Recenzja z Tygrysicem: SmackDown LIVE 18/04/2017

Z nowymi, świeżymi twarzami SmackDown Live, jako „land of opportunities” powinien sobie radzić zdecydowanie lepiej niż RAW. Czy tak było rzeczywiście?

Dolph Ziggler vs. Eric Rowan vs. Jinder Mahal (w) vs. Luke Harper vs. Mojo Rawley vs. Sami Zayn [WWE Championship No. 1 Contender Six-Pack Challenge] + Randy Orton & Bray Wyatt Promo

Wszyscy uczestnicy, wchodząc do ringu, mieli niemalże równe szanse. Każdy ostatnimi czasy pokazał coś od siebie, jednak nikomu nie pozwolono rozwinąć skrzydeł. To co zaprezentowała nam cała szóstka w Six-Pack Challenge było zdecydowanie godne naszej uwagi, pomimo że nikt specjalnie się wśród reszty nie wyróżniał. Ot, walka z porządną choreografią, która starała się wykorzystać atuty każdego. Faworytem fanów był oczywiście Sami Zayn, jednak gdy złapany został za kostki przez braci Singh co skrzętnie wykorzystał Jinder Mahal, widownia zaparła dech. Cobra Clutch Slam, 1…2…3… no wszystkiego się mogliśmy spodziewać, ale nie tego. Po walce Renee Young przeprowadziła ze zwycięzcą krótki wywiad, który technicznie rzecz biorąc przerodził się w promo, gdzie w niezbyt długim monologu Maharajah wyraził swoją pogardę dla mentalności Amerykanów, nie akceptującej różnorodności, jego wykształcenia, bogactw i znajomości języków. Nic specjalnego, ale wykonanie było całkiem niezłe.

Chwilę potem na ring wszedł Randy Orton, by pogratulować Jinderowi i ostrzec go, że nagrodą którą wygrał nie jest jego pas a jedynie zwykłe RKO. Następnie kompletnie zignorował Mahala i rozpoczął przyzywanie Braya, który ustawicznie nęka go kolejnymi „przepowiedniami”. Ten oczywiście pojawił się wnet na telebimie by wraz z dość średnim promo i po raz kolejny beznadziejną wizualizacją  ostrzec go przed tym, co czeka go w House of Horrors Match. Niestety, nawet ja mam już tego dość. Sytuacja nie zmieniła się kompletnie, powiedziane zostało dokładnie to samo i w najmniejszym stopniu nie poczułem, żeby nastrajało mnie to promo na nadchodzącą walkę. A szkoda.

American Alpha vs. The Colons (w) [Tag team match] + Promo videos

Czy tylko ja gdzieś zgubiłem moment, w którym Primo i Epico znowu zmienili nazwę? Nie mam pojęcia co tu się dzieje i nie do końca chyba chcę mieć. Walka pomiędzy przedstawicielami Portoryko a Ameryki była rozczarowująca. Chwaliłem ostatnio The Shining Stars za ich umiejętności techniczne, ale tym razem to one pogrzebały potyczkę. Ciągłe potknięcia, nietrafione ciosy, zahaczanie o linę. Panowie zwyczajnie się nie dogadywali i nawet zaskakująca wygrana w wyniku „heel tactics” (w tym przypadku uderzenia gdy sędzia nie patrzył) nie uratowała tego marnego widowiska.

Skoro już jesteśmy przy kiepskich segmentach nie mogę zignorować faktu, że dostaliśmy w trakcie gali nie 2 a 4 materiały filmowe. Po raz kolejny dwie beznadzieje dla nadchodzących New Day i Lany (serio, ja nie wiem co oni z nią robią – gimmick tancerki erotycznej?), oraz całkiem niezłe promo packages dla Shinsuke Nakamury i Tye’a Dillingera. Te ostatnie przypominały bardziej wideo, które oglądamy przed walkami na PPV, dlatego też dużo lepiej się je oglądało, chociaż nie jestem pewien, czy były potrzebne.

Charlotte Flair & Naomi Promo

Aby odpowiednio rozpocząć swoją karierę na SmackDown LIVE Charlotte zażądała walki o pas, zpowodutakiegożeponieważaletakże jej się to należy. Nie mogło to umknąć uwadze aktualnej mistrzyni, która chwilę po wyrażeniu chęci walki rozpoczęła atak na Flairównę. Zainterweniować musiał Shane McMahon, który ustalił, że Charlotte otrzyma szansę, jeśli tylko będzie w stanie pokonać Naomi w walce, w której stawką nie będzie tytuł. Potem panie pobiły się jeszcze troszkę, zapowiadając nam efektowną walkę. Segment sensowny, klasyczny, brak zastrzeżeń.

Charlotte (w) vs. Naomi [Singles match]

Ciężko mi stwierdzić dlaczego mam takie odczucie, ale przez całą walkę nie mogło mnie opuścić wrażenie, że Charlotte jest zwyczajnie o klasę wyżej od przeciwniczki. Jej technika i styl poruszania się w ringu miały olbrzymią dawkę pewności i zdecydowania, której brakowało energicznej Naomi. Widać to było także w samym przebiegu walki, w której metodyczna i kalkulująca Flair, kontrując Rear View (jak załączono na obrazku) i przechodząc do Natural Selection zakończyła przyzwoitą i ciekawą walkę. Mam jednak nadzieję, że panie pokażą więcej, gdy da im się trochę więcej czasu, bo tym razem zwyczajnie go na większy rozwój zabrakło.

Kevin Owens (w) vs. Gary Gandy [Face of America Open Challenge – Singles match]

KO to zdecydowanie klasa sama w sobie. Po przejściu na SmackDown błyskawicznie odnalazł się w roli kanadyjskiego czempiona, irytującego fanów swoją narodowością. Aby jeszcze bardziej rozwścieczyć publikę Kevin zdecydował się na zorganizowanie Face of America Open Challenge. Nie wiemy jeszcze do końca, jak rzeczywiście wyzwanie to będzie wyglądać, ale wyobraźcie sobie obronę pasa w każdym ze stanów. To by było coś. Pierwszym przeciwnikiem dla The Prizefightera była Gary Gandy, który no cóż… minuty nie wytrzymał. Szybki squash i przyrównanie pokonanego do tuzów takich jak AJ Styles czy Chris Jericho tylko umocniło pozycję Kevina, jako najbardziej perfidnego heela. Mam nadzieję, że segment ten jest początkiem czegoś większego, co zaowocuje świetną rozrywką na długie miesiące.

AJ Styles (w) vs. Baron Corbin [Singles match]

Choćby nie wiem co się działo AJ nie zafunduje nam kiepskiego meczu. Widać jak na dłoni, że jest on w stanie wyciągnąć jak najwięcej umiejętności z przeciwnika nawet w najzwyczajniejszej cotygodniowej walce. Tym razem trafiło na Barona Corbina. Widać, że panowie nie mieli zbyt wiele czasu na powtarzanie manewrów, ale i tak wszystko wyszło bardzo porządnie. Kiedy trzeba było The Lone Wolf wyglądał na naprawdę poważnego przeciwnika. Całą walkę uświetnił komentarz Kevina Owensa, który w tej roli sprawuje się świetnie, nawet jeśli kończy się to dla niego przyjęciem pleców The Phenomenal One’a na twarz. Zakończenie (countout Corbina) nie było może i satysfakcjonujące, ale w ramach logiki meczu w pełni uzasadnione. Mecz fenomenalny nie był, ale Styles z pewnością.

Ocena: 6+/10

Wykorzystanie nowych twarzy idzie niebieskim zdecydowanie lepiej, jednak całość recenzji dobitnie pokazuje, że SmackDown pozostało jeszcze wiele do poprawy. Nie jest gorzej, ale też mogłoby być zdecydowanie efetkywniej.