WWE Extreme Rules 2018: Opinia

W ramach wstępu pozwolę sobie nadmienić, że pisanie opinii gal WWE PPV to nie moja bajka i nawet nie jestem w stanie sobie przypomnieć, czy w przeszłości pisałem już coś podobnego… ale pewnie kiedyś coś było.

Niemniej jednak zdecydowałem się napisać opinię (MOJĄ, WŁASNĄ) z Extreme Rules po tym jak na event spadła fala krytyki. Czy naprawdę bowiem wszystko było tak złe? Czy poziom WWE z gali na galę jest coraz niższy? CZY KEVIN OWENS JEST GENIALNYM WORKEREM? Nie. Nie. I tak.

Aby jednak nikogo nie zanudzać moimi drętwymi wstępami, czas najwyższy przejść do rzeczy. Wszystko raczej będzie pisane bardzo krótko, ale konkretnie. So, enjoy.

KICK-OFF:

Andrade „Cien” Almas def. Sin BotchCara

Gdy Mistico przybył do WWE w roku 2011 wszyscy się podniecali i oczekiwali wielkiego starcia pomiędzy nim a Rey’em Mysterio. Mówiono bowiem, że będzie to kolejny wielki luchador w WWE. Niestety choć walki Sin Cary (bo tak go nazwano) były efektowne, obfitowały w pełno botchy. I tak o to po jakimś czasie postanowiono zwolnić Mistico a w maskę Sin Cary przeobrazić Hunico. Pozycja luchadora nie była wysoka. Ostatnio jednak dostał feud na SmackDown z Andrade „Cien” Almasem czyli nabytkiem z NXT. Panowie stoczyli już jedną walkę i muszę przyznać, jak na standardy głównego rosteru, była ona naprawdę przyzwoita. Rewanż odbył się w kick-offie Extreme Rules. I tutaj oprócz stroju Sin Cary raczej nic szczególnego nie zwróciło mojej uwagi. Rzekłbym nawet, że ich pierwsza walka spodobała mi się bardziej. Co jednak zwróciło moją uwagę to kuriozalny botch przy krawędzi ringu. Miała być piękna hurricanrana, a zamiast tego dowiedziałem się, że wrestling jest udawany. No cóż, nie będę z tego powodu płakał. Zdziwiło mnie jedynie to jak WWE wyemitowało powtórkę tej akcji.

Gwiazdek wstawiać nie będę, ani tutaj, ani w kolejnych walkach. Nie lubię ich.

Sanity def. The New Day – Tables Match

Walka, która powinna trafić do głównej części karty wylądowała w kick-offie. Może to właśnie z tego powodu, starcie te nikogo nie porwało. Być może gdyby dostali oni trochę więcej czasu w karcie głównej, poziom byłby wyższy. Aczkolwiek czy można narzekać? Naaah. Przecież nie było źle. Kilka akcji było naprawdę super. Szkoda jedynie, że nie ogarnąłem tematu i zapomniałem, że w Tables Matchu wygrywa się wtedy kiedy rzuci się przeciwnikiem na stół, a ten się złamie. No ale tak to jest jak się ogląda wrestlingi po nocach. Ciekawe co dalej z Sanity… Ciekawe co dalej z New Day… [WYBIERZ JEDNO].

KARTA GŁÓWNA:

The B-Team def. Matt Hardy & Bray Wyatt – RAW Tag Team Championship Match

Wiedziałem! Wiedziałem! Wiedziałem! To musiało się tak skończyć. Ktoś może krytykować tą decyzję, ale co by nie było, jest ona bardzo dobra. Strasznie żenowało mnie oglądanie Wokena i Wyatta jako mistrzów Tag Team. Pewnie dlatego, że nie należę do tych co lubią wokenowskie gimmicki. Niemniej jednak, Bo Dallasowi i Curtisowi należał się dobry program czego zwieńczeniem były pasy mistrzowskie. Sama walka nie porwała, poziom mocno tygodniówkowy. Z drugiej strony, czego się spodziewać po czwórce przeciętnych ringowo wrestlerów. Pytanie, czy będziemy świadkami odnowienia feudu pomiędzy Hardym a Wyattem i czy obaj zmierzą się ostatecznie na SummerSlam? Myślę, że jest to całkiem możliwe.

Finn Balor def. Łysy Corbin

Lubiłem nowy theme song Barona i lubię nadal, aczkolwiek miał on większy sens ze starą wejściówką (czyt. w starym stroju i w długich włosach). Teraz nie wygląda to już tak fajnie. Pojedynek kompletnie niepotrzebny na Extreme Rules. Wydaje mi się, że przez to reszta starć była czasowo skrócona. Sami zaś dostali ponad 8 minut. A, mogli te 8 minut przeznaczyć na RAW. Nikt by się nie obraził, a nawet by im klaskali. Co do poziomu, wiadomo że Balor nie zrobi mega dobrej walki z Corbinem, ale właśnie to Corbin zrobił robotę w tym pojedynku. Dużo fanów nie lubi go i uważa za drewno. Moim zdaniem chłopak w ringu prezentuje się dobrze. Lubię jego przyśpieszenia i mocne, konkretne akcje. Nie zawsze jest kolorowo, ale akurat na Extreme Rules zrobił to co do niego należało. Sposób na zakończenie walki też zacny. IMO, mogli dać im jednak taki match na RAW.

Carmella def. Asuka – SmackDown Women’s Championship Match

No i tutaj nie będzie już tak słodko. Wygrana Carmelli była pewna. Ingerencja Jamesa Ellswortha również. Co jednak poszło nie tak? Przede wszystkim to, że wszystko trwało niecałe 6 minut podczas których Asuka największą uwagę skupiła właśnie na Jamesie. Wrestlingu w tym było praktycznie zero. A szkoda, bo liczyłem na te Moonwalk DDT, które Carmella zapowiadała na Twitterze, że zrobi lepiej. Końcówka była jak dla mnie dobrą komedią. Miałem nawet banana na twarzy jak James wisiał tak sobie głową w dół. Nie sądziłem jednak, że tak szybko to się zakończy. Sposób na wygraną – dobry. Długość i poziom walki – MIZerny.

Shinsuke Nakamura def. Jeff Hardy – US Championship Match

Wchodzi Jeff. Wita się z fanami, ma dobry malunek na twarzy. Po nim pojawia się Nakamura. Eleganckie wejście. Konferansjer przedstawia zawodników i możemy szykować się na dobry pojedynek. Ale co to… Nakamura wyprowadza low blow na Jeffie! Jeszcze przed gongiem. Sprytnie, Japończyku! Mistrz US mówi, aby sędzia uderzył w gong, tak się dzieje, Nakamura wyprowadza Kinshasę po czym przypina oponenta i… mistrz US nie jest już mistrzem US. Nowym championem zostaje Nakamura. Jeśli wszystkie walki miałyby toczyć się w podobny sposób mogę pisać raporty.

Miałem dużego wkur*a po tym co zobaczyłem. Wtedy jednak na arenie zabrzmiał theme song Randy’ego Ortona i tak o to Viper powraca. Miałem przeczucie, że zaatakuje Jeffa i tak też zrobił. W końcu Orton to prawdziwa żmija, mu się nigdy nie ufa, to człowiek psychopata. Po wszystkim więc trochę odetchnąłem. Tym bardziej, że później dowiedziałem się o problemach zdrowotnych Jeffa. Jeśli rzeczywiście było coś na rzeczy to ok, jestem w stanie to zaakceptować. Żałuję jedynie, że nie wykorzystali powrotu Ortona do RKO Outta Nowhere. Wtedy dopiero byłby to return z przytupem!

Kevin Owens def. Braun Strowman – Steel Cage Match

Zatem powtórzę… Tak, Owens jest genialnym workerem. Nie spodziewałem się, że ten Steel Cage Match będzie tak dobry. W sumie mogliśmy poczuć się przez moment jak w Attitude Erze. Superkicki, stunnery, „Suck It” i upadek z wysokości klatki na stół komentatorski. Owens to ma. Nawet jeśli daje mu się gimmick tchórza, który ciągle próbuje uciec przed wielkim wesołym potworkiem, Owens daje z siebie wszystko i robi doskonałą robotę. Czy zrzucenie z klatki Kevina przez Strowmana było idiotycznym pomysłem? Nie wydaje mi się. W końcu Braun chciał przede wszystkim dopaść Owensa i go zdemolować. W takich sytuacjach nie przykłada się większej uwagi na wynik, więc zakończenie było dobre. Nie zdziwię się jeśli w drodze na SummerSlam zobaczymy feud Kevina Owensa z Finnem Balorem.

The Bludgeon Brothers def. Team Hell No – SmackDown Tag Team Championship Match

Chwila. Zapomniałem o dwóch ważnych aspektach, które wydarzyły się wcześniej na Extreme Rules. Pierwszą z nich był wywiad z Kurtem Angle, który ogłosił że jeśli Bork Laser nie pojawi się na jutrzejszym RAW i nie zaakceptuje kolejnej obrony pasa mistrzowskiego Universal to tytuł ten zostanie mu odebrany. Czy zatem będziemy mogli spodziewać się na RAW powrotu Bestii? Chybaaaa tak, aczkolwiek Nostradamusem nie jestem 🙂 Kolejną ważną rzeczą był atak na backstage’u The Bludgeon Brothers na Team Hell No. Miało to swoje podłoże, gdyż jak się okazało, Kane przed Extreme Rules doznał prawdziwej kontuzji kostki.

A, teraz przechodzimy do tematu walki o pasy mistrzowskie Tag Team. Z wiadomych przyczyn, na początku Daniel Bryan musiał radzić sobie sam i w sumie dobrze to wyglądało. Mieliśmy momenty dobrego wrestlingu, ale wtedy… przyszedł Kane i walka się skończyła. Tzn. może nie tak od razu, ale jednak nie oszukując się, trzeba sobie powiedzieć, że lepiej oglądało się to, gdy Bryan walczył sam. Osobiście do końca nie wiedziałem kto wygra w tej walce, chociaż miałem przeczucie, że Bludgeon Brothers obronią swoje tytuły. Jeśli Kane wyleczy kostkę to na SummerSlam możemy spodziewać się jego potyczki z Bryanem. Co prawda, kolejny powtórzony feud, no ale co zrobić. Rzycie.

Bobby Lashley def. Roman Reigns

Bardzo duży minus w stronę publiczności. Można kogoś nie lubić, buczeć na niego itp, ale z czasem przestaje się to robić nudne i bezsensowne. Z Reignsem jest już tak od 3 lat. Co innego, gdyby jego walka z Lashley’em była nudna, ale przecież panowie stoczyli naprawdę dobry bój. Sam jeszcze nie mogę przekonać się do Romana, ale ludzie… Nie psujmy komuś walki tylko z powodu swojego widzimisię. Reigns znacznie poprawił się w ringu jak i za mikrofonem tym bardziej, a Lashley to bardzo utalentowany zawodnik (jak na swoje warunki oczywiście). Fani WWE mogą go hejtować, ale radzę im zobaczyć jak Lashley radził sobie podczas swojego ostatniego pobytu w Impact Wrestling. Szczególnie w walkach z Brianem Cagem. Gdyby Lashley wykonał na Romanie hurricanranę podczas Extreme Rules to zapewne byłby wielki zachwyt. Tymczasem Lashley wykonywał hurricanranę na TYGODNIÓWKACH Impact, gdzie tam nawet się tym nie jarali, bo wiedzieli na co Lashley’a stać. Może przy mikrofonie, Bobby nie jest genialny, ale trzeba przyznać, że umiejętności ringowe ma naprawdę duże. Także podsumowując, na Extreme Rules nie było mu dane pokazać pełni swojego arsenału, co nie zmienia jednak faktu, że pojedynek wyszedł całkiem zacnie. Na plus zdecydowanie wybór zwycięzcy matchu. Czy jeśli zatem Lesnar zjawi się na RAW, jego następnym przeciwnikiem będzie właśnie Lashley? Chciałbym bardzo.

Alexa Bliss def. Nia Jax – RAW Women’s Championship Match

No jak na panie to nawet dobry hardcore.

….

…..

Żartowałem.

Nia Jax nie potrafiła nawet trafić Alexą w jedno konkretne docelowe miejsce. Lubię ją jako zawodniczkę, ale powinna bardziej przyłożyć się do wykonywanej pracy. Całość i tak skupiała się na Rondzie Rousey, która pomimo zawieszenia, sieje postrach wśród kobiecego rosteru. Szanuję ją za to, że oglądała galę praktycznie od początku. Zawsze przecież mogła zasiąść w pierwszym rzędzie dopiero przed pojedynkiem o pas mistrzowski RAW Women’s. Jak wynikało jednak z jej instagramowych relacji, była na miejscu już dużo wcześniej i bacznie przyglądała się zmaganiom swoich nowych przyjaciół. Ogólnie rzecz biorąc, sama walka nie była jakoś mocno tragiczna, a całość wyszła okey. Tyle na ten temat. Teraz czekamy już tylko na Alexa Bliss vs Ronda Rousey podczas SummerSlam.

AJ Styles def. Rusev – WWE Championship Match

Ciekaw jestem czy była choć jedna osoba w przedziale wiekowym 16-199, która typowała Ruseva jako nowego mistrza WWE. Wynik walki był wiadomy z góry, a AJ potrzebował godnego przerywnika w drodze na największą galę lata. Tym przerywnikiem okazał się być Rusev, który cieszy się ostatnimi czasy sporą popularnością wśród fanów WWE. Początek ich walki był dość nudny. Przynajmniej ja spodziewałem się czegoś lepszego. Starcie uratowała jednak końcówka, która dawała Rusevowi wiele szans na przypięcie mistrza. Publiczność żywo reagowała na każdy near fall i ostatecznie panowie zaprezentowali dobre widowisko. Pewnie to już koniec przyjaźni na linii Rusev – Aiden English.

Dodam jeszcze tylko, że umiejscowienie tego pojedynku wyżej na karcie niż pojedynek Romana Reignsa to małe zaskoczenie i duży plus.

Dolph Ziggler def. Seth Rollins – Intercontinental Championship 30 Minute Iron Man Match

Czy można to było zrobić lepiej? A no można było. Od samego początku booking tego starcia nie przypadł mi do gustu. Tzn. może na początku nie było jeszcze aż tak źle, ale im bliżej końca, tym oczekiwania wobec tego pojedynku malały. Nie oszukujmy się, chyba każdy spodziewał się po tych dwóch panach czegoś lepszego. Tym bardziej, że dostali oni walkę wieczoru. Powinien to być absolutny showstealer, ale niestety rzeczywistość okazała się zgoła inna. I żeby była jasność, nie mówię, że był to zły pojedynek, ale na pewno zdecydowanie lepszego spodziewali się fani. No właśnie… fani. Publiczność na arenie postanowiła zabawić się w Royal Rumble i odliczali oni każde ostatnie 10 sekund przez niemal 30 minut walki. Z uśmiechem na twarzy wspomnieli o tym nawet komentatorzy, a mi samemu to nie przeszkadzało. Potraktowałem to raczej jako fajną zabawę fanów będących na arenie, których przecież nie odciągało to od walki. Ale co tam… Vince nie robi przecież swojego produktu dla fanów, więc kazał zaprzestać wyświetlania zegara. Nic to jednak nie pomogło, gdyż fani pierw zaczęli odliczać 10 sekund w totalnie randomowych momentach a potem za pomocą aplikacji WWE Network (bądź też nielegalnych streamów, kto ich tam wie) znów każde ostatnie 10 sekund. I to dopiero było niezwracanie uwagi na walkę. Dopiero ten moment. Czy warto więc było ściągać ten zegar? A no raczej nie. Wszystko wróciło do normy na ostatnie 10 minut walki na co publiczność zareagowała gromkimi chantami „YES!”. Na publiczność będącą na miejscu spadła duża fala hejtu, aczkolwiek ja tę falę hejtu przeniósłbym na Vince’a McMahona, gdyż to najprawdopodobniej on doprowadził do zaprzestania wyświetlania zegara a co za tym idzie, do niezwracania uwagi na walkę przez publiczność. Koniec. Kropka.

No może nie tak zupełnie koniec. Dopiszę jeszcze tylko, że zakończenie tego pojedynku niezbyt mi się spodobało. TERAZ kropka.

Opinia ogólna:

Ja mam wrażenie, że od pewnego czasu, gale WWE hejtuje się dla zasady. No bo przecież na czasie jest teraz New Japan Pro Wrestling i tacy goście jak Will Ospreay, Cody, Young Bucks itd. Nie należy jednak zapominać, że WWE to sports entertainment z dużym naciskiem na ENTERTAINMENT. Gdybyśmy żyli w innej erze, gale zapewne wyglądałyby inaczej. Niestety (albo stety) WWE urosło do niewyobrażalnych rozmiarów i stało się globalną marką. Przez swoje kontrakty z różnymi fundacjami, ograniczeniem PG i całą masą innych czynników, musimy się pogodzić z tym, że WWE swój produkt kierować będzie głównie dla młodszych. To nie są już czasy Attitude Ery, ani Ruthless Aggression. Jeśli ktoś teraz oczekuje wrestlingu niech co tydzień ogląda Impact Wrestling albo Ring of Honor. Swoją drogą, za tydzień odbędzie się gala Slammiversary XVI, która zapewne poziomem mocno przebije Extreme Rules, ale też należy mieć na uwadze, że obecnie są to dwa różne światy. Podsumowując, minione WWE PPV oglądałem na żywo, a show mi się podobało, na pewno bardziej niż Backlash, a wyniki przypadły mi do gustu bardziej niż te z Money in the Bank. Jak każda gala, było kilka plusów, ale i też kilka minusów. Oto jak to widzę:

Największe plusy:

  • Wygrana The Sanity z New Day
  • Nowi mistrzowie RAW Tag Team
  • Informacja Kurta Angle’a odnośnie Brocka Lesnara
  • Ciekawa końcówka walki Carmelli z Asuką
  • Powrót Randy’ego Ortona
  • Występ Kevina Owensa w Steel Cage Matchu
  • Wygrana Lashley’a z Reignsem

Największe minusy:

  • Sanity vs New Day w kick-offie, Balor vs Corbin w głównej karcie
  • Zbyt krótka walka Carmelli z Asuką
  • Utrata pasa mistrzowskiego przez Jeffa Hardy’ego (choć ma to wytłumaczenie)
  • Publiczność w trakcie walki Reignsa z Lashley’em
  • Booking i poziom walki wieczoru
  • Zbyt mało ekstremy w ekstremie

I tak o to mamy bilans 7 do 6 na korzyść Extreme Rules. Podkreślam, że jest to moja własna opinia. Każdy może mieć prawo do wyrażania swojej, także zachęcam do dodawania komentarzy, co Wy sądzicie o tegorocznym Extreme Rules!

 

Twitter: https://twitter.com/Patryk_MW

 

Audycja zawierała lokowanie produktu.

 

Karol 2018-07-16 19:58:43
| |

Ale zjebana opinia, wszystko oprócz Romana i lashleya ssalo, w Main evencie głównie fani którzy chcieli robić z siebie idiotow podczas walki, i to im się udało, pittsburg zawsze był słaby jeśli chodzi o publikę, ale tutaj przebili samych siebie, i dla zasady się hejtuje? Jak poziom walk i booking jest beznadziejny to ma się powód