WWE Hell in a Cell 2020 – Opinia

Piekło w celi to gala, którą od lat zaliczam do moich ulubionych. Hell in a Cell Matche przeważnie kończą długoterminowe rywalizacje lub zaogniają dane spory. W ostatnich latach różnie bywało z poziomem, ale WWE zawsze starało się tworzyć dobre pojedynki w piekielnej konstrukcji. W tym roku HIAC zostało wypromowane trzema walkami – wszystkie w tytułowej klatce. Każde z nich zamykało rozbudowane historie, które trwały już od dłuższego czasu. Rodzinny feud wewnątrz familii Anoaʻi pomiędzy Romanem Reignsem i Jeyem Uso, storyline Drew McIntyre’a i Randy’ego Ortona z pasem WWE w tle oraz zaciekłą rywalizację Bayley z Sashą Banks. 

WWE Universal Championship Hell in a Cell I Quit Match

Jey Uso vs Roman Reigns

Czytałem kilka opinii na temat tej walki, które w większości były negatywne. Zarzucono nijakość, niezbyt dobry booking i przewidywalność. Szybko mogę obalić te tezy i uargumentować swoje zdanie. Nikt racjonalnie myślący nie brał pod uwagę scenariusza, w którym Jey Uso pokonuje Romka i odbiera mu mistrzostwo Universal. Na Clash of Champions dostaliśmy typowy booking na przedłużenie rywalizacji i Uso w trakcie drogi do Hell in a Cell ponowie otrzymał szansę na walkę o pas. Tym razem w stalowej konstrukcji, gdzie na szali oprócz tytułu znalazł się honor i przynależność braci do rodziny Anoaʻi. To było bardzo dobre! Świetnie odpowiedziana historia, w której Big Dog jest tym silniejszym gościem i tłamsi zamiary swojego kuzyna, który próbuje mu udowodnić, że ten może zostać mistrzem i zachować przy tym honor. Jey Uso miał więcej do stracenia i za każdym razem nam o tym przypominano. Niesamowitą robotę odwalił Reigns, który będąc twardym i brutalnym facetem, pokazał się też ze strony wrażliwszej. Co z tego, że była to tylko manipulacja i chęć odwrócenia uwagi bliźniaków, ale wyszło mu to genialnie. Wszystko wskazywało na proste zakończenie poprzez submisson, lecz to był dopiero początek końca. Znów pojawił się Jimmy Uso chcący uchronić brata przed większym zagrożeniem ze strony Romana. Ten zagrał wybitnie finalne sceny – uronił łzy i wydawał się być poruszany sytuacją, do której doprowadził. To była oczywiście zmyłka, bo już po chwili zaatakował Jimmy’ego i wręcz wymusił na jego bracie poddanie, bo ten nie mógł znieść widoku przyduszanego brata. Bardzo emocjonalne zakończenie, które w pełni mi się podobało. Brutalne ataki, płacz i manipulacja Romana oraz bezsilne bliźniaki, które zostały zweryfikowane przez obecnego Universal Championa. Jey się poddał, aczkolwiek to okoliczności w końcówce doprowadziły do takiego rezultatu. Zakończenie może wydawać się dziwne, ale jest w pełni zrozumiałe. Roman doprowadził Jey’a do kapitulacji, mimo że ten mógł jeszcze podjąć rękawice i walczyć. Jednak patrzenie na brata w trudniej sytuacji zmusiło go do wypowiedzenia słów I Quit. Rozpacz braci po zakończeniu walki była spora – w dodatku musieli patrzyć na świętującego Romana, któremu na stage’u pogratulowali członkowie rodziny.

Zwycięzca: Roman Reigns

Moja ocena: *** 3/4*

Singles Match

Jeff Hardy vs Elias

Na szybko sklejony feud przerodził się w metamorfozę charakteru Jeffa Hardy’ego. Pojedynek z Eliasem był tylko pretekstem do sytuacji, która wydarzyła się pod koniec walki. Wszystko prowadziło do tego wydarzenia i szczerze mówiąc trochę się zaskoczyłem takim zakończeniem. Gdybym obstawiał dyskwalifikację, to oczywiście spowodowaną przez Eliasa, bo jakoś ciężko było sobie wyobrazić nieprzepisowy atak ze strony  Charyzmatycznego Engimy. Jeff zaatakował Eliasa jego gitarą, co doprowadziło do dyskwalifikacji i jego porażki. WWE postawiło na zaskakujący booking i całkiem dobrze to im wyszło.

Zwycięzca: Elias (poprzez DQ)

Moja ocena: ** 

Money in the Bank Contract Match

Otis vs The Miz

Otis jako pan Money in the Bank się nie sprawdził. W głównej mierze jest to wina creative teamu, który nie wymyślił nic sensownego z udziałem jego postaci i walizka całkowicie została zapomniana. Ogólnie pomysł z dawaniem mu kontraktu był według mnie głupi i tylko zamroził walizkę na kilka miesięcy, bo Otis albo był zajęty czymś innym, lub nie występował w telewizji. Dlatego bardzo cieszę się z decyzji o przyznaniu walizki Mizowi, który będzie potrafił ją wypromować i kto wie, czy WWE nie zdecyduje się w przyszłości na drugi w karierze Mike’a run z tytułem WWE. Pojedynek z Otisem zdawał się zmierzać w kierunku zwycięstwo pana MITB, lecz nieoczekiwanie Tucker odwrócił się od swojego przyjaciela i doprowadził do zwycięstwa Miza. Bardzo logiczne rozwiązanie, które rozpocznie nam feud Otisa i Tuckera, natomiast The Miz będzie sobie latał z walizką, która przy nim nie zginie.

Zwycięzca: The Miz

Moja ocena: ** 1/4*

WWE SmackDown Women’s Championship Hell in a Cell Match

Bayley vs Sasha Banks

Czy byliśmy świadkami najlepszej walki kobiet w tym roku? Moim zdaniem jest to mocny kandydat. Jedynie pojedynek Mayu Iwatani i Syuri może także konkurować do tego miana. Sasha i Bayley miały świetnie poprowadzony feud, który przypomniał wszystkim, jak utalentowane są to wrestlerki. Dostaliśmy osobisty storyline, nawiązania do przeszłości obu pań i zupełnie nową historię, w której Bayley jest złą antagonistką. Decyduje się na odcięcie się od swojej najlepszej przyjaciółki, więc ją brutalnie atakuje. Na Twitterze fani rozpływali się nad tym pojedynkiem, pisali że dziewczyny przebiły walkę z Brooklynu, że otarły się o 5 stara. Wiecie co? Ja się pod tym trochę podpinam i uważam, że poziom był bardzo zbliżony do pojedynku sprzed pięciu lat. Przemiana Bayley została tutaj perfekcyjnie ukazana – wybitnie odnajduje się w roli heela i świetnie prezentowała swój charakter w tej walce. Sasha Banks była zdesperowana, by zakończyć title reign mistrzyni – chęć zemsty i udowodnienia Bayley, że popełniła błąd, gdy ja zdradziła – nakręcała ją z każdą upływającą minutą walki. Na duży plus kreatywność, bo dostaliśmy coś świeżego, jeśli chodzi o spoty i zastosowanie broni w pojedynku. Bayley i jej magiczne krzesełko, które starała się pilnować i używać w odpowiednim momencie, próba budowy konstrukcji z kijów do kendo posklejanych taśmą, czy drabiny i krzeseł. Sasha raczej skupiała się na prostych środkach i atakowała kijem do kendo oraz tradycyjnie krzesłem. Szefowa, mimo że w tej rywalizacji odgrywała rolę face’a i tej poszkodowanej – to w pojedynku przekraczała granice i wcale nie była “grzeczna”. Zastanawiałem się w jaki sposób zabookują finisz i czy będzie to logiczne zakończenie. Zrobiono to wybitnie – po prostu lepiej nie dało się tego zabookować. Bayley próbuje wykorzystać swoje krzesło, aby dobić Banks, lecz wszystko obraca się przeciwko niej. Banks Statemant z użyciem krzesła wyglądało świetnie i doprowadziło do zakończenia walki poprzez poddanie. Sasha była wybitna. Bayley była wybitna. Wszystko tutaj było wybitne. Zdecydowanie najlepszy kobiecy Hell in a Cell Match w historii. 

Zwyciężczyni: Sasha Banks

Moja ocena: **** 1/2*

WWE United States Championship Match

Bobby Lashley vs Slapjack

WWE lubi wpychać do karty zapychacze. W tym przypadku nie mogło być inaczej i też takowy mogliśmy obejrzeć. Rywalizacja Retribution z Hurt Business trwa w najlepsze, ale szanujmy się, nikogo ona nie interesuje. Dostajemy nic nie znaczące brawle i pojedynki, które nie prowadzą do niczego. Lashley zmierzył się z Slapjackiem i wynik tego meczu był z góry wiadomy. Bobby szybko pokonał swojego oponenta, a po walce doszło oczywiście do konfrontacji obu frakcji. Wygląda na to, że nadal będą wałkować ten storyline.

Zwycięzca: Bobby Lashley

Moja ocena: *

WWE Championship Hell in a Cell Match

Drew McIntyre vs Randy Orton

Randy Orton stanął przed ostatnią szansą na odebranie tytułu McIntyre’owi. Długie miesiące rywalizacji i dwie przegrane walki na SummerSlam i Clash of Champions, nie zatrzymały Vipera i ten ponownie ruszył na Szkota. Historia tej dwójki to tak zwany long term booking, którego finał odbył się w klatce Hell in a Cell – idealne miejsce na zakończenie długoterminowego feudu. Nie widziałem innej opcji niż zwycięstwo Ortona, bo po prostu byłby to bezsensowny koniec ich rywalizacji. Świetnie podbudowano Randy’ego w ciągu ostatnich miesięcy i nawet wcześniejsze porażki nie wpłynęły źle na jego postać. Drew był mistrzem od czasu Wrestlemanii, więc było jasne, że jego czas jako czempiona dobiega końca. Pojedynek wypadł całkiem solidnie i był sensownie rozpisany – Orton jako bezwzględny oprawca a Drew jako waleczny mistrz, który chce powstrzymać zamiary swojego rywala. Nie liczyłem na jakąś wielką walkę z ekstra spotami i szybkim tempem, bo obaj wrestlerzy nie należą do tych, którzy prowadzą swoje pojedynki w dynamicznym stylu. Widzieliśmy bardziej fizyczne i siłowe starcie, gdzie pojawiło się sporo obijania o klatkę, brutalniejszych ataków, a kulminacyjnym momentem było wyjście na szczyt klatki. Tam właśnie działy się kluczowe dla końcowego rezultatu wydarzenia. Panowie zaczęli schodzić z góry i wtedy Orton zepchnął Drew i ten spadł na stół komentatorski. Następnie zaczął się powolny koniec mistrza WWE, który zdołał jeszcze przez chwilę przeciwstawiać Ortonowi, lecz szybko został sprowadzony do parteru. Drew nie trafił Claymorem i zainkasował RKO, po którym Randall zakończył pojedynek i został nowym mistrzem.

Zwycięzca: Randy Orton

Moja ocena: *** 1/2*