Recenzja z Tygrysicem: SmackDown LIVE 22/08/2017

SummerSlam to nie wszystko, więc zdecydowanie gorszy występ niebieskich niż czerwonych na ostatnim PPV nie stawia na nikim krzyżyka. A może to właśnie SmackDown LIVE lepiej poradziło sobie z nową galą po „największej imprezie lata”?

Aiden English vs. Bobby Roode (w) [Singles match] + Powrót Sheltona Benjamina

Rozpoczniemy galę od jednego debiutu i jednego powrotu, czyli tego co fani kochają najbardziej. Gdy na ring wyszedł Aiden English i rozpoczął kolejną ze swoich żenujących arii, nikt nie spodziewał się, że zostanie ona skontrowana przez gromkie „GLORIOUS”. Arena wybuchła euforią, gdy niedawny mistrz NXT wyszedł zza kulis w swym czerwono-złotym szlafroku. Gdy tylko zachwyt delikatnie złagodniał, rozpoczęła się walka, w której od razu wiadomo było, kto zwycięży. Kłamałbym jednak, gdybym stwierdził, że przeszkadzało mi to w jakimkolwiek stopniu. Po niespełna siedmiu minutach widownia była świadkiem pierwszego Glorious DDT na SmackDown LIVE, a co za tym idzie zwycięstwa charyzmatycznego Bobbyego. Po zakończeniu walki na ring wyszła Renee Young by spytać Rooda o jego pierwsze wrażenia. Ten wypowiedział się w formie raczej poztywnej, mówiąc że wyniesie SmackDown z bycia „świetnym” do bycia „wspaniałym”, więc ciężko było stwierdzić, czy gwiazda będzie facem czy heelem. Czekam na to, co nadejdzie z dużymi nadziejami. Witaj u niebieskich Bobby.

Kolejn segment, który tak bardzo ucieszył widownię, odbył się za kulisami areny. Gable przyszedł porozmawiać na chwilę z Danielem na prośbę menadżera. Ten oznajmił mu, że w zamian za Jasona, który niedawno odszedł na RAW, ma dla niego świetne zastępstwo – Sheltona Benjamina. Widownia po raz kolejny wydała z siebie okrzyk zadowolenia, witając wrestlera po latach. Chad mimo początkowej niechęci do rozmowy o tag teamie – jako że chce tworzyć z siebie singlową gwiazdę – również ucieszył się jak dziecko, widząc swojego nowego partnera. Zaaferowany oznajmił, że muszą pokazać co potrafią w przyszłym tygodniu, nie dając zbytnio dojść Benjaminowi do słowo. Pełno pozytywności, dużo szczęścia i zawsze dobrze widzieć czyjś powrót. Witaj z powrotem Shelton.

AJ Styles, Kevin Owens & Shane McMahon Promo

Nie dla każdego SummerSlam skończyło się pozytywnie i nie każdy dobrze sobie z tym poradził. Owens źle zniósł porażkę, więc wyszedł na scenę by przerwać celebrację Stylesa i zażądać kolejnego rewanżu. Stwierdził on, że Shane był stronniczy i okradł go z pasa. Oczywiście McMahon włączył się do dyskusji, oczekując wyjaśnień. Kevin pokazał moment, w którym Shane odklepał do trzech, ale nie zakończył walki. McMahon słusznie wytłumaczył, że zauważył, że noga AJ’a była na linie zanim odklepał w matę i nie dawał żadnych innych sygnałów sędziom technicznym. Styles zmęczony całą sytuacją, nie mniej niż widzowie, zdecydował się pozwolić Owensowi na rewanż, a do tego przychylił się do jego żądania wybrania jego własnego sędziego. Styles uratował cały dość nudny segment swoją grą aktorską, mieszającą frustrację ze zmęczeniem. Shane oznajmił dramatycznie, że to ostatnia szansa Kevina na pas, tak długo, jak trzyma go AJ. No i tak powstał nam main event.

Shinsuke Nakamura (w) vs. The Singh Brothers [2-on-1 Handicap match] + Segment z Dolphem Zigglerem

Jako formę rekompensaty za przegraną na SummerSlam Shinsuke zaoferowano braci Singh na pożarcie. Idea całkiem niezła, do tego masakra, którą urządził im Nakamura zakwalifikowała potyczkę do mocnego squasha, ale na tym wszystkim pojawiła się olbrzymia rysa, gdy w ring wpadł również Jinder. Mistrz został niemalże od razu znokautowany Kinshasą, robiąc z pasa jakieś pośmiewisko. WWE kompletnie nie wierzy w swojego czempiona, ale daje mu zwyciężać w walkach o mistrzostwo aby zadowolić hinduską publiczność. Tragedia.

Nareszcie zobaczyliśmy znowu na SmackDown LIVE Dolpha Zigglera. Po dłuższym czasie nieobecności The Showoff pojawił się w backstage’owym wywiadzie, gdzie ubolewał nad swoją sytuacją w WWE, zwracając nawet uwagę na to, że wita się go jedynie segmentem w rozmowie za kulisami. Dolph zdecydował, że musi zmienić swoją personę i doszedł do wniosku, że aby coś znaczyć na galach niebieskich,  musi zacząć parać się czynnościami takimi jak śpiewanie czy tańczenie. Ponadto stwierdził, że przydałby mu się jakiś szlafrok albo żeńska towarzyszka. Wszystko to była swoistym rantem na gimmicki, które dostają czas antenowy na RAW i SmackDown, gdy Zigglera ani widu ani słychu. Na koniec Showoff powiedział, że pokaże się w nowej odsłonie za tydzień. Mi się podobało, lubię samoświadome przytyki, daję plusa.

The Hype Bros vs. The Usos (w) [Tag Team match]

Walka bez podbudowania fabularnego, jednak napędzająca dynamikę całej dywizji tag teamowej. Nic się na niej specjalnego nie zadziałało, wszystko trwało bardzo krótko, ale bliźniakom nie zaszkodzą kolejne, pewne wygrane, a The Hype Bros mają niewiele do stracenia. Za coś, co jest po prostu OK, nie mam zamiaru nikogo ganić, więc daję bardzo niewielkiego plusa, szczególnie że Usos na koniec dorzucili swoje „paranoja promo”, które nadal działa nieźle.

Becky Lynch & Naomi (w) vs. Carmella & Natalya [Tag Team match] + Lana & Tamina Promo

Potyczka tag teamowa pań została poprzedzona krótką konfrontacją Natalyi i Carmelli. Ta perwsza przerwała celebrację czempionki, dając jej do zrozumienia, że jest ona mistrzynią tylko dlatego, że ona jej na to pozwala, a jej sojusz na czas walki jest bardzo kruchy. Do wszystkiego dołączył się Ellsworth, przekazując sprytny plan na cash-in Carmelli po tej walce, co mocno rozzłościło właścicielkę walizki. Cała potyczka przebiegała w atmosferze wzajemnej nieufności, której kulminacją było zaatakowanie partnerki przez czempionkę zaraz po przymusowym tagu. Sytuację szybko wykorzystała Naomi przypinając z pomocą Becky Carmellę do maty. Nie było to mistrzostwo fabularne, jednak wokół pasa tworzy się atmosfera zdradzieckiej rywalizacji, w której taka choćby Carmella odnajduje się wyśmienicie, dlatego też segment ten również uznam za pozytyw.

W szatni mogliśmy za to zobaczyć rozmowę Lany i Taminy. Ta ostatnia, niezadowolona z dotychczasowych działań menadżerki, zaczęła agresywnie wypytywać o dalsze poczynania. W odpowiedzi Lana urządziła jej mały seans psychologiczny, w którym zwracała uwagę na to jak bardzo są inne od reszty kobiet i jak przez to cierpiały psychicznie za kulisami. Wszystko to miało obudzić w Taminie gorejącą furię. Po raz kolejny nie był to zbyt porywający element gali, jednak ma on swoje stosowne zadanie budowania tła fabularnego, czego w dzisiejszym WWE bardzo potrzeba. Cieszę się, że kolejne wrestlerki mają więcej do roboty.

AJ Styles (w) vs. Kevin Owens [Singles match o United States Championship]

Jak jeszcze bardziej pogrążyć Corbina? Nie dać mu walczyć, a wsadzić go w strój sędziego i patrzeć jak inni wrestlerzy walczą o pas mistrzowski. To Baron okazał się ostatecznym wyborem Kevina, mimo takich kandydatów jak Sami Zayn czy The Fashion Police. Walka przebiegała całkiem nieźle, ciągle czuć było, po czyjej stronie jest sędzia, jednak Corbin nie angażował się choćby w połowie tak bardzo jak Shane. The Lone Wolf ograniczył się do ewentualnych fast countów czy niesłusznego przerwania dźwigni. Działalność Barona w ostatnim momencie (po teoretycznym niezauważeniu uderzenia w krocze) przerwał młodszy McMahon, rozkazując Corbinowi poprawienie swoich działań. Ten zaś obraził się jak dziecko, oddał koszulkę McMahonowi i wrócił za kulisy. Shane dokończył sędziowanie, a AJ wygrał czysto, kończąc walkę Kevina o pas na długi czas. Prawdopodobnie przyjdzie teraz kolej na Bobby’ego Rooda. Oglądanie main eventu sprawiło mi dużo przyjemności, mimo że większość wychodziła z bardzo nieuprzejmego z mojej strony rozbawienia tym, co SmackDown robi z Baronem. No cóż, niektóre kary są brutalniejsze niż powinny.

Ocena: 9/10

No i patrzcie państwo, SmackDown LIVE poradziło sobie lepiej z podniesieniem się z kolan, niż RAW z utrzymaniem pędu. Niebiescy zaprezentowali nam naprawdę porządną, wartą obejrzenia galę, która przynosi sporo nadziei na najbliższe tygodnie.