Recenzja z Tygrysicem: SmackDown LIVE 21/03/2017

Już za chwil kilka dni do WrestleManii odliczać będziemy mogli na palcach obu rąk. Dla obu gal ten tydzień dał przedostatnie szanse. RAW swojej nie wykorzystało. Co na to SmackDown?

AJ Styles promo

Na ten moment wydaje mi się, że w całym świecie wrestlingu nie ma tak kochanego przez fanów heela jak AJ Styles. The Phenomenal One musiał skonfrontować z widownią swoje zeszłotygodniowe poczynania i cóż… niespodzianek nie było. Styles nie miał zamiaru za nic przepraszać, a co więcej chełpił się tym jak świetnie udało mu się rozbić szybę głową McMahona. Trybuny zaś głośno się z nim zgadzały. Co więcej AJ zadał bardzo ważne pytanie – to oczywiste, że on przyjmuje wyzwanie Shane’a bo chce pojawić się na WrestleManii, ale czemu McMahon chciałby walczyć z nim? Umiejętności Stylesa z mikrofonem niemal dorównują temu co widzimy w ringu. Wszelkie przerysowane zachowania są idealnie dopasowane do postaci i wszystko tworzy wspólną całość. O takich wrestlerów nic nie robiłem.

American Alpha vs. The Usos (w) [Tag team match o SmackDown Tag Team Championship]

Nowi czempioni na dwa tygodnie przed najważniejszą galą w roku? Ciekawe posunięcie. W ringu po raz kolejny spotkali się bliźniacy Uso i American Alpha, ale tym razem ich walka była zdecydowanie warta obejrzenia. Mieliśmy tu niemalże wszystko, czego moglibyśmy oczekiwać od czwórki zawodników. Ta potyczka uświadomiła mi również, czemu nie lubię teraz już byłych czempionów. Większość tag teamów, gdy mają stać na szczycie, budowane są jako perfekcyjne formacje świetnie zgranych zawodników. W przypadku Jordana i Gable’a jest trochę inaczej. Oni zostali pokazani nam jako osobne jednostki, z których każda jest w stanie poradzić sobie z dwójką przeciwników przed nią postawionych. Oczywiście ich finisherami były wspólne akcje, ale WWE próbowało nam wcisnąć że obaj panowie bez problemu mogą walczyć w pojedynkę przeciw dwóm wrestlerom. Cieszę się, że The Usos wygrało, czy czysto, czy nie. Wyglądają lepiej jako drużyna, a w tag teamach to właśnie jest najważniejsze.

Fandango vs. John Cena (w) [Singles match]

Nie mam pojęcia skąd się ten mecz tu w ogóle wziął, ale niech będzie. Fandango wyszedł na ring w akompaniamencie Tylera Breeze’a przebranego za Nikki Bellę, którego zaczął nazywać Breezi Bella. John przed walką otrzymał od Fashion Police kilka mandatów m.in. za noszenie szortów w 2017. Potem na scenę wyszła dziewczyna Ceny, aby towarzyszyć mu w meczu. W trakcie tej jednostronnej potyczki Tyler próbował zaatakować Johna jednak powstrzymała go Bella, po czym para wspólnie wykończyła przeciwników. W pełni rozumiem hypowanie wspólnej walki Ceny i Nikki, ale to była lekka przesada. Nie można traktować Breeza aż tak źle. Nie przebierajcie go w damskie ciuchy i nie dajcie się mu bić przez ledwo kontuzjowaną wrestlerkę. Tak być nie może.

W trakcie gali zobaczyliśmy również parodię Total Bellas w wykonaniu Miza i Maryse. Muszę przyznać, że z początku wcale nie poznałem żony A-Listera w przebraniu Nikki. Para uczepiła się wszystkiego: teatralności, droczenia się z widzem i Bellą w kwestii małżeństwa, rozmów bliźniaczek, osobowości i twórczości Ceny, i tak jak dużo w tym było inwencji, tak nie był to poziom Southpaw Regional Wrestling i skróciłbym to wszystko o połowę. W pewnym momencie zaczynało już męczyć.

Baron Corbin vs. Randy Orton (w) [Singles match]

Hej, coś trzeba robić z tymi wszystkimi gwiazdami, nie może być co tydzień to sam. Scenarzyście wzięli więc dwie postacie, którym nie wypadało teraz tworzyć mocno fabularyzowanych walk i postawili ich przeciwko sobie.  Od tych panów należy oczekiwać najwyższej formy i wydaje się, że to wymaganie zostało spełnione. Nie powiem, żeby coś mnie w całej walce zachwyciło, ale nie mogę się też do czegokolwiek przyczepić. Pod koniec potyczki obok sceny pojawił się Ambrose, stojąc na widłach wózka widłowego. Odwrócił on uwagę Corbina, co w stylu weterana wykorzystał Randy, przy pomocy RKO, a jak wiemy z RKO w normalnym meczu się już nie wygrzebie. Bardzo spodobało mi się delikatnie podziękowanie Deanowi przez Ortona, w trakcie pinu. Po skończonej walce interkontynentalny czempion oznajmił, że skoro Baron chce walki na WrestleManii to ją dostanie, po czym pożegnał się z Corbinem swoim Dirty Deeds. Jasne, proste, efektywne.

Orton wziął udział w jeszcze jednym segmencie. W trakcie krótkiego wywiadu z Renee Young światła żarówek zaczęły intensywnie migotać (reporterka uciekła dość skrzętnie), a następnie kompletnie zgasły. Gdy na powrót się pojawiły, Randy został spacyfikowany przez grupę wyznawców Braya w maskach owcy, po czym ten odprawił nad nim rytuał i oznajmił, że teraz kiedy połączył się z Abigail, zniknęła jego jedyna wada i jest gotowy uwolnić całą swoją siłę w walce na WrestleManii. Straszliwie liczę na ten mecz. Cały motyw z światłami i sługami Wyatta był naprawdę dobry. Problem tylko mam z tym, co stało się z Ortonem kiedy kamery przestały kręcić…

Becky Lynch vs. Carmella (w via DQ) [Singles match]

Tworzenia chaosu ciąg dalszy. Zaplanowany mecz Becky i Carmelli nie potrwał za długo. Chwilę po tym jak w walkę zaangażował się James Ellsworth do akcji wkroczyła, do tej pory siedząca przy stole komentatorskim Natalya i rozpoczęła atak na The Fabolous. Szybka dyskwalifikacji, ale to nie koniec walki. Potem na ring wpadła Mickie James a chwilę później Alexa Bliss. Finałem ogólnej przepychanki – w której oberwał i Ellsworth – było nieformalne zwycięstwo mistrzyni nad resztą resztą kobiet. Teraz im się zebrało na promowanie Alexy… Lepiej późno niż wcale.

Bójka AJ Stylesa & Shane’a McMahona

Shane nie mógł zostawić spraw sprzed tygodnia niewyjaśnionymi. Przywołał więc do siebie AJ’a, który w jego opinii narobił sobie tylko kłopotów. Styles powiedział, że przeprosi i poda mu rękę (mimo, że wcześniej zarzekał się inaczej, więc nie wiadomo, czy rzeczywiście taki miał zamiar), ale został zaatakowany przez commisionera bardzo dziwnymi uderzeniami. Serio, te proste Shane’a nie wyglądają dobrze. Oczywiście nie mogło zabraknąć klasycznego elementu każdej walki McMahona czyli elbow dropa z jakiejś większej wysokości. Tym razem panowie ograniczyli się jedynie do stołu komentatorskiego. Czy w wyniku całej sytuacji AJ wygląda gorzej? Nie bardzo. Czy mamy wrażenie, że Shane jest teraz bardziej odpowiednim przeciwnikiem dla Stylesa? Oj nie. Czy dobrze się to oglądało? No pewnie.

Ocena: 7+/10

Ideału nie ma, ale niebiescy z pewnością dużo lepiej poradzili sobie z ciężarem nadchodzącego wydarzenia niż RAW. Przyszły tydzień nadal może jednak pójść w różne strony. Pozostaje wyczekiwać kolejnych gal…. i kolejnych recenzji.