Recenzja z Tygrysicem: SmackDown LIVE 08/08/2017

SmackDown musi iść ramię w ramię z RAW, jako że ich następne PPV będzie wspólne. SummerSlam będzie sprawdzianem dla obu ekip, więc przydałoby się, żeby jedna z ekip nie odstawała od drugiej. Czy niebieskim udało się utrzymać tempo, a może przegonili czerwonych?

John Cena & Baron Corbin Promo + Wywiad z Nakamurą

Show rozpoczęła twarz WWE – John Cena. Jego wystąpienie nie było klasycznym promem, jako że jego celem nie było nahypowanie meczu czy swojej postaci. Tutaj The Face That Runs The Place przyznał, że był zwyczajnie od Shinsuke słabszym, a jego celem jest podnieść się i wykorzystać kolejną szansę, która mu się przydarzy. Dobrze też, że John popchnął dodatkowo Shinsukę, co z pewnością mu pomoże. Wystąpienie przerwał Corbin, a jego motywem było to, że… nie chciało mu się już słuchać Ceny. Tutaj John uruchomił swój charyzmatyczny geniusz, bo do obrazy Barona wykorzystał jeden ze znaków trzymanych przez fanów. Ogólną zapowiedź konfrontacji przerwał sam antagonista, twierdząc, że nie potrzebuje nic nikomu udowadniać, bo ma walizkę MITB i zawsze może spróbować szczęścia w walce o pas. Tutaj jednak wkroczył Daniel Bryan, który znikąd zadecydował, że na SummerSlam ot tak spotkają się Corbin z Cenę. Tak jak jest tu materiał na ciekawą walkę, to argumentacja „bo tak” mnie zwyczajnie nie przekonuje. Tak wielkie PPV nie jest od feudów bez porządnych fundamentów i taka walka nie powinna się tam pojawić.

Sami Zayn & Tye Dillinger vs. The Usos (w) [Tag Team match] + The Fashion Peaks

Spotkanie Zayna, Dillingera i braci Usos nie było może specjalnie uzasadnione, ale z pewnością nadrabiało tą wadę jakością. Oczywiście nie było to spotkanie na miarę najwyższych ocen, jednak przyjemność z oglądania była niezaprzeczalna. Obie drużyny świetnie się uzupełniały i prezentowały swoje własne style. Logicznie – wygrali bliźniacy, jako źródło topowego feudu tagteamowego SmackDown, ale i oni nie pozostali bez krzywdy. Po zakończeniu potyczki zaatakowali ich The New Day i miało to feel delikatnie heelowy. Trio chciało użyć krzeseł, rzucało się do przeciwników, nie mieli na sobie kolorowych strojów. Wszystko to było źródłem bardzo porządnej dynamiki i z nadzieją oczekuję walki o pasy.

Och, jak dobrze, że istnieje Fashion Peaks. Co prawda sama ciągłość fabularna zaczyna się rozłazić w szwach, ale nie ma to większego znaczenia. To że Fandango sam powrócił, pomimo że Tyler był pewny, że wie kto go porwał, czy to że to Arn Anderson zniszczył konia tancerza, bo nie spodobało mu się jego imię zwyczajnie widza nie boli. Cieszy ta swoboda i wyraźna radość z tworzenia kolejnych, abstrakcyjnych odcinków, którego koronacją było Ascenscion i ciasto oraz cudowny żart o powodzie, dla którego Fandango pozostał u swoich Obcych porywaczy. Po prostu obejrzyjcie.

Carmella (w) vs. Naomi [Singles match]

Walka Carmelli i Naomi była po prostu przyzwoita. Nie było w niej żadnych kiepskich elementów, ale nic nie wybijało się jako pozytyw. Jedynie zakończenie zaprezentowało jakieś sensowne rozwinięcie historii, bo na SmackDown powrócił Ellsworth. James wykorzystał nieuwagę sędziego i zrzucił mistrzynię z rogu ringu, pozwalając Księżniczce Staten Island na zwycięstwo. Taki delikatny plus. Bardzo mały.

Po walce złączone na nowo duo spotkało się z Natalyą, która zagroziła Carmelli, że jeśli któreś z nich przeszkodzi w jej meczu na SummerSlam, to twarz Księżniczki zacznie przypominać tą jej partnera. Powód rozmowy był w pełni słuszny – Ellsworth już w pierwszej nocy swojego powrotu włączył się walkę – więc pozostało tylko ocenić aktorstwo. Natalya jest sztuczna, udając naturalną. James jest sztuczny, specjalnie będąc sztucznym, a Carmella jest naturalna, bo zwyczajnie ma taką umiejętność. Bilans dodatni.

Charlotte Flair (w) vs. Lana [Singles match]

Rachu ciachu i po krzyku. Lana otrzymała gimmick Evy Marii i nie potrafi walczyć. To, że pakuje się ją w walkę z Charlotte jest zrozumiałe, bo umacnia to jej gimmick, ale to zwyczajnie nie jest atrakcyjne do oglądania. W tym nie ma frajdy. Tak się nie da w kółko.

Złe wrażenie nadrobił segment w szatni, w którym Rosjanka spotkała się z Taminą. Lana ukorzyła się przed swoją niedawno wybawczynią, lecz ta nie wydawała się być zła na protegowaną. Po chwilowej wymianie przechwałek, upewniającej nas, kto jest lepszym wrestlerem, a kto bardziej zachwyca, Tamina zaproponowała współpracę, która ma wykorzystać atuty obu pań i jestem autentycznie ciekawy, co z tego wyjdzie.

AJ Styles, Kevin Owens & Shane McMahon promo

Kłótnia trzech panów wokół konceptu sędziowania ich walki przez Shane’a miała w sobie dużo atrakcyjnych treści, bo była bardzo naturalna. Mieliśmy przepraszającego swego przełożonego Owensa, pewnego siebie Shane’a i AJ’a kwestionującego ewentualną bezstronność McMahona. Wszystko to powoli zaczynało się wrzeć, dzięki sensownie przekazanej trójkątnej nieufności. Nawet plug WWE Network wszedł świetnie, gdy KO zaproponował przejrzenie z jego pomocą wszystkich walk, które nieuczciwie sędziował Shane. Po wszystkim zaś rozpoczęła się przepychanka, w której finalnie komisarz SmackDown został znokautowany przez przypadek przez United States Championa, oferując nam… nieprzewidywalność. Tak długo jak nie przerodzi się ona w bezsens, to ja będę zadowolony.

Jinder Mahal vs. Randy Orton (w) [Singles match] + Wywiad z Nakamurą

Zanim przejdę do main eventu, to szybko wspomnę o kolejnym nienaturalnym wywiadzie, hypującym SummerSlam z Nakamurą. Tutaj wyraźnie widać było, że jego kwestie podsunięte są przez kogoś nierozumiejącego postaci Japończyka i próbującego bezsensownie łączyć jego unikatowość z klasycznym gadaniem o WWE. Video package towarzyszące rozmowie było bardzo spoko, ale nie można w taki sposób zakrzywiać czyjegoś charakteru

A teraz do walki. Co tu się stało? Kto wpadł na ten pomysł? Czemu teraz znikąd Randy dostaje kolejną walkę i czemu wygrywa ją czysto chwilę przed obroną pasa? Tak jak była to najlepsza dotychczasowa potyczka obu panów, tak była też najbardziej idiotyczną – tak, bardziej od Punjabi Prison. Wszystko to absolutnie się nie kleiło, bo teraz czempion wygląda słabo, a The Viper i tak nie ma żadnego znaczenia. Do tego po wszystkim Ortona zaatakował Rusev. I czemu nie mógł tego zrobić przed zakończeniem meczu aby uchronić Mahala przed porażką? Dramat.

Ocena: 6/10

SmackDown zostało w tyle. Nie za daleko, ale jednak zostało. Głównie przez to, że jego topowy feud leży i kwiczy. Boję się, że na ten moment i Nakamura nie może uratować prestiżu pasa. Ale poczekamy, zobaczymy. Jest jeszcze jedna szansa na dodanie hypu.