20170321_WM33_Card_Snickers--6bb5f72fa9f6acff817c8a4831f89168

Fot. wwe.com

Do czasu WrestleManii 42 będę publikował na naszej stronie retro artykuły, w których przypomnę wybrane przez siebie WrestleManie z dawnych lat.

W kolejnej części serii Retro WrestleMania cofamy się do 2017 roku na 33 edycję największej gali roku WWE. Federacja wróciła po wielu latach na stadion Camping World, na którym odbyła się WrestleMania 24. Do karty trafiło 13 pojedynków, a 3 z nich umieszczono w kick offie. Główną atrakcją była konfrontacja The Undertakera z Romanem Reignsem.

Fot. reddit.com

Wracając wspomnienia do WrestleManii 33, od razu przypomina mi się najładniejszy stage, jaki kiedykolwiek WWE zbudowało. Kula ziemska z logiem WM i kolejka górska, to jeden z najwspanialszych projektów i świetnie prezentował się wizualnie. Połączenie popu z rapem Pitbulla, Flo Ridy i Lunchmoney Lewisa, czyli theme song „Greenlight”, był idealnie dobrany pod klimat show.

Na otwarcie najwspanialszej sceny ze wszystkich dostaliśmy w kick offie starcie o mistrzostwo Cruiserweight pomiędzy Nevillem a Austinem Ariesem. W tamtym okresie tytuł wagi lekkiej był jednym z najlepiej bookowanych w federacji, a tygodniówka 205 Live jednym z ciekawszych punktów produktu WWE. Neville i Austin stworzyli bardzo interesujący pojedynek, który mógł na spokojnie dostać spota w głównym show, ale przez przesyt w karcie trafił do programu poprzedzającego najważniejszą część WrestleManii. Anglik zwyciężył i odesłał byłego mistrza TNA w odmęty… a raczej sam Aries to zrobił jakiś czas później.

Tradycji musiało stać się zadość, a więc odbyła się kolejna edycja Andre The Giant Memorial Battle Royal. Zawodnicy, na których nie było planów, zostali wrzuceni do wieloosobowej walki, której zwycięstwo dawało jedynie puchar Andre The Gianta. Poza tym, niczego szczególnego nie zyskiwali. Pisałem we wcześniejszych retro WrestleManiach, że w takich pojedynkach powinna być jakaś stawka, title shot na tytuł czy coś w tym stylu. Walkę wygrał Mojo Rawley, który jako ostatniego wyeliminował Jindera Mahala.

W trzecim starciu kick offowym na szalę trafił pas Interkontynentalny. Dean Ambrose stanął w jego obronie przeciwko Baronowi Corbinowi. Nie był to zły pojedynek i szkoda, że tak historyczne mistrzostwo nie znalazło swojego miejsca w głównej karcie, ale jak wiadomo, WWE trzymało się jeszcze jednego dnia WrestleManii i jakieś walki należało przenieść do pre show. Rok wcześniej Ambrose walczył z Lesnarem, by spaść tak nisko w hierarchii z tytułem IC… no cóż, nie były to dla niego zbyt dobre czasy. „Lunatic Fringe” zachował mistrzostwo i mógł zasiąść do oglądania WrestleManii.

AJ Styles vs. Shane McMahon – najlepsza walka AJa na WrestleManii

Openerem WrestleManii 33 był pojedynek AJ Stylesa z Shane’em McMahonem. Byłem przeciwnikiem ich walki przed WMką, sądząc, że Styles zasłużył na coś lepszego, tak po tym, co obaj zaserwowali w ciągu 20 minut swojego spektaklu, moje zdanie się oczywiście zmieniło. Chyba nie ma wątpliwości, że to najlepsza walka AJ Stylesa na WrestleManii. Miewał rywali lepszych ringowo od Shane’a, ale to z nim stworzył kapitalne widowisko. Kompletnie nie spodziewałem się, że z tak randomowego zestawienia może wyjść taki banger. Tutaj wszystko zagrało tak, jak powinno. Każda akcja, każdy spot. Mieliśmy Coast to Coast na śmietnik, nietrafiony Senton na stół komentatorski, czy Moonsault z narożnika, po którym Styles wykończył McMahona za pomocą Phenomenal Forearm. Klasyk, do którego wracam z każdym razem z miłym wspomnieniem.

Drugim pojedynkiem w głównej karcie byli Chris Jericho i Kevin Owens. Ten fenomenalny duet to najciekawszy punkt tygodniówek WWE w momencie, gdy ze sobą współpracowali. W normalnych  warunkach to starcie miałoby na szali mistrzostwo Universal, ale tuż przed WrestleManią Owens stracił tytuł na rzecz Goldberga. Po heel turnie na Chrisie Jericho, Kev obrał sobie za cel pas Stanów Zjednoczonych. Podbudowa do walki była bardzo dobra, zobaczyliśmy to napięcie między obiema stronami. Na WrestleManii sens miała jedynie wiktoria Kevina Owensa, bo musiał się podnieść po utracie głównego tytułu RAW. Tak też się stało i opuścił WMkę z mistrzostwem US.

Przyszedł czas na Fatal 4-Way o RAW Women’s Championship, w którym zawalczyły Bayley, Charlotte, Sasha Banks i Nia Jax. Wrestlerki, które niedawno rywalizowały na ringu NXT, spotkały się ponownie, tylko że tym razem na największej ze scen. Uważam, że lepszym rozwiązaniem byłby Triple Threat, zważywszy na historię, jaką miały Bayley, Charlotte i Sasha. Nie można jednak mieć wszystkiego i dodano również Nię Jax, która była wtedy pushowana na dominatorkę. Nie byłoby niczym zaskakującym, gdyby to ona opuściła galę z tytułem. Finalnie po niezłym meczu zwycięsko wyszła Bayley, która zachowała główne kobiece wyróżnienie na Monday Night RAW.

Ladder Matche rządzą się swoimi prawami. Zazwyczaj widzimy w nich ekstremalne spoty i karkołomne akcje… w tym przypadku zobaczyliśmy coś, co zdecydowanie przebija jakiekolwiek niebezpieczne sytuacje w walkach z udziałem drabin. Początkowo miał to być Triple Threat Ladder Match o pasy tag teamowe RAW, a udział w nim mieli wziąć: The Bar (Sheamus i Cesaro), Enzo Amore i Big Cass oraz Karl Anderson i Luka Gallows. Przed rozpoczęciem walki na rampie zjawili  się gospodarze WrestleManii 33, The New Day – którzy, jak się wydawało, ogłoszą samych siebie jako czwartych do brydża. Okazało się, że to nie oni dołączą do rywalizacji… a będą to The Hardy Boyz. Jeff i Matt po wielu latach rozłąki powrócili do WWE i na start zdobyli mistrzostwo tag teamowe RAW. Nie zabrakło ekstremy z ich udziałem, bo Jeff wykonał Swanton Bomb ze szczytu drabiny, a Matt dołożył Twist of Fate z drabiny na Karlu Andersonie, po czym zdjął pasy mistrzowskie.

Następną walką był Mixed Tag Team Match z udziałem Johna Ceny, Nikki Belli, The Miza i Maryse. Typowy zapychacz, który raczej mało kogo interesował. Cena i Nikki byli jeszcze w związku i WWE chciało pokazać ich jako power couple. Patrząc na wydarzenia, które działy się przed WrestleManią – sądziłem, że federacja może pójść w kierunku Cena vs. Styles 3 i to byłoby wspaniałe rozwiązanie. Ale jak to WWE, musieli eksperymentować przy układaniu karty i John wylądował w mieszanym starciu, gdzie jego rywalem był Miz, z którym walczył na WrestleManii 27. Nie zapamiętałem nic ciekawego z tej walki, jedynie to, że John Cena i Nikki Bella odnieśli tutaj zwycięstwo.

Seth Rollins i Triple H w brutalnym singlowym meczu, to jedna z 3 najlepszych walk na WM 33. Dostaliśmy naprawdę niezły feud, w którym Rollins był tym dobrym, a HHH odgrywał rolę złego bossa, który akurat w tym przypadku chce zrobić krzywdę byłemu pupilowi, którego po rozpadzie The Shield promował do main eventu. Zalążki ich storyline’u widzieliśmy na RAW, gdzie Kevin Owens został drugim w historii mistrzem Universal. To wtedy Hunter wykonał Sethowi Pedigree, pozbawiając go szansy na zdobycie tytułu. Sama walka to brutalistyczny pokaz wrestlingu, w którym Triple H katował kolano Rollinsa i to był jego główny plan na rozpracowanie rywala. Seth pomimo posiadania tylko jednej sprawnej nogi, dzielnie walczył z byłym mentorem. W użyciu było stalowe krzesło, Sledgehammer, ingerowała Stephanie McMahon, która poleciała na stół rozłożony poza ringiem, co zaowocowało splotem wydarzeń na korzyść Rollinsa, który po przetrwaniu tych wszystkich męk, poskromił króla za pomocą jego broni, czyli finishera Pedigree.

4 pojedynkiem od końca była konfrontacja Braya Wyatta ze zwycięzcą Royal Rumble 2017, Randym Ortonem. Na papierze materiał na coś więcej, w praktyce bardzo mizerny pojedynek pozbawiony emocji. Stawką było mistrzostwo WWE, a miało się poczucie, że to jakaś pierwsza lepsza walka na SmackDown. Największym błędem i tak było nie dodanie do niej Luke’a Harpera, który zasługiwał na swój solowy moment na WrestleManii. Świetną robotę wykonał w trakcie RTWM i po prostu należał mu się ten slot. Na pewno dodałby trochę kolorytu i sprawił, że potencjalny Triple Threat Match byłby ekscytujący i nie oglądałoby się tego bez emocji. Randy Orton pokonał Wyatta i zakończył jego krótkie panowanie z pasem WWE od Elimination Chamber.

Następni w ringu pojawili się Goldberg i Brock Lesnar. Nie spodziewałem się niczym fajnego po tej dwójce, tym bardziej nie oczekiwałem, że będą w stanie sprawić, że będę oglądał ich walkę z zainteresowaniem. Na szczęście WWE poszło po rozum do głowy i nie męczyło nas 20-minutowym sleeperem, a dało nam kawał wrestlingowego mięcha, w którym Lesnar i Goldberg poszli ze sobą na wojnę. Idealny przykład na to, że nawet Goldberg może zrobić show w ringu. 4 minuty nawalanki na finishery, w dodatku genialne sekwencje ze Spearem w barierki, czy moment, podczas którego Brock zostaje zdjęty Spearem w trakcie świętowania dominacji nad mistrzem. Naprawdę dobrze się to wszystko oglądało. Brock wygrał po wykonaniu F5 i został nowym Universal Championem.

Co-main event to czas kobiet i Six Pack Challenge o kobiece mistrzostwo SmackDown. Naomi, Alexa Bliss, Becky Lynch, Natalya, Mickie James i Carmella. Gdyby dać mi odpowiednią ilość czasu, to wiedzielibyśmy godny uwagi pojedynek. Niestety nie miały okazji, aby pokazać się z lepszej strony, bo walczyły tylko kilka minut. Odniosłem wrażenie, że wszystko robione było tu na szybko i to śpieszenie się, żeby wyrobić się w wyznaczonym czasie, zniszczyło potencjał jaki drzemał w tej walce. Naomi dostała WrestleMania Moment i odzyskała niebieski tytuł kobiet SD.

The Undertaker i Roman Reigns w istnym gore meczu dla tego pierwszego. Ciężko obserwowało się to, co Roman wyprawiał z Undertakerem. Miałem z tym problem i byłem zdania, że WWE podeszło do ich walki na zasadzie: niech Reigns spuści mu manto i po sprawie. Doskonale wiemy, jak w tamtych latach bookowano Romana i jak bardzo był on odpychającą postacią. Fani WWE nienawidzili tego gimmicku i dawali temu wyraz, jak na słynnym RAW po WrestleManii. Kwintesencją zła postaci „Big Doga” był właśnie main event z Undertakerem na WrestleManii 33. Nie dość, że zdominował „Deadmana” na jego podwórku, to jeszcze zrobił to z Undertakerem, który ledwo słaniał się na własnych nogach. Okropny pojedynek i nie mam nic więcej do dodania. WWE chciało zrobić z Reignsa babyface’a, ale tym pojedynkiem jeszcze bardziej utrudnili sobie ten proces. Roman Reigns na wszelkie sposoby próbował wykończyć legendę WrestleManii i dopiero mocarny Spear dobił osłabionego Undertakera na amen.