Odliczanie ważnym elementem wielu sportów walki. Co jednak gdy chcemy uczynić je bardziej wyjątkowym. – „Five”
Gdy ostatnimi czasy przeglądałem kolejne odcinki NXT z 2012 roku zadałem sobie pewne pytanie. Czy za te 10 lat podobne odczucia pewnej nostalgii będą mieli oglądający aktualne NXT? A może to wtedy po prostu mieliśmy tak niesamowity zbiór gwiazd w „rozwojówce” WWE. Bo przecież by móc robić sobie takowy „Back in Time” trzeba mieć dokąd wracać. I tak dotarliśmy do tegoż, ikonicznego, momentu.
Ettore..
Spoglądając na Ewena ostatnich lat dostrzegamy nieco ciamajdowatego siłacza o wielkich mięśniach i jeszcze większym uśmiechu. To uosobienie „Power of positivity” z jakim kojarzymy całe „New Day”. Jednak czasy NXT Ettore wyglądały inaczej…
Monstrum
Jeżeli uosobieniem bestii jest Brock Lesnar, a Potworem pośród mężczyzn/ludzi Braun Strowman to bez dwóch zdań sylwetkowo rzeczywistym monstrum był właśnie „E”. Nie poddając pod wątpliwość budowy poprzedniej dwójki to nikt, tak jak Ettore, sylwetkowo nie dominował sceny na, której występował. Pośród tak niebotycznych gwiazd jak Roman Reigns, Seth Rollins, Kassius Ohno czy Leo Kruger Ewen był niesamowity.
„One, Two, Three, Four….”
Choć debiut „The Shield” w main rosterze z pewnością przyspieszył koniec panowania Setha to trzeba przyznać jedno. Wybór Big E na jego następcę był bardzo trafionym. Jeżeli wybitnym, ringowym, technikiem jest właśnie Rollins to czystą mocą właśnie Ettore. A odliczanie do pięciu w jegoż wykonaniu było czymś co podkreśliło jego ówczesną dominację.

