Historia Polskiego Wrestlingu #1 – SupronStars, Gala w Torwarze, PPWF

Wrestling to rozrywka sportowa znana na całym świecie… Największą popularnością cieszy się w Stanach Zjednoczonych, gdzie tam walki wrestlingowe odbywały się już w latach 20. Prawdziwy przełom jeśli chodzi o wrestling nastąpił jednak w latach 80., kiedy to narodziła się Hulkamania. O legendarnym dziś Hulku Hoganie pisały wszelkie prasy i mówiły wszelkie telewizje. W USA nie było osoby, która nie znałaby Hulka Hogana. Dziś można tak powiedzieć w przypadku nie tylko USA, ale i całego świata. A, jak to było z Polską? Tutaj niestety wrestling dotarł dość późno, jednak wiadomo jakie rzeczy działy się w Polsce w przeszłości… Trudne chwile sprawiły, że Polacy nie mieli w tamtym okresie szansy na zobaczenie wrestlingowego show. Raczej też nie sądzę, aby znalazły się osoby, które chciałyby takie coś oglądać. Zmieniło się to jednak pod koniec lat 80., kiedy o wrestlingu dowiedział się Andrzej Supron. Tego Pana chyba przedstawiać nie trzeba 😉 Jako, że w tamtym czasie związany był tylko z zapasami olimpijskimi, nie wiedział, że istnieje coś takiego jak pro wrestling, czyli zawodowa wersja zapasów, gdzie zawodnicy nie walczą na macie, lecz na ringu. Nie wiedział także, że tą formą zapasów interesuje się znacznie więcej ludzi. O wrestlingu dowiedział się tak naprawdę w sposób przypadkowy przeglądając podczas pobytu w USA kanały telewizyjne. Akurat tak się złożyło, że jeden z kanałów nadawał galę wrestlingu, czym pan Supron bardzo się zainteresował. Od razu jednak spostrzegł się, że to wszystko nie wygląda na prawdziwe zapasy, lecz reżyserowane show. A, jako, że pan Supron to iście rozrywkowy facet, postanowił wgłębić się w to bardziej i tak oto zapoznał się z Ivanem Putskim – polskim wrestlerem pochodzącym z Krakowa występującym wtedy w największej federacji wrestlingu na świecie, WWF. Ten bardziej przedstawił mu jak wygląda wrestling od środka, czym Andrzej Supron naprawdę się zafascynował. Zastanawiał się dlaczego dotąd nikt nie słyszał o tym w Polsce. Postanowił, więc to zmienić i stworzyć coś czego w Polsce jeszcze nie było.

I tak oto zebrała się grupka osób, wśród których byli m.in. znani polscy sportowcy, tacy jak chociażby ś.p. Władysław Komar. Ciekawostką może być również fakt, że w projekt pana Suprona zaangażowała się także sama Edyta Górniak. Jaki to był projekt? Jak się pewnie domyślacie, a może i sami wiecie – polska organizacja wrestlingu. Ciężko jednak nazwać to profesjonalną organizacją… Powiedziałbym, że raczej była to grupa osób, która razem z Andrzejem Supronem postanowiła wzorem gigantów z USA, nauczyć się wszelkich wrestlingowych chwytów i przedstawić je szerszej publiczności. Właściwie to właśnie taki był tego wszystkiego cel. Grupa ta nie miała żadnego wykwalifikowanego trenera, wszystkich akcji uczył Andrzej Supron. Jak się więc możecie domyślać, nie wyglądało to tak jak w przypadku profesjonalnych wrestlerów z WWF. Nie oznaczało to jednak, że projekt się nie uda! Z początkiem lat 90., grupa pod nazwą „SupronStars” wyruszyła w tournee dając pokazy w Polsce, a także na całym świecie! W jednym z wywiadów, którego udzielił Andrzej Supron można przeczytać: „W Warszawie i Poznaniu nasze pokazy oglądało mnóstwo widzów. Ale jeździliśmy też po ZSRR. W Tbilisi w Gruzji w hali na 8 tysięcy ludzi – oglądało nas ściśnięte w jedną kupę 14 tysięcy osób. Wszystkiego pilnowały dwa kordony policji. Byliśmy też w Kazachstanie, Armenii, Azerbejdżanie, na Łotwie i Litwie… No i oczywiście byliśmy też w Moskwie. W parku Gorkiego wystąpiliśmy trzy razy. To był niesamowity sukces. Tyle osób w tym miejscu mogła zebrać chyba tylko Ałła Pugaczowa. W hali Dynama też było ludzi po brzegi. Urządzaliśmy międzynarodowy turniej, w którym m.in. Rosjanie bili Niemców itp. A publiczność była zachwycona. Były też zabawne sytuacje. Władek Komar po każdej walce śpiewał. W Polsce publiczność była zachwycona. W Związku Radzieckim z kolei najpierw była cisza, konsternacja, a później głośne gwizdy. W Tbilisi natomiast była taka sytuacja, że ogłosiliśmy turniej. Zaprosiliśmy do udziału najsilniejszych mężczyzn z widowni. Wszyscy byli przekonani, że będą walczyć ze mną. Rywalizacja miała polegać jednak na tym, żeby robić przysiady z modelką na plecach. Problem był taki, że to byli muzułmanie i żaden nie mógł dopuścić do tego, żeby kobieta mu tak usiadła. Innym razem daliśmy plakat naszego show z kobietami w bokserskich rękawicach i z nagimi piersiami. Grozili, że nas powyrzynają”. Jak sami widzicie, było ciekawie 😉 Niestety nie zachowały się żadne zdjęcia z tych pokazów (oprócz jednego, które przedstawię poniżej), a ja sam o tamtych czasach nie mogę się wypowiedzieć, aż tak dokładnie z wiadomych względów. Jednak jeśli wyglądało to rzeczywiście tak, jak przedstawia pan Supron, to myślę, że należy to uznać za wielki sukces.

l

Grupa po zakończonym tournee rozjechała się do domów i każdy powrócił do swoich codziennych obowiązków. Nie oznaczało to jednak, że temat wrestlingu w Polsce zamarł. Wręcz przeciwnie… Dzięki Andrzejowi Supronowi, w 1993 roku do warszawskiego Torwaru zjechały jedne z największych wówczas gwiazd wrestlingu i zorganizowały tym samym pierwszą w historii Polski profesjonalną galę wrestlingu. Co prawda do ostatniej chwili zastanawiano się czy taką galę organizować i tak naprawdę na kilka dni przed terminem gali, wszystko stało pod wielkim znakiem zapytania. Na szczęście jednak gala w finalnym rezultacie doszła do skutku, a show oglądało ok. 600 osób. Wspomniałem, że obecne były na niej jedne z największych gwiazd wrestlingu… Już wyjaśniam szczegóły. Otóż organizacja składająca się właśnie z tych gwiazd nosiła nazwę „World Wrestling Superstars” i była to organizacja, która podobnie jak SupronStars została powołana do życia tylko w celu zorganizowania światowego tournee. Oczywiście wszystko to miało większy rozmach, a w rosterze WWS, znajdowali się tacy wrestlerzy jak Iron Sheik, Jim Duggan, Doink The Clown, czy Tito Santana. Warto przy tym wspomnieć, że relacje z organizowanych gal WWS, pokazywała telewizja Polsat. Relacje pisemne zaś z zorganizowanej na Torwarze gali przygotowywała Gazeta Wyborcza. Poniżej kilka ciekawych tekstów z roku 1993:

Gazeta Stołeczna nr 291, wydanie waw (Warszawa) z dnia 14/12/1993 – 14/12/1993, str. 6
[podpis] (ryś); Fot. archiwum
WRESTLING
Żelazny Szejk i inni

Każdy, kto mnie dzisiaj pokona dostanie 10 tysięcy dolarów! – ochoczo zadeklarował ważący sporo ponad 100 kg Iron Sheik (Żelazny Szejk). Propozycję ogłoszono podczas konferencji prasowej zorganizowanej z okazji przylotu do Polski czołowych amerykańskich wrestlerów (zapaśników). Dzisiaj Szejk i jego rywale (9 zawodników waży w sumie ponad tonę) zaprezentują sie warszawskiej publiczności o godz. 18 w hali Torwaru.

Chłopcy weszli na salę i grzecznie usiedli na wyznaczonych krzesłach. Najsłynniejszy z nich „Hacksaw” (Piła do metalu) Jim Duggan przyniósł ze sobą grubą deskę, ale ani razu nie skorzystał ze swojego atrybutu. Służyła mu ona jedynie do pozowania, a żeby efekt był większy Jim ściągnął koszulkę i głośno porykiwał.

Jego oponent Iron Sheik ze spokojem znosił bluźnierstwa i cały czas chwalił się swoimi znajomościami. Pokazywał fotografie, na którcyh uwieczniony był razem z Arnoldem Schwarzenegerem, Wasilijem Aleksiejewem i Cyndi Lauper. 25 lat temu zdobył dla Iranu brązowy medal olimpijski w zapasach, a teraz broni honoru swojego kraju walcząc na ringu z „bad boys from America”.

Dzień przed występem na Torwarze zaprezentowali się jeszcze Sunny Beach (Słoneczna Plaża), Special Delivery Jones (Specjalna Przesyłka) oraz Tito Santana El Matador. Każdy z nich swoim wyglądem wzbudzał zrozumiały respekt, ale obyło się bez ekscesów. Każdy z olbrzymów był zrelaksowany i swobodnie odpowiadał na pytania: o zarobki (przeciętne roczne zarobki 500 tys. dol.), o Polsce (znają Killera Kowalskiego i… polską kiełbasę), o polskich kobietach (zamierzają głęboko przestudiować ten temat, ale po zawodach).

Jak stwierdzili zapaśnicy, wrestling w połowie jest sportem, w połowie show. Chociaż posądza się ich o reżyserownie walk, nigdy do końca nie wiedzą z kim będą walczyć, scenariusz układa się sam podczas pojedynku. Żeby być dobrym wrestlerem trzeba posiadać dużą sprawność fizyczną, odpowiednią aparycję i umiejętności aktorskie. Wychodząc na ring chcą dać publiczności dobrą rozrywkę. Agresja? O wiele większa jest na meczach piłkarskich. U nas nie zdarzają się żadne ekscesy. Chyba, że ktoś sie nam nie spodoba – mówią.

Bilety na występ American Wrestling World`s Superstars w cenie 120 i 180 tys. można jeszcze nabyć: w biurze ZASP przy Al. Jerozolimskich 25, w sklepie Vabank przy pl. Bankowym 4, w sklepie muzycznym Akwarium przy ul. Emilii Plater 49 lub bezpośrednio przed spektaklem na Torwarze.
sport; zapasy; Torwar

Gazeta Wyborcza nr 292, wydanie waw (Warszawa) z dnia 15/12/1993 – 15/12/1993SPORT, str. 22
[podpis] Dariusz WOŁOWSKI, Ryszard OPIATOWSKI; Fot. Jerzy Ciszewski
WRESTLING
Goście z komiksu

(A) Kibicuję Indianom. Walki mi się podobają. Dlaczego? Nie wiem. Oglądam je w telewizji satelitarnej – powiedział 8-letni kibic podczas pierwszego w Polsce pokazu zawodowych zapasów, czyli wrestlingu.

O 18.09 na Torwarze robi się ciemno. Na ringu w świetle reflektorów staje Andrzej Supron. – Witam niezbyt liczną publiczność – mówi i przedstawia pierwszą, światowej sławy, parę zapaśników.

Chwilę później z tunelu wybiega facet w stroju kosmonauty. Z rękawic bucha ogniem. „Max Moon zasłaniając twarz maską, ukrywa swoją osobowość” – napisano w programie imprezy. Max robi kilka min i cierpliwie czeka, aż poklepie go każdy z młodocianych wielbicieli.

Rywalem jego jest S.D. Jones reklamowany, jako zawodnik, który w ringu zachowuje się jak Muhammad Ali. Słynnego boksera przypomina… kolorem skóry.

Obaj zawodnicy skaczą po linach ringu, tarzają się po ziemi, kłócą się z publicznością. – Mamo, ten czarny oblizał podłogę – krzyczy siedmioletni chłopiec. – Tak z kolanka mu – radzi Jonesowi nastolatek. Po kilku minutach zwycięzcą został Max.

W następnej walce wystąpiło dwóch kolejnych zawodników światowej sławy. Blondyn Rick ,The Model’ Martel to bohater pozytywny. „Jest przystojny, ma klasę” – „mówi” program. Młodzi kibice krzyczą i tupią, aby dodać mu otuchy. Jego mięśnie, błyszczące olejkiem, pobudzają ich wyobraźnię. Greg ,The Hammer’ Valentine gra rolę czarnego charakteru. Na niego trzeba gwizdać i krzyczeć. Młodzi kibice odwracają kciuki do dołu. Chcą, żeby Greg przegrał.

Kilka minut walki zawodnicy poświęcają na skakanie po linach i dyskusję z publicznością. Wreszcie nacierają na siebie. Robią kilka fikołków. – Lekko, bo lekko, ale się smarują – mówi starszy kibic. On wie, że ciosy w tym sporcie są pozorowane. Przystojny blondyn znalazł się w opałach. – Greg wykręcił mu głowę, a ten ledwo dycha. Tylko doping może mu pomóc – woła do publiczności Supron. Reakcja jest natychmiastowa. Greg ucieka z ringu. Dzieciaki nie chcą jednak, żeby się tak skończyło. Wołają Grega. Greg ma czarny charakter, ale wraca. Walkę przegrywa.

Atrakcją jest też pojedynek par. Na ring wybiegają światowej sławy Indianie, ubrani w skóry bizonów. Naprzeciwko nich para „Demolition”. Dorosła kobieta razem ze swoimi dziećmi naśladuje indiański okrzyk. Źli „Demolition” prowokują publiczność. Otrzymują gwizdy. – Daj mu w migdał, żeby krzyk dał – radzi Indianinowi jeden z kibiców. Młodzież biega wokół ringu, wrzeszczy, tupie.

Po kilknastominutowej przerwie w ringu staje Iron Sheik. Macha nad głową potężnymi maczugami, po czym daje szansę ochotnikom z publiczności. Kto powtórzy wyczyn Szejka, otrzyma 10 tys. dolarów. Najlepszy ze śmiałków podnosi maczugi na wysokość brzucha.

W finałowym pojedynku pierwsza gwiazda wieczoru Jim Duggan „Hacksaw” walcząc z Evilem Clownem ma za sobą całą publiczność. Ju-łes-ej, ju-łes-ej! – krzyczą i starzy, i młodzi. Zziębnięci ludzie szaleją – patriota Duggan zwycięża, a wraz z nim mit niepokonanej Ameryki.
wrestling; Warszawa

Gazeta Stołeczna nr 293, wydanie waw (Warszawa) z dnia 16/12/1993 – 16/12/1993, str. 7
[podpis] (AR, ryś, dw); Fot. Jerzy Ciszewski
WRESTLING NA TORWARZE
Zapasy zdemaskowane

– Najbardziej byłem rozczarowany postawą niektórych dziennikarzy, którzy nagle odkryli Amerykę i zdemaskowali wrestling. Z wielką satysfakcją ogłosili oni, że nie jest to sport i że wszystko jest udawane. Ja od początku nie ukrywałem tego, że wrestling to rodzaj cyrku czy teatru. A w teatrze widz nie narzeka, że aktorzy nie zabijają się naprawdę – mówi Andrzej Supron, dzięki któremu we wtorkowy wieczór odbył się w Warszawie pierwszy w Polsce pokaz amerykańskich zapasów.

Pokaz na Torwarze nie wywołał dużego zainteresowania. Na widowni było około 600 osób. Bilety kosztowały 180 tys. złotych. Okazało się jednak, że ta egzotyczna dla Polaków zabawa ma u nas entuzjastów. – Gdyby karty wstępu były tańsze, na pewno zjawiłoby się więcej dzieciaków – tłumaczyła matka kilkunastoletniego chłopca. Syn prowadzi zeszyt, w którym zapisuje wyniki wszystkich walk obejrzanych w telewizji satelitarnej. Ogląda je z matką. Prowadzą potem fachowe dyskusje, dotyczące najlepszych wrestlerów. Mają swoich faworytów.

– Amerykańscy zapaśnicy byli przede wszystkim zadowoleni z tego, że publiczność żywo reagowała na występy – mówi Supron, były mistrz świata w „normalnych” zapasach. – Najgorsze, co może się przytrafić podczas tego typu widowisk, to cisza na trybunach. Ubolewałem nieco nad tym, że tak mało przyszło widzów, brakowało jednak czasu, by zrobić większą reklamę wokół tej imprezy. Ci zapaśnicy w ogóle nie mieli u nas występować. Udało mi się jednak w przerwie tournee po Niemczech i Austrii sprowadzić ich na jeden występ.

Zapytany o przyszłość tego typu imprez w Polsce Supron odpowiada: – Chciałbym zorganizować kilka pokazów wrestlingu w kwietniu przyszłego roku, ale nie tylko w Warszawie. Przeprowadziłem już pierwsze rozmowy w tej sprawie z organizatorami wtorkowych występów.

Jak twierdzi Supron, pierwszy pokaz zawodowych zapasów w Polsce nie był dochodowy. – Potraktowaliśmy to jako promocję tej formy rozrywki. Na zysk przyjdzie czas podczas następnych imprez. Myślę, że da się w ten sposób w Polsce zarobić pieniądze. Wystarczy, żeby na występ przyszło trzy tysiące widzów. Mnie zależy jednak nie tyle na zysku, ile na przybliżeniu ludziom mojej ukochanej dyscypliny – zapasów.

Największym mankamentem wtorkowego pokazu był chłód. Lodowa tafla na Torwarze została tylko przykryta deskami. Plakaty reklamujące zawody nie były opatrzone zdjęciami zawodników, a na dodatek napisy były po angielsku. – Następnym razem nie będzie takich niedociągnięć. Postaramy się, by wszystko wypadło w bardziej okazałej formie. Mamy zapewnienie, że znów przyjadą do Polski gwiazdy światowego wrestlingu. Sądzę, że nawet w tak trudnym mieście jak Warszawa można dobrze sprzedać ciekawy show. Przykładem może być prawie w komplecie wyprzedany koncert [,Electric Light Orchestra’ zespół], w którym tak naprawdę nie gra już żaden członek pierwotnego składu grupy – twiedzi Supron.

We wtorek spośród 600 kibiców właściwie tylko policjanci pilnujący porządku bawili się średnio. – Ten cały wrestling jest czymś w rodzaju „Parku Jurajskiego”. Duża reklama, mały efekt – stwierdza jeden z nich. O wrestlerach mówili jednak, że przydaliby się w policji. Straszyliby wyglądem.
sport; wrestling; Supron Andrzej

Niestety z nieznanych mi przyczyn, w następnych latach w Polsce nie zostało zorganizowane podobne show. A, szkoda, bo już w latach 90. temat wrestlingu mógł ostro ruszyć w naszym kraju i kto wie… może byłby u nas bardziej popularny niż w wielu innych krajach Europy?

Widząc, więc, że wrestling do Polski nie powraca, młody wówczas Paweł „Boryss” Borkowski pełen zapału składa panu Supronowi propozycję. Tym razem w grę wchodziło powstanie pierwszej w Polsce profesjonalnej federacji wrestlingu z doświadczonymi wrestlerami i świetną oprawą. Było to pod koniec lat 90. lub na początku roku 2000. Paweł Borkowski przedstawił Andrzejowi Supronowi biznesplan i zaoferował współpracę. Temat wrestlingu w Polsce powrócił. Wszystko miało odbywać się pod nazwą „Polish Pro-Wrestling Federation”, a w pierwszych eventach, zawodnicy z SupronStars mieli rywalizować właśnie z nowymi zawodnikami z PPWF. Był to bardzo ambitny projekt, jednak niestety jak się okazało, wcale nie taki łatwy do zrealizowania. Zamiast doświadczonych wrestlerów tak jak na początku zakładano, występować mieli wyłącznie Polacy, którzy z wrestlingiem dotąd do czynienia nie mieli. Pomimo tego udało się jednak pozyskać sponsora, a nad wszystkimi imprezami patronat objęła Estrada Polska. To także oni mieli załatwiać kontakty z mediami oraz sprowadzić profesjonalny ring do Polski. W przypadku mediów udało się z Wizjerem TV dla którego nagrano materiał promocyjny (można go obejrzeć tutaj: http://www.dailymotion.com/video/xhux6b_polska-federacja-wrestlingu-wizjertv_sport), a w przypadku ringu sytuacja nie wyglądała już tak kolorowo, bo ten został niedostarczony na czas i praktycznie wszystkie (lub przynajmniej większość) treningów odbywały się na materacach tudzież macie zapaśniczej. Tak jak wspomniałem, w pierwszych galach nowi, nieznani dotąd zawodnicy z PPWF mieli rywalizować z gwiazdami SupronStars, a imprezy te miały nosić nazwę „Desant”. Niestety z powodu niskiej sprzedaży biletów, Estrada była zmuszona odwołać gale. Był to na pewno cios dla całego Polish Pro-Wrestling Federation, jednak chłopaki nie poddali się i ponowną próbę zorganizowania gali podjęto w roku 2003. Tym razem miało to być naprawdę wielkie show z oprawą nawiązującą do WWE SmackDown, a na gali oprócz polskich adeptów, mieli się zjawić także m.in. Bernard Vandamme z Belgii oraz rozpoczynający wówczas swoją karierę wrestler – Adam Polak. Ring był już wtedy gotowy, jednak na 3 tygodnie przed terminem gali, „Perła”, która organizowała i zarazem sponsorowała całą imprezę, poinformowała Pawła Borkowskiego i Andrzeja Suprona, iż postanowili zrezygnować z wrestlingu. Decyzja ta została podjęta po badaniach marketingowych, które wykazały, że Polacy nie są pozytywnie nastawieni do wrestlingu. Więcej prób wznowienia działalności Polish Pro-Wrestling Federation już nie było…

Niemniej jednak sądzę, iż jeśli należy kogoś nazwać prekursorem wrestlingu w Polsce to wypadałoby taki zaszczyt przyznać Andrzejowi Supronowi. Człowiek ten wiele zrobił, aby rozpowszechnić wrestling w naszym kraju. Czasem wychodziło to z lepszymi skutkami, czasem z gorszymi. Dzięki niemu jednak wrestlingowe akcje, Polacy mogli podziwiać już w latach 80. i 90. Oczywiście można się spierać, czy to wszystko było na tyle profesjonalne, aby można mówić o tym, iż to Andrzej Supron jest prekursorem wrestlingu w Polsce, jednak na pewno jego projekty należy zaliczyć do historii polskiego wrestlingu. Jest to też człowiek, który przyczynił się do tego iż, już w roku 1993, w Warszawie mogła odbyć się pełnoprawna gala wrestlingu z udziałem najpopularniejszych wówczas zawodników. A, o tym z całą pewnością trzeba pamiętać!

W następnym wydaniu wspomnę o początkach Do or Die Wrestling, ich wielkich planach, oraz o tym co się udało, a co niestety nie. O ile można dyskutować nad tym, czy działania Andrzeja Suprona i Pawła Borkowskiego w latach 80. i 90. można zaliczać do profesjonalnego wrestlingu, tak w przypadku Do or Die Wrestling nie będzie żadnych wątpliwości 😉

Druga część historii – 27 maja!