Szósty odcinek naszej serii przed WrestleManią 42 przenosi nas do świata czystej, nieokiełznanej destrukcji. Bohaterem tego odcinka jest bowiem „Samoan Werewolf”, Jacob Fatu.
Wkroczył on do głównego rosteru WWE niczym prawdziwe tornado, a jego droga od ubiegłorocznej WrestleManii 41 to materiał na iście wybuchowy scenariusz. Przyjrzyjmy się temu, jak ten potężny zawodnik budował swoją pozycję, z kim toczył najkrwawsze wojny i jak poradził sobie z przymusową pauzą od ringu.
Triumf w Las Vegas i mistrzostwo Stanów Zjednoczonych
Zanim Jacob na dobre wszedł w drogę czołowym graczom walczącym o główne złoto, brutalnie zaznaczył swoje terytorium. Na ubiegłorocznej WrestleManii 41 w Las Vegas „Samoan Werewolf” zdominował LA Knighta i zdobył swoje pierwsze singlowe trofeum w federacji: mistrzostwo Stanów Zjednoczonych. Złoto na jego barkach zyskało zupełnie nowy wymiar, a sam Fatu udowodnił, że jest gotowy na najwyższe cele i deklasowanie kolejnych rywali. Jego nieprzewidywalny i niezwykle widowiskowy styl walki dodawał temu tytułowi ogromnego animuszu.
Wojna z The Bloodline
Chociaż początkowo nowe Bloodline zdawało się trzymać z Jacobem, to napięcie między nim a Solo Sikoą stale rosło. Ich rywalizacja toczyła się w letnim okresie i była czymś, co naprawdę dobrze się oglądało. Na gali Night of Champions Fatu stracił tytuł Stanów Zjednoczonych w walce ze wspomnianym wcześniej Solo. Oczywiście, jak w przypadku większości programów z nowym i starym Bloodline, tutaj też dostawaliśmy masę interwencji i kolejnych członków rodziny. Zwieńczeniem programu między tymi zawodnikami było brutalne starcie w klatce podczas SummerSlam. Tutaj Jacob musiał ponownie uznać wyższość swojego byłego szefa i finalnie nie odzyskał tytułu. W międzyczasie udało mu się zaliczyć współpracę z Codym Rhodesem czy innymi topowymi zawodnikami, z którymi często tworzył drużyny w walce przeciwko Bloodline.
Cotygodniowy udział na niebieskiej tygodniówce
Warto dodać, że Jacob to naprawdę aktywny zawodnik. Zarówno w czasie, gdy był mistrzem, jak i wtedy, kiedy toczył boje bez pasa w tle, regularnie pojawiał się na tygodniówkach. Zdecydowanie nie był to typ zawodnika, który wygłasza proma. Fatu to typ wrestlera, który wyraża się w ringu. Niektórzy śmiali się z Fatu, że ten chyba w ogóle nie potrafi mówić, ponieważ jego sprzeczki słowne często kończyły się jedynie krzykami. Można powiedzieć, że w gruncie rzeczy Jacob wybrał przemoc, ale taka forma zdecydowanie mi odpowiada.
Tajemniczy atak i przymusowa pauza
Kiedy wydawało się, że po letnich wojnach Jacob Fatu jest gotowy na krok do absolutnego main eventu, nadszedł pechowy październik i dramatyczne wydarzenia na SmackDown. Fatu miał zmierzyć się z Drew McIntyrem w niezwykle ważnej walce. Zamiast tego znaleziono go pod stertą sprzętu produkcyjnego. Był to fabularny sposób WWE na wypisanie go z telewizji z powodu prawdziwej, poważnej kontuzji, z którą borykał się zawodnik. Jego nieobecność trwała aż do początku 2026 roku. W międzyczasie Cody i Drew toczyli zaciekłą wojnę o tytuł.
Wielki powrót i chaos
Rok 2026 rozpoczął się jednak od trzęsienia ziemi. Jacob Fatu powrócił na ekrany w pełni sił i natychmiast wrzucił najwyższy bieg. Jego pojawienie się miało gigantyczne konsekwencje, ponieważ to właśnie on nieumyślnie kosztował Cody’ego Rhodesa mistrzostwo w starciu z McIntyrem. To miało doprowadzić do bezpośredniego starcia z Codym podczas Saturday Night’s Main Event. Walka finalnie została uznana za nieodbytą ze względu na brutalny atak Jacoba podczas wejścia Rhodesa do ringu. Po tym wydarzeniu Jacob zaliczył kilka pojedynków, jednak nie udało mu się odnieść większego sukcesu. Finalnie jego wzrok został skierowany na Drew McIntyre’a.
Szaleńczy gimmick, który warto promować
Zderzenie McIntyre’a i Fatu w Mieście Grzechu gwarantuje nam morderczą wojnę dwóch tytanów. Podsumowując ten szalony rok w wykonaniu Fatu, moja teza jest niezwykle prosta: ten facet absolutnie zasłużył sobie na tak ważną walkę podczas WrestleManii 42. Jego szaleńczy, wręcz maniakalny gimmick jest czymś zupełnie nowym i niespotykanym w dzisiejszym WWE. W erze wrestlerów stawiających na idealną prezencję i długie przemówienia, Fatu wnosi do ringu surową, zwierzęcą dzikość. Federacja ma w rękach prawdziwy skarb, a promowanie tego nieprzewidywalnego stylu to absolutny strzał w dziesiątkę. To właśnie tacy zawodnicy sprawiają, że wrestling nadal potrafi być niebezpieczny i fascynujący.

