Zapraszam do przeczytania mojej opinii z gali AEW Dynamite A Tribute To PAC, która była hołdem dla jednego z najlepszych pro wrestlerów w historii.
Ostatnie kilka dni to dla mnie życie w poczuciu, że tak naprawdę większość rzeczy nie ma większego znaczenia. Bo jak pogodzić się z tym, że wspaniały i utalentowany człowiek umiera w wieku 40 lat? Nie pierwszy raz odczuwam coś takiego w związku z wrestlingiem, bo w ciągu ostatnich lat czułem to samo, gdy zmarła Hana Kimura, Brodie Lee i Bray Wyatt. Teraz ponownie czuję to napięcie i lęk… nie do końca wiem przed czym, ale chyba przed stratą. Jak szybko może się wszystko skończyć. Jednego dnia walczysz na gali PPV, dzień później cię już nie ma. Dla mnie osobiście śmierć PAC-a to surrealizm i nie, nie mogę tego przyjąć do świadomości.
Tego dnia, a raczej nocy, bo u nas była noc, na chwilę zerknąłem na X i pierwsze co mi wyskoczyło na timelinie, to tweet AEW z informacją, że PAC nie żyje. Poczułem to samo przeraźliwie dziwne uczucie, jak wtedy gdy Diogo Jota zginął w wypadku samochodowym. Bo to wydarzyło się tak nagle. Jest człowiek, nie ma człowieka. I to w momencie, kiedy to życie było w obu przypadkach w peaku. Tej nocy już nie spałem i tylko przeglądałem X-a, czytając mnóstwo chwytających za serce wpisów od świata pro-wrestlingu. PAC był niesamowitą osobą. To przede wszystkim. Wrestlerem był wybitnym, ale najważniejsze jest to, że po prostu był dobrym człowiekiem. Ani jednego złego słowa nie można o nim powiedzieć i to pokazuje, kim był Benjamin Satterley.
Pierwsza moja styczność z PAC-iem, wtedy akurat Adrianem Nevillem, była w 2013 roku. NXT po erze konkursów, które przeobrażało się w nowym formacie rozwojówki. Neville był takim wrestlerem, który od razu przykuwał moją uwagę, bo był niesamowity w ringu i robił rzeczy, jakich wcześniej nie widziałem. Szybko przebił się w rosterze NXT i ugruntował swoją pozycję. Zdobywał pasy tag teamowe z Olivierem Greyem czy Coreyem Gravesem. Potem był solowy run i zdobycie mistrzostwa NXT po zwycięstwie nad Bo Dallasem w Ladder Matchu. Pamiętam jego title reign, w którym notował długą serię bez porażek. Rywalizował z Samim Zaynem, Tylerem Breezem czy Tysonem Kiddem. Był to świetny czas, a jego walki z Samim to klasyka.
Nie mogę się nazwać wielkim fanem PAC-a, bo nigdy nim nie byłem. Ale zawsze go bardzo szanowałem i podziwiałem to, jak świetnym jest wrestlerem. Bo był na najwyższym poziomie i śmiał się grawitacji w twarz. Jego styl walki wychodził poza standardy i to go najbardziej wyróżniało, a niezwykły atletyzm i sprawność robiły na mnie największe wrażenie. Śledziłem więc jego karierę od NXT, przez main roster WWE i czasy „The King of Cruiserweight”, aż po All Elite Wrestling. I to był wielki zaszczyt, że mogłem oglądać legendę wrestlingu i jednego z najlepszych wrestlerów w historii. Na pewno najlepszego, jeśli chodzi o brytyjską scenę. I nie boję się tego napisać, bo to właśnie PAC przetarł szlaki takim zawodnikom, jak Zack Sabre Jr. czy Will Ospreay, oraz wielu innym.
Jak pisał Ospreay, PAC to największy towar eksportowy z Anglii. Nie można się z tym nie zgodzić. Zaczynał jako backyardowiec inspirujący dzieciaki do tego, aby spróbowały wrestlingu. Był innowatorem i jednym z pionierów. Profesjonalistą, dla którego wrestling był całym światem.
To, co się wydarzyło, nie powinno mieć miejsca, ale niestety życie jest bardzo kruche i niesprawiedliwe. Jednak pocieszające jest to, że PAC zostawia po sobie dziedzictwo i masę pięknych wspomnień. Najlepszym dowodem na to jest ostatnie Dynamite, które zostało w pełni poświęcone jego pamięci. Nie widziałem nigdy lepszego show wrestlingowego, w którym oddaje się komuś hołd. Wrestling sam w sobie nie miał w tym przypadku większego znaczenia, liczyło się upamiętnienie w jak najlepszy sposób życia Bena, który oddał mu całe swoje serce.
Dynamite A Tribute To PAC rozpoczęło się od krótkiego przemówienia Excalibura i Tony’ego Shavione. Jak zawsze z klasą wprowadzili nas w to wyjątkowe show. Tony powiedział, że Moxley nagrał promo po swojej walce z Ospreayem na All Out i Boże… to było naprawdę przerażające, jak wszystko co powiedział, idealnie wpasowało się w zaistniałą sytuację.
„Dałem z siebie absolutnie wszystko. Każdą szansę, jaką miałem, wykorzystałem najlepiej, jak potrafiłem. Niczego nie żałuję. Will Ospreay jest nie do złamania. Ale taki jest już ten biznes. Czasami musisz przegrać. Nieważne, kim jesteś, w końcu przegrasz. Musisz umieć przegrywać. Przegrasz w wrestlingu, przegrasz w życiu. Stracisz ludzi. Stracisz okazje. Nie dostaniesz tego, na co zasługujesz. Nie zawsze dostaniesz to, na co ciężko zapracowałeś. Rzeczy nie zawsze potoczą się po twojej myśli. Ale co wtedy zrobisz? Musisz się uśmiechnąć, wstać jutro rano, zrobić to jeszcze raz i po prostu dawać z siebie wszystko każdego dnia, bo każdy kolejny dzień to dar.
Czy ty w ogóle wiesz, jak to jest wyjść przed całkowicie wyprzedaną arenę? Chicago? Nowy Jork? Tokio? Wyprzedana arena, tak jak dziś wieczorem? W otoczeniu przyjaciół, kolegów z drużyny, tych wspaniałych ludzi, którzy płacą ciężko zarobione przez tydzień pieniądze, żeby zobaczyć to, co robisz? Możliwość wyjścia do ringu, być tam w ringu i wykonywać tę robotę, najlepszą robotę na świecie? Nie ma nic lepszego. Każdy dzień to dar.
Słuchaj, mówię poważnie, Will. Wygrałeś dziś wieczorem. Byłeś dziś lepszy. Jesteś najlepszy w tym ringu. Gratulacje. Wszystko, na co sobie zapracowałeś, to po prostu jeszcze więcej ciężkiej pracy.
Na pogrzebach są dwa rodzaje mów pożegnalnych. Pierwsza z nich to: „Oto, co ten facet osiągnął”. Druga to: „Oto, jakim ten facet był człowiekiem”. Kiedy umrę i obrócę się w proch, a moje prochy zostaną na wietrze, wiem, którą mowę chciałbym usłyszeć. Wiem, co chcę, żeby ludzie mówili o mnie na moim pogrzebie. I wiem, czego oczekuję od ciebie, Will.
Minęło kilka lat, a ja wciąż uważam, że nikt tego nie dostrzega, stary. Nie widzą tego, co mamy. Czym to miejsce może się stać. Czym zostaliśmy obdarowani. Co jest stawką w tej grze. Przyszłość zawodowego wrestlingu, naszego rzemiosła, tego, o czym marzyliśmy od dziecka, tego, o czym dzieciaki na całym świecie, dokładnie takie jak my, nikomu nieznane dzieciaki znikąd, marzą w tej właśnie chwili.
Mamy przyszłość pro wrestlingu w zasięgu ręki. Czymkolwiek pro wrestling ma się stać, będzie tym, co sami z niego stworzymy, Will Ospreay, i każdy inny, kto ma odwagę, by zrobić to, co konieczne, by być wielkim. By naprawdę być wielkim, by naprawdę złapać życie za rogi, chwycić tę okazję, przyjąć ten dar i coś z nim zrobić. Zrób coś z tym”.
Nie wiem jak Wy, ale ja byłem zaniepokojony, gdy tego słuchałem. Moxley powiedział same mądre rzeczy, ale chodzi o to, że upubliczniono tę wypowiedź po śmierci PAC-a. Teraz nabrała ona zupełnie nowego znaczenia. Słowa, że każdy dzień to dar i jeszcze o tym, że na pogrzebach mówi się o dokonaniach za życia i jakim ktoś był człowiekiem, po prostu uderzyły mocno. Po zakończeniu proma Death Riders odeszli, a ostatnim, który tam został… był właśnie PAC. To był ostatni raz, kiedy widzieliśmy go żywego i ogólnie w programie AEW. Mnie to zmroziło. Zapewne były jakieś plany co do niego i jakiegoś storyline’u z Ridersami, i o to chodziło w tym segmencie, aczkolwiek po fakcie zabrzmiało to proroczo. Odszedł jako ostatni… tym razem na zawsze.
Następnie dostaliśmy dziesięć uderzeń w gong na cześć PAC-a. Oglądanie płaczących Young Bucksów rozerwało mi serce. Takie momenty za każdym razem powodują, że zmieniamy nasze postrzeganie rzeczywistości. Zastanawiamy się nad wieloma rzeczami. Miałem różne myśli, gdy uderzano w gong, a roster stał w zadumie i oddawał hołd PAC-owi. Bo to nie jest coś, obok czego można przejść obojętnie. Ktoś powie, że przeżywanie odejścia kogoś znanego z telewizji to przesada. Moim zdaniem to coś całkowicie normalnego. Oglądamy tych ludzi kilka razy w tygodniu, niektórzy są dla nas ważni, mamy swoich ulubionych wrestlerów i wrestlerki. Jako fani wrestlingu siedzimy w tym uniwersum po uszy. Czerpiemy z niego inspirację i sam wrestling często jest odskocznią od szarej codzienności. Dla mnie od zawsze tym był i to moja największa życiowa pasja, więc kiedy dzieje się taka tragedia, nie mogę być nie czuły i się z tym nie utożsamiać.
Jestem fanem AEW od samego początku ich istnienia. Wspierałem wszystkich odpowiedzialnych za powstanie tej federacji, zanim jeszcze pojawiły się informacje, że ona faktycznie powstanie. All Elite Wrestling naprawdę stało się alternatywą. Projektem zbudowanym dla dobra pro-wrestlingu jako całości. Przez 7 lat dostarczyli masę świetnych gal i pamiętnych walk. Ludzie wieszczyli im los WCW i upadek, ale oni się nie zatrzymali i rok po roku stają się lepsi. Ostatnie lata nie należały też do najłatwiejszych od tej ludzkiej strony: odejście Brodiego Lee w 2020 roku, tragiczny wypadek Jaya Briscoe w 2023 roku, niedawna śmierć Andy’ego „The Butchera” Williamsa i dosłownie kilka tygodni później PAC-a. Do tego choroba Rebel, która także mocno dotknęła organizację i społeczność AEW.
Aż 5 tribute show w 6 lat to zdecydowanie za dużo. Nie chcę już przeżywać takich emocji i mam nadzieję, że nie będę musiał.
Jon Moxley vs. Orange Cassidy
Galę otworzył nam pojedynek Moxleya z Cassidym i jak się spodziewałem, bawiłem się bardzo dobrze na tym przedstawieniu. Dwóch wrestlerów mocno związanych z PAC-iem, dało kapitalne show, w którym pełno było odwołań do przeszłości i meczu PAC-a i Cassidy’ego z Revolution, dobrego wrestlingu i komedii, z której znany jest Orange. Mox wchodził do tej walki jako lider grupy, która straciła jednego ze swoich i było widać, jak ten dramat siedzi w Jonie, choć on próbował nie dawać po sobie poznać, że to się stało. Walka była pięknym hołdem dla PAC-a i może nie tak wspaniała, jak ta Cassidy’ego z PAC-iem na Revolution 2020, ale nadal był to kawał rozrywki i wrestlingu na poziomie. Starcie na kopnięcia w stylu Orange’a, próby zakończenia walki za pomocą przeróżnych akcji i finisz, w którym Jon Moxley wykończył swojego rywala Death Riderem, ale zanim to zrobił, przygotował sobię Cassidy’ego wykonując mu Brutalizera.
Po zakończeniu walki Moxley był wzruszony i powstrzymywał się przed płaczem. Granie twardziela i brutalnego lidera i łączenie tego z dramatem, który się wydarzył, nie było łatwe. Pojawienie się Bryana Danielsona w koszulce z PAC-iem i pojednanie z człowiekiem, który wysłał go na emeryturę dwa lata temu, było przepięknym momentem. Danielson przybył pocieszyć swojego zranionego oprawcę i jednocześnie byłego partnera ze stajni. Nie dało się nie uronić łez w chwili, kiedy Bryan go przytulił. Moxley to prawdziwy lider i AS AEW. Zawsze dowozi, pracuje na każdej gali i jest oparciem dla całej szatni. Role model i człowiek, który zasługuje na ogromny szacunek.
W trakcie gali obejrzeliśmy kilka wypowiedzi wrestlerów AEW o PAC-u i co mogę więcej napisać, popłakałem się razem z Adamem Page’em. To poruszające widzieć, jak wiele dla nich wszystkich znaczył PAC, a nawet zdecydowanie bardziej Benjamin Satterley jako osoba. Hangman, Jay White, Cash, Ricochet, Swerve, Darby i Will Ospreay. A przecież te filmy ze wspomnieniami o PAC-u nagrały jeszcze inne osoby z AEW. Całość możecie obejrzeć na kanale All Elite Wrestling na YouTube.
W dodatku Renee Paquette przeczytała wzruszającą wiadomość od rodziny PAC-a, w której opisali oni Bena jako wspaniałego człowieka. Podziękowali za wsparcie od ludzi z całego świata w trudnym dla nich czasie i wyrazili wdzięczność Tony’emu Khanowi za to, że wiele lat temu podpisał kontrakt z PAC-iem i dał mu szansę pracy w AEW.
The Elite (Kenny Omega, „Hangman” Adam Page & The Young Bucks) vs. Don Callis Family (Kevin Knight, Kyle Fletcher, Rocky Romero & Trent)
Klasyczny pojedynek face’ów z heelami i symboliczny powrót The Elite. Oglądanie Kenny’ego, Bucksów i Page’a razem to ostatnio rzadkość, więc doceniam, że jak za dawnych lat zawalczyli u swego boku przeciwko rodzinie Dona Callisa. Dynamiczna akcja w ringu, sporo zamieszania, topowy wrestling. Czego chcieć więcej, zwłaszcza na tak szczególnej gali? Walka budowała się przez tag team wrestling i grę zespołową. Momentum elitarnych nadchodziło i rosło z każdą minutą, mimo że to heelowie mieli lekką przewagę i robili wszystko, by ojcowie AEW nie opuścili Pittsburgha z tarczą. Końcowe sekwencje były przepiękne. Hanger wykonujący Buckshot Lariat a Kenny V-Triggera na Trencie… do tego po chwili latający Bucksi i znowu Page, którzy uniemożliwili ingerencję, gdy Omega kończył walkę akcją One Winged Angel.
Kofi Kingston, Austin Creed, Swerve Strickland i Prince Nana wyszli do ringu i położyli w ringu pasy mistrzowskie AEW World Trios, i w ten sposób oddali hołd PAC-owi. Tych momentów, podczas których płacz był jedyną formą na ujście emocji było tak dużo, że praktycznie przez całą galą miałem mokre oczy.
Will Ospreay vs. Ricochet
Will Ospreay i Ricochet są tak świetnymi wrestlerami, że byliby w stanie zrobić każdy rodzaj walki wrestlingowej. W przeszłości pokazali, że są ulepieni z wyjątkowej gliny. Od zawsze byłem fanem tego, co prezentowali, a po raz pierwszy zachwyciłem się nimi podczas ich starcia w BOSJ 2016. Tamta walka była rewolucyjna dla pro-wrestlingu. Tym razem wyszli do ringu oddać hołd PAC-owi, z którym łączyło ich bardzo wiele. Dla Ospreaya był to idol i wzór do naśladowania. Walczył z nim wielokrotnie. Ricochet i PAC mierzyli się ze sobą w federacji Dragon Gate w Japonii.
Początek był inny niż zazwyczaj. Kayfabe przestał istnieć i nie trzymano się storyline’u. The Demand nie konfrontowało się z Francesco Akirą czy Andrade, którzy przybyli jako wsparcie Willa. Billy i Rico na chwilę uklękli i dodawali sobie otuchy, po czym się przytulili. Takie obrazki na tym Dynamite były na porządku dziennym.
Oglądając ich walkę można było wyłapać wiele callbacków do przeszłości. Historię w wrestlingu można opowiadać samą walką i nie potrzeba do tego długofalowego story. Ospreay i Ricochet dali temu tutaj doskonały przykład. Uczcili pamięć PAC-a w najpiękniejszym z możliwych stylów. Poprzez zrobienie walki, która została zbudowana na jego dawnych pojedynkach. Były spoty z walki Ricochet vs. PAC z Dragon Gate, PAC vs. Orange, a nawet z walki Samiego Zayna z Adrianem Nevillem z NXT TakeOver: R-Evolution, kiedy Ospreay wykonał Ricochetowi Blue Thunder Bomb.
Wszystko prowadziło nas do zakończenia, ale nie spodziewałem się, że to będzie TAKI KONIEC. Styles Clash, Hidden Blade… i Will Ospreay spojrzał na narożnik, aby po chwili wykonać Black Arrow – finisher PAC-a. Co to był w ogóle za moment. Kamera pokazała PAC-a za plecami Willa na titantronie, tak jakby natchnął go, żeby to zrobił. Po walce Ospreay zaczął płakać. Nigdy nie widziałem go w takim stanie i zrobiło mi się go szkoda. Jak później wyznał, przyjechał na arenę kilka godzin przed rozpoczęciem gali i trenował na materacu Black Arrow. Trzeba przyznać, że wytrenował tę akcję tak, że wyszła niesamowicie. Należy też pamiętać, że nie robił jej przez 8 lat i lekarze odradzali mu wykonywanie tak ryzykownych akcji. Wielki szacunek.
Marina Shafir, Hyan & Thunder Rosa vs. Mercedes Monè, Persephone & Dr. Britt Baker
Marina Shafir była główną gwiazdą tej walki i na tym miała ona polegać. Członkini Death Riders również zrobiła tribute dla PAC-a, wykonując dwa razy jego tradycyjny German Suplex, między innymi na Mercedes Monè, która zdecydowała się na udział w walce, mimo że nie została jeszcze dopuszczona do rywalizacji z powodu złamanego nosa. Dobry tag team match, w którym wszystkie zawodniczki miały pole do zaprezentowania swoich umiejętności. Jednak z wiadomych względów to Marina dostała najwięcej czasu i wykorzystała go najlepiej, jak potrafiła. Symboliczne poddanie Britt Baker Brutalizerem, czyli submissionem, którym PAC często kończył swoje walki.
Gdy walka się skończyło, nie zabrakło kolejnego przejmującego momentu. Jon Moxley wszedł do ringu i jak na prawdziwego lidera przystało, przytulił Marinę. Death Riders nie mogą być już heelami. Nie po tym co się stało. Takie jest moje zdanie. Poza tym uważam, że ta stajnia przeszła niesamowity progres i jakieś 2 lata temu za nimi nie przepadałem, ale przez ostatni rok wskoczyli u mnie na pierwsze miejsce w wśród wszystkich frakcji w wrestlingu.
Death Riders (Claudio Castagnoli, Daniel Garcia, Wheeler Yuta, Gabe Kidd) & Bryan Danielson vs. Don Callis Family (Wardlow, Lance Archer, Jake Doyle, Mark Davis & Josh Alexander)
Powrót Bryana Danielsona na początku Dynamite i interakcja z Moxem bardzo mnie wzruszyła, ale to, że „American Dragon” zdecydowal się na powrót z emerytury, żeby zawalczyć na gali upamiętniającej PAC- a, to dla mnie coś wspaniałego. Nie musiał tego robić, mógł ograniczyć się do tego segmentu z Jonem, ale ostatecznie naraził swoje zdrowie (bo umówmy się, karku to on nie ma) i zrobił w ringu robotę na sto procent. Przyjmował bumpy, skakał poza ring, wykonał parę swoich firmowych ruchów. To jeden z trzech moich ulubionych wrestlerów, więc możecie sobie wyobrazić, jak euforyczne były to dla mnie chwile.
Wracając do samego pojedynku, był on pięknym zwieńczeniem dwóch godzin fenomenalnego show. Bijatyka dwóch czołowych stajni AEW, pełno zawodników w ringu, którzy się w nim okładali i wielkie emocje. PAC byłby dumny z tego, jaką walkę przygotowali dla niego jego przyjaciele. Końcówka była kolejnym wyciskaczem łez. Gabe Kidd robiący klasyczny Lariat w stylu PAC-a, potem Garcia i Figure Four Leglock na Doyle’u, by na koniec Castagnoli zdewastował go Curb Stomp. Cieszę się, że pin zgarnął Danny, bo to człowiek, który w krótkim odstępie czasu stracił dwie bliskie osoby jedna po drugiej.
Ostatnim kadrem gali było to, jak Death Riders stali obok pustego krzesła, na którym zawsze siedział PAC. Miało to swój nostalgiczny klimat i było symbolem zamknięcia pewnego rozdziału życia. Od tej chwili Moxley i spółka będą walczyć dla PAC-a.
Akcja w ringu dobiegła końca, ale nie był to koniec hołdu dla PAC-a. Obejrzeliśmy wzruszający film z tributem, w którym pokazywano różne momenty z jego życia prywatnego i wrestlingowego. Miło było zobaczyć w tym filmie gwiazdy WWE, jak Finn Balor, Sami Zayn, Penta czy Cody Rhodes. Załapał się nawet Brodie Lee, bo umieszczono w nim urywek z ich walki z przeszłości. Złapało za serce. Płakałem przez większą część gali i uważam, że to normalna sprawa. Płacz to coś zupełnie naturalnego i tak człowiek oczyszcza się z emocji.
Jak wspomniałem na początku tego tekstu, było to najlepsze tribute show, jakie kiedykolwiek widziałem w życiu. Nie powinniśmy lubić takich gal, bo wiemy, co one oznaczają. Ale jest to także najlepsza forma na upamiętnienie zmarłego wrestlera. PAC dostał piękne pożegnanie i w całym tym smutku ostatniego tygodnia, te dwie godziny Dynamite były na niego lekiem.
No i jeszcze jedno, szacunek dla Mercedes Monè za podjęcie decyzji o występie na Dynamite pomimo tego, że nie dostała zgody od lekarzy i zrobiła to na własną rękę, Kenny’ego Omegi, który przyleciał z Japonii, by oddać hołd PAC-owi, i przede wszystkim Bryana Danielsona, który wrócił z emerytury i naraził swoje zdrowie, aby uczcić jego pamięć i dla Willa Ospreaya, że mimo ryzyka i obciążeń dla swojego karku, zdecydował się wykonać Black Arrow.
Wypowiedź Jona Moxleya tuż po zakończeniu Dynamite. Warto obejrzeć i posłuchać:
A tutaj jej fragment, w którym wspominał o tym, co powiedział mu kiedyś PAC:
„Nie każdy jest zawodowym wrestlerem. Może robisz w życiu coś zupełnie innego. Ale niezależnie od tego, na co poświęcasz swój czas każdego dnia, kiedy tu jesteś – nie bądź obojętny. Jeśli masz zamiar coś robić, rób to dobrze. Niezależnie od tego, czy robisz omlet, idziesz do pracy, czy odbierasz dzieci ze szkoły i zabierasz je do parku. Cokolwiek robisz, rób to z SENSEM… i nie bądź na to obojętny. Rób to z poczuciem celu i wdzięcznością, i otaczaj się ludźmi, których kochasz i którym zależy na tych samych rzeczach, co tobie. To może być właśnie klucz do życia”.
Z MyWrestling związany od 2017 roku. Uwielbia japońskie puroresu, szczególnie federacje STARDOM i NJPW. Jego ulubione gwiazdy wrestlingu to: Kenny Omega, AJ Styles, Bryan Danielson, Mercedes Mone, Hana Kimura, Giulia i Toni Storm. Poza wrestlingiem, kibic Liverpoolu FC i fan piosenkarki sanah.

