Recenzja z Tygrysicem: SmackDown LIVE 14/02/17

 

Gale będące bezpośrednią kontynuacją PPV często stają się ich swoistymi epilogami. Czy to dobrze, czy to źle, to już zależy od linii fabularnych. Jak SmackDown poradził sobie z presją Elimination Chamber? Sprawdźmy.

Promo Braya Wyatta, Johna Ceny i AJ Stylesa

Na dzień dzisiejszy nie ma, powtarzam nie ma, drugiego tak świetnego wrestlera z mikrofonem jak Bray Wyatt. Pewny siebie, mroczny, inteligentny, charyzmatyczny, tajemniczy. Nie chcę cytować treści jego wypowiedzi, ani o niej opowiadać, bo tylko skrzywdziłbym jego wysiłek. Tym szczególnym razem wejście do ringu Stylesa i Ceny przyniosło pogorszenie się średniej z umiejętności zawodników. Jeśli macie obejrzeć cokolwiek z walentynkowej gali to własnie to i main event będący jego wynikiem.

The American Alpha (w) vs. The Ascension [Tag team match]

Nie do końca rozumiem sens tego meczu. Mamy przed sobą dwa znane i uznane tag teamy przy czym wydawać by się mogło, że ważnym zadaniem będzie zbudowanie atmosfery sensownej rywalizacji i rozszerzenie scenariusza. Dostaliśmy jednak najzwyklejszą w świecie walkę pieczętującą dominacją czempionów nad The Ascension. I po co? Nie zostali już wystarczająco upokorzeni na Elimination Chamber? Mistrzowie nie muszą walczyć na każdej gali tylko po to żeby się pokazać. Zamiast budować dywizję drużyn SmackDown znowu ją przyhamował. Nie uratowało tej sytuacji nawet naprawdę porządne ostrzeżenie, wystosowane przez The Usos w stosunku do Tag Team Champions.

Kłótnia Nikki Belli, Natalyi i Daniela Bryana + Promo Dolpha Zigglera

Ok, miarka się przebrała. Nie mam najmniejszej ochoty słyszeć po raz kolejny zdań takich jak: “Dostajesz wszystko tylko dlatego bo twoim chłopakiem jest John Cena”. Pochwaliłem ostatnio naprawdę dobrą walkę, którą obie panie zaprezentowały, ale teraz nie mam już nic dobrego do powiedzenia. A tego, że kiedy przyszło do rękoczynów Daniel Bryan zamiast odciągać od siebie panie krzyczał po ochronę pozostawię bez komentarza. Aha…byłbym zapomniał, w wyniku całej sytuacji zobaczymy Falls Count Anywhere match.

Na szczęście dużo lepiej poradził sobie Dolph Ziggler, który ostrzegł w miniwywiadzie całe nowe pokolenie wrestlerów przed próbą zajęcia jego miejsca. Tak właśnie tworzy się niezliczone możliwości ciekawych feudów, w których wszyscy będą mogli tylko zyskać.

Atak Barona Corbina na Deanie Ambrosie

Sytuacja wygląda następująco. Mamy zaplanowany mecz pomiędzy Deanem Ambrosem a Jamesem Ellsworthem. Ten ostatni postanawia przekazać widowni razem z Carmellą kilka słów. Ja już coś mówiłem o wszelkich promo Jamesa i utrzymuje swoje zdanie. Następnie zza kulis wychodzi Dean Ambrose… tyle że na czworaka, ciągnięty przez Barona Corbina, który ma wyraźnie mordercze intencje i wieńczy je swoim Deep Six na sprzęt technicznych (swoją drogą, świetny ruch, tak samo jak i finisher The Lone Wolfa). I teraz nie wiem co mnie bardziej smuci. Czy to, że Ellsworth po raz kolejny otworzył usta, czy to że Dean nie mógł mu ich przymknąć.

Ale tak już w pełni serio to po prostu czekam na walki obu panów. Świetnie do siebie pasują, a Corbin znacznie się rozwinął na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy.

Becky Lynch vs. Mickie James (w) [Singles match]

Eh….no i co ja mam poradzić, że tym razem SmackDown naprawdę sobie momentami nie radziło. Ja rozumiem oldschool, rozumiem bycie heelem, ale udawanie kontuzji ręki przez tak długi czas wydawało się zwyczajnie idiotycznie a mecz, który miał być nauczką dla dzieciaka, którego się zlekceważyło, tylko utwierdził nas w przekonaniu o tym, że lata Mickie James dawno minęły. Nie róbmy z niej wrednego, inteligentnego popychadła, które musi wygrać nieczystymi taktykami ani co gorsza jobbera. Proszę.

Promo Alexy Bliss i Naomi

Uff. Sporo tych promo i wywiadów w tym tygodniu. Tym razem dowiedzieliśmy się, że Naomi doznała kontuzji w swoim meczu o mistrzostwo i przez chwil kilka walka jest wykluczona. Oczywiście dołączyć się musiała Alexa Bliss, która dużo lepiej radzi sobie z mikrofonem niż w ringu. Cały segment był klasyczną zapowiedzią rewanżu i umocnieniem pozycji obu Pań w gustach widzów. Kto kibicował nowej mistrzyni, będzie kibicował jej jeszcze bardziej, tak samo z Little Miss Bliss. Tak czy tak, tym razem mogę spokojnie uznać to za pozytyw.

AJ Styles vs. Bray Wyatt (w) vs. John Cena [Triple threat match o WWE Championship]

Jeśli w ringu spotykają się te nazwiska, wiadomym jest, że czeka nas prawdziwe widowisko. Tak było i tym razem. Styles, Cena i Wyatt to profesjonaliści, którym może teraz dorównać niewielu. Mieliśmy tu wszystko: poprzedzający mecz atak Luke’a Harpera (Pytałem się czy Wyaci w komplecie, czy może nadal foszek. Widać foszek.), finishery, użycie stołu komentatorskiego, niesamowite kontry, false finishe. Jestem pewien, że gdybyśmy zobaczyli taką samą konfigurację na Wrestlemanii bylibyśmy wniebowzięci. Tak jak już wcześniej mówiłem, jeśli chcesz obejrzeć tylko urywek SmackDown to właśnie ten (oczywiście poprzedzając go tym cudownym promo).

Najbardziej interesujące wydarzyło się jednak po walce. Randy Orton wyszedł do wykończonego Braya i oświaczył, że jak długo jest jego sługą, nie zamierza walczyć o jego pas na Wrestlemanii. Czy oznacza to, że jego wygrana na Royal Rumble pójdzie na marne, a raczej jedynie na rozwój jednej z linii fabularnych? Daniel Bryan ogłosił w trakcie Talking Smack, że o miejsce Ortona wrestlerzy zawalczą w Battle Royal, więc nie jest to chyba jedynie chwilowa zagrywka. Warto też zwrócić uwagę na delikatne oznaki braku zaufania Wyatta w stosunku do Ortona. W trakcie gdy ten klękał, mistrz delikatnie postąpił w tył aby wyjść z zasięgu RKO, które jak wiemy zawsze przychodzi “out of nowhere”.

OCENA: 6+/10

W tym tygodniu Smackdown musi ustąpić swojemu czerwonemu konkurentowi. Spotkaliśmy się z momentami świetnymi,ale i tragicznymi, więc ocena pozytywna należy się tak naprawdę tylko dzięki trio Wyatt, Cena, Styles.