Recenzja z Tygrysicem: SmackDown 18/07/2017

Battleground już w tą niedzielę, ale zanim usiadłem do obejrzenia SmackDown nie byłem w stanie sklecić na nie sensownej karty walk. Innymi słowy – build-up do tej pory był dość mierny. Czy zmieniło się to po wczorajszej gali niebieskich?

Jimmy Uso (w) vs. Kofi Kingston [Singles match] + The Fashion X-Files

Można powiedzieć, że to najbardziej logiczna progresja historii, nie będąca przy okazji żadnym rzeczywistym jej rozwinięciem. Naprzeciw siebie stanęli w najzwyczajniejszym pojedynku inni członkowie tag teamów, niż Ci którzy brali udział w zeszłotygodniowej walce. Tak naprawdę jedyną różnicą był brak wyrzucenia partnerów spod ringu przez sędziego i zdobycie zwycięstwa przez część innej drużyny. Poza tym cała reszta nie miała większego znaczenia, ale cała walka była jakościowo jak najbardziej dobra, więc uznaję ją za plus.

Pozostańmy przy tag teamach. Tym razem z rancza uciekamy do biur agentów od spraw paranormalnych. Breezango i Breeze podjęli teraz persony głównych bohaterów „Z Archiwum X” i wyszło to im, jak zwykle świetnie. Rozpacz po utracie rumaka, kosztowała byłego jeźdźca część niewielkiego już rozumu, do tego stopnia, że rozważał, że za wszystkim stoją duchy, kosmici czy iluminaci. Jak zwykle wszystko sprowadziło się do gagów o niewygórowanym humorze (wycie ducha to trening wokalny Aidena Englisha a światło talerza kosmitów to tak naprawdę niespodziewanie zapalona przez dostawcę paczek lampa), jednak dokładnie tego potrzebowaliśmy. Na sam koniec dostaliśmy też bezpośrednie nawiązanie do wybitnego „Siedem” z urwaną głową konia w pudełku i obietnicą, że wszystko rozwiąże się na Battleground. Nie mogę się doczekać.

Mike Kanellis (w) vs. Sami Zayn [Singles match]

Przewidując wynik spotkania można było dojść do swego rodzaju impasu. Z jednej strony Sami nie powinien przegrać, bo jest świetnym wrestlerem, który naprzegrywał się już zbyt wiele razy. Z drugiej zaś Kanellis to debiutant, dla którego porażka na starcie mogłaby sporo zaszkodzić (chociaż mi osobiście na nim specjalnie nie zależy). SmackDown poszło po najmniejszej linii oporu, dało do zrozumienia, że Sami wygra, wtedy powstrzymuje go Maria, a Mike wykorzystuje to do uderzenia z zaskoczenia, użycia finishera i zakończenia walki. Wszystko niby spoko, ale Zayn na to nie zasługuje. Nie on.

PS. Ciężko mi wyrazić moją nienawiść do motywu muzycznego małżeństwa Kanellis. To jest jakaś abominacja.

Punjabi Prison + Wywiad z Chadem Gable

No wreszcie dostaliśmy promo od Mahala, które nie brzmiało jak każde poprzednie. Hindus stanął wraz ze swoimi poplecznikami w środku Punjabi Prison i po wytłumaczeniu zasad walki (dość dziwnych) przez braci Singh, Jinder mógł skupić się na swoich motywacjach i w sumie wyszło, że teraz są takie same jak Ortona. Oboje chcą uwalić tego, kto grozi jego rodzinie. Dziwne to równanie ról, ale lepsza taka zmiana jak żadna. Po chwili zza kulis przyszedł Randy i z dużym poparcie tłumu wyraźnie zagroził pozycji Jindera, pokazując mu dosadnie, że bez jego towarzyszy jest on bezbronny a do tego osaczony w walce z nim. Zgrało się to wszystko naprawdę porządnie i tak jak nie przewiduję fajerwerków po Battlegroundowym main evencie, tak hype się troszkę zwiększył.

Nie wiedziałem, gdzie to dodać, więc wcisnąłem to tu. Gable wziął udział w wywiadzie, prowadzonym przez Renee Young, w którym miał okazję skomentować zdarzenia z poprzedniego RAW. Tak jak widać było, że Chad cieszy się szczęściem swojego partnera tagteamowego, tak jest w nim też sporo goryczy i rozczarowania tym, że po pierwsze nie został poinformowany przez niego o niczym, a po drugie rozpadła się jego drużyna. To jest materiał na porządny heel turn, zaprawdę powiadam wam.

John Cena Promo

Flag match z Ceną i Rusevem w rolach głównych nie potrzebował większej zapowiedzi, ale z pewnością  mu ona nie zaszkodzi. John wyszedł tak naprawdę z prostym celem podniesienia na duchu wszystkich pobratymców i skupienia nienawiści na punkt stricte narodowy. Uważam, że tym bardziej w dzisiejszych czasach jest to nienajlepsze posunięcie i Cena mający być wzorem wszelkich cnót mógł chociaż zwrócić uwagę, żeby ludzie nie buczeli na flagę Bułgarii a na samego Ruseva. No ale cóż, to w końcu Ameryka. Na szczęścia John dostał od rzeczonego Bułgara szybki i niespodziewany wpiernicz bez szans na odwet, pomimo usilnych prób. Tworzy to wrażenie, że SmackDown na swym PPV chce nam zgotować prawdziwą bitwę… i bardzo dobrze.

Becky Lynch (w) vs. Charlotte [Singles match]

Muszę podziękować w tym tygodniu paniom ze SmackDown, bo przypomniały mi, jak dobry potrafi być wrestling kobiet w wydaniu WWE. Nie była to może potyczka zbyt długa, ale jakże dobrze skonstruowana i technicznie wykonana, bez przygłupich wtrętów ze wszystkich stron. Jedynym obcym elementem była Natalya przy stole komentatorskim, ale nie wzięła ona czynnego udziału w walce. Dopiero po finalnym dźwięku gongu rozpoczęły się dodatkowe części fabularne. Na ring wyszły Tamina i Lana. Później dołączyła do nich Natalya. Ta ostatnia oprócz face’ów postanowiła zaatakować też swą domniemaną sojuszniczkę, zbyt prędko wczuwając się w atmosferę Battlegroundowej walki. Na pomoc Snuce przyszła Lana, na swój sposób cementując sojusz i może to mieć naprawdę niezłe rozwinięcie.

Naomi i Carmella też dostały chwilę czasu antenowego, aby nie czuć się porzuconymi. Jedna z nich pochwaliła się swoją pewnością siebie, druga dała do zrozumienia, że z kontraktem Money In The Bank przychodzi sentencja „tam gdzie ty, tam też ja”. Proste, skuteczne. Nawet zaśmiałem się z podejścia Naomi, przypominającego starszą afroamerykańską matronę.

AJ Styles & Shinsuke Nakamura vs. Baron Corbin & Kevin Owens [Tag Team match]

Tutaj najbardziej widać ilość marnowanego potencjału obecnych wrestlerów. Kiedy zacząłem oglądać walkę nie mogłem sobie za cholerę przypomnieć, kto z kim zawalczy w niedzielną noc. To niedopuszczalne, żeby tak bezpłciowo traktować tak niesamowitych mistrzów swego fachu. Na szczęście sama potyczka, to oczywiście wysokiej klasy wrestling, któremu nie mogę nic zarzucić. Finisz, w którym to heele skończyli z podniesionymi w górę rękami dobrze wpasowuje się w aktualne potrzeby SmackDown i składa obietnicę ciekawych i wyrównanych bijatyk.

PS. Kontra na End of Days była prześwietna.

Ocena: 9/10

Pomimo problemów z obudową feudów w skali makro, to co działo się na SmackDown w tym tygodniu zwyczajnie narobiło mi smaka na nadchodzące Battleground. Żeby z dobrym podejściem usiąść do oglądania gali w godzinach 1-5 potrzeba dobrego motywatora i właśnie to dostałem.