Jesteśmy po WrestleManii 42. Emocje już nieco opadły ale zanim zaczniemy zastanawiać się co nastąpi dalej, chciałbym jeszcze na chwilę powrócić do omówienia tego co wydarzyło się podczas niedzielnej nocy.
W main evencie drugiej nocy Wrestlemanii doszło do potężnego zderzenia się ze sobą dwóch wielkich gwiazd WWE. Będąc już po gali wiemy, że CM Punk nie zdołał obronić mistrzostwa World Heavyweight przeciwko Romanowi Reignsowi. Jednak czy to posunięcie miało sens?
Wspomniany pojedynek miał bardzo dużo nawiązań do rywalizacji, jaka poprzedziła finalnie spotkanie się tej dwójki na tegorocznej WMce. Zaczynając od słów Romana odnośnie tego, że od dawna jest ponad federacją, dzięki czemu może robić co chce, mówić co chce czy naginać zasady jak chce i nikt nic mu w związku z tym nie zrobi. Tutaj idealnym tego przykładem jest zaatakowanie swojego rywala schodkami, co przecież w normalnym singles matchu nie powinno mieć miejsca. Reigns jednak, jak sam powiedział, jest ponad wszystko i wszystkich więc kto miałby go powstrzymać od takiego czynu?
Innym przykładem odwołań do rywalizacji było samo zakończenie pojedynku. Roman Reigns na jednym z odcinków Czerwonej Tygodniówki wspomniał o tym, że Punk jako mistrz tej federacji jest dla niej powodem do wstydu, gdyż jest on stary. Zobrazowanie tych słów miało miejsce w samej końcówce walki, kiedy Phil miał już zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, jednak zabrakło mu sił do wykonania kolejnego Go To Sleep. Sytuacje wykorzystał OTC, który po spearze pokonał mistrza zostając tym samym nowym posiadaczem tytułu.
Dla mnie najbardziej uderzającym elementem tej rywalizacji jest interpretacja postaci nowego mistrza. Roman Reigns sam określa się mianem kogoś ponad wszystkimi, kogoś nadzwyczajnego, kogoś, kto jako twarz federacji i jej główny Champion może ot tak nie pojawiać się w telewizji, bo i tak nic mu nie grozi. Nikt z WWE go nie upomni, nie pogrozi palcem czy nie zwolni. Na przeciwko niego stał jednak obecny posiadacz tytułu. Zawodnik niezwykle zaangażowany w prowadzenie historii, w interakcje z fanami nie tylko na dużych czy po prostu transmitowanych galach, ale też na zwykłych Live Eventach, gdzie publika jest jedynie miejscowa. CM Punk, który był swego rodzaju mistrzem ludu, mistrzem fanów, twarzą buntu przeciwko właśnie takim postaciom jak Roman, którzy po wielkich wydarzeniach wrestlingowych znikają z telewizji.
Mimo tego, że ta rywalizacja nie miała jasno określonego face’a i heela, choć wiadomo, że Punk robił tu za tego pierwszego, a Reigns za drugiego, chodzi mi raczej o to, że obaj sięgali po brudne zagrywki, a jednocześnie jeden i drugi mieli ogromne wsparcie fanów, którzy cheerują ich niezależnie od wszystkiego, tak jednak ja to starcie interpretowałem poniekąd jako zderzenia dobra ze złem. Dobra, czyli Punka. Zawodnika, który jest tu i teraz, niezależnie od tego co się dzieje, niezależnie od tego jakie wydarzenie się szykuje, czy to Raw w Berlinie, Wrestlemania w Las Vegas czy Live Event w Gdańsku, jest wszędzie i pokazuje, jaki powinien być mistrz. Zaś z drugiej strony mamy swoistego przedstawiciela zła, Romana Reignsa. Człowieka, który jest ponad zasadami, czy to ringowymi czy etyczno-moralnymi, zawodnika, który może robić sobie wszystko, co tylko mu się spodoba, bo pozwala mu na to status niekwestionowanej aktywnej legendy wrestlingu.
Sam uważałem iż Roman Reigns opuści Wrestlemanie z tytułem na ramieniu. Jego słowa z zeszłotygodniowego Raw (Reigns miałby opuścić WWE w przypadku porażki z Punkiem) tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziły. Mimo wszystko, czuje jakąś konsternacje, która została we mnie wywołana po tym jak sędzia zaklepał w matę po raz trzeci. Jakiś taki wewnętrzy smutek, bo przedstawiciel ludu przegrał z kimś kto tworzył system w jakim się znajdujemy, mimo, że sam jest ponad nim. Też nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam Romana i jest to jeden z moich ulubionych zawodników od kiedy oglądam WWE. Niemniej jednak uderza mnie po prostu przekaz, jaki poniekąd niesie za sobą to zwycięstwo.
Tekst ten pisałem zanim jeszcze obejrzałem Raw po Wrestlemanii. Jednak wydaje mi się, że niewiele on zmieni w moim postrzeganiu i interpretowaniu walki między Romanem a Punkiem. Dajcie znać, czy też macie podobne zdanie do mojego, a może uważacie zupełnie co innego?
Następny fragment będzie zawierać spoilery z Raw After Wrestlemania.
Zaraz po Wrestlemanii Roman Reigns ogłosił, że będzie częściej pojawiać się w telewizji WWE, aby pozbyć się łatki part timera. Dodatkowo można powiedzieć, że zapowiedział starcia z takimi zawodnikami jak Gunther czy Oba Femi, na które fani niewątpliwie będą czekać z niecierpliwością. Na ostatnim Raw faktycznie Roman Reigns się pojawił i rozpoczął rywalizacje z Jacobem Fatu, także mamy tutaj na start ponownie konflikt rodzinny. Tutaj jednak uważam, że będzie on zdecydowanie lepszy niż to co oglądaliśmy dwa lata temu pomiędzy Romanem i Solo.
Punk natomiast podziękował fanom i powiedział, że nie jest smutny, bo nigdy nie wiadomo, kiedy kolejna okazja na zdobycie głównego tytułu spadnie mu z nieba. Wydaje się, że będzie to miało miejsce znacznie szybciej niż każdy zakładał, bowiem w trakcie segmentu pojawił się Cody Rhodes, który na wyzwanie” Punka odpowiedział jedynie, że ten ma mu dać znać kiedy i gdzie będą mieli stoczyć walkę.

