Jak uzdrowić wrestling? Krótki poradnik w kilku punktach

W jakim stanie jest obecny wrestling? Czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie? Jeśli źle, to jak to zmienić? Jak sprawić, że ponownie zyska on na popularności i straci rzeszę niesłusznych krytyków? Jeżeli szukacie odpowiedzi na te pytania, zapraszam do lektury pierwszego poradnika z, być może, całego cyklu mojego autorstwa!

Z góry zaznaczam jednocześnie, że jestem jedynie długoletnim fanem naszej ukochanej rozrywki, a nie szanowanym przez wszystkich ekspertem, stąd też z moimi radami można, a nawet trzeba, się nie zgadzać.

  1. Dbaj o fanów, a nie o własny portfel.

Czy nie odnosicie wrażenia, że w wrestlingu najważniejsze są pieniądze? Owszem, biznes to biznes, więc nie powinno to nikogo dziwić. Dziwić powinno jednak to, jak bardzo można utrzymywać wizerunek fana jako portfela pełnego gotówki.

Czy nie powinno być tak, że najważniejszy powinien być odbiorca serwowanego produktu? Dlaczego więc produkt jest średni, miałki, nijaki? Nie patrzę tylko na największych graczy na rynku, ale także na społeczność lokalną. W Polsce mamy dwie duże federacje – KPW i MZW. I obydwie, z tego co słyszałem od niektórych (być może wiecie których) osób, skupiają się w głównej mierze na „lokalsach” – Kombaci na tych z Pomorza, a Maniacy na tych ze Śląska. Za ograniczaniem się do części odbiorców nigdy nie będzie iść zysk i dopóki się tego nie zrozumie, to będzie tak, jak jest.

Patrząc na problem bardziej globalnie, też widać, że najważniejsze są pieniądze. Policzcie, ile gotowych do sprzedaży koszulek w swoich sklepach mają poszczególne federacje. Teraz zastanówcie się, które z nich chcielibyście zakupić. Tak się dzieje, gdy podaż jest za duża, a popyt jest za mały. Na szczęście dla włodarzy przeróżnych federacji fani mają też dzieci i jeśli to nie tata kupi sobie koszulkę, to dla swojego szkraba zakupu już nie odmówi.

W kwestii czysto ringowej też nie było i nie jest kolorowo. Ci, którzy oglądają gale w internecie, korzystając z nowych technologii, niby nie mają powodów do narzekań – zechcą popatrzeć na show, odpalą WWE, zapragną historii jak w serialach, zerkną na Impact Wrestling, poczują się w potrzebie zobaczenia hektolitrów krwi, zaczną obserwować scenę UV, znajdą się w potrzebie śledzenia technicznych starć, natrafią na Indysy. Tyle opcji do wyboru, tyle możliwości, kolejnych platform streamingowych, a kończy się na tym, że nie wybiera się żadnej z nich, a gale z przyzwyczajenia pobiera się z torrentów czy też ogląda na serwisach Youtubopodobnych. Widzowie się cieszą, bo oglądają, to co lubią, a organizacje tworzące produkt tracą potencjalne zyski z uczestnictwa w wydarzeniach na żywo i wpierania swoich ulubieńców poprzez zakup unikalnych koszulek i innych gadżetów, które, jak się okazuje, unikalne wcale nie są.

2. Dopasowuj się z wyczuciem do realiów świata.

Pamiętacie początki rewolucji kobiet w WWE? W jednej chwili płeć piękna w ringu stała się równie ważna, jeśli nie ważniejsza, od mężczyzn. Przestała być tylko akcentem przyjemnym wizualnie i pomagającym w punkt wybrać się na przerwę do toalety. Zerwano z kontrowersyjnym traktowaniem ich na wizji i zaczęto dawać im coraz więcej produktywnego czasu antenowego. Najzwyklejsze cotygodniowe gale zaczęły się na nich opierać, mogły one w końcu pokazać swoje umiejętności. Później raz po raz przechodziły do historii – pierwszy Royal Rumble Match, pierwszy Money In The Bank Match, pierwszy main event WrestleManii. Tylko gdzie tu umiar? Jednym jest poważne traktowanie, a czym innym zapominanie o trzeźwych proporcjach i naginanie rzeczywistości.

Podobnie sprawa wygląda w kontekście mniejszości seksualnych. W momencie, gdy stawało się o nich coraz głośniej na świecie, gimmicki oparte na innościach coraz częściej pojawiały się w ringu. Kto z Was nie pamięta o Orlando Jordanie, który, z racji tego, że ma inną orientację, do ringu wpadał w akompaniamencie bliżej nieznanej półnagiej pani i równie nieznanego półnagiego pana owinięty taśmą klejącą lub oblewający się jogurtem? Rozumiem, że jakie czasy, takie kontrowersje, ale w przypadku Jordana powodowało to jedynie skrzywienie na twarzy. I jasne – rozumiem, że heel to heel, a face to face, że heela nie można lubić, a face’a nie można nienawidzić. Problem w tym, że zamiast nienawidzić osoby Jordana brylującego w TNA nienawidziliśmy coraz bardziej społeczeństwa LGBT+.

Inność  stała się normalnością, a w ringach wielu federacji debiutowały kolejne osoby o innych preferencjach. W jednym z ostatnich sezonów pozostającego w formie telewizyjnego reality show od WWE – Tough Enough – swoje miejsce w składzie znalazła Daria Berenato znana dzisiaj jako Sonya Deville. Od jej początków przed kamerami wspominano o tym, że jest lesbijką i że swoim występem chce pokazać, iż walczy o dobro wiadomej części społeczeństwa. Nie rozumiem tylko, jak można traktować na równi kogoś, kto jest inny, w sytuacji gdy ten ktoś pokazuje, że nie chce być z innymi na równi. Tak jak Nyla Rose – transwestyta z dywizji kobiet AEW, który posiada mistrzostwo tych teoretycznie słabszych. Inna sprawa, że Nyla typową kobietą nie była, nie jest i nie będzie, w związku z czym jej panowanie ze złotem jest oceniane jednoznacznie negatywnie. Przeszła do historii, została mistrzynią. Szkoda tylko, że jest taką czempionką jak Eric Young swego czasu mistrzynią drużynową kobiet TNA.

3. Sprzedawaj to, za czym ludzie tęsknią, a nie to, co kupią.

Pan Premier na jednym ze słynnych nagrań z pewnej warszawskiej restauracji powiedział, że należy wytwarzać w ludziach sztuczne potrzeby, a następnie stopniowo je wygaszać w celu otrzymania zysków i jednoczesnego utrzymania statusu quo. Prawda jasna jak słońce i stara jak świat znalazła również swoje zastosowanie w kwadratowym pierścieniu.

Wielcy tego biznesu wyczuwają pieniądz na kilometry i wiedzą, czego odbiorcy oczekują. Może się wydawać, że potrafią iść im na rękę (inwestowanie w Zacka Rydera po sukcesie jego kanału na Youtubie, pushowanie ciekawych person na czele z Brayem Wyattem i jego alter ego The Fiendem), ale to tylko złudzenie. Jak długo Ryder pozostał na szczycie federacji? Czy w ogóle na nim był? Gdy mediami społecznościowymi Cardony nie interesowało się już tak dużo osób jak u piku popularności, skończyła się promocja Internet Championa. Fienda z kolei sprowadzono na ziemię w momencie, gdy do ringu wrócił emeryt Goldberg. Czy była to gra warta świeczki? Moim zdaniem nie.

Fani wrestlingu nie mają już oczekiwań, stąd też przesyt typowych facetów w gaciach. Jeśli gimmickiem „gwiazdy” jest jej ring name znany z federacji niezależnych, to nie może być ona unikatem, kimś naprawdę wartym uwagi. Zainteresowanie konkretnymi osobami spada, spada również zainteresowanie produktem robionym na jedno kopyto, masowo jak w fabryce.

4. Unikaj kontrowersji jak diabeł wody święconej.

„Controversy creates cash” – jeśli wiecie, kto to powiedział, to wiecie również, jak kontrowersje przełożyły się na sukces finansowy wspieranych przez tego kogoś organizacji. WCW za rządów Erica Bischoffa opierało się na kontrowersjach. Przekraczano kolejne granice dobrego smaku, szokowano, podejmowano dziwne, nierzadko nielogiczne decyzje. Do czego to doprowadziło? Do wykupienia federacji Teda Turnera przez McMahonów.

Czasami dochodzę do wniosku, że kontrowersje w wrestlingu obecne są tylko po to, żeby były. Nie muszą mieć za sobą żadnego ciągu przyczynowo – skutkowego.  Triple H wie o związku Kane’a z Katie Vick, Claire Lynch oczekuje od AJ-a Stylesa, żeby ten postąpił słusznie, a Joey Ryan siłuje się z przeciwnikami za pomocą swojego penisa. Potrzebne? Nie bardzo. Mądre? Raczej nie. Logiczne? Ani trochę. Do momentu, gdy takie kwiatki będą wychodziły na światło dzienne, nie będzie dało się patrzeć na wrestling jak na poważną rozrywkę sportową.

Jedynym wyjściem jest znalezienie złotego środka. Jest to oczywiście trudne zadanie wymagające sporego wysiłku intelektualnego ze strony kreatywnych, ale nie jest ono niemożliwe do wykonania. Fani mogą tęsknić za sprawdzonymi motywami czerpiącymi garściami z popkultury. Nie uwierzą jednak, że Styles mógłby zdradzić swoją żonę z rozhisteryzowaną Lynch, a Ryan pokonywać oponentów dzięki sile własnego przyrodzenia.

5. Utrzymuj, że wszystko, o czym wiedzą fani, jest prawdą.

Czy wiedzieliście o tym, że wrestling jest udawany? Że nic, co widzicie w ringu, nie jest na serio? Że ta nienawiść wylewająca się z wrestlerów to nienawiść na pokaz? Że wszystkie starcia i ich przebieg są zaplanowane od samego początku do samego końca? Ameryki nie odkryliście, bo oficjalnie wiadomo o tym od drugiej połowy ubiegłego wieku i jednego z wywiadów, w którym udział wziął Vince McMahon. Odciął  się on wówczas od dyscyplin opierających się na prawdziwej rywalizacji fizycznej, bo chciał uniknąć dodatkowego opodatkowania ze strony komisji sportowych. Jest to znany powszechnie fakt, o którym jednakże często się zapomina.

Wrestling nie był, nie jest i nie będzie sportem. Nie wiem więc, po co tworzyć coś na kształt sportu i sztucznie urealniać ringową rywalizację? Po co te rankingi sporządzane tydzień w tydzień przez AEW, po co rzucanie statystykami z dawnych starć walczących obecnie gwiazd? Coś, co nie jest prawdziwe, nie musi, a osobiście powiedziałbym nawet, że nie może, opierać się na realizmie. Jeśli oczekujesz rozrywki w stylu telewizyjnych show, oglądasz wrestling, a jeśli chcesz zobaczyć realistyczne walki, sięgasz po MMA. Nie trzeba więc dezorientować tych, którzy i tak wiedzą, jak jest w rzeczywistości.

Wrestling, jaki jest, każdy widzi. Można go kochać, można nienawidzić. Nie można jednak popełniać w kółko tych samych błędów i za każdym razem oczekiwać innych skutków takich, a nie innych, działań. Dopóki nie nadejdą zmiany, wrestling pozostanie obśmiewanym nawet przez wiernych fanów reslingiem. Jedynym remedium na taki właśnie stan rzeczy wydaje się zerwanie z rozpowszechnionymi w ciągu wielu lat schematami działań i zmiana podejścia nie tylko do odbiorcy tworzonego produktu, ale również do przeciętnego Kowalskiego, który być może w przyszłości tymże odbiorcą zostanie.