Recenzja z Tygrysicem: SmackDown LIVE 12/09/2017

Po ostatniej passie jedynie dobrych show, RAW podniosło wczoraj zdecydowanie swoją jakość. Czy SmackDown również przerwie własną – tym razem pozytywną – czy może zbierze ode mnie kolejną z rzędu dziewiątkę? Przekonajmy się.

Kevin Owens promo

Całą galę odpowiednio rozpoczęło wyjście Kevina Owensa, który z olbrzymim zadowoleniem na twarzy oznajmił, że teraz to będzie jego show na wszystkich płaszczyznach – tej realnej i tej legalnej. Kevin z lubością ogłosił, że pozywa wszystkich w WWE, z powodu ataku, którego dopuścił się na nim Shane McMahon. Owens świetnie poprowadził swoją rolę, posuwając się nawet do tego, żeby oznajmić, że nie oddał on komisarzowi SmackDown ze względu na szacunek do nadrzędnych mu w miejscu pracy. Nagle jego monolog przerwał znany dźwięk kasy fiskalnej a na titantronie pojawiło się imię Shane’a. Kevin nie mógł uwierzyć w to co widzi, ale zza kulis wyszedł nie dziedzic fortuny McMahon a Dolph Ziggler, udający kolejną postać. Zgrało się to niesamowicie dobrze, łącząc dwie linie scenariuszowe. Obaj panowie pośmiali się z sytuacji i The Showstealer udał się z powrotem do szatni. Wtedy do ringu wszedł Daniel Bryan i oznajmił, że Vince zaraz pojawi się na SmackDown, po czym ostrzegł Owensa, że nie będzie on zadowolony z tego, co szef będzie mu miał do powiedzenia.

Zanim doszło jednak do finalnej konfrontacji, Owens postanowił przejść się po zakamarkach kulis i pogadać z paroma gwiazdami. Zaynowi zapowiedział wyrzucenie z pracy i powrót do walk w obmierzłych salach dla kilkudziesięciu osób, Aidena zaś poprosił aby zaśpiewał dla niego nowy motyw przewodni dla jego show. Wszystko to zostało doprawione przez wcześniejsze ogłoszenie Kevina, że chce zakończyć produkcję Fashion Files. Wszystko było bardzo dobrym posunięciem i świetnie rozwijało całe tło fabularne.

Jinder Mahal promo

Kompletnym kontrastem dla świetnych wypowiedzi Kevina było absolutnie żałosne wystąpienie Mahala. Czempion postanowił ponaśmiewać się z przyszłego rywala przy użyciu beznadziejnych żartów, łączących się ze zdjęciami, na których Nakamura robi dziwne miny. No wyżyna humoru. Potem jeszcze Jinder ostrzegł swojego rywala przed nadchodzącą w jego kierunku ksenofobią. Żal o tym wszystkim wspominać. Beznadzieja.

AJ Styles (w) vs. Tye Dillinger [Singles match o United States Championship] + Rusev promo

Walka o tytuł mistrzowski była okazją dla Tye’a do zabłyszczenia w głównym rosterze. Częściowo mu się to udało. Niestety jemu i AJ’owi zaoferowano zdecydowanie za mało czasu i w niecałe 8 minut nie mogli oni pokazać tak wiele, jakby mogli. Na szczęście cała potyczka była dość wysokiej jakości i oglądało się ją z przyjemnością. Przeszkodzić obu wrestlerom chciał Baron Corbin, jednak bardzo szybko pozbył się go aktualny mistrz. Po zakończonej Calf Crusherem walce The Lone Wolf ponownie zaatakował wykończonych zawodników, ogłaszając przy okazji, że za tydzień to on skorzysta z United States Championship Open Challenge.

W ramach rozmów o tych, którzy potrzebują zabłysnąć, warto wspomnieć o Rusevie. Brał on udział w wywiadzie za kulisami, w którym pytany był o jego chwilowy powrót do Bułgarii. Wrestler narzekał, że został on przywitany jak przegrany i że rodzina nie cieszyła się z jego przyjazdu. Brzmi to nieźle, ale zostało zaprezentowane niezwykle sztucznie. Zarówno Rusev, jak i korespondentka wydawali się czytać wszystko z ekranów umieszczonych za kamerami. Byłem mocno rozczarowany.

Naomi vs. Natalya (w) [Singles match o SmackDown Women’s Championship]

Walka pań spotkała się ze średnim entuzjazmem, jako że niewielu kibiców rzeczywiście kibicowało którejkolwiek z wrestlerek. W dużej mierze dlatego wszystko to oglądało się niemalże biernie. Niby oglądałem każdy ruch walki, a ciężko mi było powiedzieć, co się w niej rzeczywiście czasem działo. Ciężko jednak zapomnieć o Carmelli i Ellsworth’cie przy stole komentatorskim, szczególnie że Księżniczka Staten Island trzymała swojego partnera na smyczy. Pomysł ciekawy, acz dość dziwny. Niemniej jednak nie mam zamiaru narzekać na coś, co było po prostu ok, więc daję małego plusika.

The New Day (w) vs. The Usos [Sin City Street Fight o Smackdown Tag Team Championship]

Ostatnimi czasy New Day i Usos wydają się gwarantem wysokojakościowej potyczki. Drużyny niemalże każdego tygodnia dają z siebie wszystko, co mogą. Tym razem nie było inaczej. Nie dość, że wszyscy prezentowali olbrzymie umiejętności techniczne, to jeszcze mogli przy okazji wykorzystać parę broni, takich jak krzesła i stoły. Dzięki temu po raz kolejny to tag teamy zapewnił widzom najlepszą walkę wieczoru. Jedyne co mi pozostaje, to pogratulować nowym mistrzom i cieszyć się, że niedługo będziemy prawdopodobnie mogli zobaczyć kolejne, coraz lepsze potyczki tych drużyn.

Dolph Ziggler Promo

Mógłbym w tym miejscu praktycznie przepisać wszystko to, co napisałem w zeszłym tygodniu na temat poczynań Dolpha Zigglera. Tym razem parodii doczekali się Bayley i The Ultimate Warrior. Przydałoby się jednak zwrócić uwagę na fakt, że ten ostatni nie żyje raczej od niedawna, a jestem prawie pewien, że jego żona była w jednym z pierwszych rzędów, dlatego też wszystko to było w dość kiepskim guście. Poza tym niemalże identyczna kopia promo nie jest w stanie zadziałać tak dobrze ja oryginał.

Chad Gable & Shelton Benjamin (w) vs. The Hype Bros  [Tag Team match]

No cóż, push Gable’a i Benjamina najwyraźniej musiał odbyć się kosztem innych drużyn. Tym razem ofiarami niedawno utworzonej drużyny stali się The Hype Bros, którzy nie wytrzymali z przeciwnikami nawet trzech minut. Do samej techniki nie mam żadnego zarzutu, wszystko wyglądało świetnie, żal mi jednak nie zawsze oczywistego potencjału Zacka i Mojo. Może kiedyś się ich lepiej wykorzysta.

Kevin Owens & Vince McMahon promo

Pojawienie się Vince’a to wielkie święto dla fanów WWE. Kibice nie mają szansy widzieć go tak często, jakby tego chcieli. Dobrze więc było widzieć szefa w dobrej formie. McMahon stanął naprzeciw Kevina i objechał go jak tylko mu się żywnie podobało. Wyśmiał jego kłamliwe komentarze, kolejne machlojki i w sumie jego całe ego. Oznajmił też, że nie ma on szans w jakichkolwiek procesach sądowych, bo prawo tworzy się dla miliarderów, takich jak on. Do tego ostrzegł, że zadba o to , żeby Kevin stał się bankrutem. Łaskawie Vince zdecydował się odpuścić pracownikowi grzechy, rezygnując z pozwów i ogłaszając walkę Owensa z Shanem w Hell in a Cell. Kevin poprosił wtedy o zapewnienie, że może on bezwzględnie zmasakrować McMahona bez konsekwencji prawnych. Vince zgodził się, a wtedy Owens uderzył jego czoło swoją głową, rozkrwawiając go na miejscu. Po tym szef otrzymał jeszcze Superkicka i Frog Splasha. Vince musiał być ściągany z ringu przy pomocy osób pobocznych (włącznie z powracającą Stephanie), a Kevin cieszył się z wykorzystanej przez niego luki językowej, niesprecyzowania o jakiego McMahona mu chodzi. Byłem pod niesamowitym wrażeniem, że Vince nadal jest w stanie otrzymać tak poważne obrażenia. Mam nadzieję, że nie odbije się to na jego zdrowiu a na razie cieszę się ze świetnej historii.

Ocena: 7/10

No i kolejna passa przerwana. SmackDown nie utrzymało wysokiego tempa i delikatnie spuściło z jakości. Niemniej jednak, nadal było to dobre show, którego zakończenie było jednym z najlepszych segmentów ostatnich miesięcy.