G1 Climax 30 Dzień 3 – Opinia

Dokładnie dziś mijają 3 lata od mojego dołączenia do MyWrestling. Naprawdę piękny i wartościowy dla mnie czas – bardzo się rozwinąłem w pisaniu. Widać przepaść jakościową pomiędzy obecnymi wpisami, a tymi z przeszłości. Fajnie jest obserwować swój rozwój na przestrzeni lat – można zauważyć ogromny PROGRESS. Po tej krótkiej notce wspominkowej zapraszam Was do tradycyjnej opinii z 3 dnia Climaxa. Wracamy do bloku A, w którym tego dnia działo się naprawdę sporo – Ospreay i Ishii stworzyli najlepszy dotychczas pojedynek w tegorocznym G1. Natomiast Jay White i Kota Ibushi w całkiem interesujący sposób zamknęli wczorajsze show.

A Block Tournament Match

Jeff Cobb vs Shingo Takagi

Nazwanie Jeffa Cobba potężnym nie jest chyba przesadą? Myślę, że nie jest. Ten właśnie gość potrafi wykręcić całkiem solidne walki – praktycznie z każdym rywalem, z którym wejdzie do ringu. Ma jednak swoje minusy, czyli dość częste sleep momenty i wolne tempo walki. Pojedynek z Shingo był zderzeniem facetów, którzy mają podobny styl walki. Dużo siłowego wrestlingu w połączeniu ze stiffową walką – zawsze przeradza się w coś interesującego. Panowie stworzyli całkiem miłe dla oka widowisko. Nie miałem zbyt dużych oczekiwań, co do tego starcia, aczkolwiek liczyłem na dobry pojedynek, który obaj zaserwowali. Dziwi mnie trochę wygrana Jeffa, ale po dłuższej analizie stwierdzam, że wcale to zwycięstwo nie było aż tak zaskakujące. Takagi przegrywa, lecz teraz właśnie ruszy po swoje w Climaxie, a Cobb musiał po prostu coś wygrać, bo w dalszej części turnieju rzadko będzie miał takie okazje.

Zwycięzca: Jeff Cobb 

Moja ocena: *** 1/4*

A Block Tournament Match

Kazuchika Okada vs Yujiro Takahashi

Jestem łatwowierny, bo w pewnym momencie tej walki uwierzyłem, że Yujiro jakimś cudem wygra ten pojedynek. Takie stworzono pozory i Takahashi wcale nie był workiem do bicia dla Okady. Coś tam porobił, kilka razy przejmował ofensywę i udało mu się wykonać kilka swoich popisowych akcji. Sądziłem, że Kazuchika szybko upora się z członkiem BC i w łatwy sposób zdobędzie 3 punkty – w tym przypadku musiał trochę się natrudzić. Końcówka walki to już koncert jednego aktora, którym był oczywiście Rainmaker – przejęcie inicjatywy, wykonany Rainmaker i zakończenie starcia poprzez Money Clip.

Zwycięzca: Kazuchika Okada

Moja ocena: ** 3/4*

A Block Tournament Match

Minoru Suzuki vs Taichi

Taichi w tym roku skradł moje serce. Jeszcze rok temu nie lubiłem jego postaci i tego, jak prezentuje się w kwadratowym pierścieniu. Zaliczył ogromny progres, stając się zawodnikiem na którego patrzy się z ciekawością, a jego pojedynki zawsze stoją na przyzwoitym poziomie. Walka z Minoru należała do tych z serii – wszystkiego po trochu. Ledwo po Kaze ni Nare, Suzuki wparował do ringu i panowie rozpoczęli walkę, która szybko przeniosła się poza docelowe miejsce walki. Duszenie, przygniatanie i obijanie – to uprawiali po wyjściu z ringu i zrobili temu starciu całkiem niezły początek. Minoru szedł jak po swoje, nie zważając na żadne granice, które powinny być przestrzegane w singles matchu – BO TO W KOŃCU SUZUKI. On się przecież z nikim nie patyczkuje. Pojawiały się krzesełka, dosyć brutalne ruchy i tradycyjne okładanie tą słynną wrestlingową bronią. Piękne było to, jak lider Suzuki-gun zbierał niezłe baty, a i tak trzymał się na ledwo na nogach – momentami zrywał się do walki, ale Taichi umiejętnie go uciszał. Zwycięstwo wisiało na włosku i pytaniem było, który z panów je odniesie. Padło na najlepszego piosenkarza wśród wrestlerów, który po wykonaniu Black Mephisto pokonał Suzukiego.

Zwycięzca: Taichi

Moja ocena: *** 1/2*

A Block Tournament Match

Tomohiro Ishii vs Will Ospreay

Chyba przez całe życie będę powtarzał, że Tomohiro Ishii jest bardzo, ale to bardzo niedocenionym wrestlerem. Rok w rok, gdy przychodzi czas Climaxa, walki z jego udziałem należą do tych najlepszych w turnieju – wczoraj razem z Willem zrobili najlepszą dotychczas walkę w Climaxie. Duża w tym zasługa Stone Pitbulla, który starał się bardzo mocno, aby Ospreay na jego tle wypadł jak rasowy heavyweight. Panowie rozpoczęli starcie na niskich obrotach, lecz to był cichy wstęp do grzmotów, które nadeszły w dalszej części pojedynku. Ishii wręcz dewastował Willa i prowadził walkę pod własne dyktando – potężne ciosy, stopowanie akcji Ospreay’a i ciągła kontrola nad starciem. Brytyjczyk zaczął dochodzić do głosu i w końcu przeciwstawił się Tomohiro, którego potraktował dosyć brutalnie w końcowej fazie pojedynku. Naprawdę świetne rzeczy działy się w ostatnich minutach tej walki – wymiana ciosów, pełno stiffowych uderzeń i efektywnych ruchów, które przybliżały obu panów do zwycięstwa. W piękny sposób Ishii zdzielił Willa headbuttem, a ten padł jak rażony prądem. Wydawało się, że Japończyk idzie po wygraną, aczkolwiek były to tylko pozory. Ospreay się przebudził i podjął kroki, które doprowadziły go do drugiej wygranej w tegorocznym G1. Świetny finisz, w którym Will wynosi Tomo pod Storm Breaker, by jednak po chwili wykonać niebezpiecznie wyglądającego Piledrivera. Bez Storm Breakera się nie obyło, bo to właśnie tą akcją zakończył pojedynek i ostatecznie zwyciężył z Ishiim.

Zwycięzca: Will Ospreay

Moja ocena: **** 1/2*

A Block Tournament Match

Kota Ibushi vs Jay White

Jay White często mnie irytuje w swoim obecnym gimmicku. Irytujące są dla mnie te ingerencje Gedo i wieczne wpychanie się do walki, by za wszelką cenę pomóc Switchblade’owi. White jest świetnym heelem, co udowadnia za każdym razem, gdy wchodzi do ringu. Jednak ten sam schemat w jego walkach, jest dość męczący do oglądania. Pojedynek z Ibushim wypadł całkiem nieźle. Poziomem do starć finału G1 czy Wrestle Kingdom się nie zbliżyli, aczkolwiek był to solidny main event. Pod względem ringowym stał na dobrym poziomie, ale nie to było najważniejsze w tym przypadku. Genialny ring-work White’a został przeze mnie doceniony – to klaskanie w kierunku publiki, szydzenie z Koty i pewność siebie, która biła od niego na kilometr. Jay był gotowy do tego, aby w pewny sposób pokonać Golden Stara – może i swoje 5 groszy ponownie dorzucił Gedo, ale ta wygrana była mocna. Bladerunner wyglądał mocarnie i o dziwo wystarczył tylko jeden, aby pokonać Ibushi’ego.

Zwycięzca: Jay White

Moja ocena: *** 3/4*