Ranking pięciu najbardziej zmarnowanych gwiazd z NXT w głównym rosterze

Podpisujesz kontrakt z WWE NXT, pokazujesz się tam z dobrej strony, świetnie dogadujesz się z innymi, dostajesz tytuły mistrzowskie, masz wyśmienitą pozycję w złoto-czarnym brandzie. Nagle dowiadujesz się, że Vince McMahon chce cię w głównym rosterze. Myślisz sobie: „wow, zostałem zauważony, będę mógł występować na RAW!”. Mijają tygodnie, ty zostałeś przypisany już do jednego z głównych rosterów, jednak zamiast występować na RAW lub SmackDown dostajesz scenariusz w którym czytasz, że dziś przegrasz kolejną walkę z Apollo Crewsem na tapingach do Main Event. Twoja frustracja narasta, po kilku miesiącach godzisz się z tym, że nic z tego już nie będzie i na stałe zostałeś jobberem u Vince’a.

W dużej mierze tak to właśnie wygląda. Oczywiście, żeby była jasność nie wszystkich z NXT czeka taki los. Jest wielu zawodników, którym się udało. Osobowości, które nie muszą martwić się o występy w Main Event to chociażby Elias, Mandy Rose, Sami Zayn, a Seth Rollins, Finn Balor, czy Samoa Joe to przecież obecni mistrzowie w WWE. Niestety dużo gwiazd, które w NXT robiły furorę zostało pominiętych i nic nie wskazuje na to, aby ich status miał się poprawić. W poniższym rankingu przedstawię Wam pięciu (moim zdaniem) najbardziej zmarnowanych zawodników, którzy przeszli z NXT do głównych rosterów:

5. The Ascension

Temat stary jak świat. Sam zastanawiałem się, czy umieścić ich w tej TOPce, czy też sobie darować. Ostatecznie stwierdziłem, że warto o nich wspomnieć, ponieważ w NXT byli przecież dominującym tag teamem. Fakt faktem, było to już bardzo dawno, bo tytuły mistrzowskie NXT Tag Team wygrali w roku 2013. Dzierżyli je przez rok czasu (a żeby być dokładnym przez 364 dni). Do głównego rosteru przybyli w 2014 i nawet zapowiadało się to dobrze. Podobnie jak w NXT, mieli bowiem na początku serię zwycięstw. Ta została jednak przerwana po dwóch miesiącach i wtedy właśnie wszystko zaczęło się sypać. Bardzo często dostawali walki na Superstars (odpowiednik dzisiejszego Main Event), gdzie raz wygrywali, drugi raz przegrywali. Z miesiąca na miesiąc i z roku na rok ich sytuacja jednak się pogarszała i na stałe zostali wpisani do kanonu jobberów w WWE. Smutne jest to, że jako tag team nie wygrali żadnej telewizyjnej walki od lipca zeszłego roku. Przy okazji mała ciekawostka – The Ascension debiutowali w roku 2011, jeszcze we Florida Championship Wrestling, ówczesnej rozwojówce WWE. Co prawda wtedy była to stajnia i skład także był trochę inny, niemniej dziwi mnie fakt, że utrzymali się przez tak długi okres czasu nie odnosząc przy tym (oprócz NXT) żadnych sukcesów.

4. Robert Roode

W przypadku Roode’a, również zastanawiałem się czy jest tu dla niego miejsce. A, zastanawiałem się ponieważ, po przejściu do głównego rosteru zdobywał przecież tytuły mistrzowskie. W jego przypadku było to mistrzostwo Stanów Zjednoczonych oraz RAW Tag Team Championship zdobyte wraz z Chadem Gablem. Nawet ostatnio trzymał przez chwilę pas 24/7, choć to akurat idealne mistrzostwo dla low-carderów. Przypomniałem sobie jednak jego run z pasem wagi ciężkiej w TNA oraz z pasem NXT notabene w NXT. I chyba sami wiecie, że znacząco różni się to od tego co Bobby (a dzisiaj już Robert) Roode prezentuje w głównym rosterze WWE. To gość, który ma charyzmę, potrafi dać dobre promo i idealnie nadaje się na zawodnika, który odgrywałby czołową rolę w ważnych storyline’ach. Podsumowując, WWE powinno zrobić z nim coś więcej. I najlepiej, gdyby Roode był wtedy heelem, bo taki Roode jest bez wątpienia najlepszy.

3. Ember Moon

Cofam się pamięcią do walk Ember Moon w NXT i zastanawiam się co poszło nie tak. Pomijam już nawet fakt, że była tam mistrzynią kobiet. Po prostu patrzysz na nią i widzisz, że to materiał na dużą gwiazdę w kobiecej dywizji głównego rosteru. Tymczasem od momentu debiutu Ember na RAW z jej postacią nie dzieje się nic ciekawego. Oprócz tego, że nie ma na nią pomysłu na tygodniówkach, Ember pojawia się także w Main Event co absolutnie nie jest powodem do zadowolenia. Szkoda, bo już samym wejściem na ring była mistrzyni NXT Women’s pokazuje, że ma w sobie to coś. W ringu wyróżnia się na tle innych zawodniczek, a jej finisher jest świetną i efektowną akcją. Zdecydowanie Ember Moon zasługuje na więcej. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że w jej przypadku nie wszystko jest stracone i dostanie jeszcze swoją szansę.

2. Eric Young

Lider stajni The Sanity, która w głównym rosterze na dobrą sprawę nawet dobrze nie zaistniała. Grupa dostała kilkanaście poważniejszych występów na SmackDown po czym rozpadła się, tak po prostu. Alexander Wolfe przeszedł do NXT UK, Killian Dain dwie swoje ostatnie walki stoczył na live eventach NXT, Nikki Cross została niezależną zawodniczką na RAW, a Eric Young… no właśnie… ugania się za pasem 24/7. Nie dostaje walk nawet w Main Event. Umieściłem go w tym rankingu tak wysoko, ponieważ tuż przed dołączeniem do WWE był on naprawdę bardzo gorącym free agentem na scenie niezależnej. W 2015 roku, Young był czołowym heelem w TNA i rok później gdy zadebiutował w NXT wiązano z nim spore nadzieje. Wraz z utworzeniem The Sanity, Eric radził sobie świetnie w roli ich lidera, jednak teraz WWE nie ma na niego absolutnie żadnego pomysłu i jego postać stoi w miejscu. Gdyby dawano mu jeszcze walki na Main Event można byłoby go nazywać jobberem lub ewentualnie low-carderem, jednakże w takiej sytuacji w jakiej znajduje się obecnie ciężko określić Erica Young’a w jakikolwiek sposób.

1. EC3

Ci, którzy mnie znają nie mogą się dziwić, że na pierwszym miejscu postawiłem EC3. Sam już przecież pisałem o tym gościu dwa felietony. I być może nawet dla niektórych jest to zaskakujący wybór, ponieważ jako jedyny z tej piątki, EC3 nie zdobył w NXT żadnego tytułu mistrzowskiego. Do tego zaraz zresztą się odniosę, jednak najpierw skupmy się na samym zawodniku. EC3 znany z początków swojej kariery w WWE jako Derrick Bateman po nieudanym pobycie w federacji Vince’a McMahon zrobił karierę w TNA, które na tamten moment było numerem dwa w Stanach Zjednoczonych. Carter szybko stał się tam czołową postacią i został 2-krotnym mistrzem wagi ciężkiej. Widząc jak EC3 odnalazł się w TNA, federacja WWE złożyła mu propozycję kontraktu. Oczywiście Carter mając możliwość o wiele większego zarobku zgodził się i w NXT odrodził się na nowo. Jego pierwsze pojawienie się w Full Sail University po powrocie wywołało u fanów pozytywne reakcje i nadzieję na to, że wkrótce zostanie mistrzem złoto-czarnego brandu. Co ciekawe, minął prawie rok, a EC3 żadnego tytułu nie zdobył. Nie oznacza to jednak, że był źle traktowany w NXT, ponieważ pomimo tego, był tam topową gwiazdą. Z biegiem czasu odnoszę natomiast wrażenie, że pas mistrzowski NXT w rękach EC3 mógłby wiele zmienić w dzisiejszym krajobrazie. Przede wszystkim wszyscy zobaczyliby jak świetnym mistrzem potrafi być Carter i kto wie jak potoczyłyby się jego dalsze losy. Szybko jednak zdecydowano na jego transfer do głównego rosteru, który został całkowicie zepsuty. Przede wszystkim zamiast zadebiutować na RAW lub SmackDown w mocnym stylu, najpierw widzieliśmy kilka zakulisowych segmentów w których EC3 prężył się przed lustrem itp. Kiedy już doszło do jego pojawienia się na RAW, stało się to w „A Moment of Bliss”. Najbardziej irytujące w tym wszystkim jest to, że zamiast dopuścić EC3 do mikrofonu zrobiono z niego niemowę. A, przecież w jego przypadku proma to bardzo mocny punkt. Pierwszą swoją walkę na RAW wygrał z Deanem Ambrosem i mogło to zwiastować duże rzeczy, natomiast za tydzień w rewanżu przegrał przez small package. Następnie walczył już tylko w Main Event przegrywając z takimi gośćmi jak Apollo Crews, Tyler Breeze, czy Cedric Alexander. Obecnie jego największą rolą jest uganianie się za pasem 24/7 i jeśli kiedykolwiek uda mu się go wygrać to już będzie to dla niego duży sukces. W podcaście „Talk is Jericho”, Jon Moxley wypowiedział się na temat EC3 i ujawnił, że pozycja tego zawodnika spadła zaraz po jego walkach z nim, ponieważ heelowy Ambrose otrzymywał większy pop od EC3 co nie spodobało się Vince’owi i w jego oczach, EC3 się po prostu nie sprawdził. Co o tym sądzę? A, no to, że ciężko by młodzi fani, którzy nie oglądają NXT cheerowali kogoś kogo nie znają, tym bardziej jeśli ten ktoś nie mógł się wcześniej nawet wypowiedzieć. Serio, do tej pory EC3 nie wygłosił na RAW żadnego promo w ringu lub jego okolicach. Ci, którzy oglądali TNA za czasów występów Cartera wiedzą jak wielki potencjał ma ten zawodnik i jak bardzo potrafi on wykorzystać swoją charyzmę. I o ile w NXT był jeszcze mocnym nazwiskiem, tak w głównym rosterze przepadł całkowicie. Feud z Johnem Ceną o którym marzył pewnie już nigdy nie będzie miał miejsca, a dla niego samego najlepszym rozwiązaniem w obecnej sytuacji byłby powrót do Impact Wrestling lub podpisanie kontraktu z AEW. Wspomnę też o ciekawym materiale video, który od jakiegoś czasu krąży w Internecie. Widzimy na nim dwie wersje – wejściówkę EC3 za czasów NXT oraz ostatnią wejściówkę EC3 z Main Event. [LINK TUTAJ] Nic więcej nie trzeba dodawać…

W rankingu nie zostali umieszczeni tacy zawodnicy jak Shinsuke Nakamura, czy Asuka, ponieważ w porównaniu do powyższej piątki oboje odnosili już duże sukcesy w głównym rosterze. Najlepszymi przykładami na to jest wygranie Royal Rumble Matchu przez Nakamurę, czy zdobycie pasa SmackDown Women’s Championship przez Asukę. Zastanawiałem się też nad umieszczeniem w rankingu Viking Raiders, jednak w ich przypadku jest jeszcze za wcześnie, aby cokolwiek przesądzać. Ostatni występ w Main Event może jednak niepokoić i wszystko wskazuje na to, że będą to kolejne „ofiary Vince’a McMahona” w głównym rosterze.