Każdy z nas może być w czyimś cieniu. Jednak taka sytuacja nie jest tragedią. Po prawdzie to ona może dać nam motywację by się wybić. – Jimmy
Rodzina jest fundamentem jak się okazuje nie tylko w filmach „Szybcy i Wściekli” czy też życiu codziennym. WWE wielokrotnie bazowało na więzach krwi budując swój storyline. Nie jest to dziwne. Wszakże to coś naprawdę ważnego.
Sukcesy bliskich to zawsze duma dla reszty jednak czasem może przytłaczać.
Życie w cieniu
Roman Reigns, Sami Zayn, Jey Uso a nawet Solo Sikoa…. Cała czwórka Bloodline, w swej historii, po rozpadzie, miała jakieś osiągnięcia w WWE. Niestety te ominęły szerokim łukiem Jimmiego. Owszem niesamowicie ważną wiadomością i sukcesem jest to, że Jonathan razem z swą żoną Trinity będą mieli dziecko, jednak nie do tyczy to bezpośrednio świata World Wrestling Entertainment, na którym się tu koncentrujemy. Faktem jest to, że kolejne zwycięstwa (storyline’owe oraz ringowe) braci i kuzyna tworzą cień nad postacią Johna, z którego wyjście może być ogromną trudnością. Zwłaszcza jeśli zespół kreatywny nie będzie chciał tego ułatwić.
BIG JIM
Ten rok miał należeć do Jimmiego Uso. Tak to zapowiadał sam Fatu i WWE. Niestety na ten moment wydają się to tylko puste słowa. John nie odniósł większych sukcesów na przestrzeni prawie 11 miesięcy i trudnym uwierzyć by to miało się zmienić. Zwłaszcza teraz, gdy to Jey jest usilnie pchany na szczyt. Na pytanie dlaczego tak jest odpowiedział nam sam Roman.
To Twoje show.
Dokładnie tak jest. RAW to jest miejsce gdzie gwiazdą jest nikt inny jak Jey Uso. To on jest w centrum i to nie tylko w oczach OTC.
Dla Reignsa poniedziałkowa tygodniówka to moment do rozprawy z The Vision i Sethem Rollinsem a Jim przybył tu wspierać brata. Dlatego też oczywistym wydaje się to czemu nie może odgrywać on znaczącej roli w czerwonym brandzie.
Co dalej?
No właśnie. Na ten moment kontuzja wizjonera, kłótnia z kuzynem i nadciągający heel turn brata daje szansę niespotykaną dla samego Johna. To on jest łącznikiem OG Bloodline i tym, który podpierał ostatki moralności Jeya. Teraz będzie mógł wreszcie zbudować swoją historię. Joe nie chce widzieć Usos do świąt, a Josh skupia swą uwagę na WHC i starciu z Punkiem. Pytanie tylko czy WWE mu na to pozwoli, oraz, co nawet ważniejsze, czy się na to odważy. Sam widziałbym w ręku Wielkiego Jima jakiś tytuł. Zasługuje on na push postaci jak i pas, który może go zapewnić.

