Okiem Rysia: Bohaterowie WrestleManii #3 Cody Rhodes

0
WWE WrestleMania 2026 Vegas MyWrestling

Czas na kolejnego bohatera serii w drodze do WrestleManii. Cody Rhodes to zdecydowanie obecna twarz federacji, ale czy słusznie? „American Nightmare” to zawodnik, któremu nie można odmówić etyki pracy, jednak jego pozycja w strukturach WWE budzi we mnie coraz bardziej mieszane uczucia. Przyjrzyjmy się bliżej jego drodze w ostatnich miesiącach i powodom, dla których jego obecny booking może stanowić problem.

Tytan pracy

W przeciwieństwie do wspominanego w ostatnim artykule serii Romana Reignsa, Cody to prawdziwy tytan pracy. Jest aktywny zarówno podczas tygodniówek, jak i podczas gal PPV. Gdy staje w ringu, to zdecydowanie się nie oszczędza, więc nie można o nim powiedzieć, że jest niezaangażowany. Wokół jego postaci ciągle się coś dzieje. Federacja uparła się jednak, aby cały czas trzymać go w obrazku z głównym mistrzostwem. Wszystkie główne programy muszą się kręcić wokół niego. Odnoszę nieodparte wrażenie, że postać Rhodesa jako mistrza jest nam wręcz wpychana do gardła, a zarząd WWE boi się zaryzykować zrzuceniem pasa z Cody’ego na dłuższy czas.

Rok potężnych i wyczerpujących rywalizacji

Ubiegłoroczna WrestleMania i okres po niej to gorąca rywalizacja z heelowym Johnem Ceną. Był to niezwykle głośny i emocjonalny program. Panowie wymieniali się potężnymi argumentami na mikrofonie, walcząc o miano prawdziwego lidera. Jeżeli chodzi o napięcie, to był to naprawdę świetny program. Do tego dochodzą inne, bardzo intensywne starcia:

  • Brutalna wojna z Drew McIntyrem: Ta rywalizacja to był pokaz czystej, ringowej agresji. Obaj panowie wręcz wypruwali sobie żyły, a według mnie to Szkot prezentował się w niej zdecydowanie lepiej, ponieważ przynajmniej był „jakiś”. Finalnie udało mu się odebrać tytuł Rhodesowi, ale jego radość nie trwała zbyt wiele czasu. Tak jak niespodziewane było odebranie pasa Cody’emu na tygodniówce, tak samo niespodziewana była jego utrata kilka tygodni później. Dostajemy więc kolejny przykład szybkiego powrotu Cody’ego do głównego obrazka.

  • WarGames: W międzyczasie, podobnie jak wspominani w poprzednich artykułach bohaterowie, Cody wziął udział w WarGames Matchu. Niestety nawet jego obecność nie pomogła drużynie, w której musiał współpracować chociażby z dawnym nemezis, Romanem Reignsem.

Te konflikty czy osobiste porachunki działają świetnie i budują doskonałą historię. Problem polega na tym, że mam silne przeświadczenie, iż większość z tych programów obroniłaby się sama. Złoto w tle wcale nie jest tam potrzebne.

Ciągła karuzela z pasem

Kiedy Cody traci mistrzostwo, możemy być pewni, że za chwilę znów po nie sięgnie. Zamiast budować dłuższą historię odbudowy, pozwolić mu przegrupować siły lub dać szansę wykazania się innym wschodzącym gwiazdom, WWE natychmiast wrzuca go ponownie w wir rywalizacji o złoto. Ponownie zdobywa pas, trzyma go i być może traci, ale też tylko na chwilę. Wszystko to po to, aby cały czas mieć status najważniejszej gwiazdy federacji. Taka karuzela, obserwowana kolejny rok z rzędu, sprawia, że najważniejsze trofeum w federacji staje się po prostu rekwizytem na stałe przypisanym do jednego nazwiska.

Czy Cody musi być zawsze mistrzem?

Zbliżająca się wielkimi krokami WrestleMania 42 w Las Vegas to moment, w którym warto zadać sobie to ważne pytanie. Cody Rhodes to fantastyczny wrestler i absolutna czołówka tej branży. Jego ciągła rotacja wokół tytułu blokuje jednak miejsce innym zawodnikom na SmackDown. Prawdziwa twarz federacji potrafi pociągnąć za sobą tłumy i wygenerować ogromne zainteresowanie nawet wtedy, gdy walczy w środku karty bez błyszczącego złota na szali. Zdecydowanie przydałby nam się oddech i dłuższa przerwa od Cody’ego w roli mistrza, co z pewnością wyszłoby na dobre zarówno jemu samemu, jak i całemu produktowi WWE.