Do czasu WrestleManii 42 będę publikował na naszej stronie retro artykuły, w których przypomnę wybrane przez siebie Wrestlemanie z dawnych lat.
Tym razem wracamy wspomnieniami do WrestleManii 29, która odbyła się 7 kwietnia 2013 roku na Metlife Stadium w East Rutherford w New Jersey. Patrząc te 13 lat wstecz, uważam, że była to jedna z najciekawszych edycji największej gali roku WWE. Karta, zwłaszcza główne pojedynki, którymi promowano show, była mocno obsadzona. Triple H vs. Brock Lesnar, The Undertaker vs. CM Punk i rewanż za poprzedni rok pomiędzy Johnem Ceną i The Rockiem.
Oprócz starć wieczoru w programie znalazło się kilka innych walk, które budziły mieszane emocje. Nikt raczej nie czekał na mecz Chrisa Jericho z Fandango czy Rybacka i Marka Henry’ego. Dużą wadą tej WrestleManii był brak kobiet. Obecnie nie do pomyślenia, żeby na „Najwspanialszej Scenie ze Wszystkich” zabrakło wrestlerek. W tamtym czasie WWE nie przykładało do nich uwagi.
WrestleMania 29 miała również świetnie dopasowany theme song – piosenkę „Coming Home”, którą swoim wspaniałym głosem śpiewała Skylar Grey. W moim osobistym rankingu WMkowych theme songów plasuje się w ścisłej czołówce. Stage i logo mocno zainspirowane Nowym Jorkiem – na rampie widzieliśmy słynny Empire State Building czy most Brookliński. Nad ringiem widniała zaś Statua Wolności.
Wade Barrett (c) vs. The Miz – WWE Intercontinental Championship Match
Do pre show trafiło starcie o mistrzostwo Interkontynentalne, w którego obronie stanął Wade Barrett. Anglik wszedł do ringu z The Mizem, który w 2013 roku przeszedł sporą przemianę wizerunkową, stając się pełnoprawnym face’em. „A-Lister” na WrestleManii 29 po krótkim pojedynku odniósł kolejny sukces w swojej karierze, zdobywając tytuł IC.
The Shield vs. Randy Orton, Sheamus, Big Show
Główną kartę otworzył Six-Man Tag Team Match, w którym członkowie The Shield (Roman Reigns, Seth Rollins i Dean Ambrose) zmierzyli się z drużyną topowych gwiazd – Randym Ortonem, Sheamusem i Big Showem. WWE najwidoczniej nie miało konkretnego planu na to, z kim Shield mogą się skonfrontować, a więc stwierdzili, że dobrym rozwiązaniem będzie zespół gwiazd. To były dopiero początki jednej z najsłynniejszych frakcji w historii WWE, ale już wiadomo było, że trio Reigns, Rollins i Ambrose to materiał na czołowe postaci w federacji. Walkę ostatecznie wygrała drużyna Ortona, Sheamusa i Showa.
Ryback vs. Mark Henry
W trzecim starciu wieczoru doszło do konfrontacji będącego na fali Rybacka i Marka Henry’ego. WWE postawiło sobie za cel, aby wypromować tego pierwszego do miana jednej z głównych gwiazd, ale w niedalekiej przyszłości te starania poszły na marne. Ta WrestleMania okazała się dla Rybacka trudnym startem, bo po 8 minutach było już po wszystkim. Trochę bez sensu, że nie dali mu tutaj zwycięstwa. Finisz walki wypadł dziwnie, bo jej koniec nastąpił po tym, jak Ryback nie utrzymał Marka w akcji Shell Shocked i ten na niego spadł.
Team Hell No (c) vs. Dolph Ziggler & Big E Langston – WWE Tag Team Championship Match
Następna w karcie była batalia o pasy tag teamowe WWE. Wówczas mistrzami byli Daniel Bryan i Kane, znani jako Team Hell No. Za przeciwników mieli dosyć losowe zestawienie w postaci Dolpha Zigglera i niedawnego debiutanta, Big E Langstona. E robił za ochroniarza Zigglera i AJ Lee, która wtedy wspierała „Show Offa”. Raczej nikt się nie spodziewał, że zobaczymy tu zmianę mistrzów, bo Bryan i Kane jako drużyna byli w swoim szczytowym momencie. Nie musieli walczyć długo, żeby dostarczyć solidnego tagowego wrestlingu, mimo że było to zaledwie 6 minut i 19 sekund. Zwycięsko wyszedł Team Hell No.
Chris Jericho vs. Fandango
Chris Jericho kontra Fandango na WrestleManii brzmi jak walka, która śmiało mogła odbyć się na jakiejś mniejszej gali PPV, ale nie na tej największej. Gimmick tancerza nie był interesujący, a sam Fandango mu nie pomagał. Rywalizacja Jericho i Fandango to typowy sleeper i coś, co jest przerywnikiem podczas transmisji na żywo. Pojedynek na WM nie był zły, ale pozbawiono go jakichkolwiek emocji. Największym zaskoczeniem była wygrana Fandango. Dla niego to też zdecydowanie największe osiągnięcie w karierze, bo potem jego przygoda w WWE to równia pochyła z wyjątkiem epizodu w zespole z Tylerem Breezem.
Jack Swagger (c) vs. Alberto Del Rio – WWE World Heavyweight Championship Match
Na szali w kolejnym starciu znalazło się mistrzostwa wagi ciężkiej. Jeszcze jako Big Golden Belt. Na WrestleManię z pasem wchodził Jack Swagger, którego WWE ponownie próbowało zbudować na czołową postać w organizacji. Tym razem z menedżerem, którym był Zeb Colter. Trochę zaskakujące, że to był jego drugi title run w przeciągu trzech lat. Oponentem Swaggera był Alberto Del Rio, który podobnie jak jego rywal – przeszedł spore zmiany. Del Rio w tej rywalizacji przemienił się face’a, natomiast Jack odgrywał rolę ”Prawdziwego Amerykanina”. Wynik pojedynku był do przewidzenia i nowym mistrzem wagi ciężkiej został Meksykanin.
The Undertaker vs. CM Punk
W trzeciej walce od końca otrzymaliśmy jeden z najlepszych wrestlingowych spektakli. Hype na walkę był podkręcony do granic możliwości za sprawą tego, jak wyglądał feud CM Punka i The Undertakera. Przede wszystkim wykorzystano w nim motyw śmierci wieloletniego menedżera Undertakera, którym był Paul Bearer. Punk wspólnie z Paulem Heymanem wielokrotnie z niego drwił i w jednym z segmentów rozsypał rzekome prochy Bearera na Undertakera. Segment wzbudził kontrowersje, ale jednocześnie sprawił, że fani z niecierpliwością czekali na to, co Taker i Punk zaprezentują na WrestleManii. Była to ostatnia tak dobra walka „Deadmana” w karierze, w szczególności na WMce. Nikt nie oczekiwał, że dostaniemy sensację i CM Punk przerwie streak, ale na tyle umiejętnie budowano nam tu napięcie, że można było wierzyć w jakiś niespodziewany scenariusz. Finalnie stąpanie po cienkiej granicy ze strony CM Punka zostało przerwane przez The Undertakera, który po raz 21 wygrał na WrestleManii.
Brock Lesnar vs. Triple H – No Holds Barred Match (Jeśli Triple H przegra, będzie zmuszony do zakończenia kariery)
W co-main evencie w ringu spotkali się ze sobą Triple H i Brock Lesnar. W tym przypadku także oglądaliśmy naprawdę dobry feud, którym można się było zainteresować. Dwóch wrestlerów, którzy lubią brutalność i siłowy wrestling – wystarczyło więc dać im odpowiednią stypulację i warunek, który dokładał do tej walki większych emocji. Triple H postawił na szali swoją karierę, twierdząc, że jeśli przegra to kończy z wrestlingiem. Starcie miało się odbyć na zasadach No Holds Barred, co oczywiście zwiastowało, że zobaczymy konfrontację przepełnioną agresją. Warto nadmienić, że ta rywalizacja miała swój początek wcześniej, bo w 2012. Na RAW po Extreme Rules Brock zaatakował Huntera i złamał mu rękę (oczywiście storylinowo). Zmierzyli się na SummerSlam, gdzie The Beast poddał HHH. Wydarzenia na ringu dowiozły oczekiwaniom i obejrzeliśmy typową nawalankę bez żadnych obostrzeń. Czysty brutalizm i No Holds Barred Match na całego, z którego jako zwycięzca wyszedł Triple H po tym, jak wykonał Lesnarowi Pedigree na stalowe schody.
The Rock (c) vs. John Cena – WWE Championship Match
Nadszedł czas na walkę wieczoru, która była rewanżem za poprzedni rok, kiedy to The Rock powrócił do ringu WWE i pokonał Johna Cenę na WrestleManii 28. Dla wielu fanów był to zbędny rewanż, zwłaszcza patrząc na to, jak gorącą gwiazdą był w tamtym okresie CM Punk, którego Rocky pokonał na Elimination Chamber. WWE poszło w kolejny medialny pojedynek dwóch największych gwiazdorów w całej organizacji. Miało być Once in Lifetime, a jednak bardziej kuszącą opcją wydawał się rewanż, tylko że teraz z tytułem mistrzowskim WWE na szali. W 2012 roku wszyscy czekali na ich pierwsze starcie w historii, a to drugie z WrestleManii 29 odbyło się na zdecydowanie mniejszym hypie. Jasne było, że Cena nie może znowu przegrać, a ringowy powrót The Rocka to jedynie chwilowa zajawka. Po bardzo dobrym pojedynku lider Cenation w końcu poskromił „Brahma Bulla” i odebrał mu pas WWE.

