G1 Climax 29 Dzień 8 – Opinia

Po 4 dniach przerwy turniej G1 Climax powraca, ale nie na długo, bo następna gala 27 lipca więc znów czeka nas przerwa. Tym razem będzie to krótka rozłąka, więc nie ma się co smucić. Dziś do rywalizacji przystąpił blok B. Pierwszy mecz turniejowy odbyli Juice Robinson i Toru Yano, który jak zwykle był „Comedy Matchem”. Goto zmierzył się z Tachiim, a Jay White powalczył o pierwszą wygraną w tegorocznym Climaxie z Jeffem Cobbem. Jon Moxley starł się z Shingo Takagim i odniósł kolejne zwycięstwo w G1. W main evencie tego dnia Tetsuya Naito zawalczył z Tomohiro Ishiim. Po krótkim wstępie tradycyjnie zapraszam was do mojej opinii, w której to subiektywnie ocenię każdą z walk. Życzę miłego czytania!


Block Tournament Match

Juice Robinson vs Toru Yano

Ah ten Toru Yano taki przezabawny człowiek. Za każdym razem, gdy wchodzi do ringu musi coś śmiesznego zrobić i zaskoczyć nas swoim zwycięstwem. Tak było w walkach z Naito i Whitem, gdzie Yano pokonał swoich rywali w szybki sposób. Tym razem jego rywalem był Juice Robinson, który miał na swoim koncie 4 punkty, czyli tyle co Toru. Dla Robinsona jest to najlepszy Climax w karierze i mocno liczyłem na to, że wygra on ten pojedynek. Starcie jak przystało na Yano toczyło się wolnym tempie oraz było typowym „Comedy Matchem”. Kurcze, ale przecież każdy mecz Toru tak wygląda, więc mógłbym też i tak napisać. Podobał mi się moment, w którym Juice wykonywał te swoje „punche”, a Toru w pewnym momencie zablokował uderzenie tym materacem „częścią” narożnika. Robinson wygrywa po aplikacji „Pulp Friction” i odnosi 3 zwycięstwo w tegorocznym G1.

Zwycięzca: Juice Robinson

Moja ocena: **


Block Tournament Match

Hirooki Goto vs Taichi

Narzekałem na to, że Taichi bierze udział w tegorocznym turnieju i chciałem, aby to kto inny wystąpił za niego. Teraz jednak mam inne zdanie na ten temat, bo Taichi naprawdę dobrze spisuję się w tym turnieju, a jego walki trzymają przyzwoity poziom. Podobnie w sumie jest z Archerem w bloku A. Pojedynek Goto z Taichim nie należał do wybitnych, ale był naprawdę solidny i godny uwagi. Mega podobał mi się początek, kiedy to Taichi zdeptał koszulkę „LA Dojo”, a wkurzony Goto momentalnie na niego ruszył i tym samym rozpoczęli on walkę. Panowie od samego początku walki narzucili dynamiczne tempo temu starciu i taki stan utrzymywał się do końca meczu. Taichi ma nawet niezłe ring skille, a w połączeniu z mocnym stylem Hirookiego wypadało to naprawdę spoko. W sumie końcowe momenty walki podobały mi się najbardziej. Goto miał „śpiewaka” na wykończeniu i wydawało się, że wygra ten pojedynek. Taichi jednak skontrował rywala i wygrał walkę poprzez „roll up”.

Zwycięzca: Taichi

Moja ocena: *** 1\2*


B Block Tournament Match

Jon Moxley vs Shingo Takagi

Po świetnej walce z Ishiim, Moxley stanął do walki z członkiem „Los Ingobernables de Japon” Shingo Takagim. Mecz ten od samego początku zapowiadał się kapitalnie i było można wyczuć tą chemię między nimi. Panowie rozpoczęli w podobny sposób, jak rozpoczęli Mox i Ishii czyli od ostrej wymiany ciosów. Następnie przeszli do bardziej „stonowanej” walki i prowadzili ją w takim tempie do jakiegoś czasu. W walce sporo było brutalności i tzw. „stiffowej” walki. Shingo i Mox poszli trochę w „psychologię ringową”, kiedy to Jon zaczął osłabiać nogę Shingo, a ten świetnie sprzedawał ten uraz i faktycznie można było uwierzyć, iż jest on kontuzjowany. Tempo walki było rożne, bo walka miała wiele faz. Raz przyspieszali, zaś potem na kilka minut osiadali i toczyli mecz wolnym tempie. Końcówka walki genialna moim zdaniem! w pewnym momencie uwierzyłem, że Takagi może wygrać tę walkę. Skończyło się jednak na tym, że Mox zmusił Shingo do poddania po wykonaniu „Texas cloverleaf” i odniósł kolejną wygraną w G1 Climax 29.

Zwycięzca: Jon Moxley

Moja ocena: **** 


B Block Tournament Match

Jay White vs Jeff Cobb

Ale to były nudy przez połowę walki. Panowie nie zaciekawili mnie niczym przez prawie cały mecz, bo dopiero pod koniec coś ruszyło. Nigdy nie byłem fanem Cobba i nie będę, bo gościu mnie zwyczajnie zanudza. White przystępował do walki z zerowym dorobkiem punktowym, więc jasne było, że musi w końcu wygrać, a Jeff jest idealnym rywalem do dokonania tego. Pojedynek ten opierał się raczej na siłowej walce i fragmentach walki, w których panowie „zasypiali” w parterze he he. Wkurzał mnie Gedo, który ciągle gdzieś się tam kręcił i zakłócał walkę swoimi ingerencjami. Na szczęście w końcu dostał „manto” od Jeffa i to mnie ucieszyło. White wykorzystał nieuwagę Cobba i spróbował wykonać mu „Bladerunnera”, ale ten skontrował. Byłem pewny, że jest już po Jayu, ale ten jednak też skontrował rywala i pod chwilową nieobecność sędziego kopnął go w krocze. Następnie siadł piękny „Bladerunner”, który dał wygraną White’owi.

Zwycięzca: Jay White

Moja ocena: *** 1\4*


B Block Tournament Match

Tetsuya Naito vs Tomohiro Ishii

Naito i Ishii już wielokrotnie mierzyli się ze sobą w NJPW i zawsze ich walki wzbudzały we mnie wielkie emocje. Tym razem było podobnie, bo panowie zrobili walkę, która zdecydowanie była jedną z najlepszych podczas tegorocznego Climaxa. Ishii teoretycznie jest w komfortowej sytuacji, bo rozpoczął G1 od 2 zwycięstw, zaś Naito od porażek, więc musiał tutaj wygrać, aby zachować szansę na zwycięstwo w bloku. Mnóstwo szybkiej akcji, brutalnych wymian ciosów, near falli, które mieliśmy w odpowiednich momentach walki, a nie kiedy popadnie czy tradycyjnych „comebacków” Tomo, kiedy to po przyjęciu kilku akcji wstaje i rozkłada swojego oponenta. Panowie w sumie pokazali wszystko, co mogli mieć do zaoferowania, choć ja trochę mam niedosyt. Ostatnie 10 minut walki było rewelacyjnie i bardzo emocjonujące. „Stone Pitbull” wykończył Naito i miał go już praktycznie przygotowanego do pokonania, ale ten poprzez kontrę wyprowadził „Destino”, które jednak nie dało mu zwycięstwa. Następnie wskoczyli oni na niebywałe obroty dzięki czemu oglądaliśmy pasjonujące końcowe minuty tej walki. Jednakże 2 „Destino” załatwiło już sprawę i to Tetsuya opuścił Hiroshimę jako zwycięzca.

Zwycięzca: Tetsuya Naito

Moja ocena: **** 1\4*