Tiffany Stratton jest jedną z tych persona, które publika uwielbia. Jaka jednak przyszłość może czekać mistrzynię kobiet Smackdown?
Posiadacze tytułów WWE bywają różni. Kształtuje ich wola, storyline i zaangażowanie, które wkładają w swe panowanie. Oczywiście nie można w tym wszystkim zapomnieć o prostym talencie i sile fizycznej. Niestety los w ostatnim czasie nie był łaskawy dla niebieskiego brandu?
Tragedia Smackdown.
Patrząc na wydarzenia z ostatnich tygodni oraz na gale PLE, sytuacja SD wydaje się straszna. Nie oceniając nawet jakości samych tygodniówek poważnym problemem wydaje się nieciekawy roster. Decyzje zespołu kreatywnego także mogą budzić mieszane odczucia. By tragizm sytuacyjny podkreślić za najlepsze co spotkało brand śmiało można uznać powrót do dwugodzinnego formatu. I choć oczywiście nie można uświęcać w tym sytuacji RAW czy NXT to jednak ich aktualne losy są zdecydowanie lepsze.
„Where… mistrzowie?”
To ciekawe czyż nie? Smackdown oferuje nam bowiem dwa pasy tag teamowe (TT), dwa główne złota i dwa złota midcardowe. Łącznie więc posiadamy aż sześciu mistrzów. I niemal o każdym z nich możemy śmiało napisać tylko to, że jest.
O ile jeszcze same TT są na nie złym poziomie tak niestety cała reszta wygląda bardzo marnie. Złoto US pań (tak takowe istnieje) jest niemal zupełnie bezbarwne, Cody był słabym mistrzem przy poprzednim panowaniu więc trudno wierzyć w nagłe odwrócenie się jego losu, Sami, zupełnie niepotrzebnie, został wepchnięty w czempionat na siłę i zostaje nam…
„It’s Tiffy Time!!!”
I tu upatrywałbym się ratunku dla całej dywizji. Niestety go nie ma.
Tiffany Stratton swoje mistrzostwo zawdzięcza jednemu z najgorszych „Cash In!” w historii. Choć samo jego wykonanie nie było złe, to odciąganie w tak długim czasie i ponawianie prób „n-ty” raz potrafiło wprawić w zdenerwowanie i rozczarowanie. Kolejnym problemem wydają się „bogate” rywalizacje mistrzyni. Połowa jej panowania to walki z Nią Jax. Tak „pasjonujące” starcia WWE nie widziało… no w sumie to chyba nigdy. A najgorsze jest to, że nie mogę się do tego jakoś przyczepić, bo do tej pory, na dobrą sprawę, nie pojawił się nikt kto mógłby jakoś poruszyć sytuacje w dywizji.
NIKT.
I znowu ten roster
RAW vs…
Stephanie Vaquer, Becky Lynch, Roxanne Perez, Rhea Ripley, Iyo Sky, Lyra Valkyria i Bayley…. to tylko kilka „nazwisk”, które można by tu wymienić jako członkinie RAW. Każde niemal z nich to pewność jakości i kreowania niesamowitych wrażeń na zapleczu i w ringu. One sprawiają, że ta dywizja w tym brandzie jest tak pasjonująca. A przecież należą do niej także AJ Lee i Nikki Bella. Nawet jeżeli ringowo obie miałyby nie „dowieźć” to są Legendami o niebotycznym fanbase.
…Smackdown.
https://www.youtube.com/watch?v=D3BYyw-OL_Q
W SD tego wszystkiego po prostu brak.
Dwa wielkie nazwiska, które mają są aktualnie mistrzyniami TT (Charlotte i Alexa), a cała reszta nie wydaje się mieć przebicia do głównego złota. Mało tego. Tiffany już pokonała pierwszą z nich na największej ze scen. Jedynymi aktualnie rywalkami pozostają więc Jade Cargill, która ma pewne ograniczenia, jeśli chodzi o ringową jakość (za to wygląda fenomenalnie) i uwaga… Nia Jax. Chyba, że WWE wreszcie zdecyduje się dać Chelsea Green (prezentującej się dobrze z pasem US) szansę w walce o tytuł WC.

