Recenzja z Tygrysicem: RAW 08/05/2017

Przez moje delikatne opóźnienie z zapoznaniem się z najnowszym RAW, wydawało mi się, jakbym nie oglądał go od miesięcy. Czy pozwoliło mi to spojrzeć na galę ze świeżym podejściem? Czy może od razu powróciłem do starego, dobrego (?) show czerwonych?

Alexa Bliss (w) vs. Mickie James [Singles match]

U niebieskich przed chwilą powstało nowy kolektyw niezbyt przyjemnych pań, więc i na RAW „te złe” potrzebują jakiejś formy przymierza. Tutaj powstaje ono w formie Nii Jax i Alexy Bliss. Fakt, że opiera się na tym, że jedna ze stron wreszcie czuje się przez kogoś doceniana, a druga się jej boi, zalatuje serialem dla nastolatek, grzecznie pominę, dając szansę fabule na dalszy rozwój.

Na szczęście dalszy postęp scenariusza odbywa się nie tylko za kulisami, ale również w ringu. W jednym rogu Little Miss Bliss a w drugim Mickie James. Pierwszej towarzysz Nia a drugiej Bailey. Jak możecie się domyślać, porozumienie heelów zdało swój egzamin i dzięki zamieszaniu wywołanemu przez Jax, które podkręciła była czempionka, walka zakończyła się wynikiem korzystnym dla aktualnej mistrzyni. Wszystko to bardzo schematyczne, lecz na ten moment jeszcze działające.

Dean Ambrose i Miz gościnnymi menedżerami.

Zeszłotygodniowe zachowanie Lunatic Fringe’a musiało zadziałać nie tylko na mnie, ale i na oficjeli WWE, a co za tym idzie firma zdecydowała się pociągnąć dobrze odebrany motyw. Ambrose wyszedł na środek ringu aby oznajmić, że jako że Kurta aktualnie nie ma, za jego zgodą przejmuje on władzę nad czerwoną galą. Nie można było jednak sądzić, że obejdzie się to bez echa. Zza kulis wyszedł Miz z wiadomością, że on również jest menedżerem na ten wieczór, tyle że z pełnomocnictwa Stephanie McMahon. Bez wdawania się w zbędne szczegóły warto zwrócić uwagę, że kolejne spory dwójki panów prowadzone były przez całą galę i pokazywały naprawdę niezłą chemię między nimi. Tak właśnie powinno budować się feudy.

Finn Balor (w) vs. The Miz [Singles match]

Ta walka zaprezentowała nam jedną z bardziej przemyślanych, niecnych taktyk ostatnich miesięcy. Jako że potyczka ta spotkała się z zaskoczeniem Miza (Dean zarządził ją bez jego zgody), chciał on ją zakończyć w jak najszybszym tempie. W trakcie walki pchnął Balor na sędziego a ten wpadł w Maryse, która spadła z ringu. A-Lister od razu udał się do gongu i kazał oznajmić dyskwalifikację na mocy praw mu przez Stephanie przyznanych. Niepocieszony tłum buczał Miza do wyjścia, aż nagle pojawił się Dean i ogłosił, że takich zabaw nie ma – mecz zostaje wznowiony, a Maryse zostaje wykluczona z towarzyszenia mężowi. Wszystko bardzo prędko wykorzystał Finn i bez trudu pokonał adwersarza. Wynik walki odpowiedni, przebieg fabularny świetny.

Bray Wyatt (w) vs. Dean Ambrose [Singles match]

W jednym z kolejnych segmentów gali zmęczony Miz spotkał się z Deanem na zapleczu, w celu przedyskutowania umiejscowienia jego show. Jako że Ambrose miejsca na nie nie przewidział Miz w wyniku nasilającej się frustracji (walka, show, brak biura z prysznicem ,które Dean rzekomo posiada) zasądził main event pomiędzy Lunatic Fringem a Pożeraczem Światów.  Teoretycznie sprawiedliwe i całkiem ciekawie.

Jako że w trakcie pojedynku wieczoru przy stole komentatorskim zasiadł A-Lister, wiadomym było, że będzie on chciał wziąć udział w potyczce obu panów. Tak też się stało i w trakcie nieuwagi interkontynentalnego czempiona Miz zwędził mu pas, po czym dzięki zamieszaniu w ringu, uderzył nim Deana pozostawiając go na łaskę Braya. Wyatt dzięki pomocy swojej ukochanej Sister Abigail ze stylem zakończył uczestnictwo Deana w te walce. Obaj zawodnicy na przestrzeni potyczki sprawiali się bardzo zadowalająco, prezentując parę godnych podziwu akcji. Warto wspomnieć choćby o suplexie z drugiej liny na przestrzeń poza ringiem.  Niemalże wszystko czego tknęli się twórcy, a dotyczyło pary zastępczych menedżerów, sprawiło się świetnie.

Samoa Joe vs. Seth Rollins (w via DQ) [Singles match]

Żadna impreza RAW nie może odbyć się bez ataku, któregoś z tych panów na drugiego. Tym  razem to Seth postanowił poturbować, biorącego udział w wywiadzie Samoańczyka. Pech chciał, że Joe nie dał się otumanić i szybko przeszedł do kontrofensywy. Na szczęście dla obu dżentelmenów w pobliżu było sporo kadr, które pomogły ich rozdzielić. Droga do znudzenia się takimi segmentami jeszcze spora, ale nie chcę, żeby WWE się do niej zbliżało…

Animozje musiały chociaż na jakiś czas zostać rozwiązane w ringu. Tutaj muszę pochwalić, że nie ograniczono się do klasycznej formuły meczowej i tym razem zagrano wkoło odsłoniętego narożnika, który próbowali wykorzystać obaj zawodnicy. Jako że lepszy  był w tym Samoa, Rollins wreszcie opadł z sił, ale ze względu na bezwzględne wykorzystywanie metalowego elementu Joe został zdyskwalifikowany. Przegrana nie zdawała mu się jednak przeszkadzać i sytuacja ponownie przyjęła nieprzyjemny obrót dla Architecta, który złapany w Conquita Clutch nie miał siły ani woli do ucieczki. Joe w końcu sam puścił, lecz pomimo oficjalnego zwycięstwa Setha, wynik był jasny. Nieźle zaaranżowane, porządna walka, plusik na konto.

Braun Strowman vs. Kalisto (NC) [Singles match]

W trakcie jednej z wymian argumentów Ambrosa z Mizem na scenę wyszedł aktualny ulubieniec Braun Strowman. Problem w tym, że nie do końca wiadomo po co. Czemu tak mówię? Gigant wszedł na scenę i oznajmił, że nie obchodzi go, kto jest menadżerem, ale że nadal chce wyzwania i Romana Reignsa. Tylko że nie dzisiaj. Bo jest kontuzjowany. Dean i Miz nie są przecież stałymi kierownikami, więc po co w ogóle do nich wychodzić? No nic… gdyby nie wyszedł, nie mógłby mu przeszkodzić Kalisto. Tyle że u niego też pojawiły się pewne nielogiczności. Luchador wypowiedział się na temat faktu, że pokonał ostatnio Strowmana a ten niehonorowo i niemęsko wrzucił go do kontenera i zrzucił ze scenę. Następnie jednak z olbrzymią chęcią przyjął propozycję Deana aby wrestlerzy zawalczyli teraz, pomimo kontuzji Brauna, skoro ten twierdzi, że jest w stanie pokonać Kalisto jedną rękę. Jakoś mało to honorowe, co nie?

Były członek rodziny Wyattów odmówił walki, jednak nie jemu decydować o tym, czy odbędzie się ona czy nie. Z tego też powodu, gdy tylko zadzwonił gong, Strowman rzucił się na przeciwnika i rozpoczął pastwienie się nad nim. Nie potrwało to długo, bo zza kulis wybiegł Roman Reigns. Jak słusznie się domyślacie, doszło do brawlu. The Big Dog używał bardzo niecnych taktyk i ruchów, wciąż skupiając się na ręce Brauna. Gigant zmuszony był do ucieczki przez średnio zadowolony tłum. Buildup był mało zadowalający. Jednak to, jak cała walka się rozwiązała nawet mnie zadowoliło, szczególnie dzięki wątpliwie moralnemu zachowaniu Romana.

Big Cass & Enzo Amore vs. Cesaro & Sheamus (w) vs. Goldust & R-Thruth vs. Heath Slater & Rhyno vs. Karl Anderson & Luke Gallows [Tag Team Turmoil]

Proste zasady – dwie drużyny wchodzą na ring, wygrani w nim pozostają, czekając na kolejnych przeciwników i tak do wyczerpania się drużyn. Niesprawiedliwe? Może, ale nie zapominajmy, że to po prostu wrestling. Na samym początku pomiędzy liny wpadli The Bar oraz Certified G wraz ze swoim przyjacielem – teoretycznie dwie najsilniejsze drużyny z uczestników. Ta potyczka wydawała mi się też najbardziej wyrównana, przez co wątpiłem, aby europejski kolektyw był w stanie wyjść z całego Turmoilu zwycięsko. A jednak. Cesaro i Sheamus pokonali potem Beauty and The Manbeast, The Club, a na koniec przyszedł czas na The Golden Truth. Ze względu na zmęczenie The Bar połączone z faktem, że Goldust i R-Truth otrzymali materiały wideo z udziałem generalnego menadżera można było śmiało sądzić, że Golden Truth otrzyma szanse walki o pasy mistrzowskie. Tak się jednak nie stało – po walce też dostali wpiernicz. Jaki jest tego wynik? Pozostałe drużyny nie wyglądają tak źle (to znaczy, nie wyglądają gorzej, źle już wyglądały), a Irlandczyk i Szwajcar stali się bestiami wytrzymującymi niemal półgodzinną bitwę z kolejnymi drużynami. Niezła robota, gratuluję. (Oczywiście na sam koniec na ring musieli wyjść The Hardy Boyz, ale na nich The Bar już słusznie ochoty nie miało.)

Gentleman Jack Gallagher vs. TJ Perkins (w) [Singles match]

Wiecie co, no ale tak się nie godzi. Nie można ustawiać walki, w której Gallagher przegrywa w 3 minuty, bo Perkins przytrzymywał jego ubranie, a sędzia wyraźnie to widział. No tak nie wolno. Rozumiem, że heel tactics i w ogóle, rozumiem późniejszy atak na Brytyjczyka, rozumiem odsiecz Ariesa, niestety, samej walki zrozumieć specjalnie nie mogę i obrzydziła mi ona wszystko co przyszło po niej.

Alicia Fox vs. Sasha Banks (w) [Singles match]

Kobietami rozpoczęliśmy, kobietami też skończymy. Tym razem walka trwała poniżej trzech minut i została zorganizowana chyba tylko po to, żeby Sasha miała co wygrać, a Alicia zaprezentowała swojego Northern Lights Suplexa. No słabo dziewczyny, słabo. Nie o taką rewolucję nic nie robiłem.

Ocena: 7+/10

To RAW nie było szczytem moich marzeń, ale zdecydowanie trzymało poziom w najważniejszych elementach. Drobnica została potraktowana po macoszemu, więc pomimo świeżego podejścia i tak bardzo mi się część elementów nie podobała. Niemniej jednak gala całkiem niezła, czekać tylko na dalszy rozwój.