G1 Climax 30 Dzień 1 – Opinia

W zeszłym roku postawiłem sobie za cel pisanie opinii z każdego dnia G1 Climax. Jeśli ktoś pamięta i czytał, wie, że cel został osiągnięty. Czasami było to męczące, nie zawsze chciało się pisać, aczkolwiek dałem radę i oceniłem wszystkie turniejowe walki. W tym roku planuję to powtórzyć – czy się uda? Mam nadzieję, że tak. Nie przedłużam więc i przechodzę do opinii z pierwszego dnia trzydziestej edycji Climaxa.

A Block Tournament Match

Will Ospreay vs Yujiro Takahashi

Will Ospreay powrócił do New Japan Pro Wrestling i jego głównym celem jest bycie “jedynką” Climaxa. Na starcie jego rywalem był Yujiro Takahashi, czyli wrestler, dla którego sam udział w turnieju jest sukcesem. Innego rezultatu niż zwycięstwo Brytyjczyka, nie należało się spodziewać. Ospreay i Takahashi rozpoczęli walkę na pełnej intensywności – nie było czasu na odpoczynek i usypianie publiki, bo dostali mało czasu na swój pojedynek. Will przeważał, aczkolwiek Takahashi wcale nie odstawał i próbował w jakiś sposób zatrzymać rozpędzonego Ospreay’a. Końcówka należała do Williama, który w gładki sposób rozprawił się z rywalem. Storm Breaker załatwił sprawę i Ospreay zdobył swoje pierwsze oczka w tegorocznym G1.

Zwycięzca: Will Ospreay

Moja ocena: ** 1/2*

A Block Tournament Match

Jeff Cobb vs Taichi

Wiele słyszałem pogłosek, że Jeff Cobb ma dostać push już na starcie tegorocznego Climaxa, bo podpisał umowę z NJPW. Jak widać, nie było w tym grosza prawdy, bo potężny wrestler uległ śpiewakowi w pierwszym swoim pojedynku w G1.  Walka mi się podobała. Bardzo fizyczne starcie, w którym co jakiś czas pojawiały się żwawsze momenty, a także kontry i zwroty akcji. Naprawdę dobrze ogląda się Taichi’ego w ostatnim czasie – każdy jego mecz stoi na wysokim poziomie i ten również do takich należał. Cieszy wygrana Japończyka, który może okazać się czarnym koniem Climaxa.

Zwycięzca: Taichi

Moja ocena: *** 1/2*

A Block Tournament Match

Minoru Suzuki vs Tomohiro Ishii

Walki Suzukiego i Ishii’ego to już legendarne zestawienie, które zawsze tworzy kapitalne pojedynki – walczyli ze sobą mnóstwo razy – ani razu nie zawiedli. Ich starcia to już klasyk i za każdym razem, gdy wchodzą do ringu, prezentują fanom wrestling na najwyższym poziomie. Minoru to ewenement – mimo tylu lat na karku nadal jest w niesamowitej formie. Nie ważne, ile razy się ze sobą ścierają, zawsze wychodzą im genialne walki. W tym przypadku, panowie także nie oszczędzali sił i poszli na całość. Siłowy wrestling na pełnej intensywności, połączony ze stiffowymi ciosami – kwintesencja walk Minoru i Tomohiro. Świetnie zabookowano też końcówkę, w której lider Suzuki-gun pięknie skontrował Ishii’ego, przechodząc do Piledrivera, po którym odliczył Tomo do trzech.

Zwycięzca: Minoru Suzuki

Moja ocena: **** 

A Block Tournament Match

Shingo Takagi vs Jay White

Może gdybym nie oglądał tej walki na żywo, to poziom mojego niezadowolenia finiszem byłby o wiele mniejszy. Ten pojedynek był świetny – wszystko kleiło się idealnie. Od początku mocne wejście Shingo i próby ucieczki White’a, który znowu próbował zasłaniać się Gedo i unikać sprawiedliwej potyczki. Wciągnąłem się w tę walkę i z każdą upływającą minutą, stawała się ona coraz bardziej interesująca. Pierwszy raz od dawna, Jay White toczył normalny pojedynek, w którym Gedo nie odgrywał pierwszych skrzypiec. Starcie było wyrównane i prowadzone w dynamicznymi tempie – na twarzy Shingo nie było widać zmęczenia. Wskoczył na wyższe obroty i zdominował Switchblade’a w końcowej fazie pojedynku. Wtedy rozpoczęły się problemy – White wykorzystał chwilowy brak sędziego, aby uderzyć byłego NEVER Openweight Championa poniżej pasa. Gedo też dołożył swoje 5 groszy, a po chwili było już po wszystkim. Szkoda, że Takagi to przegrał, bo świetnie zaprezentował się w tej walce.

Zwycięzca: Jay White

Moja ocena: **** 

A Block Tournament Match

Kazuchika Okada vs Kota Ibushi

Mam problem z tą walką. Dostaliśmy bardzo dobre starcie, aczkolwiek czegoś mi w niej zabrakło. Może to przesyt walk Okady z Ibushim w ostatnim czasie? A może po prostu nie wczułem się w pojedynek? Nie mam pojęcia. Kazu jako jeden z głównych kandydatów do zwycięstwa w G1 – podejmował wrestlera, który w ostatnich miesiącach nie jest na świeczniku i po Wrestle Kingdom obrał sobie za cel tytuły tag teamowe, które dzierżył z Tanahashim. Spodziewałem się, że walka Rainmakera z Golden Starem będzie obfitować w nieco większe emocje i choć trochę zbliżą się poziomem do meczu z WK. Dopiero gdzieś w ostatnich minutach walki pojawiły się u mnie jakieś emocje. Finisz zrobili naprawdę dobry. Kazuchika miał Kotę na wykończeniu i wszystko wskazywało na jego wygraną. Kapitalnie rozegrano zakończenie, w którym Ibushi wspiął się na wyżyny swoich umiejętności, skontrował i dobił Okadę. Lekko byłem zaskoczony wygraną Koty – to Kazuchika miał wejść w turniej w hukiem, lecz stało się inaczej.

Zwycięzca: Kota Ibushi

Moja ocena: ****