Niko Włodek dla MyWrestling: Nigdy nie uważałem się za komentatora
Mateusz Polak 10 stycznia 2026 0
Są historie, które w świecie wrestlingu wydają się nierealne. Oglądasz gale jako dzieciak, chłoniesz je przez lata, kłócisz się na forach, tworzysz portale, podcasty i teorie, aż nagle… dzwoni nieznany numer. Po drugiej stronie WWE.
Zapraszamy na wywiad z człowiekiem, który przeszedł dokładnie taką drogę. Porozmawialiśmy między innymi o tym, jak wygląda komentowanie na żywo największej federacji wrestlingowej na świecie. Czym różni się praca dla WWE od podcastowego luzu i wiele więcej.
Spis treści wywiadu
-
-
Wrestling od dziecka – pierwsze gale, Bret Hart, Yokozuna i początki fascynacji,
-
-
Od forów do portali – Attitude, Ultimate Wrestling i kulisy polskiego internetowego półświatka,
-
„To był telefon, którego się nie odrzuca” – jak doszło do komentowania WWE,
-
Pierwsze nagranie, pierwsza chemia – debiut za mikrofonem i współpraca z Piotrem Gilewskim,
-
Attitude Mówi – największy sukces kanału i wpływ na polską scenę wrestlingową,
-
Za mikrofonem WWE – jak wygląda dzień komentatora tygodniówek i PLE,
-
Na żywo czy z taśmy? – różnice między WWE, MLW i innymi federacjami,
-
Od „niszowego zespołu” do Metallicy – współpraca z Edwardem Durdą i lekcja pokory,
-
WWE, Netflix i kontrakt – kulisy angażu i zmiana dostępności wrestlingu w Polsce,
-
Ulubieńcy i przyszłe gwiazdy – Bron Breakker, Oba Femi i nowe pokolenie WWE,
-
Czym jest „klasyk” w wrestlingu? – subiektywne momenty i osobiste powroty,
-
WWE w Polsce – frekwencja, dostępność i potencjał fanów,
-
Bez spoilerów – dlaczego komentator też chce być zaskakiwany,
-
Komentarz live w Polsce – czy i kiedy jest na to szansa?
-
Najlepsze momenty za mikrofonem – emocje, zapowiedzi i chemia na antenie,
-
Pomyłki na żywo – jak wybrnąć, gdy mózg mówi coś innego niż usta,
-
Powroty do przeszłości – ulubione walki i rywalizacje,
-
Rady dla twórców – pasja ważniejsza niż ambicja,
-
Każdy fan powinien przeżyć – trzy obowiązkowe wrestlingowe doświadczenia,
-
Polski wrestling dziś – dystans, pytania i wątpliwości,
-
Marzenia na przyszłość – WrestleMania… po komentatorskiej emeryturze.
Niko Włodek: Idealny początek, żeby przypomnieć mi jak jestem stary! Można nie lubić wyświechtanych hasełek, że oglądam go całe życie, ale w moim przypadku tak właśnie jest. A jeśli oglądasz go całe życie, to też trudno przypisać dokładny start tej przygody. Lata temu zatrzymaliśmy tę wyliczankę na roku 1993, bo tamte PPV już oglądałem w miarę świadomie (a możliwość do tego miałem przez częste mieszkanie w Wielkiej Brytanii, a tam dostępność była na znacznie przystępniejszym poziomie niż w Polsce) i pamiętam zaciekłe kibicowanie Bretowi Hartowi, czy dominację Yokozuny. Sęk w tym, że miałem teraz doskonałą okazję, żeby wrócić do tematu ze starszym bratem, który jest winowajcą mojego zamiłowania do wrestlingu i z pełnym przekonaniem stwierdził, że zaczynałem znacznie wcześniej niż 1993. Skoro wtedy już wiedziałem kto to Yoko, kto to Hitman, to tak pewnie musiało być, ale aż tak daleko nie sięgam pamięcią, więc zatrzymajmy się na tym. W naszym półświatku ta sytuacja jest prostsza. Tu dostępność do stałego łącza była większą przeszkodą niż dostęp do wrestlingu. Zaliczyłem wszystkie przystanki – od tych największych portali, po te mniejsze twory, które zawsze miały nadzieję budować swoje od zera, a nie być wyłącznie częścią Attitude czy WrestleFans (no wiecie… jak MyWrestling!). Najwięcej lat upłynęło na Ultimate Wrestling i Attitude, które bezlitośnie to UW wchłonęło. I byli tacy, którzy na taki obrót sprawy się obrażali, ale ja chyba lokalnego patriotyzmu nie przejawiałem nigdy. I chyba dobrze, bo pewnie tutaj rozwinąłem te internetowe skrzydła najmocniej. Co do „prowadzenia portalu”, to tylko łatka okolicznościowa. Za Attitude odpowiada i zawsze odpowiadał Przemk0. Mogliśmy wspierać, mogliśmy sobie dywagować, ale finalnie to jego piaskownica.
Niko Włodek: Piotr Gilewski! Chociaż WWE też miało swoje przekonujące argumenty. To nie są telefony, którym się odmawia. To jest największa abstrakcja, jaką jesteś sobie w stanie wyobrazić. Jak wspomniałem – oglądasz coś całe życie, a potem oni do Ciebie dzwonią i mówią – hej, może byś dla nas popracował? Raczej nie ma co mnie podejrzewać o fałszywą skromność, ale ja serio nigdy nie uważałem się za komentatora. Umiem gadać o wrestlingu i wielu innych rzeczach, ale to wciąż niekoniecznie podchodzi pod sztukę komentowania. Ona ma swoją specyfikę, w której ja raczkuje, a o efektach moich prób wcielenia się w rolę wypada pytać innych. Podcast i im podobne gadające głowy, to działanie na swoich warunkach i, co ważniejsze, na swoim czasie. Tutaj trzeba się dostosować do większej całości.

Niko Włodek: Szczerze? Nie. Nie jestem w stanie przytoczyć walk, czy wydarzeń z mojej pierwszej gali, co pozwala myśleć, że nie wiązało się to z jakimś ogromnym stresem. Piotrek pomógł przybliżyć charakterystykę, gadać człowiek umie, na rzeczy też się zna, więc po prostu usiadłem i starałem się nie nabroić przesadnie. Najważniejsze było złapanie chemii z Piotrkiem, co udało nam się osiągnąć w ekspresowym tempie. Jedyne, co pamiętam, to mój natłok myśli, jak coś fajnie ubrać w słowa, z czym wiązał się też pewien rodzaju filtru między mózgiem, a paszczą. Zazwyczaj w takich wrestlingowych pogadankach mogłem mieć go wyłączonego, a wręcz upewniałem się, że wyłączony będzie. Tu on mi przeszkadzał. Pewnie już dziś, a przecież żadnym weteranem nie jestem, bym wiele tamtych rzeczy skomentował lepiej.

Niko Włodek: To proste – Attitude Mówi. Nie przyglądam się teraz podcastom wrestlingowym w Polsce. Nawet nie wiem, czy jakieś istnieją, ale AM to była swego rodzaju rewolucja. Taki stały, cotygodniowy punkt programu. Udało się z Schoopem utrzymać regularność, co też przekładało się na popularność. Niejako przyzwyczajaliśmy do siebie ludzi. I jasne, to często potrafiło dryfować między wrestlingiem, a tematami… dowolnymi (co słuchaczom odpowiadało), ale odmawianie znaczenia AM skwitowałbym uśmiechem. Teorie jakie tam padały były często adaptowane przez innych i przerabiane własnymi słowami. A niektóre rzeczy pewnie weszły w nasz wrestlingowy slang i mogą nawet funkcjonować do teraz. Zresztą poróżniliśmy cały nasz półświatek z jedyną na tamten moment federacją wrestlingową w Polsce, więc raczej niszą w tamtym okresie nie byliśmy.
Niko Włodek: A tu nie ma wielkich historii. Trwasz po prostu do nocy, żeby utrzymać świeżość umysłu i nie bełkotać w trakcie nagrania. Piękne jest to, o czym już wspomniałem – chemia z Piotrkiem. Nie musimy przed nagraniem siedzieć, analizować, dogadywać i jakoby się nastrajać. My po prostu siadamy komentować coś, co nauczyliśmy się przez te lata oglądania kochać.
Niko Włodek: Różnica jest jedna i kluczowa – WWE komentujemy na żywo. Aczkolwiek oddam tej przygodzie z MLW to, że z Edwardem Durdą chcieliśmy dokładnie takiego samego doświadczenia. W teorii mieliśmy tam możliwość naniesienia poprawek na jakość komentarza, ale tego nie robiliśmy – poza jednym wyjątkiem, ale to nie przez konieczność poprawy czegokolwiek. Umówiliśmy się, że jak coś popsujemy, to trudno – show must go on. Oczywiście tam nagrywaliśmy materiały już nieco przykurzone, archiwalne, więc paradoksalnie to one wymagały większego… przygotowania.
I to też była fajna przygoda, bo skrzyżowałem się z jedną z komentatorskich legend od zadań specjalnych. Zawsze opisywałem to tak samo. Jesteś Niko, ludzie słuchają AM, głos też wydaje się zgadzać i często padają sugestie, żeby coś w mediach podziałać. Jesteś takim niszowym zespołem rockowym. Niby rokuje, niby potencjał jest, a na pierwszy występ Cię wrzucają na koncert z Metallicą. Przy nagrywaniu reklamy MLW na potrzeby Active Family dostałem obuchem w głowę. I doskonale ten moment pamiętam, bo Edward ma wiele lat doświadczenia z teatralnej sceny. Kto zna, ten wie, jaki potencjał głosowy tam drzemie. Stary, jak on zaczął nagrywać swoją kwestie, to w mojej głowie było tylko – nie, nie ma opcji, nie ma szans, ja tak nie zrobię. Musiałem zaczerpnąć kilka szybkich lekcji i jakoś poszło. Wtedy traktowałem to jako krótką przygodą, fajny epizod, a potem trafiło to w ręce największej federacji świata i było niejako moim CV na potrzeby nowej pracy.
Niko Włodek: Gwoli ścisłości – jesteśmy na kontrakcie bezpośrednio z WWE, a nie Netflixem. I jak mówiłem – takich propozycji się nie odrzuca. Wiadomym jest, co było nagłym powodem poszukiwań komentatora, a ja po prostu podniosłem słuchawkę z nieznanego numeru. Nie ustawiałem się w kolejce, nie szukałem, nie prosiłem – miałem po prostu wsparcie/błogosławieństwo Piotrka i pozytywne rozmowy z WWE.
Niko Włodek: Zawsze mam jakieś świeżynki na radarze, bo i zawsze szukałem ich w rozwojówkach WWE. Jak funkcjonowało FCW, to było o to stosunkowo łatwo. Fajnie było doszukiwać się gwiazd przyszłości. Dziś już to wszystko funkcjonuje inaczej, a i ja nie oglądam tych mniejszych lig tak dużo, jak kiedyś. Odpowiedź nikogo nie zdziwi – Bron Breakker od zawsze był skazany na bycie moim ulubieńcem, bo… moimi ulubieńcami byli jego ojciec z wujkiem. Ja świetnie wspominam Steiner Brothers, choć pewnie sympatia do nich została trochę przelana na mnie przez mojego brata. Z mniej oczywistych to doskonale wspominam Austina Theory’ego z jego indy czasów, a Oba Femi to jeden z fajniejszych wychowanków WWE od lat.
Niko Włodek: Jeśli jest, to już został nim uznany. Każdy ma swoje klasyki. Każdy ma swoje ulubione momenty, do których lubi wracać. Czy one są klasykami dla ogółu? Pewnie nie. Moja Monika (MonissWF) zawsze świetnie wspomina segmenty Stone Colda z Bookerem T. Nazwalibyśmy je klasykami? No nie, a jednak dla kogoś tym specjalnym momentem zawsze będą. I tak właśnie wypada odbierać wrestling. Jestem ciekaw, ile takich momentów znajdę po latach z minionego 2025. Styles vs Cena było wyjątkowe, samo zakończenie kariery Johna też, ale i było sporo mniejszych chwil, które miło będzie odwinąć – promo CM Punka przed wejściem na WrestleManii było mi bardzo bliskie, ale i Seth zrzucający kule do chodzenia na SummerSlam ma sporo uroku.
Niko Włodek: Tu już Wy macie więcej do powiedzenia niż relikt forumowej przeszłości, który został odkopany na potrzeby komentowania WWE. Zerkałem na sprzedaż styczniowych biletów, to rozchodziły się one całkiem szybko. Pewnie to pytanie będzie bardziej zasadne po 17 stycznia, ale myślę, że dalej trzymamy się na podobnym poziomie, jak te X lat temu. Fani odchodzą, nowi przychodzą, tak było i będzie zawsze. Pierwszy boom przeżyliśmy w czasach TNT i tamtejszego WCW, potem Extreme dało nowy zastrzyk fanów, a teraz mam nadzieję, że Netflix to podkręcił. Nie ma popularniejszej platformy. Mam wrażenie, że dostęp do niej ma każdy, czego nie można było powiedzieć o poprzednim kanale. WWE nigdy nie było tak dostępne, jak jest teraz. I to jest fakt. Nigdy nie mieliśmy tego wyłożonego na tacy i dostępnego od ręki. Nikt już nie musi szukać streamów i lamentować, że coś przerwało. Zarywanie nocek jest teraz o wiele bardziej komfortowe, a to pozwala mi myśleć, że jest i będzie dobrze.
Zaktualizowana karta pojedynków podczas WWE Road to Royal Rumble w Gdańsku
Niko Włodek: Pomidor! A tak naprawdę to nie mamy i… nie chcielibyśmy mieć. Pamiętajcie, że nadrzędny dla naszego komentarza jest fakt, że jesteśmy też fanami wrestlingu. Też chcemy być zaskakiwani!
Niko Włodek: Polski komentarz live to melodia przyszłości i wymagałaby pewnie telewizyjnego show w naszym kraju. WWE w Europie jest teraz często, więc to tak naprawdę w rękach ludzi, czy dostaną coś więcej. Jeśli oni zakończą show 17 stycznia i stwierdzą, że było mega, że fani reagowali żywiołowo, a atmosfera nigdy nie siadała, to po prostu tu wrócą. Zrobimy to ponownie. Wrócą kolejny raz. Zapełniać będziemy hale, bawić się dobrze – mamy infrastrukturę, żeby udźwignąć telewizyjne show w Polsce. Znów pokuszę się o wyświechtane słowa, ale to serio zależy w dużej mierze od nas.
Niko Włodek: Bardzo miło wspominam zapowiedź przed walką Page i Green na NXT, gdzie bronili swoich pasów Triple A z Hendrym i Thea. Kilka takich naprawdę fajnych zapowiedzi udało złożyć, a i ja nie ukrywam, że czuję się przy nich najlepiej. Kilka wymian z Piotrkiem też świetnie wyszło.
Niko Włodek: Powiedzmy, że jest w NXT pewna Arianna, przy której mój mózg w ferworze komentatorskich emocji dopisuje inne, bardziej popularne nazwisko. Potem muszę z tego jakoś wybrnąć, co też lubię. Absolutnie nie ma czasu na to, żeby się załamać, czy zamknąć w sobie. Takie rzeczy zdarzają się każdemu. Nawet tym znacznie bardziej doświadczonym.
Niko Włodek: Lubię je przypominać sobie! W trakcie komentowania nie zawsze ma to zastosowanie. Zazwyczaj mam o czym gadać wewnątrz danej rywalizacji, żeby nie musieć sięgać do bardzo zamierzchłych czasów.
Niko Włodek: Jeszcze tego brakowało, żebym komukolwiek doradzał w kwestii komentowania. Na siłowni, wśród ludzi, którzy ledwo kojarzą WWE, ale wiedzieli, że zostałem zatrudniony, usłyszałem najprostsze słowa, które są idealnym podsumowaniem – warto mieć w życiu pasje.
Niko Włodek: WWE PLE na żywo, możliwość porozmawiania z jednym ze swoich wrestlingowych ulubieńców i niech będzie, że The Rock vs Hollywood Hogan z WM18.

Niko Włodek: W ogóle nie oglądam polskiego wrestlingu. Jak jeszcze prężniej działałem na Attitude, to śledziłem. Teraz jest to temat obcy. Nie wykluczam, że nadrobię, ale… warto?
Niko Włodek: Chciałbym zaliczyć WrestleManie, ale to by znaczyło, że już nie muszę jej komentować, a tego zdecydowanie nie chcę, więc zawieszam te projekty do czasu emerytury!

