WWE znane jest z tego, że lubuje się w chodzeniu niekiedy na skróty. Czasem owszem to bardzo dobre rozwiązanie. Jednak bywa to wielkim błędem.
Monday Night RAW, którego świadkami byliśmy wczoraj dało nam wiele rozwiązań dotyczących Wrestlemanii. Nie może to dziwić. Wszakże największe święto wrestlingu już blisko. Jednak to co się wydarzyło zeszłej nocy sprawiło we mnie zakłopotanie.
Bo co to by była za mania…?
Zespół kreatywny od lat umiejętnie pokazuje nam, że część gwiazd nie musi się starać nawet o miejsce w Wrestlemanii. Oczywiście by mieć szanse na mecz o tytuł trzeba się przedrzeć przez Elimination Chamber i Royal Rumble jednak po za ty, każda większa gwiazda może być pewna swej obecności na WM-ce. Dobrym, tegorocznym przykładem jest nikt inny jak Gunther.
Ring General odpadł jako ostatni z Royal Rumble i nie wziął udziału w Elimination Chamber. Jego obecność na Wrestlemani mimo tegoż wątpliwości nie budziła. Jednak rodziło się pytanie. Z kim się zmierzy?
Rollins
Gunther po segmencie Rollinsa i Heymana atakuje wizjonera. Wszystko po to by sfinalizować starcie tej dwójki. Niestety jak widać czasem desperacja rodzi dziwne pomysły. Ring Generala i Revolutionery nie łączy wszakże nic. Nie ma powodu by ten pierwszy go atakował. Oczywiście sytuacja z ich potencjalnymi rywalami sprawy nie ułatwia, jednak trzeba przyznać, że WWE wydaje się obierać najgorszą możliwą drogę łącząc ich po prostu „bo tak”.
Czy Rollins pokona Gunthera… A może to Career Killer wyjdzie zwycięsko?

