WWE 2K22: Mniejsze zło dalekie od ideału – recenzja gry na PS4
W grę mogłem zagrać dzięki uprzejmości firmy Cenega, do której tutaj macie link. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z ofertą sklepu. https://cenega.pl/
Na wstępnie tej recenzji chcę zaznaczyć, że ostatnią grą od 2K o tematyce wrestlingowej w jaką grałem było WWE 2K16, dlatego też bezpośrednie przejście do 2K22 było dla mnie bardzo dużym przeskokiem. Pierwszym trybem, jaki odpaliłem, było Showcase, którego głównym bohaterem jest obecny na okładce gry Rey Mysterio. Moim pierwszym odczuciem związanym z gameplayem, było wrażenie, że nie gram w grę od 2K, a w którąś z odsłon Tekkena. Postaci poruszały się płynnie, nie potrzebowały kilku sekund, żeby zebrać się do wykonania konkretnej akcji. Co dziwne, na początku mi ten fakt przeszkadzał, ponieważ w pamięci utkwiło mi nieco ociężałe tempo walki i czas wykonywania akcji z WWE 2K16. Po czasie jednak, fakt płynnej rozgrywki i szybkiego wykonywania przez postać ruchu, który sobie zażyczymy poprzez przycisk na padzie, okazał się chyba największą zaletą 2K22. W poprzednich odsłonach nierzadko dochodziło do sytuacji, kiedy to kierowany przez nas zawodnik nie wykonał jakiegoś ruchu, pomimo naszego polecenia – szczególnie, jeśli mowa o signature’ach i finisher’ach. A zatem płynność rozgrywki moim zdaniem stoi na naprawdę wysokim poziomie. To samo mogę powiedzieć o grafice. Zarazem sami wrestlerzy, jak i widownia oraz duże elementy graficzne, takie jak krzesła, stół komentatorski i całe areny ze wszystkimi ekranami wyglądają bardzo dobrze. Nie uświadczyłem kanciastych przedmiotów lub nieładujących się tekstur, które raziłyby mnie w oczy. Twarze zawodników – i tych topowych i tych mniej, są naprawdę dobrze odwzorowane. Emocje, które przekazują podczas walki lub segmentu na zapleczu są rzeczywiste. Na ból reagują grymasem, na udaną akcję radością, a na dyskwalifikację złością. Nie dochodzi również do kuriozalnych sytuacji, w wyniku których npc, który w danym momencie dominował w walce, ni z tego, ni z owego kładł się na środku ringu, co dawało nam dużą przewagę i możliwość przejęcia inicjatywy w pojedynku. Widoczne minusy, których uświadczyłem w gameplayu są dwa. Po pierwsze, gdy chcemy z poza ringu wbiec z powrotem do kwadratowego pierścienia, często blokujemy się przed linami i należy udać się tam powolniejszą opcją, czyli najpierw stanąć na krawędzi ringu i powoli przejść do niego pod linami – często kończy się to ofensywą ze strony naszego oponenta. Po drugie, nasi rywale sterowani przez komputer, często wykonują nielogiczne ruchy pod ringiem. Załóżmy, że zawodnik stojący w pobliżu schodów pod ringiem, chce do niego wrócić. Nie wejdzie on do niego schodami lub zaraz obok nich, lecz obejdzie cały ring, aby dojść na drugą jego stronę albo wrócić w to samo miejsce, co zajmuje kilkanaście sekund, które dają nam możliwość np. wstania z parteru i przygotowania ofensywy. Trzecim, jednak dużo mniejszym i rzadziej występującym minusem jest fakt wyrzucania przez npc przedmiotów, które dopiero co wzięli do ręki – rzecz mająca miejsce w wielu poprzednich odsłonach. Kończąc powoli moją rozprawę o samej rozgrywce, chcę zwrócić uwagę na jeszcze dwie rzeczy. Najpierw – starcia na backstage’u. Względem poprzednich odsłon, obszar na którym możemy okładać naszego rywala poza areną jest większy. Możemy korzystać ze stojących tam m.in. krzeseł lub boksów, z których możemy także skakać. Jednakże, ogromnym minusem pojedynków na zapleczu jest ich długość. W rzeczywistym wrestlingu, brawle na zapleczu, które nie są oficjalnymi pojedynkami trwają mniej więcej od kilkunastu sekund do minuty. W WWE 2K22, taka bójka zajmuje około 10–12 minut. Przez ten czas zdążymy wykonać po 2 signature’y i 2 finisher’y, a nasz rywal dalej chce walczyć. Nie na tym polegają brawle. Powinny być to szybkie segmenty, które wpłyną w jakiś sposób na rywalizację z konkretnym zawodnikiem. Kończę pochwałą – poprawiło się zachowanie botów w walkach z zaawansowanymi stypulacjami, jak np. Royal Rumble, czy MITB Match. Nielogicznych ruchów z ich strony jest mniej, są groźniejsi i szybciej zabierają się np. do ściągnięcia walizki. Nasza nieuwaga może skończyć się porażką. Podsumowując, gameplay i grafika w WWE 2K22 są naprawdę bardzo dobre. Sama rozgrywka sprawia przyjemność, a poziom rywali jest odzwierciedleniem ich overall’a. Moim zdaniem, duży progres.
Na początku wspomniałem o trybie Showcase, więc teraz chcę powiedzieć o nim kilka słów. Mnie ta forma rozgrywki w najnowszej grze od 2K przyniosła zdecydowanie najwięcej przyjemności. W trybie tym otrzymaliśmy bodajże 15 najważniejszych walk, które w karierze stoczył Rey Mysteriu. Moim zdaniem zostały one dobrane dobrze. Przedstawiono najpierw rywalizację, a potem przyjaźń Reya z Eddie’m Guerrero, którego śmierć była ważnym punktem tego trybu. Twórcy poświęcili temu dużo uwagi i w pewien sposób oddali Eddi’emu hołd oraz przedstawili Mysterio jako spadkobiercę dziedzictwa Eddie’go. Tym, którzy nie grali, nie chcę spojlerować tego, jakich walk możemy uświadczyć w Showcase. Powiem tylko, że trochę przeszkadzał mi fakt, iż dostaliśmy tylko jedną walkę, którą Rey przegrał. Co do rozgrywki w tym trybie, była bardzo przyjemna. Przejścia między archiwalnymi filmami, rozgrywką i opowieściami Reya były odpowiednio dobrane i wykonane. Na tryb Showcase nie powiem złego słowa. Moim zdaniem najmocniejszy punkt tej produkcji.
Zupełnie inne odczucia towarzyszą mi w trybie My Rise, czyli trybie kariery. Z góry chcę powiedzieć o jednej rzeczy. Mam wrażenie, że tryb kariery w tej grze bardzo podzielił odbiorców. Część z nich jest fanami tego trybu, drudzy go nie znoszą. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy, jednak jest to moja opinia – wy macie prawo do innej.
Naprawdę bardzo chcę powiedzieć coś pozytywnego o trybie My Rise, ale najzwyczajniej w świecie nie potrafię. Moim zdaniem jest to największa porażka w tej grze. Od początku. Wprowadzenie jest jako tako właściwe. Wyjaśnia się nam tam gameplay, schematy trybu i wszelkie niezbędne podstawy. Po 3 albo 4 treningach do PC przyjeżdżają generalni menedżerowie wszystkich brandów. Od wyniku konkretnej walki zależy to, jaki będziemy mieli wybór. Ja chcąc, aby kariera była realistyczna, wybrałem NXT. Tam ukazały się wszystkie koszmary i absurdy My Rise, który śmiało mógłby zmienić nazwę na My Fall. Oś czasu i kalendarz zupełnie nie istnieją. Jakakolwiek swoboda w kierowaniu konkretną rywalizacją jest niemożliwa – wszystko jest z góry zaplanowane przez projektantów gry. Nie mamy możliwości atakowania zawodników, kiedy tylko chcemy. Musimy działać tak, jak chce tego algorytm. Jeśli celem walki np. o pas jest zwycięstwo, a my przegramy, nie ponosimy za to żadnych konsekwencji. Realizm w trybie My Rise po prostu nie występuje. Kariera powinna być najbardziej swobodnym trybem gry, w którym gracz ma najwięcej do powiedzenia – jest zupełnie na odwrót. Z góry mamy narzucone kilkanaście historii, po równo face’owych i heel’owych. Oczywiście przebieg tych rywalizacji jest zaplanowany odgórnie. Możemy pomarzyć o świetnych, niespodziewanych wydarzeniach fabularnych, jak np. w 2K16, kiedy po jakiejś walce Triple H proponował nam dołączenie do The Authority. Decyzja jaką wtedy podjęliśmy miała kolosalny wpływ na historię opowiadaną w grze. Linia fabularna była jedna, niezależnie od tego o jaki tytuł rywalizowaliśmy. Gra była nacechowana losowością, co było wspaniałym urozmaicenie. Mogliśmy rywalizować z kim tylko chcieliśmy, w dowolnym momencie naszej kariery. Wszystko to było oparte o kalendarz. Jasno określona była Road to Wrestlemania, co budowało dodatkowe emocje. W 2K22 możemy co walkę toczyć starcie na PPV, które tak czy siak nic nie znaczy, ponieważ po ukończonej historii, wszystko to traci znaczenie, a my rozpoczynamy zupełnie inną linię fabularną – tak jakbyśmy przeszli do innego uniwersum. Miałem wrażenie, że nie gram w grę o wrestlingu, tylko w grę o grze o wrestlingu. Myślę, że wiecie o co mi chodzi. Ogromnym absurdem jest też fakt, że gdy nie walczymy o tytuł, a jesteśmy w posiadaniu jakiegoś pasa, gra zupełnie nie zwraca na nas uwagi, ponieważ historia związana z danym mistrzostwem dobiegła końca. Do ringu wychodzimy bez tytułu i nie jesteśmy tytułowani jako mistrz. Klimat w tym trybie nie istnieje, i w pewnym sensie nie da się tam przegrać. Rozgrywka poza walkami ogranicza się do formy point & click, a rywalizacje W CAŁOŚCI toczą się na twitterze. Nie uświadczymy w tej grze prom lub niespodziewanych ataków. Rywalizacja praktycznie zawsze zaczyna się, jest prowadzona i kończy się na twitterze. Przepraszam, jeśli kogoś uraziły moje odczucia, ale tryb My Rise nie dał mi absolutnie żadnej przyjemności i myślę, że dla graczy, którzy mieli styczność ze starszymi produkcjami gier o WWE, nawet tymi nie spod ręki 2k, tryb My Rise jest zbeszczeszczeniem tego, co przez wiele lat cieszyło graczy jako tryb kariery. Jeśli chodzi o tworzenie swojej postaci, to wybór kostiumów i wyglądu jest duży, ale nie rewolucyjny względem poprzedniczek.
Jeśli chodzi o tryb online lub lokalny tryb gry wieloosobowej, to jest w porządku. Zawodnicy rzadko się „glitchują”, a walki online rzadko są przerywane przez problemy z serwerami lub połączeniem.
Co do trybów Universe i My GM. Pierwszy z nich potrafi dać ogrom przyjemności. Uświadczymy tam masy możliwości zarządzania tygodniówką, arenami, walkami, czy rywalizacjami. Warto dodać, że wybór aren w grze jest bardzo duży – na duży plus jest obecność Thunderdome, które wygląda świetnie i realistycznie. WWE Universe nie poszło w złym kierunku i wciąż daje wiele wariantów prowadzenia swojego rosteru WWE. Inaczej jest z My GM. Tryb ten co prawda w pewnym stopniu łamie czwartą ścianę i jest bardziej realistyczny niż Universe, ale na dobrą sprawę jest to tylko ograniczony wariant Universe. My GM miało być sentymentalnym powrotem do czasów gier RAW VS SmackDown, jednakże okazało się mimo wszystko małą klapą. Na YouTube pewien zagraniczny twórca nagrał filmik, w którym ogrywa wszystkie różne warianty My GM w nieco ponad 2 godziny. Nie jest to raczej dobra reklama dla tej formy rozgrywki. Ograniczona ilość i typy walk na galę również psują zabawę z gry. Do starego My GM ta forma nie ma absolutnie podjazdu.
Podsumowując, gra WWE 2K22 jest moim zdaniem grą poprawną. Nie mówię tego jako znawca gier i programistyki, bo nim nie jestem, ale jako fan, który od wielu lat śledzi światowy wrestling. Gameplay, praca kamery i oprawa audiowizualna uległy znaczącej poprawie, choć dalej nie jest idealnie. Tryb Showcase jest bardzo mocną stroną tej produkcji, która w dobry sposób przedstawia drogę Mysterio w WWE. My Rise, jak wspomniałem jedni kochają, drudzy nienawidzą. Dla mnie jest to paszkwil, który kompletnie nie przypadł mi do gustu. Myślę, że opinie co do tych dwóch trybów są dobrym podsumowaniem WWE 2k22.
Czy wydałbym na tę grę 300 złotych w dniu premiery? Absolutnie nie
Czy gra ma potencjał na to, aby sprawić graczowi przyjemność? Tak, jak najbardziej
Dajcie znać, co wy sądzicie o produkcji studia 2K. Dziękuję za uwagę.
