Z otwarcia dnia pierwszego do otwarcia dnia drugiego. Karty są bezlitosne. Oto starcie dwóch bestii w ringu.
4 minuty 46 sekund. Tyle trwało starcie otwierające nam drugi dzień Wrestlemanii. Czy jednak było to starcie godne najwyższej ze scen?
Finisz zmienia wszystko
Najważniejszym aspektem całego tego meczu była jedna chwila. Mowa o pożegnaniu się z ringową karierą Brocka Lesnara. Wiele lat The Beast Incarnate towarzyszył nam prezentując swoją olbrzymią siłę i brutalność. Teraz jednak musiał stanąć twarzą w twarz z wrogiem z którym jeszcze nikt nie wygrał. I nie. Nie chodzi tu o Obę Femiego. Choć ten prezentuje się naprawdę świetnie to mowa tu o upływającym czasie. To wszakże on pokonał już Johna Cenę, AJ Stylesa czy Goldberga przez ostatni rok. To jest właśnie największy brutalizm tegoż starcia. Wszystko się kiedyś kończy. Ale to właśnie ten koniec sprawia, że to starcie godne Wrestlemanii.
Przyszłość
Wiemy jedną rzecz. O samym Femim będzie głośno jeszcze nie raz. Bitwa z Lesnarem miała utworzyć nową bestię „na rynku” i tak też po części uczyniła. Teraz oczywiście pytanie co dalej. Oby losy Oby prowadzone były rozważnie. Jeżeli zbyt szybko wrzuci się kogoś na głęboką wodę, nie będzie można się dziwić gdy ten zatonie. Nigeryjczyk ma niebywały talent. Dajmy mu kwitnąć.
Podsumowanie
Jak ocenić taki mecz? CIĘŻKO. Krótkie ale dynamiczne i intensywne starcie zakończone wzruszającym finiszem. Nic tylko wspominać cudowną karierę Brocka i czekać na to co przyniesie nam przyszłość Oby.

