WWE vs WCW v2? – Felieton

Jesteśmy już po największej gali w roku – WrestleManii 31. To właśnie na niej odbyła się walka pomiędzy Triple H’em, a Stingiem. Choć „The Icon” nie pojawiał się regularnie to ich feud nie był zły. Ja osobiście nakręciłem się na ich pojedynek.

Podczas walki doszło do zdarzeń, które zapamiętamy na długie lata. Pierw pojawili się członkowie legendarnej stajni D-Generation X w składzie Billy Gunn, Road Dogg i X-Pac. Ich celem była pomoc Hunterowi, jednak Sting poradził sobie z całą czwórką wykonując niezwykły (jak na swój wiek) skok z trzeciej liny na zewnątrz. Potem jednak nie było już tak kolorowo i wszystko wyglądało na to, że Triple H wygra ze Stingiem… Wtedy właśnie pojawiło się nWo! Hulk Hogan, Scott Hall i Kevin Nash postanowili pomóc Stingowi i zrobić tym samym porządek z DX. Oglądając wejście nWo, trzymałem się za głowę, a moja myśl była jedna: „Holy Shit!”.

Otóż pomimo mojego młodego wieku, bardzo chętnie oglądam gale z lat, gdzie w WCW królowało nWo. Ogólnie federacja Erica Bischoffa zrobiła na mnie duże wrażenie. Szkoda, że ostatecznie zostali wykupieni przez WWE, no ale.. ktoś wojnę musiał wygrać 😀 Budżet WCW nie wyglądał za najlepiej, więc WWE to wykorzystało. Wracając jednak do pojedynku Triple H vs Sting z tegorocznej WrestleManii…

Ta walka przeszła do historii. Nie tylko był to debiut Stinga na WrestleManii, ale także wielki brawl pomiędzy DX, a nWo. W momencie kiedy ta druga stajnia pojawiła się na arenie, szczerze mówiąc liczyłem na reaktywację wojny – WWE vs WCW. Oczywiście nie mam tu na myśli RAW vs Nitro, bo jest to już niemożliwe, ale gdyby zawodnicy WCW pojawiali się na galach WWE, miałoby to sens. Sting mógłby być liderem WCW, natomiast Triple H, który miałby wsparcie Vince’a McMahona – WWE. Utworzyłyby się tak jakby dwie wielkie stajnie, a celem WCW byłby udany rewanż na WWE. Wygrywając wojnę, World Championship Wrestling mogłoby przejąć kontrolę nad World Wrestling Entertainment. Oczywiście tak by się nie stało, ale feud byłby meega interesujący. I, kiedy już doszło do brawlu pomiędzy DX (reprezentującymi WWE), a nWo (reprezentującymi WCW) myślałem, że rzeczywiście tak może się stać. A, w momencie kiedy pojawił się HBK Shawn Michaels, liczyłem, że zaraz wejdzie ktoś jeszcze z WCW. Tylko kto z WCW mógłby przeszkodzić Michaelsowi? Jaka gwiazda? Ja już wiem. To … Goldberg. Gdyby po wykonaniu Sweet Chin Music na Stingu, pojawił się Goldberg byłoby to jeszcze większe wydarzenie. Składy wyglądałyby naprawdę imponująco:

WWE – Triple H, Shawn Michaels, X-Pac, Billy Gunn, Road Dogg

WCW – Sting, Goldberg, Hulk Hogan, Kevin Nash, Scott Hall

Pomyślcie.. co to by było 😀

Oczywiście, każdy z tych zawodników ma już swoje lata, więc nie byłyby to pełne składy. Przydałby się ktoś młodszy. WCW mógłby zasilić np. Rey Mysterio i Chavo Guerrero, a WWE .. hmm .. tutaj to już jest pełno możliwości. Sheamus, The Miz, Mark Henry… Ciekawą rzeczą byłby też powrót Chrisa Jericho, który jak wiemy występował i w WCW i w WWE. Można byłoby zrobić świetny segment, jak to Triple H chce Y2J’a u siebie i wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście tak będzie… ale w ostatniej chwili Jericho postanawia przyłączyć się do drużyny WCW.

Ehh… Tak świetnie mogłoby to wszystko zostać rozegrane. Szkoda, że WWE miało inny pomysł. Walka na WrestleManii 31 zakończyła się przesłodzonym (moim zdaniem) akcentem. Podanie ręki? Po tym wszystkim? Po tym jak na arenie pojawiło się DX i nWo? Szkoda, szkoda, szkoda. Na pewno czuć niedosyt po tej walce. Wątpię, aby w przyszłości była druga taka chwila na możliwość wznowienia wojny pomiędzy WWE, a WCW. Albo raczej lepiej brzmi.. wojny pomiędzy zawodnikami WWE, a zawodnikami WCW 😉

Ciekaw jestem waszego zdania na ten temat. Zapraszam do dyskusji w komentarzach!