Recenzja z Tygrysicem: RAW 09/10/2017

Jak przyćmić zwykłą tygodniówką jedną z najlepszych walk Hell in a Cell w historii, kolejny szaleńczy skok Shane’a McMahona oraz prawdopodobny sojusz Zayna i Owensa? To proste – zjednoczyć The Shield.

Powrót The Shield

W głośno zapowiadanym Miz TV pojawili się Sheamus i Cesaro. Ich występ w programie A-Listera nie był zbyt długi czy bogaty, bo gospodarz postanowił po raz kolejny rozdać swoje nagrody (Mizzies) i ograniczyć tym samym czas na pogaduszki. Zabawę przerwał Reigns, który po raz kolejny wydawał się wychodzić naprzeciw Mizowi głównie dlatego, bo go nie lubi. Gospodarz zbył przeciwnika argumentem przewagi liczebnej po czym wyśmiał spekulacje o powrocie The Shield. I wtedy zza kulis wyszedł Ambrose. A potem Rollins. Arena oszalała, a cała trójka ustawiła się na bokach ringu, jak za starych dobrych czasów. Mimo że z początku było czterech na trzech (w tle przewijał się Axel Curtis), to trio nie miało najmniejszego problemu ze zmiażdżeniem oponentów. Szybko zdałem sobie sprawę, że stajnia ta jeszcze nigdy nie była tak silna. Dean, Seth i Roman zdobyli sporo doświadczenia i umiejętności, pracując na swoje imiona osobno. Teraz wydają się niepowstrzymani. Na sam koniec grupa złapała Miza i potraktowała go swoim ikonicznym powerbombem, przypieczętowując to wszystko klasycznym gestem The Shield. Cudownie.

Niedługo później poobijanego gospodarza show odwiedził Kurt Angle by powiadomić go, że na TLC on i The Bar zmierzą się ze zjednoczonym trio. Przestraszony, zdziwiony i wkurzony Miz spytał się czy menedżer ma zamiar nagradzać The Shield za ich bezwzględne ataki, na co on odpowiedział jedynie „Oh, it’s true. It’s damn true.”. Muszę też w tym momencie nadmienić, że chyba jeszcze nigdy Kurt nie radził sobie tak dobrze, jak na tej gali. Cały segment bardzo dobrze spełnił swoją funkcję.

Jason Jordan (w) vs. Karl Anderson [Singles match]

Mamy naprzeciw siebie dwóch wrestlerów. Obaj z nich specjalizują się w walce tag teamowej. Jeden z nich ma masę więcej doświadczenia od drugiego, a poza tym pomaga mu kompan z drużyny. Kto wygrywa? Jordan. I czemu ja się pytam? Ja rozumiem pewną potrzebę rozwoju Jasona, ale nie może być ona motorem napędowym do grzebania świetnych, niewykorzystanych odpowiednio zawodników. Anderson nie zasłużył na takie traktowanie i nie powinien był przegrać, szczególnie ze wsparciem Gallowsa.

Apollo Crews vs. Elias (w) [Singles match]

Równie dobrze mógłbym tu wstawić mój akapit, z którejś z moich recenzji, które pojawiły się wcześniej. Nic się nie zmieniło, oprócz faktu, że Titus wyszedł zza kulis grając na banjo i parodiując Eliasa. Nie mogę już więcej patrzeć na to pobłażliwym okiem i muszę przyznać, że to wszystko do niczego nie prowadzi. Ok, może panowie będą mieć walki coraz lepsze technicznie, ale w kwestii scenariuszowej jesteśmy głębiej niż w lesie. Na ten moment to zwyczajna nuda i tyle.

Enzo Amore & Kurt Angle Promo

Mistrz dywizji cruiserweightów rozczarowany decyzją generalnego menadżera o umieszczeniu go w meczu o jego tytuł na TLC rozpoczął w ringu mały, acz jak zwykle efektowny rant. Wywód prędko został ukrócony przez Kurta, który znowu poradził sobie naprawdę dobrze. Okazał irytację w bardzo oszczędny sposób, nie odkrywając wszystkich swoich kart. Po chwili średnio zażartej dyskusji Angle ogłosił, że zamiast na najbliższym PPV, wrestlerzy zawalczą już tej nocy. Amore zgodził się, pod warunkiem że wystąpi w main evencie. Na koniec zaś menedżer położył nacisk, że Enzo nie będzie mógł się zdyskwalifikować, bo jego pojedynek zostanie zorganizowany w formule Lumberjack. Wyszło nieźle i nie dało się przytłoczyć ciężarowi wspomnianego na starcie powrotu stajni.

Braun Strowman (w) vs. Matt Hardy [Singles match] + segmenty zakulisowe

Nie wiem do końca czemu akurat to Matta postanowiono postawić naprzeciw Brauna, no ale czemu nie. Na szczęście postanowiono nie zrobić z tego drastycznego squashu i dano panom zawalczyć chociaż te sześć i pół minuty. Hardy mężnie radził sobie z gigantem, wykorzystując spryt i doświadczenie, ale nie miały one specjalnego znaczenia w starciu ze Strowmanem. Po finalnej akcji Matta, ten wydobył się z pinu od razu i samemu przeszedł do chokeslamów i finishera. Wygrana jednak Braunowi nie wystarczyła i zdecydował się on dodatkowo zmasakrować przeciwnika. Działania Potwora ukróciło The Shield, których członkowie mieli wcześniej sporo doświadczeń z Braunem. Prędko wdali się w bójkę z adwersarzem, która skończyła się kolejnym, potrójnym powerbombem – tym razem przez stół komentatorski. Widownia w euforii, a ja w zaciekawieniu, jak daleko pociągnięta zostanie ponowna współpraca trojga wrestlerów. A to jeszcze nie był koniec ich przygody na RAW.

W trakcie pełnego tryumfu przejścia przez korytarze, umiejscowionymi za sceną Roman, Dean i Seth zostali skonfrontowani przez jedną z reporterek WWE. Ostatnia dwójka, pełna podekscytowania przekazała, że są w stanie pokonać każdego. Szczególnie Dean zwrócił uwagę, że liczebność wroga nie ma znaczenia. Reigns z większym spokojem podsumował, że jeśli będzie trzeba staną do walki przeciwko całemu światu. Mam dziwne wrażenie, że specjalnie długo się ten sojusz trzymał nie będzie, ale ponowny start panowie mają świetni.

Niedługo później zaś Miz przyszedł do Kurta z prośbą o dołączenie kolejnego zawodnika do jego drużyny na TLC, motywując to słowami Ambrose’a i zasadami integralności, wyznawanymi przez menedżera. Ten po chwili namysłu zgodził się, nie zastanawiając się, kto zdecydował się współpracować z A-Listerem. Po chwili Strowman wpadł do pokoju, otwierając drzwi kopniakiem. Coś czuję, że za 2 tygodnie main event TLC będzie czymś naprawdę widowiskowym. No i że Braun zacznie w końcu bić wszystkich – nie tylko przeciwników.

Brian Kendrick & Jack Gallagher (w) vs. Cedric Alexander & Mustafa Ali [Tag Team match]

Po raz kolejny mieliśmy do czynienia z kompletnie bezsensownym meczem. Postawiono naprzeciw siebie nowy, heelowy team z pnącymi się w górę face’ami po czym Ci pierwsi wykańczają przeciwników w trzy i pół minuty. Brak w tym jakichś specjalnych brudnych zagrywek czy innych oszustw. Wszystko w takim stylu, że jedni wyglądają beznadziejnie a drudzy nie zyskali na prestiżu. Niezwykle cienka sprawa.

Finn Balor & Bray Wyatt Promo

Kolejna wariacja na temat tej samej sceny. Finn znowu wyszedł, żeby w dość mało charyzmatyczny sposób przekazać, że nie boi się Braya, po czym ten pojawił się na ekranie. Po chwili wstępu obraz zaczął się zmieniać, a Wyatt przeistoczył się w Sister Abigail nakładając na siebie make-up i welon czy chustę. No i został mu podmieniony głos. Gdyby ktoś nie złapał, to pędzę tłumaczyć, że raczej nie dostaniemy jakiejkolwiek formy rzeczywistej opiekunki Braya, bo scena mocno inspirowała się finalną sceną „Psychozy”, w której rozdwojenie jaźni grało ważną rolę. Wszystko to było dosyć mierne samo w sobie, ale najgorsze były reakcje komentatorów, którzy przedstawiali sprawę, jak gdyby nie widzieli, że w krześle siedzi Bray. Nie wiem teraz czy robili głupka z siebie, czy ze mnie.

Przerażony Balor niedługo potem w wywiadzie zakulisowym oznajmił, że wcześniej nie wierzył Brayowi, ale teraz wie, że uwolnione zostało coś potężnego i złego. Czyli Finn też jest pijany albo niespełna rozumu? Proszę, nie idźmy w tę stronę. Zagrajmy na motywie Siostry, ale nie udawajmy, że widzimy kogoś innego…

Mickie James & Alexa Bliss Promo

Niskich lotów żartów o starości ciąg dalszy. Mickie wyszła na scenę by odnieść się do wydarzeń z zeszłego tygodnia. Przyznała, że na RAW nigdy nie czuła się swobodnie i przez chwilę nawet zadała sobie pytanie, czy to nie przez jej wiek. Szybko jednak James doszła do wniosku, że wszystko to jest winą Bliss, która najpierw prowokuję, a potem chowa się za Nią. Zaraz potem na scenie pojawiła się Alexa, by z wymuszonym uśmiechem przeprosić James i w ramach skruchy pokazać film, honorujący jej osiągnięcia. Oczywiście była to jedynie kolejna droga do wyśmiania weteranki, bo obraz pokazywany był w formacie kojarzącym się z latami dawno minionymi. Towarzyszący filmowi narrator również nie szczędził żałosnych uwag na temat James. Muszę jednak przyznać, że rozbawiło mnie to, a kiedy tylko Mickie lepiąc całkiem zgrabne prowokacje, zaprosiła Alexę do ringu, tylko po to by w ostatniej chwili zobaczyć plecy mistrzyni z komentarzem, że ta zagrywka była „tak stara jak ona” naprawdę się wciągnąłem. Po tym oczywiście zobaczyliśmy trochę przepychanki, która zmusiła Alexę do odwrotu. Podsumowując, niezła rzecz.

Alicia Fox vs. Bailey vs. Dana Brooke vs. Emma (w) vs. Sasha Banks [5-Way Elimination match] + Asuka Promo

Dziesięciominutowe starcie piątki pań o prawo walki z Asuką na TLC już na samym początku zaliczyło mocną glebę. Przez cały czas zapowiadano nam, że będzie to zwyczajna walka do pierwszego przypięcia, a gdy w początkowej fazie meczu Brooke została wyeliminowana, a Panie walczyły dalej, nikt do końca nie wiedział, o co chodzi. Wtedy okazało się, że jest to walka eliminacyjna i jeszcze trochę nas czeka. W ogólnym rozrachunku było to dość nudne spotkanie z wrestlerkami. Największa reakcję tłumów wywołała eliminacja Bailey, która odpadła jako druga. Potem trochę walki w trójce, a gdy wszystko miało się ku końcowi i Sasha wyeliminowała Fox, Emma prędko wślizgnęła się za jej plecy i roll-upem zakończyła całą batalię. Wiecie, co to oznacza? Zwyciężczyni zostanie absolutnie zmasakrowana przez Japonkę. Z jednej strony będzie to dobry start dla Asuki, z drugiej zaś teoretyczny ukłon w stronę Emmy, tylko po to, żeby zaraz wbić ją w ziemię to nienajlepszy pomysł.

Oczywiście w międzyczasie po raz kolejny zaanonsowano Japonkę kolejnym świetnym promo, co tylko upewnia mnie w przekonaniu, że na TLC zobaczymy coś naprawdę ciekawego.

Enzo Amore vs. Kalisto (w) [Lumberjack match o Cruiserweight Title]

Ehhh, za szybko. Za szybko. Enzo nie powinien był tracić pasa. On rzeczywiście sprawił, że 205 Live osiągało najlepsze wyniki oglądalności od dawna. Ten facet wyniósł swoją dywizję na nowy poziom. Tak, wiem, robił to trochę kosztem reszty zawodników, co nie znaczy jednak, że trzeba go było pozbawiać tytułu mistrzowskiego. No ale cóż, sama potyczka była naprawdę dobra, bo nie dość że dała poszaleć troszkę obojgu panom, to jeszcze rozwinęła nadchodzący feud, ścierając ze sobą Mustafę i Ariyę. Trzeba jednak przyznać, że Lumberjackowie dość leniwie wykonywali swoją pracę i mając na uwadze niechęć całej dywizji do Enzo, można się było spodziewać czegoś więcej. Zaskoczony byłem tym, jak bardzo ludzie ucieszyli się z faktu, że to luchador wygrał tą potyczkę. Życzę mu wiele szczęścia, ale wolałbym jednak pas z powrotem w rękach The Certified G.

Ocena: 5+/10

Powrót The Shield przyćmił całą resztę gali i słusznie, bo jej jakość pozostawiała wiele do życzenia. To świetnie, że tyle uwagi poświęciło się Deanowi, Sethowi i Romanowi, ale wypadałoby też uważniej przypatrzeć się reszcie linii scenariuszowych.

 

  • The Big Dog

    a kogo obchodzi cała reszta robiąca tylko za tło dla Wielkiej Trójcy 🙂