Retro Opinia – WrestleMania 28

WrestleMania 35 już w tę niedzielę, ale zanim ona się odbędzie po raz kolejny cofniemy się w czasie, a dokładnie do roku 2012, kiedy to miała miejsce 28 edycja najwspanialszej ze scen. Był to WM’ka o której było głośno ze względu na pewnien pojedynek, na który czekało wielu fanów, a mowa tu o walce The Rocka z Johnem Ceną, która odbiła się szerokim echem w świecie pro wrestlingu. Twarz WWE vs była twarz WWE na największej ze scen to starcie tak naprawdę wypromowało tę Manie i wyprzedało bilety.

Oprócz tego byliśmy świadkami Hell In A Cell Matchu pomiędzy Triple H’em i Undertakerem, gdzie sędzią specjalnym był Shawn Michaels. CM Punk bronił pasa WWE w starciu ze swoim wielkim rywalem Chrisem Jericho, doszło też do 18 sekundowej walki Sheamusa i Daniela Bryana, która to zakończyła się szybkim zwycięstwem Irlandczyka. Bardzo dobra WrestleMania, która zapadła mi w pamięć dzięki dwóm świetnym pojedynkom oraz ciekawej drodze ku WrestleManii. Po krótkim wstępie tradycyjnie zapraszam was do mojej opinii, w której to subiektywnie ocenię każdą z walk. Życzę miłego czytania!


World Heavyweight Championship Match

Daniel Bryan vs Sheamus

Walka, która otworzyła WM’kę 28 trwała zaledwie 18 sekund, co było sporym zaskoczeniem dla fanów zebranych na „Sun Life Stadium”. Bryan pocałował AJ Lee i gdy się obrócił otrzymał „Brogue Kicka” od Irlandczyka, który zakończył ten mecz. Sheamus został po raz pierwszy World Heavyweight Championem, a Bryan skończył swój występ z niechlubnym rezultatem. Potem bardzo fajnie poprowadzono ich story po Manii, gdzie to wykorzystywano motyw z 18 sekundami. Walki praktycznie żadnej nie było, więc nie ma się co rozpisywać na ten temat.

Zwycięzca: Sheamus

Moja ocena: brak oceny


Singles Match

Randy Orton vs Kane

Mecz, który odbył się na Manii pewnie z tego względu, by upchać w karcie Ortona i Kane’a. Program tej dwójki zbytnio interesujący nie był, a sama walka też do najlepszych nie należała. Dostaliśmy 10 minut, w których kilka spoko akcji się pojawiło, ale poza tym to wiało nudną. Randy miał wtedy luźniejszy okres w swojej karierze i dostał Kane’a na WM’ce, więc trafił do dolnej części karty. Wydawało się, że Orton wygra tą walkę, bo Kane nie był na tyle podbudowany, by wygrać na Manii. Walka zakończyła się dla Randy’ego porażką, co szczerze mnie zaskoczyło, bo spodziewałem się wygranej „Vipera”. Końcówka była nawet fajna, bo otrzymaliśmy „Chokeslam” od „Big Red Monstera”, który wykonał z narożnika. Nieźle to zakończono, a fani otrzymali efektowny spot na sam koniec starcia.

Zwycięzca: Kane

Moja ocena: ** 1\2*


Intercontinental Championship Match

 Big Show vs Cody Rhodes

Obecny współzałożyciel AEW i największy atleta świata stanęli naprzeciwko siebie, by walczyć o mistrzostwo interkontynentalne. Cody wchodził na WrestleManię jako mistrz, ale jego szanse na to, by wygrać były niewielkie. Walka mi się nie podobała, bo widzieliśmy tu wolny pojedynek, brak storytellingu i niezbyt ciekawe momenty. Zabookowano to w prosty sposób, czyli Cody wykorzystujący słabe punkty Showa i chwilową dominacje Rhodesa nad rywalem, gdzie to go osłabiał. Walka przyspieszyła dopiero pod koniec, gdy syn Dusty’ego aplikował Show’owi „Disaster Kicki”, ale to ostatecznie zwycięstwa mu nie dało. Big Show skontrował Cody’ego wykonując mu „Spear’a” oraz dołożył „KO Punch”, który zakończył ten mecz. Niezła walka, ale zdecydowanie za krótka.

Zwycięzca: Big Show

Moja ocena: ** 3\4*


Tag Team Match

Kelly Kelly & Maria Menounos vs Beth Phoenix & Eve

Zdecydowanie najmniej interesujące mnie starcie. Był to mecz, który mało kogo interesował, a dla większości był pewnie pretekstem, by wyjść do toalety. Walka sama w sobie była spoko, ale zbyt długo nie trwała. Fajnie zaprezentowała się tu Kelly Kelly, która miała kilka niezłych momentów. Dużo było walki Marii z Eve, które już wcześniej miały ze sobą na pieńku. Dobrze układała się współpraca pomiędzy Kelly i Menounos, co pomogło im w odniesieniu zwycięstwa w tym starciu. Maria przypięła Eve po wykonaniu jednej z sekwencji „roll up’u”. Panie pokazały się z niezłej strony, co mogło być trochę zaskakujące patrząc na tamte czasy i czas, który dostawały divy w kwadratowym pierścieniu.

Zwyciężczynie: Kelly Kelly & Maria Menounos

Moja ocena: **


 Hell In A Cell Match

Triple H vs The Undertaker

Jeden z moich ulubionych HIAC Matchy! walka, która miała bardzo dobre podłoże storyline’owe, a emocje unosiły się nad stalową konstrukcją, w której zamknięci byli obaj panowie. Sędzią specjalnym tego pojedynku był Shawn Michaels, który wydawało się będzie po stronie Tryplaka, ale do końca tak nie było. Wiele spotów, brutalnych momentów czy near falli, które w tej walce były częstym zjawiskiem oraz psychologia ringowa, która w tej walce była genialna stworzyły kapitalny mecz. Taker jeszcze wtedy był w dobrej kondycji i dawał nam kawał dobrego wrestlingu, a Hunter był takim Hunterem jakiego każdy chce oglądać. WWE chciało, abyśmy uwierzyli, że streak tej nocy może zostać przerwany! świetne momenty, w których to HBK aplikował „Sweet Chin Music” Undertakerowi, a Triple H dokładał „Pedigree” mimo wszystko Taker odkopywał po doliczeniu do dwóch. Bardzo żwawe tempo walki, które jednak dało się panom we znaki pod koniec starcia. Pięknie siadały uderzenia „Sledge Hammerem”, które otrzymywał HHH od zmarłego. Mega podobało mi się to, w jaki sposób zabookowali ten mecz! świetnie opowiadano tutaj historię. Hunter za wszelką cenę chciał wygrać, ale mu się to nie udało. Pod koniec wykonał tradycyjny znak „DX”, którym wkurzył Undertakera, który zaaplikował mu „Tombstone’a” i to ta akcja zakończyła ten pojedynek.

Zwycięzca: The Undertaker 

Moja ocena: **** 1/4*


Twelve Man Tag Team Match 

Team Teddy vs Team Johnny

Nie lubię wieloosobowych tag team matchy, więc do tego meczu podchodziłem z dystansem i nie napalałem się na „awesome” match. Był to solidny tag team match, w którym rywalizowały ekipy Teddy’ego i Johnny’ego. Stypulacja zakładała, że zwycięstwo oznacza dla któregoś z panów objęcie sterów na RAW i SmackDown. Starcie trwało ponad 10 minut i w tym czasie zobaczyliśmy sporo akcji zespołowych, również nie obyło się bez kontrowersji. Eve, która była razem z Zackiem Ryderem w perfidny sposób doprowadziła do porażki drużyny Longa atakując Zacka poniżej pasa. Osobą, która dała zwycięstwo ekipie Laurinaitisa był The Miz. Podbudowę to to miało niezłą, choć na walkę jakiegoś hype’u nie było. Dużo było akcji poza ringiem, gdzie dochodziło do brawli między uczestnikami tego starcia. Wiele się działo, choć oczekiwałem, iż w walce będzie wiało nudą, a wcale tak nie było. Solidna walka i tyle w sumie, a i booking był niezły .

Zwycięzcy: Team Johnny

Moja ocena: ** 1/2*


WWE Championship Match 

CM Punk vs Chris Jericho

Co – main event WrestleManii 28 to mecz pomiędzy broniącym WWE Championship CM Punkiem, a Chrisem Jericho. Panowie mieli za sobą bardzo udany feud, który tak naprawdę po WM wystartował w nowy wymiar z wątkiem alkoholowym. Na Manii zaś dostaliśmy bardzo dobry pod względem ringowym pojedynek, który osobiście uważam za najlepszy, jeśli chodzi o aspekt ringowy na tej WrestleManii. Mieliśmy tu świetnie narzucone tempo walki oraz pokaz technicznego stylu walki obu panów. Kapitalne kontry, które były tu na porządku dziennym, a Jericho kontrolował praktycznie wszystko, co Punk próbował robić w późniejszej części walki. Następnie dostaliśmy bitwę na submission’y, bo zarówno jeden jak i drugi próbowali zakończyć walkę poprzez swoje akcje kończące. Genialnie wyszła kontra „Walls Of Jericho” i to przejście do „Anacondy” w wykonaniu CM Punka! świetna końcówka i zwycięstwo w pięknym stylu.

Zwycięzca: CM Punk

Moja ocena: ****


Singles Match 

John Cena vs The Rock

Po raz pierwszy i po raz ostatni? no tak, ale nie po raz ostatni obaj panowie weszli ze sobą do kwadratowego pierścienia, bo rok później na WrestleManii 29 doszło między nimi do rewanżu, a stawką był pas WWE. Walka, która wyprzedała WM 28 i była najbardziej oczekiwanym pojedynkiem ostatnich lat wypadła nieźle. Czemu nieźle, bo miałem pewne zastrzeżenia co do końcówki tego starcia, jak i tego całego Once in a Lifetime. Rocky i John samym pojawieniem wywołali dużą reakcje wśród publiki, która żywiołowo reagowała na każdy ich ruch. Świetnie budowano emocje, a psychologia ringowa była tu najważniejsza. W sumie za wiele akcji nie zaprezentowali, bo przeważnie używali swoich firmowych ruchów, ale to wcale nie oznaczało, że mecz będzie słaby. Każda z wykonywanych akcji mogła zakończyć tą walkę! nie mieliśmy tu żadnego spotfestu itp, bo tu przede wszystkim chodziło o storyteeling. Rock elektryzował zaś John starał się pokonać byłą twarz tej federacji. Niesamowite końcowe momenty, ale i także mały zawód, bo Cena padł po jednym „Rock Bottom”, co zbytnio mi się nie podobało. Mogli zrobić to trochę inaczej, a tak dostaliśmy końcówkę walki jakby w zwolnionym tempie, gdzie Cena po wykonaniu swoich tradycyjnych akcji dostaje „RB” i kapituluje. Wszystko to prowadziło do ich walki na następnej Manii, gdzie wygrał John, który w końcu uporał się ze swoim wielkim rywalem. Lubię wracać do tego meczu, ale osobiście oczekiwałem po nich czegoś więcej niż zaprezentowali.

Zwycięzca: The Rock

Moja ocena: *** 3/4*