wwe evolution

wwe.com

Przed nami Evolution. Czy dojdzie na nim do rewolucji w świecie kobiecego wrestlingu? A może będzie to gala z tych „do zapomnienia”.

W tym roku będziemy świadkami drugiej w historii gali Evolution, która wyróżnia się tym, że cała jest budowana wokół kobiecego wrestlingu. Jako ciekawostkę można podać to, że odbędzie się ona na tym samym weekendzie co Saturday Night Main Event (SNME), który więc będzie skupiał się na męskiej dywizji (Zdradza nam to karta walk). Koncentrując się jednak na samym Evolution trzeba przyznać, że moment wydaje się idealny. To jednak sprawia, że wiele można w nim zepsuć. Sytuacja dywizji pań jest dość trudna mimo olbrzymiej ilości utalentowanych zawodniczek. Gdzie więc znajdują się problemy? Wydaje się, że niestety wszędzie.

1. Jak tu się przebić?

Dobrym przykładem wszechobecnych problemów była gala Night of Champions, podczas której jedynym championem broniącym tytułu był John Cena. Mało tego, błędy techniczne i „Doctor of Punkonomics” sprawiły, że w zasadzie nikt może nie pamiętać o tym, że mieliśmy na tej gali przyjemność poznania nowych Króla i Królową ringu. A ta „para” przecież zmierzy się na tegorocznym SummerSlam. Co ciekawe na tymże evencie dostaliśmy także nienajgorszą batalię Raquel i Ripley. Batalię, którą można było szczerze „przespać”, a dlaczego? Bo cały „hype” tej walki był stosunkowo niski. Nawet obecność tak mocnej medialnie postaci jak Rhea nie pomógł. A to wprawdzie tylko wierzchołek góry lodowej.

2. Mistrzowskie tarapaty.

Żeby ukazać skalę tragedii trzeba nam spojrzeć na oba główne złota pań. Tak są takie. Posiadaczkami kolejno Iyo Skye i Tiffany Stratton. Wiele o nich mówić nie trzeba, a co gorsza… w sumie nie można. Do czego to musiało dojść by to mistrzyni wyzywała pretendentkę do pojedynku. Co tu się stało? Oczywiście Ripley ma postać mocniejszą niżli obie mistrzynie razem wzięte, a samo dawanie możliwości wyboru przez mistrzynie jest czymś wyjątkowym, jednak trzeba przyznać, że ryzykownym. A wszystko za sprawą tego, iż nie daje to możliwości wykazania się komuś nowemu. Nawet jeżeli Australijka niezmiennie miałaby pozostać rywalką Japonki to jakaś dobra walka o no.1 contender mogłaby pomóc się komuś wybić.

Na Evolution swój powrót ma również „święcić” Trish Stratus. Ta podejmie w walce drugą mistrzynię, czyli Tiffany Stratton. I tu także jest to kwestia wyboru. (Jeśli chodzi o decyzje z jego dokonywaniem sytuacja dla mnie ma się analogicznie jak w przypadku tej pierwszej.) Niestety, gdzie w pierwszym pojedynku jeszcze pewna historia już jest napisana, a obie zawodniczki to regularne ringowe bywalczynie, tak tu praktycznie jej nie ma. Owszem był sam mecz Tag teamowy, ale kiedy to było, a po za tym, tam zawodniczki wspierały się w walce z „większym złem”, wszystko miało miejsce w Kanadzie, z której Stratus pochodzi, więc naturalnie, że dali jej walkę ku uciesze publiczności. Tu jednak to sytuacji nie wspomoże, a czasu wydaje się niestety zbyt mało, by na dobrą sprawę, rozkręcić jakąś poważniejszą rywalizację wśród tego duetu. I choć wszystko idzie ku przyjacielskiej potyczce to niestety brak w tym jakiejś pikanterii. Oczywiście zrozumiałym jest fakt inwestowania w powracające gwiazdy, ale w gruncie rzeczy nie wiem czy samo „nazwisko” może tutaj sprawić, że widowisko będzie realnie dobre. Zwłaszcza, że tak naprawdę trudno orzec, jak Stratus będzie się prezentowała w ringu.

Ostatecznie sytuację głównych tytułów kobiet prawdziwie gubi coś innego. Otóż historia midcardu Lynch i aktualne spiny na linii Lyra – Bayley ukazują, że da się poprowadzić pewną koncepcję w ciekawy sposób nawet jeżeli samej Valkirii trochę brak charyzmy, a Becky powraca po bardzo długiej przerwie.

3. Naomi.

Na koniec można rozważyć ewentualny cash-in. Naomi posiada walizkę i regularnie próbuje zrealizować zawierany w niej kontrakt. Co rusz nic jej z tego nie wychodzi jednak na tej gali, obie mistrzynie będą w ringu. Sama Fatu ma co prawda walkę z Cargill, ale to nie oznacza, że Miss MITB nie może zainkasować złota. Pytanie tylko czy sam „Triple H” zdecyduje się na zmianę panowania w ten sposób. Gdyby do takowego doszło możemy zobaczyć ostateczne pociągnięcie rywalizacji Trinity z Jade aż do walki na SummerSlam. Tylko czy to nie wróżyłoby porażki „The Storm” w New Jersey? Można spekulować.

4. Podsumowanie

Evolution oczywiście może być rewolucyjne dla kobiecej dywizji. Wszystko jednak leży na szali decyzji. Booking tworzy wyzwanie a nie rozwiązanie. Teraz zastanawiające będą same wyniki. To od nich zależy, w którą stronę pójdzie kobiecy wrestling na najbliższe miesiące. Oby gala nie była tłem dla SNME i oby kreatorzy odważnie korzystali z ogromu potencjału jaki Panie mają w sobie.


Obserwuj nas na: twitter.com/MyWrestling2015

Śledź nas na: facebook.com/mywrestlingpl