś, kto powinien ogłosić wcześniej swój cash-in, zamiast atakować nieprzytomnego rywala…

Nieco gorzej wyszło w przypadku kobiet, gdzie z walizką skończyła Nikki Cross w swoim nowym… komediowym?… niepoważnym?… nakierowanym na najmłodszych?… gimmicku. Chyba to ostatnie. W każdym razie title shota zdążyła już zamienić na tytuł mistrzyni Raw, atakując bezbronną Charlotte Flair.

Raz, że to bardziej heelowe rozwiązanie, dwa, że nijak nie pasuje do jej postaci, bez względu na to, która odpowiedź z powyższego akapitu jest poprawna. Z dalszym bookingiem jest tylko gorzej, bo jako mistrzyni została praktycznie zesquashowana przez Flair tydzień później, dumnie ogłaszając, że wszystko świetnie, bo się postawiła i prawie dała radę.

 

Nie dość, że przedstawiają ją jako frajerkę w porównaniu do Charlotte i przypadkowego mistrza, to – jeśli to gimmick skierowany dla najmłodszych – pokazali dzieciakom, że nie trzeba się szczególnie starać (bo gimmick ledwo co wystartował), a wystarczy iść na skróty i będzie sukces.

A jeśli to ma być underdogowe story, to przy walce o walizkę opowiadali je z Liv Morgan, a nie Nikki. Taka pomyłeczka.

Money in the Bank zaserwowało nam także braci Uso przejmujących pasy od Reya i Dominica Mysterio. Na dniach po tym, jak Jimmy po raz kolejny został zatrzymany za prowadzenie auta pod wpływem alkoholu.

Tak, zamiast w końcu go ukarać jakimś zawieszeniem czy odesłać na terapię WWE nawet na tydzień nie zdjęło go z anteny. Naprawdę te pasy są tak ważne w tej chwili w historii wokół Romana?

Tu i tam

W połowie lipca zmarł także Paul Ordnorff, który był jednym z większych rywali w karierze Hulka Hogana. Ich walka z 1986 pobiła nawet kilka rekordów (m.in. pierwsze show w Ameryce Północnej zarabiające ponad milion dolarów, dublując wcześniejsze osiągnięcie starcia Bruno Sammartino z Larrym Zbyszko czy pobicie ponad 50-latniego wyniku widowni pojedynku Danno O’Mahoney vs Ed Don George – 61 000 vs 45 000).

Brał też udział w walce wieczoru pierwszej WrestleManii, ale żeby nie udawać historyka, odsyłam np. tutaj.

A jeśli o biciu rekordów mowa, była mistrzyni Impactowej dywizji Knockout Jordynne Grace udało się pobić kilka na zawodach organizowanych przez World Natural Powerlifting Federation.

Znany i lubiany Titus O’Neil ostatecznie nie wygrał nagrody im. Muhammada Alego, ale nie skończył miesiąca bez żadnych wyróżnień za swoje działania charytatywne.

Bray Wyatt zwolniony

A na ostatniej prostej do pierwszego podsumowania bez zwolnień z WWE, w ostatni dzień lipca WWE pożegnało ze swoich szeregów Braya Wyatta.

Ten gość to dopiero dwie strony medalu. Z jednej kilkukrotnie udawało mu się zdobyć sobie przychylność widzów różnymi gimmickami i był jednym z tych ludzi mających więcej luzu od McMahona w kwestii swojej postaci czy pisania swoich prom. Z drugiej co by nie wymyślił i jak nie byłoby over, to ktoś gdzieś źle zabookował, nie dał wygrać w odpowiednim momencie ważnego matchu czy czekał za długo, aż w końcu fani odpuszczali, przestawali się nim interesować i cykl powtarzał się od nowa.

 

<

Zaczynał jako charyzmatyczny lider kultu, skończył na kompletnie magicznej postaci The Fienda, która co rusz była brała udział w jakimś głupim segmencie, idiotycznej walce czy przyłożyła rękę do dobicia jakiegoś babyface’a, ale i tak w jakimś stopniu nawet to ostatnie wcielenie miało swoje grono sympatyków.

Co dalej? Nie widzę go w AEW, o którym pewnie od razu pomyślało sporo fanów. Mają tam dość wrestlerów równie dobrych i lepszych co on, a takich magicznych gimmicków im nie potrzeba i raczej już nie uświadczymy, biorąc pod uwagę nie tak dawne słowa Tony’ego Khana w odniesieniu do Broken gimmicku Matta Hardy’ego i jego teleportacji.

Impact na pewno będzie zainteresowany i chęty do robienia czegokolwiek, co przyciągnie im trochę uwagi fanów.

Przyszły miesiąc zaserwuje nam…

W sierpniu czeka nas za to parę dużych gal. 14 dnia miesiąca meksykańska AAA ma swoje największe show w roku – TripleManię – na którym ma dojść m.in. do świetnie zapowiadającego się starcia Kenny’ego Omegi z Andrade o mistrzowski tytuł organizacji, będący obecnie w kolekcji Kanadyjczyka. Mistrzyni kobiet Impactu Deonna Purrazzo zmierzy się także w title vs title matchu z mistrzynią AAA Faby Apache.
Zagadką za to będzie to, ilu fanów będzie mogło wejść na obiekt.

Tego samego dnia, ale w Los Angeles odbędzie się NJPW Resurgence. Z ciekawszych rzeczy na karcie mamy pojedynek Jaya White’a z Davidem Finlayem o pas NEVER Openweight, obronę pasa IWGP US Lance’a Archera z Hiroshim Tanahashi oraz starcie Good Brothers z Jonem Moxleyem i jego tajemniczym partnerem. Niestety, Shota Umino ostatecznie nie pojawi się na gali, więc nici z reunionu Moxa z Shooterem.

Najgoręcej zapowiada się za to weekend 20-22, który zaczniemy piątkowym odcinkiem Rampage na United Center, o którym wspominałem wyżej i na którym na ten moment spodziewam się walki Omegi z Punkiem. W sobotę na nowojorskim Allegiant Stadium odbędzie się SummerSlam, na które sprzedano już ponad 40 tys. wejściówek. Głównymi atrakcjami mają być starcia Ceny z Reignesem i Goldberga z Lashleyem, a swój powrót od jakiegoś czasu w mediach społecznościowych teasuje też Becky Lynch.

W niedzielę czeka nas natomiast NXT TakeOver 36, na którym to show o główny pas brandu zmierzą się Karrion Kross i Samoa Joe, a już zapowiedziano także rewanż jednej z najlepszych walk WWE w zeszłym roku z pasem NXT UK na szali.

28 sierpnia NWA organizuje bookowane z pomocą Mickie James kobiece Empowerrr PPV. Na razie wiemy, że ma tam dojść do obrony mistrzostwa Knockouts przez Purrazzo bądź Apache w zależności od tego, która opuści TripleManię z tym pasem.

31 lipca zaś rozpoczął się 5STAR Grad Prix. Dla nieco zapoznanych z japońskim wrestlingiem to nic innego jak Stardomowy odpowiednik G1 Climaxa znanego z New Japan Pro-Wrestling, dla tych mniej obeznanych to turniej trwający kilka tygodni (w tym roku od 31 lipca do 25 września), w którym mamy 20 wrestlerek rozdzielonych na dwie grupy po 10 osób. Każda uczestniczka zawalczy z 9 pozostałymi osobami w swoim bloku, za wygraną dostając 2 punkty, a za remis 1. Zwyciężczynie bloków spotykają się w wielkim finale.

Śledzenie turnieju i rzucenie okiem przynajmniej na co lepsze walki polecam każdemu fanowi czy to stricte kobiecego, czy po prostu wrestlingu, bo – zwłaszcza niebieski blok – zapowiada się bardzo ciekawie. Legalnie można oglądać na Stardomowym Worldzie (pierwsze dwa i ostatni dzień będą dostępne na PPV, więc trafią tam nieco później). Mniej legalnie np. tu.

Krótkie profile każdej z uczestniczek możecie znaleźć tutaj, grafik tutaj, a zapowiedź, do której też dołożyłem parę słów od siebie, przeczytacie tutaj. Dla tych, którzy czytali mój wpis o walce Utami Hayashishity z Syuri i/lub ją obejrzeli – obie trafiły do tej samej grupy i zmierzą się 4 września.

I tym oto magicznym sposobem dotarliśmy do końca – w tym miesiącu chyba było najdłużej, więc gratulacje! Jak zwykle zostawiam link do arkusza z ocenami i zachęcam do udostępniania wpisu.

Autor: 7ziggy
źródło: PrawdaWrestlingu