Wywiad z AJ Lee na temat jej problemów psychicznych – „Nie chciałam, żeby CM Punk mnie znalazł”

0
IMG_20251005_040737

YouTube: State of Mind with Maurice Benard

Wywiad jest z 2021 roku i przeprowadził go aktor Maurice Benard. Stwierdziłem, że warto go odświeżyć i przetłumaczyć na polski, aby ludzie zdali sobie sprawę, z jak ciężką chorobą zmagała się AJ.

Przed swoim oficjalnym odejściem z pro wrestlingu w 2015 roku, AJ Lee zmagała się z wieloma problemami związanymi ze zdrowiem psychicznym. Opisała to wszystko podczas rozmowy z Maurice’em Benardem. Powiedziała, że z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. Jednak kontuzje, choroba afektywna dwubiegunowa, zmiany w życiu i zmagania z chorobą stały się dla niej zbyt wielkim obciążeniem.

Pod poniższym linkiem możecie obejrzeć całą rozmowę na kanale Maurice’a:

Zarezerwowała pokój w hotelu i zamierzała popełnić samobójstwo, ale telefon pod numer 3-1-1 powstrzymał ją przed realizacją tego planu.

„Nadałam imię swojej depresji, ponieważ ważne jest dla mnie, aby oddzielić ją od siebie i nie traktować jej jako czegoś złowrogiego. Nadałam jej moje drugie imię, więc nazywa się Jeanette, a moje mroczne dni to te, w których Jeanette przejmuje kontrolę i to ona ma złe pomysły. Dzięki temu łatwiej mi zrozumieć, że to nie ja, tylko mała część mnie. Ale nie wiedziałam tego, kiedy miałam 19-20 lat i przedawkowałam, próbując po raz pierwszy popełnić samobójstwo. Wtedy po raz pierwszy przeżyłam próbę samobójczą. Nie wiedziałam tego. Myślałam po prostu, że to mój mózg mówi mi bardzo rzeczowo: „Jest ból i musimy go zatrzymać”, a to było dla mnie przerażające, nie rozumiałam, co się dzieje, tylko myślałam: „No cóż, to jest rozwiązanie”, a kiedy przeżywasz coś takiego, dla mnie osobiście, nie wiem, czy tak jest u wszystkich, ale dla mnie przerażające jest to, jak to prawie pozostaje z tobą. Tak jakby zawsze było to opcją”.

„Twoja ciemna strona zawsze będzie ci podpowiadać, że to jedna z opcji, więc musisz z tym nieustannie walczyć. Kiedy następnym razem coś mnie przestraszyło i doszło do tego, że miałam naprawdę silne myśli samobójcze – nie podjęłam próby, ale zarezerwowałam pokój w hotelu, aby tam umrzeć, bo nie chciałam, żeby mój mąż mnie znalazł. Nie chciałam, żeby musiał się z tym zmagać. Myślałam więc bardzo rzeczowo. Nikt o tym nie wiedział i właśnie dlatego zostałam rzeczniczką zdrowia psychicznego i postanowiłam napisać książkę i opisać to, o czym jeszcze nie mówiłam. Ale z zewnątrz mogło się wydawać, że mam wszystko, czego można zapragnąć. Występowałam w telewizji, jestem mistrzynią, mam wymarzoną karierę, wyszłam za mąż. Idealna, wspaniała kariera, ale często w przypadku choroby afektywnej dwubiegunowej duże zmiany życiowe wytrącają cię z równowagi, a jeśli jesteś na fali, to potem czeka cię upadek. W tym samym roku przeprowadziłam się do innego stanu, wyszłam za mąż, poważnie zachorowałam i musiałam wziąć urlop w pracy, aby poddać się operacjom”.

„Właściwie, podczas jednej z przerw, które miałam, ty Maurice wiesz, jak to jest, bo w trakcie nagrywania General Hospital nie ma czasu na odpoczynek. Tak właśnie wygląda też wrestling, nie ma przerwy między sezonami. Po prostu kręcisz, kręcisz i kręcisz. Jedyny czas, gdy miałam wolne, to operacja, więc razem z mężem pomyśleliśmy: „Po prostu zorganizujmy ślub” – i tak właśnie się pobraliśmy. To było jak: „Wszystko dzieje się bardzo szybko, to chaos i tornado wzlotów i upadków w życiu”.

„Byłam naprawdę chora i się bałam. Musiałam przejść wiele operacji i działo się to wszystko, a potem doznałam kontuzji w ringu, następnie mój mąż został pozwany. A dalej? No wiesz, są różne sprawy w mojej rodzinie, więc to wszystko dzieje się w tym samym roku, moja kariera ma się dobrze i wszystko idzie świetnie i mam męża, ale to była moja choroba afektywna dwubiegunowa i nie mogłam sobie z tym poradzić. To było dla mnie zbyt wiele i nie dbałam o siebie tak, jak powinnam. Nie chodziłam regularnie na terapię, lekceważyłam przyjmowanie leków. Było tak, bo byłam bardzo próżna w tej kwestii, dlatego że przybieram na wadze, kiedy biorę leki, więc myślałam: „Och, występuje w telewizji. Nie mogę ich brać, wolę żyć niż mieć sześciopak”. Podczas tego chaosu jedynym rozwiązaniem dla mnie, jedyną rzeczą, jaką mogłam zrobić, było po prostu… zarezerwowałam pokój w hotelu i taki był mój plan. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę: „Ok, to nie jest mój mózg. Mówi do mnie ta ciemna strona”.

„Zadzwoniłam na infolinię ds. zapobiegania samobójstwom, a problem polegał na tym, że mój numer telefonu był spoza obszaru numeracyjnego i trzeba było – oni muszą przekierować numer według obszaru numeracyjnego, aby w razie potrzeby wysłać służby ratunkowe, więc kiedy dowiedzieli się, że nie jestem w obszarze numeracyjnym, powiedzieli: „Musisz zadzwonić pod ten numer! To jest numer lokalny. Musisz to zrobić, proszę. Obiecaj mi, że zadzwonisz pod ten numer, zapisz ten numer” –  odpowiedziałam: „Tak, tak, tak, tak”. Nie zapisałam go. Rozłączyłam się i pomyślałam: „To znak, że powinnam to zrobić”. Ale coś podpowiadało mi: „Nie, nie, nie. Spróbuj jeszcze raz, spróbuj jeszcze raz” – podświadomie więc powiedziałam do siebie – „Nie mam tego numeru. Może powinnam zadzwonić pod numer 3-1-1 i o niego poprosić?”. Zadzwoniłam ponownie”.

„Po pierwsze, tylko ja mogłabym mieć tak zabawną próbę samobójczą, w której wszystko idzie nie tak i ktoś mówi, że masz zły numer, w momencie gdy dzwonisz na infolinię dotyczącą zapobiegania samobójstwom. Tylko ja. Pomyślałam więc: „3-1-1 może mi pomóc uzyskać właściwy numer” – a mężczyzna po drugiej stronie słuchawki był tak cierpliwy i miły, że nawet nie rozumiałam, co się stało, ale po prostu zaczęłam mu wszystko opowiadać. Ten miły nieznajomy, który otrzymuje skargi dotyczące hałasu. Nie jest to jego zadaniem, a ja nie zdawałam sobie sprawy, że po raz pierwszy od bardzo dawna ktoś okazał mi życzliwość i po prostu powiedział: „O, to przykre”. Przez długi czas ludzie myśleli, że jestem na szczycie świata, że jestem opiekunem mojej rodziny i zapewniam wszystkim wszystko, ale nikt nie sprawdzał, co u mnie słychać, więc nie zdawałam sobie sprawy, że potrzebuję kogoś, kto by się o mnie troszczył. I to właśnie ten mały, drobny gest życzliwości, dosłownie uratował mi życie”.