Gdy myślę o karierze AJ Stylesa w WWE, do głowy przychodzą mi te najlepsze momenty z udziałem jednego z najlepszych wrestlerów w historii profesjonalnego wrestlingu. W minioną sobotę byliśmy świadkami ostatniej walki Stylesa na ringu największej organizacji wrestlingu na świecie.
Dla wielu była to chwila podniosła, wypełniona emocjami. Jednak ja odniosłem wrażenie, że to „zakończenie kariery” nie wygląda tak, jak powinno. Fani zastawiają się, czy to na pewno ringowy koniec AJa, a może (najprawdopodobniej) tylko zakończenie dekady pracy dla WWE. Jestem w tej drugiej grupie ludzi i uważam, że Styles nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i zobaczymy go wkrótce w innej federacji. Wymienia się oczywiście TNA, w którym „The Phenomenal One” zaczynał swoją wspaniałą karierę wrestlera. Miałoby to sens i byłoby symbolicznym powrotem do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. Nie ukrywam, miło byłoby to zobaczyć, bo poznałem AJ Stylesa właśnie w Total Nonstop Action, oglądając transmisje gal na legendarnym już kanale Orange Sport.
Z drugiej strony, ciągle mam w głowie to, że po zakończeniu kariery w WWE Styles zostaje wolnym agentem. Tak, znowu jest najbardziej gorącym kąskiem na wrestlingowej mapie. Nie wierzę, że to oficjalny koniec i jak to zapowiada WWE i Triple H, który już zaczął gadać, że rozmawiał ze Stylesem i ten powiedział mu, że ma dość i nie chce już walczyć. Wydaje mi się, że oni doskonale wiedzą, że AJ po prostu odchodzi i zdecydował się nie podpisywać nowego kontraktu z organizacją. Przypomina mi to sytuację z Edge’em (Adamem Copelandem), który w 2023 roku opuścił szeregi WWE i rozpoczął karierę w AEW.
I tu przechodzimy do kolejnego scenariusza. Pisałem już na fanpage’u MyWrestling, że najchętniej zobaczyłbym Stylesa w All Elite Wrestling. To moje małe marzenie, bo chciałbym zobaczyć jego pojedynek z Kennym Omegą, z którym jeszcze nigdy nie zmierzył się w singlowej walce. Ostatnim razem sparowali się na gali NJPW New Year Dash 2016, kiedy to Omega zaatakował AJ Stylesa wspólnie z The Young Bucks, stając się jednocześnie nowym liderem Bullet Club.
Miałby również okazję do spotkania z wrestlerami, takimi jak: Will Ospreay, „Hangman” Adam Page, Kazuchika Okada czy obecny mistrz AEW World, MJF. Przy okazji dealu z AEW byłaby doskonała okazja do tego, aby zawalczył jeszcze raz w New Japan Pro-Wrestling lub Ring of Honor. Potencjalny roczny run w federacji Tony’ego Khana otworzyłby przed nim nowe możliwości i pozwolił, aby zakończył karierę na własnych zasadach i przede wszystkim w godnym stylu.
Dlaczego w ogóle nazwałem ten artykuł (NIE) Fenomenalnym zakończeniem? Bo mam problem z tym, że odbyło się to w Arabii Saudyjskiej. Bez polotu, w pozbawionym wrestlingowej otoczki kraju. Nie było fanfar i hucznej oprawy, jak w przypadku Johna Ceny. AJ zapewne chciał, aby ten koniec przypadł na Royal Rumble, bo akurat minęło 10 lat od jego debiutu. Nie spodziewał się jednak, że federacja zdecyduje się organizować galę na bliskim wschodzie. Nie wierzę w to, że Allen chciał, by to wyglądało w ten sposób. Nie chodzi już o samą walkę z GUNTHEREM, ale o ten trochę taki bezbarwny koniec. Jeżeli byłby to ostateczny raz AJa w kwadratowym pierścieniu, to byłoby żal, że tak fenomenalna kariera skończyła się bez należnego oddania mu hołdu.
Kariera Stylesa w WWE była naprawdę fenomenalna. Zadebiutował na Royal Rumble, być może najbardziej lubianej gali w roku kalendarzowym. Wyszedł z numerem 3 i był autorem jednego z najlepszych debiutów w historii. Gdyby tego było mało, następnie rozpoczął program z Chrisem Jericho i wystąpił na WrestleManii. Kolejne tygodnie stały pod znakiem rywalizacji z Romanem Reignsem o mistrzostwo świata WWE. Okres wiosna-lato 2016 to początek feudu, który do teraz wspominam z uśmiechem na twarzy. Bo to była ikoniczna rywalizacja i pojedynki, które rewatchowałem po setki razy. AJ Styles i John Cena stworzyli coś magicznego. Pamiętam, jak bardzo markowałem gdy AJ przypiął Cenę na Summerslam. W tamtych czasach pokonać Johna w czysty sposób, to był nie lada wyczyn.
Potwierdziło się również, że Styles to gość z najwyższej półki. WWE od razu zrobiło z niego czołową gwiazdę i on na to w stu procentach zasłużył. Jakiś czas później zdobył swój pierwszy tytuł i został mistrzem WWE. Rok 2016 w wykonaniu AJ Stylesa to przykład na to, jak należy bookować wybitnych wrestlerów. Pomimo wielu obaw, że organizacja zepsuje jego postać, a sam AJ przepadnie jak kilka innych głośnych nazwisk – on zaprzeczył wszystkim domysłom i udowodnił swoją wartość.
Walka z Shinsuke Nakamurą na Saturday Night’s Main Event to wrestlingowe arcydzieło. Nie trzeba było wymyślać nie wiadomo czego, żeby zadowolić fanów. Wystarczyło dać zawodnikom walczyć tak, jak oni najlepiej potrafią. W stylu Shin Nihon Puroresu. Ten pojedynek miał vibe niebieskiej maty i dało się poczuć, że to nie gala WWE, a jej lokacją jest ring NJPW. Myślę, że to starcie idealnie pokazało, jak świetnym wrestlerem jest Styles. Mimo 50 na karku, nadal ma to COŚ. Wchodzi do ringu i w ciągu 20 minut daje kandydata do walki roku. Jego ostatnie pojedynki w WWE stały na najwyższym poziomie: z Ceną z Crown Jewel (bawiłem się na nim niesamowicie dobrze), wspomniany mecz z Shinsuke, walka na RAW z CM Punkiem i finałowa potyczka z GUNTHEREM.
Pod względem ringowym był to wspaniały retirement tour. Jeśli chodzi o całą resztę, to niestety czegoś mi zabrakło. I pewnie nie tylko ja tak myślę. Arabia Saudyjska i piknik party to nie miejsce, gdzie powinny kończyć legendy wrestlingu pokroju AJ Stylesa. Nawet jeśli są to tylko pożegnania z federacją, a nie realny koniec kariery, to powinno to wyglądać zupełnie inaczej. Allen wysłał jasny sygnał, że to prawdopodobnie jeszcze nie jest koniec. Jestem pewien, że na 100% tak nie jest. Nie zostawił rękawiczek, zabrał je ze sobą. Mam nadzieję, że już niebawem znów będziemy oglądać go na wrestlingowym ringu, a jego walki będą stać na „ELITARNYM” poziomie.

