Recenzja z Tygrysicem: SmackDown LIVE 09/05/2017

Backlash już tuż tuż a nadal sporo tego, co się na nim wydarzy jest dla nas niejasne (nie żebym chciał wytykać palcami jakiegoś Maharadżę). Czy tym razem udało się choć trochę rozjaśnić układ sił rządzących SmackDown?

Becky Lynch vs. Natalya (w) [Singles match]

Liderka nowej stajni bardzo niemiłych kobiet zmierzyła się z quasi-bohaterką zeszłego tygodnia Becky Lynch. Oczywiście, kanadyjska przywódczyni nie mogła wyjść sama, więc obok ringu towarzyszyła jej obstawa, złożona ze wszystkich członków jej przymierza. Aby zachować się „w porządku” wobec Irlandki razem z nią w drugim rogu znajdowały się Naomi i Charlotte. Mecz toczył się bardzo przewidywalnie, raz po raz wplątując w akcję osoby poboczne, tworząc atmosferę zajadłej rywalizacji. Nagle jednak Natalya zwyczajnie zrzuciła Becky z narożnika… i walka się skończyła. Dawno już nie widziałem, żeby ktoś został pokonany przez ściągnięcie z turnbuckle’a a w szczególności ktoś pokroju pani Lynch. Nie wiem o co chodzi. Nie podoba mi się to.

Co jeszcze mi się nie podobało? Kolejna, taka sama zapowiedź Lany. Dość. Błagam. Za to New Day otrzymał bardzo przyjemne promo, w ciekawej konwencji arcade’owych gier wideo. Można zrobić porządnie? Można.

Randy Orton, Jinder Mahal, Kevin Owens, AJ Styles, Baron Corbin & Sami Zayn Promo

Szczęśliwy z niedawnego odzyskania pasa Randy Orton nie mógł pozostawić kradzieży bez komentarza. Nie mogę się przyczepić do kondycji mikrofonowej Vipera, lecz wspomnieć o jednym problemie muszę. Czemu musiało się to sprowadzić do komentarza na temat narodowości? Zdaję sobie sprawę, że każdy naród jest inny, jednak wydaje mi się, że czasy w którym definiuje się kogoś przez miejsce urodzenia słusznie minęły. Najwyraźniej nie w WWE. No ale wracając do promo – wypowiedź Ortona przerwał Mahal w towarzystwie braci Singh, tłumaczący że nic nie ukradł, tylko… wziął… to co wygra…. To chyba nadal jest kradzież… Ale co ja tam wiem. Przechwałki Maharadży (oczywiście odnoszące się również do jego kraju) ukrócił za to Kevin Owens, który perfekcyjnie obraził wszystkich na sali („Nikogo nie obchodzi House of Horros, nikogo nie obchodzą Indie. Nie ekscytujcie się, Anglia też nikogo nie obchodzi.”). Następnie zwrócił uwagę, że na nadchodzącym PPV najważniejszym wydarzeniem będzie jego walka a raczej zwycięstwo nad AJ Stylesem. The Phenomenal One nie mógł nie odpowiedzieć, więc wychylił się zza kulis i zwrócił uwagę, że skoro KO miał problem z Jericho, to z nim nie ma szans, bo SmackDown LIVE to „house, that AJ Styles built”. Jak zwykle umiejętności oratorskie na najwyższym poziomie. Wtrącić postanowił się również, powracający z zawieszenia Baron Corbin, który w drodze do ringu zaatakowany został jednak przez uwielbianego przez tłumy Samiego Zayna. W wyniku zaprezentowanego przeze mnie chaosu rozpoczęła się bardziej przepychanka, niż bójka, która zakończyła się czasowym powrotem za kulisy Kevina, Jindera i Lone Wolfa. Jedno trzeba niebieskim przyznać – w przestrzeni talentów z mikrofonem mają się czym pochwalić. Bardzo przyjemne promo, dobrze ustawiony main event.

Breezango (w) vs. The Ascension [Tag team match]

Tak jeeeeest, kolejne promo dla Breezango. Jako że event odbywał się w Londynie, panowie przywdziali odpowiednie kostiumy i rozpoczęli śledztwo ścigające braci Usos. Panowie przerzucając się kolejnymi sucharami, natrafili jednak nie na bliźniaków a na Ascension, które swoimi okrzykami, dochodzącymi ze schowka, sprawiło że Fandango i Tyler musieli interweniować. No cóż, tak właśnie zdobywa się walki na SmackDown. Co prawda nie było już tak zabawnie, jak ostatnio, ale nadal bardzo doceniam kreatywność.

Potyczka drużyn nie potrwała długo i uważam, że mogła być trochę bardziej wyrównana, ale jeśli dzięki temu choć jeden tag team ma wyjść z low-cardowego bagna, to ja to biorę. Szczęście ze zwycięstwa nie potrwało długo, bo przypomnieć o sobie musieli samoańscy bracia. Ich socjopatyczny styl promosów naprawdę do mnie dociera i mimo że mogą brzmieć czasem zwyczajnie głupkowato, to uważam, że jeśli konsekwentnie się w tym utrzymają, może być z tego świetny materiał na przyszłość. Już teraz dzięki temu naprawdę czekam na mecz na Backlash, a chyba o to w tym wszystkim chodzi.

Dolp Ziggler & Shinsuke Nakamura promo + Mojo Rawley promo

Zgadnijcie kto znowu przyszedł ponarzekać przed publicznością. BRAWO, UDAŁO SIĘ, TOŻ TO DOLPH ZIGGLER. Tym razem Showoff przyczepił się do tego, że fani kibicują komuś, kto jeszcze nie walczył dla SmackDown. No ale wiesz Dolph… jest NXT i w ogóle. Ludzie oglądają to, wiedzą kto to Nakamura. Shinsuke oczywiście wyszedł skonfrontować Zigglera i zaproponował walkę tu i teraz, ale Dolph skrzętnie odmówił, po czym rzucił się do ataku na Japończyka. Błąd. Nakamura szybko przeszedł do kontrofensywy i sprytnie zaprezentował widowni parę bardzo sztywnych uderzeń. No nie mogę powiedzieć, żebym był specjalnie szczęśliwy z tego co zobaczyłem. Wyczekuję potyczki tych panów już tylko dlatego, bo to po prostu świetni workerzy. Linia fabularna została zdecydowanie zbyt rozciągnięta w czasie i potyczki słowne naprawdę zaczynają już nudzić.

Przejdźmy teraz do chwili czasu antenowego, który zaoferowano Mojo. W trakcie jego segmentu oprowadzał on wycieczkę dzieci, której opowiadał o Andre the Giancie i o tym, jak był on wyśmiewany w szkole, a później przeobraził, to z czego się naśmiewali w zalety. Całkiem przyjemna historyjka i sprytna próba poprawy imidżu firmy. Potem zaprezentował swoje, zdobyte na Wrestlemanii trofeum, a gdy jedno z dzieci chciało je dotknąć, przestraszył je, za co został kopnięty w nogę. Potem sam zaczął się z tego śmiać. Całkiem urocze, nie mam za złe, Rawley pasuje jako opiekunka do maluchów.

Eric Rowan (w) vs. Luke Harper [Singles match] + Rusev Promo

WWE znowu gdzieś zgubiło Rowana i Harpera. Panowie świetnie nadają się na uppermid-card i to, co prezentowane nam jest teraz, to zwyczajny brak pomysłu. Nie wiemy już tak naprawdę o co walczą, ani nawet czy w ogóle o coś walczą.  Kto jest facem? Kto jest heelem? W trakcie walki wszystko szło całkiem nieźle (nawet bardzo), aż do zakończenia, gdzie Eric postanowił wziąć maskę i wyraźnie nią kręcić z zamiarem uderzenia Luke’a. Zwykle raczej się z tym kryło, żeby sędzia nie zauważył. Ok, może chciał zostać zdyskwalifikowany. W trakcie odbierania rekwizytu sędzia nie patrzył jak Rowan wsadza byłemu bratu palec w oko i przedstawia nam swój nowy finisher (?), który zbyt powalający nie jest. Wyglądał, jakby Ericowi nie starczyło siły na coś ciekawszego. Nie wiem co o tym myśleć. Tym razem, dam jeszcze kredyt zaufania, bo widać, że naprawdę się starali.

Nie postarał się za to Rusev, który uległ braku odpowiedzi ze strony szefostwa na jego gówniane wideo z telefonu, więc tak czy tak pojawi się na SmackDown. Gdzie w tym sens? Mieliśmy przypomnieć sobie charyzmatycznego Bułgara? Nikt o nim nie zapomniał, drogie WWE. A można mu było zrobić porządny powrót…

AJ Styles, Randy Orton & Sami Zayn vs. Baron Corbin, Kevin Owens & Jinder Mahal [6-Person Tag Team match]

Wcześniej mówiłem o mistrzostwie na mikrofonie, teraz mogę spokojnie mówić także o tym w ringu. To znaczy, tyczy się to 4 uczestników. Jinderowi i Corbinowi jeszcze trochę brakuje. To jednak bez znaczenia, bo mieliśmy okazję zobaczyć świetne kombinacje i wymiany charakterystycznych ruchów, które tak w wrestlingu kochamy. Każdy wrestler pokazał coś od siebie i spróbował wnieść to do ogólnego obrazu meczu, co wszystkim się w mniejszym lub większym stopniu udało. Oczywiście, na koniec to Mahal musiał przypiąć Ortona, wykorzystując jego nieuwagę. Ale zobaczycie, na Backlash jego Clutch przejdzie w RKO i tyle będzie po Maharadży. Wspomnicie moje słowa. A tymczasem ja daję swojego plusika tej walce i przechodzę grzecznie do zakończenia.

Ocena: 6+/10

No cóż, wychodzi, że znowu było gorzej niż u czerwonych. Takie też miałem wrażenie przez cały czas trwania gali i troszkę boję się, jak aktualna kondycja niebieskich wpłynie na Backlash. Na ten moment muszę się z Wami pożegnać i powiedzieć, że po raz pierwsze od kiedy zacząłem pisać dla Was recenzje, robię sobie chwilkę przerwy. Taki przedwczesny urlopik. Ale nie martwcie się, wrócę. Kiedy? To niespodzianka.