Timothée Chalamet: „Wrestling i WWE wywarły na mnie ogromny wpływ”
Fot. Timothée Chalamet w podcaście What Do You Wanna Talk About? Z Codym Rhodesem
Gwiazdor filmu Marty Supreme, Timothée Chalamet, podzielił się przemyśleniami na temat tego, jak bardzo WWE i profesjonalny wrestling inspirowały go w latach dojrzewania. Chalamet zaskoczył fanów pod koniec 2025 roku, kiedy mówił o swojej pasji do wrestlingu w podcaście „What Do You Wanna Talk About” z Codym Rhodesem.
W nowym wywiadzie dla Variety/CNN Town Hall z Matthew McConaugheyem, Chalamet został zapytany, czy wrestling miał wpływ na jego karierę.
„Ogromnie. Profesjonalny wrestling był dla mnie swego rodzaju drogowskazem, kiedy dorastałem, bo chciałem być sportowcem, ale brakowało mi umiejętności, odpowiedniej budowy ciała, kondycji, szybkości. Aktorstwo było… dorastałem w domu aktorów i nie było to moim marzeniem. Po prostu nie było, z jakiegoś powodu. WWE i wrestling były gdzieś pośrodku. Oni byli jak tytani, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, z tą widowiskowością i opowiadaniem historii. Wszystko jest zaplanowane, napisane według scenariusza, udawane, jak mówią niektórzy, ale ciosy i siniaki są prawdziwe”.
„Było to więc niezwykle inspirujące. Nie chcę być zbyt pretensjonalny, ale to sceneria jak z greckiego teatru, archetypy, które ci zawodnicy reprezentują. Uwielbiałem wrestlera o imieniu Boogeyman i był po prostu archetypowo koszmarny. Nawet wracając do tego, czasami bywało to trochę tandetne, ale to mnie ukształtowało – mówią, że kiedy jesteś nastolatkiem, rzeczy zapadają w pamięć bardziej niż kiedykolwiek później. Kiedy słucham starych utworów WWE, albo muzyki wejściowej tego wrestlera Sabu, który zmarł w zeszłym roku. Oglądaliśmy dziś Kevina Nasha za kulisami i pokazałem Matthew McConaugheyowi film z jego wejściem, bo kręcił z nim Magic Mike’a. Wrestling i WWE wywarły na mnie ogromny wpływ”.
„Czuję, że to, co kocham w Martym Supreme i pracy Matthew jako całości, a także w WWE, widać na przykładzie Bad Bunny’ego czy IShowSpeeda i rzeczy tym podobnych. Po prostu wydaje mi się, że to kwestia ludzi, nieważne jak tandetnie to brzmi. Nowy Jork jest trochę dziwnym miejscem na mapie świata, ponieważ można tu znaleźć wszystko, co najwyższe i wszystko, co najniższe. WWE to bardziej amerykańska sprawa. Nowy Jork bardzo kocha WWE”.
Po przypomnieniu sobie, jak uczestniczył w gali Survivor Series w Nowym Jorku, Chalamet kontynuował swoje pochwały dla pro wrestlingu.
„Pro wrestling i wszystko, co on sobą reprezentuje, to głęboko archetypowe opowiadanie historii. To wojna światów i nie jest opowiedziana w pretensjonalny sposób. Nie chodzi o filmowe ujęcia czegokolwiek, ale o sedno sprawy. To populizm, to kwestia ludzi. Nie ma nic lepszego od WWE. Powinni mi zapłacić za to, co mówię. Za te motywy przewodnie, za klimat”.
Chalamet zakończył temat, zdradzając, jaki będzie jego pseudonim wrestlingowy.
„Jaki będzie mój pseudonim wrestlingowy? French Fool (francuski głupiec)”.
Źródło: Varierty/CNN Town Hall
