KPW Godzina Zero 2019 – Relacja

KPW nie zwalnia tempa i następna edycja ich najważniejszej gali w roku nie zawiodła. Odbyła się 17 sierpnia w Centrum Sportu w Gdyni. Już trochę czasu minęło, emocje opadły, więc zapraszam na krótką relacje.

Publiczność dopisała, trybuny w hali były zapełnione i większość publiczności dobrze i wytrwale dopingowała zawodników. Wszystko rozpoczęło się od wystąpienia prezesa Malinowskiego witającego zgromadzonych. 

Następnie miała rozpocząć się walka Kamila Aleksandra z wcześniej niezapowiedzianym przeciwnikiem. Na początku wyraził on jednak swoje niezadowolenie z aktualnej pozycji w KPW i faktu, że nie walczy o najważniejszy pas federacji. Potem poznaliśmy tajemniczego przeciwnika. Był to pochodzący z Kanady, ale jak się szybko okazało podczas jego pierwszego promo – z Polskimi korzeniami, Reinbakh. Walka była całkiem ciekawa, dobra na otwarcie gali. Zdecydowanie dobrze zaprezentował się charyzmatyczny gość z zagranicy, mam nadzieje na więcej jego występów. Zobaczymy też jak potoczy się historia pierwszego mistrza, po przegranej walce walce zasugerowane było, że mógł zaatakować przeciwnika. Panowie podali sobie jednak dłonie.

Drugą z kolei walką było starcie tag-teamowe czyli pojedynek Rosetti & Sawicki kontra Steinbolt & Carlos Zamora. Podobało mi się w tej walce dobre wejście w role obu zespołów. Polacy świetnie utrzymywali postawę negatywnych postaci, a goście od razu przekonali do siebie publiczność. Dobrze się to oglądało. W końcu mistrzowie utrzymali pasy, a Steinbolt i Zamora zostali pożegnani oklaskami.

Potem nastąpiło to na co szczerze najbardziej czekałem, czyli walka Primate kontra Greg. Zawodnik z WWE NXT UK, Defiant i wielu brytyjskich federacji zrobił duże wrażenie już samym swoim wejściem. Widać było, że jest w dobrym nastroju, więc już były nadzieje na dobrą walkę. Panowie nie zawiedli i przez połączenie świetnego sellingu Anglika z dobrą ofensywą Polaka dali naprawdę pokaz solidnego wrestlingu na poziomie. Mimo tego, że w pewnych momentach nie byłem pewien wyniku to wygrał mój faworyt, czyli Primate.

Siedmiu wspaniałych to pomysł KPW na coś w stylu amerykańskiego Money in the bank, czy podobnej walki o walizkę w Defiant Wrestling. W tegorocznej edycji wzięli udział: Chemik, Eryk Lesak, Daniel Boza, Don Taylor, Boski Ostrowski (jako Boski 2.0), Kakareko i miał wziąć udział Peter Panache. Piszę “miał”, ponieważ dyrektor powiadomił nas, że jednak go nie będzie. Szybko na jego miejsce spróbował wejść Greg. Wymagało to chwili przekonywania ale Malinowski zgodził się na zamianę. Również walka bardzo emocjonująca, dobre użycie silnych stron każdego z zawodników. Nie zapomniano też o wspólnych celach Kawalerii, więc Chemik i Greg razem próbowali wygrać kontrakt. Dobrze zaprezentowali się nowi członkowie rosteru, czyli Eryk Lesak i Daniel Boza, chętnie zobaczę ich więcej w następnych galach. Ostatecznie wygrał Boski 2.0.

Walka kobiet – starcie Sixt, Bianki, Alisy i Diany. Ostatnia z pań, tak samo jak wspomniana wcześniej dwójka z siedmiu wspaniałych jest nową zawodniczką. Razem z Lesakiem wygrali oni konkurs “Serce do walki”. Sama walka trochę krótsza niż poprzednia. Każda z zawodniczek miała możliwość się zaprezentować. Triumfowała tym razem pochodząca ze Szwecji Sixt.

Następni byli Dawid Oliwa i Moloch w walce o pas KPW OldTown. Bronił mistrzostwa Oliwa i to mu się udało. Jak zawsze w przypadku jego walk świetnie potrafił poderwać publiczność. Moloch jako przeciwnik też dobrze do niego pasował. Myślę, że ta para może jeszcze pokazać nam wiele ciekawych rzeczy i chętnie jeszcze jedną walkę w tym zestawieniu bym zobaczył

Nadeszło to na co wszyscy czekali – Robert Star kontra Piękny Kawaler. Kariera kontra kariera. Na szali też pas mistrzowski KPW. Kawaler został zapowiedziany przez Grega jako “papież” i wygłosił “czytanie z listu do frajerian”, a wyjście Stara miało przypominać Rocky’ego. Jako, że wszystko odbywało się na zasadach last man standing to była to dosyć brutalna walka, zawodnicy się nie oszczędzali, Kawaler został wrzucony w publikę w jednym momencie, potem Star zaatakowany przez Grega i kilku pomocników Kawalerii. Ci ostatni zostali jednak rozbici przez pozytywnych bohaterów poprzednich walk. Robertowi udało się pokonać Kawalera i pozostać mistrzem. Na koniec wszyscy obecni wykonali swoje finishery na przegranym. Zrobił to także Greg, który został potem ogłoszony następnym “papieżem” przez Chemika.

Znowu zawodnicy dostarczyli naprawdę dobrą galę. Ze strony ringowej naprawdę słabych momentów nie było. Publiczność, mimo tego że kilka negatywnych zachowań zauważyłem, to także spełniła swoje zadanie. Jestem bardzo zainteresowany jak potoczą się dalej losy federacji.