Recenzja z Tygrysicem: SmackDown LIVE 07/03/2017

RAW dostało wczoraj lekkiej zadyszki, więc może tym razem SmackDown znów zdecydowanie przejmie pałeczkę? Sprawdźmy.

Shane McMahon & Daniel Bryan promo

Gala rozpoczęła się niemrawo, bo zza kulis wyszli Shane razem z Bryanem w celu wytłumaczenia swoich poglądów na temat zamieszania wokół main eventu Wrestlemanii. Przedstawili swoje stanowiska, rozważając nad wszelkimi ich elementami. Finalnie doszli do wniosku, że najbardziej sprawiedliwym rozwiązaniem będzie urządzenie zwyczajnej, singlowej walki o miejsce w potyczce z Brayem Wyattem. Ani to specjalnie sprawiedliwe, ani logiczne. Juz triple threat miałby więcej sensu. W tym momencie otrzymujemy poczucie skrzywdzenia Stylesa, a co więcej wrażenie, że oficjele sami nie wiedzą jaki mieli rzeczywiście pomysł na ogarnięcie tego wątku.

Carmella & James Ellsworth vs. John Cena & Nikki Bella (w) [Tag team match]

Wszyscy wiedzieliśmy jak się ta walka potoczy, co nie znaczy że nie uraczyła nas ona sporą dawką rozrywki. Carmella i James nie byli w stanie rzeczywiście równać się z najważniejszą power-couple WWE.  Wszystko więc przybrało wyraz humorystyczny, włącznie z wpychaniem Jamesa na ring przez “przyjaciółkę”. Jego próba superkicku też była porządnym elementem. Finał mógł być tylko jeden, Cena i Nikki zwyciężają. Trzeba przyznać, że tak jak ich relacja może być przesłodzona i delikatnie wmuszana w widza, to nie można odmówić jej zwyczajnego uroku i autentyczności. Zanim dane nam było utonąć w różu i miłości, z ringu parę wyciągnęli Miz i Maryse, deliktanie naruszając ich próg bólu i przejmując ich miejsce pomiędzy linami. Następnie usłyszeliśmy dzikie promo Miza zarzucającego Johnowi i Nikki sztuczność, kłamstwa i manipulację sobą nawzajem, jak i wszystkimi wokół. A-Lister naprawdę zasługuje na porządny pas. WWE, nie bądźcie takie, dajcie mu coś.

Baron Corbin & Dean Ambrose brawl

Już się bałem, że to będzie kolejna powtórka z rozrywki. Curt Hawkins wyzwał Ambrosa. Dean wyszedł zza kulis, znokautował Hawkinsa i rozpoczął kolejny rant na Corbina, tylko że żarty były gorsze. Baron odpowiedział w dość oklepany sposób i ughhhhhh… nuda. Na szczęście jednak tym razem czempion interkontynentalny postanowił poszukać przeciwnika na własną rękę i zaraz po poczęstowaniu Curta swoim Dirty Deeds na matach pozaringowych, wybrał się tropem The Lone Wolfa. Pech chciał, że on znalazł go pierwszy atakując go…. technicznym, następnie metalowa rurką a w komicznym finale przygniatająć wózkiem widłowym. Czy było to drastycznie głupie? Ależ owszem. Czy się ubawiłem? A jak.

Womens’ Division promo

Oglądając ringową dyskusję wrestlerek SmackDown zacząłem zadawać sobie pytanie: “Czym to się różni od wczorajszej telenoweli RAW?”. Chciałbym Wam powiedzieć, że doszedłem do jakichś interesujących wniosków, ale rzeczywistość jest niestety mniej różowa. Te panie po prostu jeszcze nas sobą nie zmęczyły, mamy wrażenie że z tego co się wokół nich dzieje powstać może coś nowego i interesującego, więc dajemy im jeszcze szansę. Niebiescy musza się jednak mieć na baczności aby nie pójść tropem konkurencji. Alexa, jak przystało na heel championa postanowiła wymienić osoby, z którymi nie zawalczy na Wrestlemanii, każdego delikatnie obrażając i mianując się najlepszą ze wszystkich zawodniczek SmackDown. Oczywiście swoje protesty musiały zawrzeć kolejne konkurentki, ale nie to ma rzeczywistego znaczenie. Najważniejsze jest to, że nasz drogi, generalny menedżer postanowił, że skoro Bliss uważa się za najważniejszy element rosteru, to z całym rosterem zawalczy. I to jest zapowiedź oryginalnego widowiska. Czerwoni, uczcie się.

Alexa Bliss & Mickie James (w) vs. Becky Lynch & Natalya [Tag team match]

Obietnica walki z całym rosterem logicznie doprowadziła do destabilizacji wszystkich sojuszy i układów. Walka przebiegała w dość klasyczny sposób z zachowaniem charakteru całej czwórki pań, lecz sprawy przybrały odmienny obrót, gdy Natalya zabrała swoją tag teamową partnerkę na przedmieścia Suplex City, pozostawiając ją na pastwę przeciwniczek. Skrzętnie wykorzystała to Bliss, klepiąc partnerkę w ramię i prędko przypinając Irlandkę. Szkoda, że Alexa cały czas wygląda na słabą w porównaniu do reszty, uciekając od walki z okrzykiem, że “ona tego nie potrzebuje”. W pełni rozumiem, że jest to część jej charakteru, ale kiedy przychodzi do bycia czempionem, Bliss ciężko traktować w pełni poważnie. Po walce niepoważnie potraktowała ją również Mickie, kończąc przymilanie się mistrzyni i Mick Kickując byłą koleżankę. Porządny materiał na kolejne miesiące mamy? Mamy.

AJ Styles vs. Randy Orton (w) [Singles match]

Mecz, który naraz wszyscy chcieli i nie chcieli zobaczyć. Z jednej strony oczywistym było, że panowie zaprezentują nam wrestling na najwyższym poziomie , z drugiej zaś clean finish oznaczał, że jednego z nich nie zobaczymy w main evencie Wrestlemanii. Obie obietnice się spełniły. Randy od dawna nie miał tak dobrej walki, bo powiedzmy sobie szczerze, AJ mógłbym efektownie walczyć z kijem od szczotki. Udawany Phenomenal Forearm, którego Orton próbował skontrować w RKO to czysty majstersztyk. Nic nie mogło jednak wiecznie trwać i w końcu pop-upowa wersja finishera The Vipera zakończyła mecz. Wszyscy możemy byś smutni, że Styles nie dostanie jeszcze swojej największej szansy w życiu, a cały wątek z oddawaniem walki na Royal Rumble został zwyczajnie zmarnowany, ale nie możemy zapominać, że najważniejsze było show i emocje, które przekazywali nam jedni z najlepszych zawodników na świecie.

Ocena: 8+/10

Gdyby nie mierny segment otwierający, SmackDown byłoby tym razem galą niemal idealną. Zobaczyliśmy świetny wrestling, pasjonujące promo i twisty fabularne, a to własnie odpowiednia mieszanka tych elementów decyduje o jakości całych gal. Żal mi, że nie zobaczyłem Braya Wyatta, ale rzeczywiście, może warto odłożyć jego kolejne pojawienie się na przyszły termin.