Indy wrestling vs. WWE?

Gdyby w 2000 roku ktoś rzucił w stronę Vince`a McMahona „Indy wrestling jest lepszy niż Twoje ścierwo!” to zapewne zakończyłoby się to na zwykłej pogardzie ze strony prezesa WWE, który nie wziąłby tych słów nawet odrobinie poważnie. Mamy jednak 2017 rok, deski które same jeżdżą, odkurzacze które same odkurzają, lodówki zamawiające same jedzenie i indy wrestling na poziomie, nad którym na prawdę warto się pochylić i nie bagatelizować jego siły. Utarty szlak który mówi, że wrestling to WWE, a WWE to wrestling dalej przewija się przez usta fanów, jednakże Ci bardziej ambitni, którzy nie wyczekują na walkę Goldberga z Lesnarem jak na pojedynek, który zmieni wrestling na zawsze, wiedzą, że te słowa powoli przestają mieć znaczenie, a do gry wchodzą indysy, które w 2000 roku mogło pomarzyć o takiej popularności jak dzisiaj. Mamy jednak rozwinięte dość solidnie środki masowego przekazu, z czego zdecydowanie korzysta indy wrestling. Main Stream vs. Indy, zapewne wielokrotnie w głowach fanów dudniły myśli za WWE/TNA oraz za Indy. Która strona jest atrakcyjniejsza? Dla której warto zarwać noc i która da mi więcej przyjemności z oglądania wrestlingu? Oczywiście subiektywne spojrzenie każdego z osobna fana wrestlingu pozostanie w większości nietknięte. To dobrze oczywiście, jednak czasem ciężko czyta się wypociny fanów WWE, którzy chcą zerwać z wrestlingiem bo „walka Lesnara i Goldberga będzie krótka”. Jeżeli mamy tu ambitnych czytelników i fanów, zapraszam na tekst, w którym opiszę nieco tę nierówną wojnę WWE z Indy wrestlingiem. Tekst dotyczy main streamu jako całości, jednak federacja Vince`a jest wystarczająco solidna, aby reprezentowała ową grupę.

Największą bolączką federacji indysowych był problem z nagłaśnianiem swoich eventów. WWE nie miało nigdy z tym problemu, gdyż od samych początków federacja gromadziła na halach tysiące fanów. Co za tym szło, to oczywiście prawa telewizyjne i fakt, że WWE mogło emitować galę w telewizji. Zdecydowanie w okresie w którym telewizja wiodła prym w cyfrowych nośnikach informacji, nie było osoby która interesowałaby się wrestlingiem i nie wiedziała, czym produkt WWE jest. Ogromna popularność wynikająca z coraz to nowszych kontraktów telewizyjnych wywindowała organizację na sam szczyt i po dzień dzisiejszy, z zasięgiem globalnym, World Wrestling Entertainment możemy oglądać nawet w Polsce i w wielu innych krajach, których byśmy o to nie posądzali. Telewizja jako ogólnodostępny środek przekazu zapewniał nam dostęp do gal naszej ulubionej federacji, a wystarczyło tylko wybrać odpowiedni kanał telewizyjny. WWE ukształtowało wrestling i jego odbiór. Co więcej, dawno temu Narodowy Instytut Mediów i Rodziny przeprowadził badania z których wynikało, że Amerykańskie dzieci spędzały przed telewizorem piętnaście godzin dziennie! Trudno w tym czasie nie natrafić na program wrestlingowy. Popularność telewizji nie malała i nie było żadnej szansy, aby fani wrestlingu natknęli się na inny produkt niż produkt main stremowy w telewizji. Wszystko jednak zmieniło się, gdy do gry wkroczył internet. Nieskończone źródło informacji i co najlepsze dla fanów wrestlingu, możliwość poznania nowych odsłon ulubionej rozrywki. Porzucam w myślach pierwsze lata XXI w. i zatrzymuję się w obecnym miejscu. Popularność federacji indy rośnie z dnia na dzień, ponieważ fani zmęczeni produktem WWE czy TNA chcą sięgnąć po czysty i dobry wrestling, który sprawi, że znowu zaczną emocjonować się wyczynami w ringu, a nie tylko segmentami i wielkimi powrotami. Dzisiaj takie federacja jak Evolve, CZW, PWG czy ROH, które nie mają programów telewizyjnych lub mają je w znacznie mniejszym stopniu dostępne niż WWE czy TNA, mogą za pomocą internetu przyciągać do siebie fanów, którzy napędzą rynek. Ze świetną inicjatywą wyszło Ring of Honor, które swoje tygodniówki udostępnia za darmo na swojej stronie internetowej. Dzięki internetowi wiele z tych federacji zostało odkrytych i mimo, że nie stanowią wielkiego zagrożenia dla federacji Vince`a czy dla Impact Wrestling, tak zdecydowanie Ci bardziej ambitniejsi fani mogą w końcu zaznać orgazmu związanego z wrestlingiem.

Z wielką korzyścią wychodzą również zawodnicy. Ci mniej znani, a pragnący niegdyś postawić nogę w tym samym ringu co chociażby HBK Shawn Michaels, mogą zostać zauważeni przez WWE i tym samym po dobrych występach na scenie indy otrzymać zaproszenie do giganta. Na papierze wygląda to bardzo dobrze, jednak aby nie skończyć jak wrestler pokroju Santino Marelli należy pokazywać coś więcej, niż tylko zabójcze ring skille. Problemem wielu uzdolnionych gwiazd ze sceny indy jest fakt, że za mikrofonem lub po prostu budową ciała nie stoją mocne argumenty i tym samym jedyne na co będzie ich stać to pasy tag team. Aby zostać kimś więcej w organizacji Vince`a należy przejawiać nieco więcej umiejętności ogólnych, w których skład wchodzą ring skille, mic skille, ogólna charyzma która pociągnie fanów za danym zawodnikiem. Rozpisanie danego wrestlera to jedna sprawa, ale fakt, aby takowy się w 100% wykazał, to druga sprawa. W drugą stronę oczywiście nie ma tu wielkiego problemu, gdyż prawie każdy zawodnik odchodząc od giganta może liczyć na masę propozycji mniejszych organizacji. Tu od razu na myśl przychodzą mi kwestie zarobkowe. Oczywistym jest, że pieniądze wrestlerów WWE się trzymają, stąd też wielu zawodników chce rozpocząć tam karierę. Prawdą jednak jest też, że jeżeli dany zawodnik, dla przykładu rzucę braci Jackson, jest rozchwytywany, może zarobić pokaźną sumkę. Young Bucks to obecnie jeden z najlepszych, jak nie najlepszy tag team na świecie. Poza indy wrestlingiem pojawiają się regularnie w Japonii i jestem święcie przekonany, że zarabiają bardzo dobre pieniądze. Sprawę widzę na dwa sposoby. Możesz być na prawdę kotem, dostawać ofertę za ofertą i zarabiać porządne pieniądze na scenie niezależnej i (gdy zdecydowałbyś się na przejście) podobne, zapewne lekko wyższe w WWE albo jesteś średniej klasy wrestlerem, dobrym, jednak nie epickim i zarabiasz wystarczająco, aby się utrzymać i żyć godnie.W drugim przypadku nie mówię o walczeniu w WWE gdy jest się dobrym, gdyż mało „dobrych” wrestlerów kończy w WWE. Tam przechodzą wybitni lub bardzo dobrzy zawodnicy. Oczywiście nie zawsze to prawda, są wyjątki, jednakże wtedy nie zasmakuje się wielkiego sukcesu poza pokaźnym kontem bankowym. Chociaż czasy się zmieniają, więc kto wie?

Zdecydowanie mówiąc o Indy trzeba wspomnieć o tym, co tak na prawdę ważnego odbywa się na tamtejszych galach. To narodziny przyszłych gwiazd. Ten rynek jest otwarty na nowe twarze i zdecydowanie możemy być zadowoleni z faktu, że na scenie Indy co jakiś czas pojawiają się nowe, uzdolnione twarze, które tworzą nową generację zawodników. Ci sami zawodnicy za kilka lat będą podstawą sceny niezależnej, wielu z nich może trafić do WWE stając się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych zawodników na Ziemi. O federacji Vince McMahona możemy również powiedzieć, że co jakiś czas pojawiają się tam twarze, których wcześniej nie kojarzyliśmy, jednakże zazwyczaj nie są to tak uzdolnieni ringowo zawodnicy, jak właśnie zawodnicy, którzy muszą się namęczyć w ringu, aby załapać się na chociażby event PWG.

Kolejnym punktem mojego tekstu jest tworzenie kart przez WWE jak i Indysowe federacje. W globalnym gigancie mamy zamknięty roster. Tworząc kartę na dane PPV doskonale możemy przewidzieć, jakie gwiazdy znajdą się w głównej części karty i także możemy wiedzieć, czego się spodziewać po zapowiedziach załóżmy danego PPV. W indy sytuacja jest nieco ciekawsza. Dzięki współpracy organizacji i kontraktom, które umożliwiają zawodnikom występy w kilku organizacjach jednocześnie, indy wrestling jest bardziej otwarty na np. dream matche. Podam świetny przykład tego, co mam na myśli. Załóżmy, że fan Adrian marzy o pojedynku Zacka Sabre Jr. z Johnem Ceną. W WWE do tego pojedynku nie dojdzie, gdyż Zack nie byłby tam wystarczająco mocną postacią, aby dostać pojedynek z Johnem dłuższy niż 5 minut. Jednak w indysach John dostałby szybko walkę z Zackiem, jeżeli oboje by wyrazili taką chęć. W indysach mamy większe prawdopodobieństwo, że zobaczymy niesamowite kombinacje w kartach i że w pewnym momencie nasi ulubieni zawodnicy kojarzeni z dwóch różnych federacji spotkają się w ringu jednej z nich, po czym ponownie wrócą do siebie. Według mnie, gdybym w tym momencie miał przydzielać punkty, to sprawy rosterowe rozstrzygają się na korzyść indy. Oczywiście z tym zawsze też może wystąpić wielki kłopot i np. na zapowiadany event nie zgromadzić zbyt wielu mocnych medialnie zawodników, którzy przyciągnął fanów, jednak poziom wrestlingu na scenie niezależnej nie spada, więc nie mamy czym się chwilowo martwić. Poziom walk w indysach będzie dalej na wysokim poziomie właśnie dzięki tej wymienności rosteru i możliwości sprowadzania zawodników z zewnątrz. Podczas kreowania kart eventów przez indysy oczywiście kierują się oni też „nazwiskami”, jednakże nie jest to tak chamskie jak w przypadku WWE, gdzie chociażby main eventem WrestleManii będą dwa wielkie nazwiska, zamiast uzdolnionych zawodników.

To co widzieliście wyżej to moment, dla którego między innymi kocha się scenę niezależną. Brak tam wstawek poprawności politycznej przez co takie akcje jak ta powyżej, może zostać wykonana, a na federację nie spłynął pozwy o wykorzystywanie dzieci i nagłaśnianie bestialskiego zachowania. Myślę, że to jest ten plus federacji indy związany z brakiem wielkich kontraktów telewizyjnych czy organizowania gal w wielkich halach. Dzięki temu, że gale organizowane są w niewielkich salach, w których jest klimat, a każdy fan może poczuć się wyjątkowo będąc praktycznie sam na sam z danym zawodnikiem, wrestlerzy mają większą swobodę. Mają więcej okazji by po prostu się bawić. Nie muszą być tragicznie poważni przywiązani do swoim gimmicków i jakiś mały botch, który w WWE byłby katastrofą, tu może rozpłynąć się w powietrzu bo zostanie potraktowany jako część spektaklu. Fani wiedzą, na czym polega wrestling a tuszowanie tego przez granie wielce poważnych nie zawsze jest opłacalne. Zawodnicy mogą wyrażać siebie i może powoduje to, że mamy masę podobnych gimmickowo zawodników w indysach, tak zdecydowanie plusem jest, że mogą być oni sobą, mogą się pośmiać i spędzić przyjemnie czas na tym co kochają. Na dawaniu rozrywki. Wracając do SuperKicka, którzy przyjął mały chłopiec. Można polemizować czy jest to poprawne czy nie, jednak w tym nie było czuć niczego dennego. To był wrestling. Wiemy jaka jest jego definicja, wiemy, że Jacksonowie nie chcieli go zabić więc wszystko gra! Poza tym sam chłopak się na to zgodził, a segment w ringu wypadł bardzo dobrze. Pod tym względem według mnie indy jest świetne, bo dystansuje się do wszystkiego. Oczywiście nie grzebię tu wielkich gimmicków w WWE, poważnych storyline`ów raz za razem bo to również jest świetne i tego również nam potrzeba. To także jest ważny element wrestlingu, który mocno szanuję.

Powoli zbliżając się do końca i niejako przeginając ten tekst pod main stream vs indy napiszę o bardzo ważnej kwestii w tym konflikcie. Mianowicie podróże. Postawmy się w sytuacji zawodnika, który ma chociażby dziewczynę. W WWE podróżuje około 300 dni w roku, zwiedzając cały świat. To wspaniałe zwiedzić prawie cały świat, jednak jakim kosztem. Na prawdę doceniam fakt przebywania z osobami, które się kocham i stawiając siebie w takiej sytuacji, gdyż mam dziewczynę, wolałbym być zawodnikiem indy niż WWE. Powód jest prosty. Nie ma sensu zwiedzać świata samemu, jeżeli w domu czeka na Ciebie rodzina. To jest wielki plus indy, a wielki minus WWE. Życie poza domem jest ciężkie, z dala od osób, z którymi chcesz dzielić jak najwięcej chwil.

„Bajka bez morału, to jakaś chujnia!” jak rapował Ten Typ Mes. Jednak nic po moim zakończeniu, gdyż nawet nie wiem co w nim zamieścić. Możecie potraktować ten tekst jako porównywanie obu środowisk wrestlingowych, jako wady i zalety oby środowisk lub jak chcecie. Ja po napisaniu tego wszystkiego chyba odrzucę ze słownika tego tekstu słowo „wojna” i po prostu potraktują ten tekst jako moje zdanie o main streamie, głównie WWE (gdyż TNA nie oglądam) i indysami.