Kinguin PTW Blackout – Opinia

Od Blackout mijają dzisiaj dokładnie trzy dni, a ja dalej nie ochłonąłem po emocjach, które zaserwowali nam w sobotę polscy i zagraniczni wrestlerzy w chorzowskiej hali MORiS. Potężny polski pro wrestling ma się wspaniale i widać było to doskonale na drugiej dużej gali Prime Time Wrestling.

3 dni temu napisano kolejny piękny rozdział w historii polskiego wrestlingu, a pamiętajmy, że to dopiero początek i przed nami jeszcze wielkie rzeczy, które nadejdą w przyszłości. PTW rozwija się w bardzo szybkim tempie, to dopiero drugie duże show, ale już na tak wysokim poziomie. Rewolucja była świetnym startem, lecz Blackout to zdecydowanie większy skok jakościowy i pokaz progresu, który federacja zaliczyła od październikowej debiutanckiej gali.

Wstęp napisany, a więc mogę już przejść do pojedynków, które zobaczyliśmy w sobotni wieczór. Jeśli jakimś cudem nie widzieliście gali, to obowiązkowo zachęcam do nadrobienia, bo jest co oglądać.

 

Singles Match

Tristan Archer vs. Jacob Crane

Napawa mnie wielki podziw, gdy widzę, jak rozwija się Jacob Crane. Jeszcze niedawno znany z grupek wrestlingowych, a teraz świetny i utalentowany młody pro wrestler z ogromnym potencjałem. Jego rywalem był Tristan Archer, który z niejednego ringu wychodził jako zwycięzca, walcząc między innymi w WWE przy okazji turnieju Cruiserweight Classic. Na Blackout obejrzeliśmy starcie doświadczenia z młodością, dynamiczny opener, w którym Crane mógł w pełni zaprezentować swoje umiejętności przed chorzowską publicznością. Według mnie zaliczył świetny występ, zebrał bezcenne doświadczenie i stworzył z Archerem dobry pojedynek, idealnie wprowadzając nas w show. Przy tak szybkim rozwoju Jacoba, możecie być pewni, że kiedyś wejdzie na sam szczyt Prime Time Wrestling.

Triple Threat Match

Jonny Storm vs. Axel Fox vs. Justin Joy

Z miejsca chciałem wyrazić ogromny szacunek Axelowi Foxowi. Przed galą doznał urazu łokcia, mógł nawet nie wystąpić na gali, ale na szczęście wszystko skończyło się happy endem i Polski Lis był w stanie zawalczyć. Jego determinację, pasję i zaangażowanie należy podziwiać. Top wrestler i top człowiek. W drugim starciu dnia, obejrzeliśmy Triple Threat Match, w którym oprócz Foxa wystąpili Justin Joy i Jonny Storm. Pojedynek niezwykle jakościowy, dynamiczny i momentami nieco brutalniejszy. Justin pokazał wszystkim, dlaczego spora część polskich fanów nazywa go najlepszym wrestlerem w kraju nad Wisłą. Mocne zestawienie, w którym trochę mniej widoczny był Anglik, ale tak należało to zabookować, by główne role w pojedynku odgrywali ci, którzy mają ze sobą konflikt. Brudne zwycięstwo Joya jeszcze bardziej ugruntowało jego pozycję w federacji i zrobiło z niego zdecydowanie największego heela. Z niecierpliwością czekam na kontynuację feudu z Foxem, bo jest w nim wielki potencjał. Z miłą chęcią zobaczę również solową walkę pomiędzy nimi, bo uwierzcie, to może być genialny pojedynek.

Singles Match

Matt Sydal vs. Nano Lopez

Kto by pomyślał kilka lat temu, że będziemy gościć w Polsce taką gwiazdę światowego formatu, jaką jest obecny zawodnik AEW, Matt Sydal. To jest piękne, że oglądamy sobie Rampage i widzimy Sydala, aby następnie oglądać go na Śląsku, gdzie toczy batalię z Nano Lopezem. I wow, dostaliśmy widowisko na miarę tygodniówki AEW, Matt Sydal zrobił w MORiSie show, którego fani zebrani w hali nigdy nie zapomną. Nano zaprezentował się z bardzo dobrej strony i w pojedynku z bardziej doświadczonym rywalem, nie odstawał jakoś kolosalnie, jeśli chodzi o jakość tego, co robił w kwadratowym pierścieniu. Szkoda, że nie zobaczyliśmy tradycyjnego finishu ex Evana Bourne’a i zakończył on walkę swoim drugim finisherem. Cóż, jak to ludzie mówią, nie można mieć wszystkiego. Duży szacunek dla Matta za to, że po zakończeniu walki wyszedł do fanów i robił sobie z nimi zdjęcia. Klasa.

GWF Championship Match

Axel Tischer vs. Bad Bones

Pierwszy w historii PTW pojedynek o tytuł mistrzowski… I to jeszcze jaki! Na szali prestiżowe główne złoto federacji German Wrestling Federation, a w ringu topowi niemieccy pro wrestlerzy w postaci byłej gwiazdy WWE Axela Tischera i doświadczonego Bad Bonesa. Tak zwany Money Match, który już kiedyś się odbył, ale panowie nie zamierzali tym razem odpuszczać i tworzyć jedynie „solidnej” walki. Było grubo, jak to się czasem określa coś dużego i świetnego. Bardzo wysoki poziom ringowy, kapitalnie budowane emocje oraz historia, która tutaj była dosyć prosta, ale wciągająca fanów w tę walkę. To co pokazali, to niewątpliwie światowy i przede wszystkim topowy poziom pro wrestlingu. Axel Tischer po odejściu z WWE wygląda o niebo lepiej, widać, że odżył i jest w niesamowitej dyspozycji. Bad Bones jak zawsze wysoko zawieszona poprzeczka i klasa, jeszcze raz klasa w ringu. Końcówka tej walki była szalenie emocjonująca, akcja co chwilę się zmieniała, co podobało mi się najbardziej. Pierwsze zwycięstwo Tischera na polskiej ziemi stało się faktem.

Six-Man Tag Team Match

Sinister & Syriusz Dziedzic & Puncher vs. PAKA (Disco Pablo & Boro & Taras)

Pojedynek złożony głównie z adeptów Prime Time Wrestling odbywał się tuż przed trzema głównymi daniami, które na nas czekały. Z tego co czytałem na polskich grupach wrestlingowych, zebrał niezbyt pozytywne recenzje. W mojej opinii nie będę krytyczny, nie jestem tutaj po to, by krytykować za słabszy poziom ludzi, którzy nie mają wielkiego doświadczenia w ringu. Ta walka nie należała do najlepszych, ale miała swoje pozytywne aspekty. Jestem pod wrażeniem PAKI, która w mgnieniu oka zjednała sobie cały PTW-owski fanbase i jest strasznie over z publiką. Bardzo ich doceniam i wróżę świetlaną przyszłość w chorzowskiej organizacji. Ich rywale też mają spory potencjał, żeby robić fajne rzeczy w przyszłości, zwłaszcza Syriusz Dziedzic, który ma zaledwie 17 lat, a już jest aktywnym zawodnikiem i wystąpił na ten moment na trzech eventach PTW. Puncher zrobił na mnie duże wrażenie, zwłaszcza ze względu na swoje umiejętności na mikrofonie. Widać dużą pewność siebie i swobodę w jego promach. Natomiast Sinister posiada unikatowy gimmick, który został dobrze przyjęty przez fanów, co też pozwala mu patrzeć pozytywnie w swoją przyszłość. Six-Man Tag Team Match miał swoje gorsze momenty, ale finalnie zobaczyliśmy ciekawe kluczowe momenty, w których doszło do zgrzytu na linii Puncher – Dziedzic, co ostatecznie doprowadziło do wygranej PAKI.

Teraz będę mniej miły, bo cały segment z udziałem Punchera i Macieja Dąbrowskiego wypadł kiczowato. Nie jestem fanem angażowania influencerów, youtuberów i wszelkiej maści celebrytów do wrestlingowego wydarzenia. Gdybym miał już kogoś zapraszać z tego świata, to ludzi, którzy tworzą wartościowe materiały i mają do przekazania coś wartościowego. Nie mam nic do Z DVPY, całkiem spoko persona, ale kompletnie nie pasująca do „naszego biznesu”. Wymiana ostrych zdań pomiędzy Dawidem i Maćkiem wypadła dosyć żenująco, aczkolwiek wiem, że miało to wyjść zdecydowanie lepiej. Podobały mi się słowa Punchera o tych wszystkich gwiazdeczkach, które przychodzą na gale tylko z tego powodu, że zostały na nią zaproszone. Dawid dał mocne promo, które tylko potwierdza, że lubi się z mikrofonem. Dalsza część segmentu z pojawieniem się „Człowieka Wargi” była zbędna, ale oczywiście rozumiem, że czasem trzeba wrzucić w show kogoś znanego. Gdyby lepiej dopracowano ten segment, byłoby naprawdę spoko, a tak miałem ciągle wrażenie, że oni ciągle lecą na freestyle’u, nie mając żadnego scenariusza tej konfrontacji i robią rzeczy totalnie randomowo.

Singles Match

Krampus vs. Marty Scurll

Ponad cztery lata temu odbyła się dwunasta edycja Wrestle Kingdom. To właśnie tam, Marty Scurll walczył z Willem Ospreayem, Hiromu Takahashim i KUSHIDĄ o tytuł IWGP Jr. Heavyweight, a ja pisałem opinie z tej gali na MyWrestling. Teraz znów piszę o walce Scurlla, ale za to w jakiej lokacji… W Polsce, kraju nad Wisłą, ojczyźnie najwybitniejszego dania, którym są oczywiście pierogi. To jest jak piękny sen, który staje się rzeczywistością, choć wydawał się nam bardzo odrealniony. Marty dostał w Chorzowie wspaniałą reakcję, publika głośno skandowała jego imię, a on odwdzięczył się świetnym występem w kwadratowym pierścieniu. Rywalem „Złoczyńcy” był potężny Krampus pochodzący z Austrii, który miał już okazję zadebiutować w ringu PTW. W kwestii tej konfrontacji mam pewien niedosyt, bo liczyłem na trochę dłuższą walkę, a dostaliśmy finalnie niezbyt długą potyczkę, którą wygrał Krampus. Był tutaj potencjał na zdecydowanie lepszy pojedynek, ale cóż, pewnie musieli mieścić się w ramach czasowych, by starczyło czasu na resztę walk. Mam wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczymy Marty’ego w ringu PTW, bo Justin Joy czeka. Tak, bardzo chciałbym zobaczyć starcie z udziałem tej dwójki.

Singles Match

Joe Hendry vs. Gabriel Queen/Złotówa

Co-main event, który został przyćmiony przepiękną wejściówką Joe Hendry’ego, ale nie oznacza to tego, że walka sama w sobie była słaba. Nie był to żaden showstealer, ale klasyczne starcie narcystycznego heela z topowym facem, który zgarnia pozytywną reakcję od publiki. Gabriel Queen często unikał walki, grał brudno i korzystał z pomocy Złotówy, który był jego ochroniarzem. I tu można powiedzieć, pies jest pogrzebany. Mocno raził w oczy botch, w którym Szymon zaatakował Hendry’ego, a sędzia kontynuował walkę jakby nigdy nic. To najsłabszy moment walki, ale tak czasem bywa, że coś nie wyjdzie i pojawiają się pewne niedociągnięcia. Queen wypadł jak zwykle rewelacyjnie, młody wrestler pokazuje, że drzemie w nim ogromny potencjał i na pewno będzie stanowił o sile federacji, obok takich zawodników, jak Justin Joy, Jacob Crane czy Axel Fox, którzy według mnie w przyszłości będą jak MJF, Jungle Boy, Sammy Guevara i Darby Allin w AEW, jako młoda siła federacji. Spodziewałem się, że duet Queen & Złotówa przetrwa dłużej, całkiem przyjemnie się ich razem oglądało, mimo że mieliśmy okazję widzieć ich tylko raz. Złotówa doprowadził do porażki Gabriela, został przez niego zwolniony, następnie zaatakowany przez Arcziego Czajkę i na koniec wyniesiony z areny. Akcja #FreeZłotówa będzie więc kontynuowana, a ja czekam z niecierpliwością na jego konfrontację z Panem Pawłowskim, do której mogłoby dojść na trzeciej dużej gali Prime Time Wrestling.

Singles Match

Chris Adonis vs. Nick Aldis

I przyszedł czas na najważniejszy punkt gali Blackout, czyli walkę wieczoru pomiędzy obecnymi gwiazdami federacji NWA. Chris Adonis vs. Nick Aldis, pojedynek godny WrestleManii lub main eventu którejś z dużych gal AEW i WWE. Czasem niedowierzam, że dostajemy takie zestawienia w Polsce, ale to jest właśnie przepiękne, że Polski pro wrestling ma się teraz tak świetnie. Porównując sobie main event Rewolucji i Blackout, mamy przepaść, ponieważ starcie Aldisa z Korpo nie było tego kalibru, żeby kończyć historyczną galę PTW. Poziomem też mocno odstawało. W sobotę Nick Aldis i Chris Adonis stworzyli pojedynek godny walki wieczoru, w którym nie zabrakło emocji i ciekawych momentów, mam tu głównie na myśli udział Santino, który odegrał kluczową rolę w zwycięstwie sympatycznego Anglika. Nick w końcu odniósł sukces w naszym kraju, Santino odegrał się na Adonisie i jednocześnie dostaliśmy przedsmak tego, co może nas czekać w przyszłości, bo jestem pewien, że prędzej czy później ujrzymy walkę Santino vs. Adonis. Uważam, że to idealny kandydat na main event następnej dużej gali PTW.

 Obserwuj nas na: twitter.com/MyWrestling2015
 Śledź nas na: facebook.com/mywrestlingpl