NXT TakeOver: War Games 2019 – Opinia

Dawno nie oglądałem żadnej gali wrestlingu na żywo w nocy, ale tym razem z okazji TakeOver się skusiłem i zupełnie tego nie żałuję. Świetna gala, pełna emocji i pozytywnych zaskoczeń, a co najważniejsze pełna bardzo dobrego wrestlingu. O poziom TakeOverów nigdy martwić się nie trzeba, więc oczekiwałem tego, że dostaniemy show na wysokim poziomie. Droga do War Games stała pod znakiem wojny brandów, ale nie oznacza to, że wewnątrz NXT nie mieliśmy rywalizacji. Cała droga do War Games była promowana tytułowymi War Games Matchami. W tym roku fani zebrani w Resmont byli świadkami dwóch tego typu walk. Pierwszy raz w historii do klatki weszły kobiety, który otworzyły galę rewelacyjnym starciem, które swoją historią wbiło mnie w fotel. Następnie doszło do Triple Threat Matchu, w którym na szali znalazło się miano pretendenta do pasa NXT. Pete Dunne, Damien Priest i Killian Dain walczyli o prawo starcia z Adamem Colem na Survivor Series.

Trzecim starciem, które dodane zostało do karty po tym, jak Johnny Gargano doznał urazu, który wykluczył go z udziału w gali był pojedynek Finna Balora z Mattem Riddle. Moim skromnym zdaniem najmniej ciekawe starcie, które w ogóle nie powinno się odbyć. No, ale konieczność zastępstwa była, więc jest to zrozumiałe. W wielkim main evencie odbył się tytułowy „War Games Match”. Do klatki weszli panowie, którzy mieli zakończyć TakeOver z przytupem. Ekipa Tommaso Ciampy starła się z dominującą siłą NXT, czyli Undisputed Erą. Tym, co mnie intrygowało w tej walce, to tożsamość ostatniego członka drużyny Ciampy, którym okazał się być powracający do NXT Kevin Owens. Mocno mnie to zaskoczyło i to był taki „excited” moment tego starcia. Walka sama w sobie była dobra, choć poprzednie pojedynki „War Games” wspominam lepiej. Po krótkim wstępie tradycyjnie zapraszam was do mojej opinii, w której to subiektywnie ocenię każdą z walk. Życzę miłego czytania!


War Games Match

Team Ripley (Rhea Ripley, Candice LeRae, Dakota Kai, Tegan Nox) vs Team Baszler (Shayna Baszler, Io Shirai, Bianca Belair, Kay Lee Ray)

TakeOver rozpoczęto z hukiem, bo od pierwszego w historii „War Games Matchu” kobiet. Od początku drużyna Ripley była osłabiona, ze względu na atak na Yim przed rozpoczęciem show. Z miejsca zbudowano nam podwaliny pod niezłą historię tej walki. Osłabiony team Rhei kontra liczniejsza ekipa mistrzyni NXT. To jednak był dopiero początek tego, co miało nadjeść i być totalnym szokiem i kulminacją zdarzeń. Początek starcia był spokojny, które rozpoczęły Candice i Io. Następnie była walka 2 na 1, kiedy to zjawiła się Bianca i to one wraz z Japonką dominowały nad LeRae. Pojawienie się Ripley zmieniło przebieg walki na korzyść jej teamu, choć wszystko się zrównoważyło po wejściu Kay Lee Ray. Dobra, a więc przechodzimy do momentu, który wbił mnie w fotel i był totalnym szokiem. Nikt nie mógł się tego spodziewać, więc reakcja fanów jak i moja była podobna. Dakota wściekle atakuje Tegan i odwraca się od swojej drużyny. Geniusz! geniusz kreatywnych, bo zabookowali to w genialny sposób. Dawno nie byliśmy świadkami tak dobrze zaplanowanego heel turnu, to zdecydowanie największy „shocker” jeśli chodzi o NXT w tym roku. Dalsza cześć walki stała pod znakiem „handicapu”, bo Rhea i Candice były osłabione, a Baszler i jej koleżanki miały liczebną przewagę. Skutkiem wcześniejszych wydarzeń było to, że zabookowano końcówkę tej walki tak, iż Ripley i LeRae wyszły trochę na „terminatorki”. Oczywiście mówię to w cudzysłowie, ponieważ cała historia tego starcia idealnie wpasowała się w jego przebieg. Wszystko było logicznie rozpisane od turnu Dakoty po mocne zwycięstwo teamu Ripley. Sama zainteresowana zgarnęła ostatni pin, który pewnie da jej miano pretendentki do pasa kobiet NXT.

Zwyciężczynie: Team Ripley (Rhea Ripley, Candice LeRae, Dakota Kai, Tegan Nox)

Moja ocena: **** 1\4*


#1 Contender for the NXT Championship Triple Threat Match 

Pete Dunne vs Damien Priest vs Killian Dain

Walka, która miała podłoże storyline’owe i nie była jakimś „zlepkiem”. Przez ostatnie byliśmy świadkami rywalizacji na linii Dunne-Priest. 2 walki, panowie stoczyli i zapowiadało się, że zakończy się to 3 starciem, ale we wszystko wplątał się Dain. W taki sposób doszło do tej walki, którą mogliśmy obejrzeć na TakeOver. Powiem wam, że jest to taki „cichy” pojedynek tej gali, jeśli chodzi o sam poziom ringowy. Naprawdę dostaliśmy tutaj kawał dobrego wrestlingu, a całą walkę oglądało się z wielką przyjemnością. Spotkały się tu trzy inne charaktery oraz style, bo Dunne to technik, zaś Dain i Priest to wrestlerzy, którzy preferują styl „powerhouse”. To było połączenie, które musiało wypalić. Starcie było wyrównane, a akcja w ringu co chwilę się zmieniała. Raz Pete miał przewagę, kiedy po chwili kontrolę nad meczem przejmowali jego rywale. Ładnie też siadały „near falle”, które były często ale w odpowiednich momentach. Wydaję mi się, iż ta walka trwała zbyt długo i trochę ją przeciągnęli, bo można było to skończyć z 5 minut wcześniej. Zakończenie było logiczne i ciekawe. Zwycięstwo Pete’a, które było, jakby nie patrzeć dziełem szczęścia dało mu prawo walki z Colem na Survivor Series.

Zwycięzca: Pete Dunne

Moja ocena: **** 


Singles Match

Matt Riddle vs Finn Balor

Czy to był zawód? moim skromnym zdaniem najsłabsza walka tej nocy. Oczywiście starcie było przyzwoite, ale po tej dwójce spodziewałem się czegoś więcej. Dostali prawie 15 minut na swój pojedynek, więc chyba wystarczająco, by stworzyć coś ciekawego. Walka była na poziomie tygodniówki, czyli było to coś dobrego, ale jednak czegoś tutaj zabrakło. Balor po zmianie charakteru prezentuje się o wiele lepiej, widać było to w tej walce. Jego prezencja i zachowanie w ringu idealnie wpasowują się w jego gimmick, to owocuję tym, że Finn stał się jedną z najbardziej wyrazistych postaci w NXT. Wróćmy do walki, która w pierwszej swojej części trochę „zamulała”, ale z czasem Riddle i Balor się rozkręcili, co doprowadziło do dynamicznej końcówki walki. Wygrana Finna było do przewidzenia, choć w pewnych fragmentach starcia były przebłyski tego, że „Bro” może opuścić galę jako zwycięzca. Końcówka pojedynku była niezwykle fizyczna i dosyć ciekawa. Zaskoczył mnie sposób wygranej Balora, bo zakończył to poprzez „Bloody Sunday”, a nie jak zwykle po wykonaniu „Coup de Grace”. Teraz pewnie Irlandczyk będzie kończył swój spór z Gargano, gdy ten powróci po kontuzji.

Zwycięzca: Finn Balor

Moja ocena: *** 1\2*


War Games Match

Team Ciampa (Tommaso Ciampa, Keith Lee, Dominik Dijakovic, Kevin Owens) vs The Undisputed Era (Adam Cole, Roderick Strong, Kyle O’Reilly, Bobby Fish)

Cóż, był to War Games Match, który stał na dobrym poziomie, ale mam takie wrażenie, że z każdą edycją te walki robią się oklepane. Nie jest to żaden hejt czy narzekanie, ale opinia podparta oglądaniem każdej walki War Games i moją obserwacją. Nie zmienia to faktu, że nadal są to bardzo dobre mecze i ten też był na wysokim poziomie. Dostaliśmy solidny feud na linii Ciampa-Undisputed Era, a jego zwieńczeniem był ten oto pojedynek w klatce War Games. Do końca nie było pewne, kto zasili ekipę Tommaso jako ten czwarty. Tak naprawdę dopiero pod koniec się tego dowiedzieliśmy i był to niemały szok, choć pewne spekulacje na temat powrotu Kevina się pojawiały. Walkę rozpoczęto z wysokiego C, bo od lidera swojego zespołu Ciampy i mistrza NA Rodericka Stronga. Początek walki, to też dominacja UE, które po wejściu Kyle’a miało Tommaso wystawionego do ataku. Wejście każdego wrestlera był fajnie rozplanowane, bo po wejściu zawsze ktoś wnosił coś świeżego do walki. Było tu sporo tego, co widzieliśmy w poprzednich walkach War Games, a mianowicie zamieszanie, brutalna walka, spoty. Tym, co mnie trochę irytowało to brak użycia innych przedmiotów, bo w walce ujrzeliśmy tylko stoły. Miałem nadzieję na niezłą rozwałkę, a miałem lekki niedosyt. Takim fajnym momentem był oczywiście powrót Owensa i „stardown” z Adamem Cole (mały flashback z ROH). Do takich chwil należy zaliczyć „spot”, który zakończył ten pojedynek, czyli „Air Raid Crash” ze szczytu klatki wykonany przez Ciampę na Cole’u. Biorąc pod uwagę całokształt, to otrzymaliśmy bardzo dobrą walkę, choć zbyt oklepaną.

Zwycięzcy: Team Ciampa (Tommaso Ciampa, Keith Lee, Dominik Dijakovic, Kevin Owens)

Moja ocena: **** 1\4*