Maddy Morgan mówi, że zalała się łzami, gdy zaproponowano jej tryout w WWE

0
hq720

Fot. A2TheK

Maddy Morgan w rozmowie z A2TheK wspomina moment, w którym otrzymała propozycję wzięcia udziału w tryoutach WWE, a także to, jakie emocje odczuwała w związku z tym.

Morgan to jedna z najbardziej utalentowanych młodych wrestlerek na świecie. Niesamowicie szybko rozwija się jej kariera, mimo że nie ma dużego doświadczenia. Niedawno wróciła z trzymiesięcznego pobytu w Japonii, gdzie walczyła w Marigold. Maddy ma dopiero 18 lat, a wrestling poznała w 2020 roku w czasie covidu. Trafiła na niego na YouTube i niedługo później przedstawiła swoim rodzicom plan swojej wrestlingowej kariery.

W tym roku została również zaproszona na tryouty do WWE, stąd zapewne też jej angaż przy segmencie z Bayley na RAW, w którym odegrała rolę osoby z obsługi medycznej i była w szatni z Bayley po ataku ze strony Lyry Valkyrii. Federacja obserwuje ją od dawna i bardzo prawdopodobne, że za jakiś czas podpiszą z nią kontrakt.

W nowym wywiadzie dla A2TheK, Maddy Morgan została zapytana o moment, w którym dowiedziała się o testach, oraz o jej wrażenia z samych treningów.

„O tryoucie dowiedziałam się, kiedy byłam w podróży po Japonii. Jechałam akurat autobusem i dostałam wiadomość z pytaniem: „Czy masz wolną chwilę na rozmowę w najbliższym czasie?”. Pomyślałam: „Utknęłam w autobusie na najbliższe sześć godzin i niezbyt chcę prowadzić tę rozmowę w otoczeniu ludzi”. Kiedy więc wróciliśmy do pokoju hotelowego, dowiedziałam się, że dostaję szansę na tryout. Chodziłam tam i z powrotem po pokoju. Zalałam się łzami, a potem, rzecz jasna, próbowałam zachować spokój i profesjonalizm. Powiedziałam: „Bardzo dziękuję za tę szansę. Naprawdę dziękuję”.

Potem odłożyłam słuchawkę, dałam sobie chwilę i zadzwoniłam do mamy. Jechała akurat samochodem z moją babcią. Rozmawiałyśmy na głośniku, a ja wypaliłam: „Mamo, mam tryout!”. Musiała zjechać na pobocze i zaczęła płakać. Moja mama płakała. Babcia pytała: „Co? O co chodzi?”. Potem zadzwoniłam do mojej najlepszej przyjaciółki, Cece, i ona też płakała, była zachwycona. Nie nosi sztucznych rzęs tak jak ja, więc tusz miała wszędzie. To dlatego, że jest osobą, z którą dorastałam w wrestlingu. Była ze mną na galach Clash at the Castle i właściwie wszędzie. Stała się moją opoką w całej tej wrestlingowej podróży – ukradłam nawet jej nazwisko. Ale tak, samo dowiedzenie się o tym było niesamowite, a potem już sama obecność w Performance Center była czymś wspaniałym.

Mam wrażenie, że dzięki całemu temu doświadczeniu zdobyłam ogromną wiedzę w ciągu, o ile dobrze pamiętam, trzech czy czterech dni. Sam pobyt tam był niesamowity. Trenerzy byli wspaniali. Wszyscy bardzo się wspierali przez cały czas trwania testów. Każdy nakręcał każdego, upewniając się, że wszyscy dają z siebie wszystko – co oczywiście i tak próbujesz robić, ale jednocześnie jesteś pod tak wielką presją, bo myślisz sobie: „To jest moje marzenie”. Więc możliwość posiadania wokół siebie ludzi, którzy cię w tym wspierają, była dla mnie najważniejsza – i ta atmosfera, która towarzyszyła tryoutom”.


Obserwuj nas na: