WrestleCon Mark Hitchock Memorial SuperShow – Raport
» Zapraszam Państwa na moją ocenę gali Mark Hitchock Memorial SuperShow, która odbyła się w ramach WrestleCon, podczas WrestleMania Weekend 2022.
Bandido vs „Speedball” Mike Bailey
Panowie od razu zaczęli z niesamowitym tempem i było wiadomo, że to będzie bardzo dobre starcie. Nie jest to ich pierwszy pojedynek w tym roku, bo Panowie spotkali się również, podczas tegorocznego turnieju BOLA od PWG (ale niestety, my zwykli ludzie, może we wrześniu to zobaczymy…) i już tam, według pogłosek dali świetny pojedynek.
Było tutaj mnóstwo zwrotów akcji, ale przy takim tempie, nie obyło się oczywiście, też bez jakiś niedociągnieć, ale można to wybaczyć. Na pewno, jednym z ciekawszych spotów, było trzymanie przez minutę Baileya w pozycji do suplexu, a następnie wbicie go twarzą w ziemię, co było widać, że mocno odczuł.
Mieliśmy mnóstwo lotów poza ring, ale to końcówka i nearfalle dały temu starciu taki klimat. Gdy już myśleliśmy, że zwycięży Mike’a to luchador zaskoczył pięknymi kombinacjami i zasłużenie zgarnął zwycięstwo.
Panowie świetnie rozgrzali publikię, ale takie widowisko mogłoby spokojnie być main eventem, każdej gali niezależnej.
Ocena: **** 1/2
Mia Yim vs Athena
Jeżeli się nie mylę, to jest to pierwsze starcie Yim, od momentu opuszczenia WWE, a więc warto obejrzeć.
Widocznie było zaznaczone kto tu gra tą dobrą, a kto złą kobiętę i przez to oglądało się tę walkę zdecydowanie lepiej, ale nie ma co się oszukiwać-obje Panie w ringu, potrafią dać show.
Wrestlerki zaczęły bardzo fizycznie to starcie, ale to Mia Yim okazała się z początku lepsza i posłała byłą Ember Moon, poza ring. Już poza ringiem rolę się odwróciły i nieczysto zaatakowała ramię żony Keitha Lee, o metalowy narożnik, aby następnie popracować nad nim w ringu. Zawodniczki wymieniały się mocnymi akcjami i ujrzeliśmy, chociażby ładny Powerbomb z narożnika. Pod koniec Athena chciała wykorzystać brak sędziego i zaatakować niebieskowłosą zawodniczkę krzesłem, lecz sędzia w porę złapał krzesło, przez co Yim, wykorzystała okazję, aby zgarnąć zwycięstwo po miłym dla oka Package Piledriverze.
Ocena: *** 1/2
Tomohiro Ishii vs Timothy Thatcher
Na wstępnie warto zauważyć, że jest zdecydowana różnica wzrostu między Panami i momentami wyglądało to jak walka dorosłego z łysym krągłym dzieckiem xD. Najgorszy mistrz Evolve starał się kontrolować japończyka i osłabiać jego kończymy, aby przygotować go pod swój kończący armbar. Na przemian dostawaliśmy tutaj ładną techniczną pracę od Timothy’ego oraz solidną dawkę łokci od Stone Pitbulla.
Swoją drogą ich starcie mogło się znaleźć spokojnie podczas GCW BloodSport 8, które odbywało się tego samego dnia, bo odbywało się właśnie w takim stylu.
Finalnie nie udało się byłemu zawodnikowi WWE NXT wykończyć kończyny azjatyckiego zawodnika, przez co zobaczyliśmy klasyczny Brainbuster i zwycięstwo poleciało na rachunek zawodnika z NJPW.
Jeżeli ktoś lubi powolny strong style z mnóstwem pracy technicznej, to polecam zobaczyć.
John WrestleCon (Morrison) vs Taya Valkyrie
Na wstępnie zaznacze, że jeśli wasz partner ma do was problem o niemycie naczyń, nie oglądajcie tego z nim !
Taya Valkyrie przed meczem zrobiła promo, w którym nakręcała się na to, że John Morrison stał się niechlujem w domu. Następnie Valkyrie przyniosła stosy naczyń.
Wszystko wskazywało na to, że będzie to spokojny pojedynek, ale bardzo szybko wybili mi taka myśl z głowy. Po chwili uciekania ze strony Pana o tysiącu nickname’ów dostaliśmy pierwszą ciekawszą akcję, jaką był superkick, który rozbił talerz na twarzy Tayi. Następnie poszło już z górki i kolejne kubki/butelki rozbijały się na głowie ex- Franky Monet.
Teraz to kobieta przejęła rolę w kuchn… ringu i spryskała oczy swojego chłopaka, aby po chwili sprzedać mu DDT i Canadian Destroyer z wiadrem na głowie. Morrison sprytnie wyeliminował sędziego, przez co uniknął porażki, a następnie wykonał na Walkiri swój finisher, przy czym rozbiając jej naczynia na brzuchu-co tu się dzieje to głowa mała.
Gdy już myśleliśmy, że to wszystko-Morrison wezwał jakiegoś ziomka, a ten przyniósł… dosłownie zlew kuchenny. Dostaliśmy mocną contrę od kobiety i widać, że zna się ona na rzeczy, bo owinęła kabel od kranu na gardle Mundo i sprzedała mu Curb Stomp na zlew.
Istne kuchenne rewolucje tu mieliśmy-Magda Gessler propsuje!
Ocena: *** 3/4
Ace Austin, Josh Alexander, Black Taurus vs Michael Oku, Rey Horus, Laredo Kid
Widząc to starcie na karcie walk, na pewno większość z nas miała w głowie jak to będzie wyglądać i dokładnie tak to wyglądało-szybko i dynamicznie.
Cały czas jestem pod wrażeniem zwinności Czarnego Byka i mogę się nazwać już jego fanem. Panowie luchadorzy dawali naprawdę sprawne popisy ringowe, aż do zamaskowany zawodnik Impact Wrestling wyleciał z ringu i wtedy koledzy z byłego TNA, wtargnęli do ringu, aby rozprawić się z face’ami.
Mieliśmy tutaj całą gamę dive’ów poza ring i tak naprawdę ciężko to wszystko opisać, bo każde mrugnięcie mogło sprawić, że przegapiliśmy jakiś spot. Oku zapiął na wszystkich heel’ach swój Boston Crab, a następnie Horus sprzedawał DDT, jak na krakowskim targu.
Następnie przeszła kolej na powerhousowe akcje od Taurusa i Alexandra, ale to nie starczyło. Po chwili Oku z tag team partnerami wykonali akcje z górnej liny dla byczka i zgarnęli zwycięstwo.
Ocena: *** 3/4
Biff Busick vs Minoru Suzuki
Kolejne starcie, które spokojnie mogłoby się znaleźć w karcie GCW Bloodsport, ale Panowie byli tam zajęci wykręcaniem świetnych starć z innymi zapaśnikami.
Tak jak mogliśmy się spodziewać, było mega technicznie i stiffowo, przez co też otworzyła się rana na głowie byłego Oneya i mogliśmy zobaczyć dość sporą dawkę krwi.
Japończyk nic nie robił sobie z rany na głowie przeciwnika i nawet próbował go ugryźć, czy to w głowę, czy w dłoń. Widać przy tym, że lider SuzukiGun w Stanach Zjednoczonych przeżywa drugą młodość.
Biff próbował w swoim uppercutami wrócić do pojedynku, ale to nie dawało rezultatu i wracał do defensywy przed atakami Minoru, a finalnie oddał mu zwycięstwo, przyjmując, długo utrzymany Gotch Piledriver.
Ocena: ****
Team Onita (Atsushi Onita, Rock N Roll Express, Juice Robinson, Colt Cabana) vs Team PCO (PCO, NZO, Jimmy Wang Yang, Barry Horowitz, Dirty Dango)
Mecz, który można opisać jako jeden wielki bałagan, w którym brali udział zawodnicy, którzy powinni być na emeryturze już od jakiegoś czasu.
Panowie momentami nie wiedzieli, co się dzieje i co powinni robić, a było to widoczne, chociażby gdy Dango stał z krzesłem, a Onita po prostu na niego patrzał.
PCO w swoim stylu próbował się zabić, a jak to mu nie wychodziło, to poruszał się wolniej od raczkującego dziecka.
Nie polecam.
Ocena: * 3/4
The Briscoe vs Homicide and Low Ki
Mecz, który wyglądał dobrze na papierze, ale z jakichś powodów nie spełnił swoich oczekiwań ringowych. Z drugiej strony Briscoe mieli jeszcze walkę na GCW i może tam się spieszyli.
Jeszcze przed rozpoczęciem starcia, Low Ki wszedł w wymiane zdań z jakimś fanem, do którego nawet się przeszedł, aż musiała wyprowadzić go ochrona, chociaż fan wrócił, przez co zebrał jeszcze dwa słowa od Homicide.
Jak już doczekaliśmy się akcji w ringu, to była ona nienajwyższych lotów i wcale nie dlatego, że nie było tutaj luchadorów. A nagle Homicide zaczął wrzucać krzesła do ringu, przez co pojedynek nam się zmienił na No DQ.
W ruch szły przedmioty, jak chociażby dzwonek a drużyny wymieniały się akcjami zespołowymi. Po krótkim zrywanie ze strony Low Kiego, to obecni mistrzowie Ring of Honor wyszli zwycięsko z tego starcia.
Ocena: **








